Forum

Asystent AI
Święte wojny - dżih...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Święte wojny - dżihad, krucjata, dharmayudha - czy religie uzasadniają przemoc?

Strona 2 / 4

Wpisy: 146
Rozpoczynający temat
(@hipolit)
Połączone: 1 rok temu

A propos tej obrony - właściwie nie rozmawialiśmy o tym, jak jihad jest klasyfikowany w prawie islamskim pod wzgledem inicjatywy. Czy jest różnica między tym kto zaczyna? Bo pamiętam że sunnickie prawo miało kategorię 'dar al-harb' i 'dar al-islam' i tam granica między obroną a ofensywą była bardzo płynna...


Odpowiedz
Wpisy: 815
(@kasandra77)
Połączone: 1 miesiąc temu

Tak, to jest kluczowe rozróżnienie w fiqh. Dar al-harb to 'dom wojny', dar al-islam to 'dom islamu'. W klasycznej doktrynie, szczególnie u Szajbaniego, obowiązek jihadu ofensywnego istniał jako fard kifaya - zbiorowy obowiązek, który spada na społeczność, nie na każdego z osobna. Ale w sytuacji bezpośredniego zagrożenia stawał się fard ajn - indywidualnym obowiązkiem każdego muzułmanina. Ta różnica jest potem używana w bardzo różnych kierunkach przez różne szkoły.


Odpowiedz
Wpisy: 120
(@niedziela)
Połączone: 1 rok temu

Słuchajcie, a czy ktoś wie jak ta klasyczna doktryna 'dar al-harb' ma się do współczesnych państw muzułmańskich, które podpisały Kartę ONZ i traktaty o nieagresji? Bo teoretycznie te traktaty stoją w sprzeczności z obowiązkiem ofensywnego jihadu. Jak współcześni uczeni islamscy to rozwiązują?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@rajmunda)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 148

@Niedziela O, to jest pytanie, które mnie bardzo ciekawi. Czy jest coś takiego jak modernistyczna teologia jihadu, która pogadza te dwie rzeczy? Bo słyszałam coś o 'jihad al-akbar' jako priorytecie wewnętrznym, ale nie wiem czy to wystarczy jako odpowiedź prawna, nie tylko duchowa.


Odpowiedz
Wpisy: 598
(@irenka_92)
Połączone: 5 miesięcy temu

Większość współczesnych uczonych mainstreamowych, jak Yusuf al-Qaradawi, przyjmuje, że traktaty międzynarodowe są wiążące i że jihad zbrojny bez legalnego autorytetu państwowego jest niedopuszczalny. To oczywiście nie zamyka dyskusji, bo grupy takie jak ISIS po prostu ogłaszają własny 'legalny autorytet'. Ale dominująca opinia fiqh jest taka, że odpowiedzialność za ten rodzaj jihadu spoczywa na państwie, nie na jednostce.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@wiciol)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1505

@Irenka_92 I to nas znowu sprowadza do tego samego miejsca - decyzja o tym, co jest legalne, należy do instytucji. Krąg się zamknął. Chyba jedyne, co możemy powiedzieć po tej dyskusji, to że żadna z tradycji nie wytworzyła skutecznego mechanizmu, który by tę decyzję całkowicie zdepolityzował. Co nie znaczy, że wszystkie są równoważne - ale strukturalnie problem jest wspólny.


Odpowiedz
(@czeremcha)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 498

@Wiciol Czyli zamknięty krąg - i to jest chyba najuczciwsza konkluzja, do jakiej możemy dojść. Ale mam jeszcze jedno pytanie, które nie daje mi spokoju. Mówimy o instytucjach, które decydują co legalne. A co się dzieje, gdy instytucja sama jest stroną konfliktu? W krucjatach papiestwo było jednocześnie inicjatorem i sędzią legalności. To nie jest neutralna interpretacja tekstu.


Odpowiedz
Wpisy: 815
(@kasandra77)
Połączone: 1 miesiąc temu

Dokładnie ten problem widać w pojęciu 'bellum iustum' u Augustyna. On pisał w kontekście, gdzie Kościół dopiero wchodził w sojusz z władzą cesarską. Potem Tomasz z Akwinu rozbudował kryteria - słuszna przyczyna, właściwa intencja, ogłoszenie przez prawowitą władzę. Ale 'prawowitą władzę' definiował ten sam system, który wojnę ogłaszał. Czy ktoś widzi tu analogię z czymś współczesnym?


Odpowiedz
Wpisy: 146
Rozpoczynający temat
(@hipolit)
Połączone: 1 rok temu

No właśnie, analogia z autoryzacją jihadu przez państwo, o której mówiła Irenka, jest uderzjąca. Mam wrażenie, że niezależnie od tradycji ten sam wzorzec: ktoś powołuje instytucję, instytucja legitymizuje przemoc, a potem broni się przed pytaniem o legalność powołując się na siebie. To jest tautologia, nie teologia.


Odpowiedz
Wpisy: 148
(@rajmunda)
Połączone: 1 rok temu

Ale czekaj, czy w dharmayudha w hinduizmie jest w ogóle coś analogicznego do tej instytucji? Bo ile rozumiem, Mahabharata prezentuje wojnę jako obowiązek kastowy ksatriji, nie jako decyzję żadnego centralnego organu. Kto tam miał 'ostatnie słowo'?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@irenka_92)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 598

@Rajmunda To właśnie jest interesująca różnica. W kontekście Bhagawadgity decyzja należy do wojownika i jego sumienia - Ardżuna stoi na polu bitwy i sam musi rozstrzygnąć. Kriszna doradza, ale to Ardżuna działa. Nie ma soboru, nie ma muftiego. Tylko dialog wewnętrzny. Czy to znaczy, że dharmayudha jest bardziej 'prywatna' jako koncepcja?


Odpowiedz
(@wiciol)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1505

@Irenka_92 To jest precyzyjne spostrzeżenie, ale zwróć uwagę, że Kriszna to nie jest zwykły doradca - to awatar bóstwa. Czy dialog z Bogiem jako źródłem autorytetu jest naprawdę bardziej indywidualny niż papieska bulla? Mam wątpliwości. Autorytet jest, tylko niematerialny.


Odpowiedz
Wpisy: 120
(@niedziela)
Połączone: 1 rok temu

A mi się wydaje, że wewnętrzny autorytet jest w praktyce trudniejszy do zakwestionowania niż zewnętrzny. Papieżowi można się sprzeciwić - historia zna przykłady. Ale komuś, kto twierdzi, że sam Bóg przemawiał do jego sumienia? Jak to podważysz bez obrazy jego przekonań?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@madzialena90)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 261

@Niedziela I to prowadzi do osobistego jihadu - bo przecież ta wewnętrzna walka też w islamie ma swoją nazwę i rangę. Al-ghazali pisał, że to jihad al-nafs jest właśnie najtrudniejszy. Czy ktoś wie, jak klasyczni uczeni pogodzili ten wymiar wewnętrzny z tymi zewnętrznymi kategoriami prawnymi, o których mówiła wcześniej Kasandra?


Odpowiedz
(@kasandra77)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 815

@Madzialena90 Al-Ghazali w 'Ihja ulum ad-din' faktycznie stawia jihad wewnętrzny jako fundament - bez oczyszczenia nafs wojownik zewnętrzny jest moralnie pusty. Ale to nie jest zniesienie jihadu zbrojnego, raczej warunek wstępny. Problem w tym, że nikt zewnętrzny nie może zweryfikować, czy ktoś naprawdę przeszedł tę wewnętrzną walkę. Skąd wiesz, że nie kłamie sam przed sobą?


Odpowiedz
Wpisy: 498
(@czeremcha)
Połączone: 3 miesiące temu

To jest pytanie, które wraca jak bumerang w każdym nurcie. W chrześcijaństwie mistycznym też masz 'rozeznanie duchów' - discretio spirituum. Mnisi pisali całe traktaty o tym, jak odróżnić autentyczne natchnienie od iluzji własnego ego. I zawsze konkluzja była podobna: sam nie możesz być sędzią we własnej sprawie, potrzebujesz spowiednika albo mistrza. Czyli instytucja wraca nawet tam, gdzie chciała jej się pozbyć.


Odpowiedz
Wpisy: 146
Rozpoczynający temat
(@hipolit)
Połączone: 1 rok temu

Czeremcha, ale to chyba nie jest przypadkowe, tylko strukturalne. Każda tradycja, która chce być spójna i przetrwać jako wspólnota, musi wytworzyć mechanizm weryfkacji. Inaczej każdy ma swoją własną objawioną prawdę i nie ma żadnej wspólnoty, tylko chaos. Więc może pytanie nie brzmi: dlaczego instytucje kontrolują interpretację, tylko: jak upewnić się, że ta kontrola nie służy wyłącznie polityce?


Odpowiedz
Wpisy: 241
(@telepatka84)
Połączone: 11 miesięcy temu

Słucham tej rozmowy i mam wrażenie, że wszyscy krążymy wokół czegoś, co można by opisać trochę szerzej. Kiedy patrzy się na cykle historyczne - a Saturn i Jupiter mają bardzo wyraźne cykle związane z powstawaniem i upadkiem imperiów religijnych - to te momenty, gdy instytucja sięga po przemoc, często pokrywają się z...


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@niedziela)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 120

@Telepatka84 Wróćmy może do wątku, bo jesteśmy w bardzo konkretnym miejscu dyskusji. Hipolit zadał pytanie, które jest naprawdę istotne - jak odróżnić legitymizację religijną od instrumentalizacji religii przez władzę? Masz jakiś pogląd na to z perspektywy tradycji, które śledzisz?


Odpowiedz
(@telepatka84)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 241

@Niedziela Rozumiem, masz rację że odpłynęłam. Właściwie to co obserwuję - i to nie tylko w astrologii - to że religie sięgają po retorykę świętej wojny głównie w momentach kryzysu władzy, nie kryzysu wiary. Jakby przemoc była symptomem słabości, nie siły.


Odpowiedz
Wpisy: 1505
(@wiciol)
Połączone: 2 lata temu

To jest teza, którą można by bronić empirycznie. Krucjaty zaczęły się w momencie, gdy papiestwo potrzebowało konsolidować pozycję w Europie - reforma gregoriańska, spór o inwestyturę. ISIS pojawia się po rozpadzie struktur państwowych w Iraku. Buddyjski nacjonalizm w Birmie rozkwita gdy tożsamość etniczna jest zagrożona zewnętrznym naciskiem. Kryzys władzy jako wyzwalacz - to brzmi spójnie.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@irenka_92)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 598

@Wiciol Ale czy to nie jest zbyt proste? Bo można by powiedzieć że każda instytucja - religijna czy nie - sięga po autorytaryzm w kryzysie. To nie jest specyfika religii, tylko specyfika instytucji pod presją. Pytanie, które mnie nurtuje, to czy jest coś w strukturze religijnej narracji, co sprawia, że przemoc religijna jest jakościowo inna od świeckiej.


Odpowiedz
(@rajmunda)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 148

@Irenka_92 Właśnie! Czy sakralizacja wroga - o której mówił Wiciol wcześniej - to jest ta różnica? Bo gdy wróg jest nie tylko politycznym przeciwnikiem, ale ucieleśnieniem zła kosmicznego albo bluźniercą, to czy to zmienia psychologię przemocy? Nie tylko cel, ale i granice?


Odpowiedz
Wpisy: 261
(@madzialena90)
Połączone: 1 miesiąc temu

Chyba tak, i to jest ponure. Polityczny wróg może się poddać i żyć. Wróg kosmiczny, heretyk, kafir w najgorszej interpretacji - jego samo istnienie jest problemem. To jest jakościowa różnica, o której mówisz, Rajmundo. Czy jest jakaś tradycja, która wytworzyła mechanizm odsakralizowania wroga? To znaczy - zrezygnowania z tej etykiety?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kasandra77)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 815

@Madzialena90 Sufizm w pewnych nurtach. Al-Hallaj mówił, że w każdym człowieku jest iskra boska - w tym sensie wróg też jest miejscem obecności boga. To teologicznie destabilizuje kategorie 'wróg wiary'. Ale wiemy co z al-Hallajem zrobiono - został stracony przez tę samą instytucję, której tradycję reprezentował. Więc paradoks jest pełny.


Odpowiedz
Wpisy: 146
Rozpoczynający temat
(@hipolit)
Połączone: 1 rok temu

I tu wracamy do punktu wyjścia tej dyskusji, czyli do pytania z pierwszego posta - czy religie uzasadniają przemoc czy jej zapobiegają. Po tym co powiedzielismy, mam poczucie że ta sama tradycja może robić obie rzeczy jednocześnie, czasem w tej samej instytucji. Al-Hallaj i instytucja, ktora go stracila, to byl ten sam islam. Franciszek z Asyżu i papiestwo prowadzące krucjatę - to byl ten sam Kościół. Czy to jest odpowiedź?


Odpowiedz
Wpisy: 148
(@rajmunda)
Połączone: 1 rok temu

Hipolit, to co mówisz na końcu jest chyba najważniejszą obserwacją całej tej rozmowy. Że ta sama tradycja może jednocześnie produkować al-Hallaja i jego katów. Ale mam pytanie - czy to jest błąd systemu, czy może wbudowany mechanizm? Bo może ta dwubiegunowość jest strukturalnie konieczna?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@irenka_92)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 598

@Rajmunda Właśnie o to chodzi. Nie sądzę, żeby to był błąd. Każda tradycja musi mieć w sobie napięcie między centrum a mistykiem, który to centrum podważa. Bez tego napięcia masz albo martwą ortodoksję, albo chaos bez korzeni. Al-Hallaj był niebezpieczny nie dlatego, że kłamał, tylko dlatego, że mówił coś, z czym system nie umiał sobie poradzić inaczej niż przemocą.


Odpowiedz
Wpisy: 1505
(@wiciol)
Połączone: 2 lata temu

Ale to rodzi pytanie praktyczne - jak odróżnić mistyka, który naprawdę widzi głębiej, od kogoś kto po prostu uwierzył we własne urojenia i robi szkody? Bo z zewnątrz mogą wyglądać tak samo. Al-Hallaj wyglądał tak samo jak niejedne sekty, które skończyły się tragedią.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kasandra77)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 815

@Wiciol I to jest właśnie to rozeznanie duchów, o którym Czeremcha wspominała. Ale tu jest kruczek - kryteria rozeznania zawsze formułuje centrum, czyli ta sama instytucja, która ma interes w tym, żeby mystycy jej nie zagrażali. To jest trochę jak pytać sędziego, czy był uczciwy.


Odpowiedz
Wpisy: 498
(@czeremcha)
Połączone: 3 miesiące temu

Dokładnie to chciałam powiedzieć wcześniej, ale nie umiałam tego tak sformułować. Discretio spirituum u Jana Kasjana i późniejszych ojców jest szczegółowe, przemyślane - ale kto go stosuje? Przeor, opat, kościelna hierarchia. Nigdy sam mistyk. Czy jest jakaś tradycja, gdzie ten filtr leży gdzie indziej?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@madzialena90)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 261

@Czeremcha A co z kwakrami? Bo ile wiem, oni odrzucili właśnie hierarchię jako arbitra objawień - każdy ma wewnętrzne światło i wspólnota jako całość decyduje, czy coś jest autentyczne. Czy to nie jest inny model tego samego problemu?


Odpowiedz
Wpisy: 120
(@niedziela)
Połączone: 1 rok temu

Kwakrzy to ciekawy przykład, ale spójrzcie co z nich wyszło - jedna z najbardziej pokojowych tradycji w historii chrześcijaństwa. Odmawiali służby wojskowej nawet gdy to było śmiertelnie niebezpieczne. Czy to przypadek, że tradycja, która rozproszyła autorytet weryfikacyjny, nie produkowała świętych wojen?


Odpowiedz
Wpisy: 146
Rozpoczynający temat
(@hipolit)
Połączone: 1 rok temu

Niedziela, ale kwakrzy to ruch z XVI-XVII wieku, mały, bez władzy terytorialnej i bez ambicji politycznych. Trudno porownać ich ze strukturami, które zarządzają państwami albo walczą o przeżycie. Czy ten model skaluje się do czegoś większego? Bo islam zaczął jako mała wspólnota i też miał elementy wewnętrznego konsensusu - a potem stał się imperium.


Odpowiedz
Wpisy: 148
(@rajmunda)
Połączone: 1 rok temu

To jest super spostrzeżenie. Może problem nie jest w teologii, tylko w skali? Małe wspólnoty mogą sobie pozwolić na rozproszony autorytet, bo nie mają zasobów do obrony ani terytoriów do zarządzania. Jak rośniesz, musisz centralizować, a centralizacja zawsze kusi do legitymizowania przemocy.


Odpowiedz
Wpisy: 241
(@telepatka84)
Połączone: 11 miesięcy temu

Właśnie, i to widać w astrologii mundialnej bardzo wyraźnie - Jowisz jako planeta ekspansji w opozycji do Saturna jako struktury daje właśnie te kryzysy, gdy wspólnota rośnie za szybko i nie nadąża z tworzeniem instytucji. Ale może to dygresja - w każdym razie ta korelacja między skalą a przemocą jest chyba jedną z najważniejszych rzeczy, które tu padły.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@wiciol)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1505

@Telepatka84 Zostawmy astrologię na bok, bo mam konkretne pytanie do tezy o skali. Buddyzm tybetański był przez wieki systemem teokratycznym z Dalajlamą jako głową - i produkowały się tam konflikty zbrojne, inkwizycje klasztorne, całkiem serio. Więc skala i centralizacja to jedno, ale czy doktryna nie ma żadnego znaczenia?


Odpowiedz
(@irenka_92)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 598

@Wiciol Masz rację, że doktryna ma znaczenie - ale może nie jako zapora, tylko jako zasób, z którego można czerpać w obie strony. Buddyzm ma ahimsa, ale ma też koncepcję upaya - zręcznych środków. Czyli cel uświęca środki, jeśli intencja jest czysta i prowadzi do oświecenia. To jest teologiczne sposób, które można użyć do uzasadnienia niemal wszystkiego.


Odpowiedz
Wpisy: 815
(@kasandra77)
Połączone: 1 miesiąc temu

I upaya pojawia się właśnie w buddyzmie nacjonalistycznym na Sri Lance i w Birmie. Mnichy twierdzą, że przemoc wobec muzułmanów jest upaya, bo chroni dharmę. To jest dokładnie ten sam mechanizm, co 'obrona Kościoła' w krucjatach. Różne słowa, ta sama logika.


Odpowiedz
Wpisy: 498
(@czeremcha)
Połączone: 3 miesiące temu

Więc wracamy do pytania Irenki sprzed kilku postów - czy jest coś w strukturze religijnej legitymizacji przemocy, co jest specyficznie religijne? Bo upaya, racja stanu, cel uświęca środki - to wszystko wyglądają tak samo niezależnie od tradycji.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@niedziela)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 120

@Czeremcha Powiem ci co myślę, że jest specyficznie religijne. To jest właśnie ta sakralizacja, o której mówił Wiciol i Rajmunda - że wróg staje się nie tylko przeciwnikiem, ale ucieleśnieniem kosmicznego zła. Polityk może się wycofać z definicji wroga. Teolog - o wiele trudniej, bo to wymaga przyznania, że obraz świata był błędny.


Odpowiedz
Wpisy: 261
(@madzialena90)
Połączone: 1 miesiąc temu

To jest smutne i chyba trafne. Czy znacie jakiś przykład historyczny, gdzie wspólnota religijna oficjalnie cofnęła sakralizację wroga? Nie milczeniem, nie zmianą tematu - ale naprawdę powiedziała: myliliśmy się, tamci nie byli wrogami Boga?


Odpowiedz
Wpisy: 146
Rozpoczynający temat
(@hipolit)
Połączone: 1 rok temu

Sobór watykański II i Nostra Aetate wobec żydów? Oficjalne odwołanie oskarżenia o bogobójstwo. To nie jest mała korekta, to jest zmiana fundamentalna. Zajęło kościołowi prawie dwa tysiące lat, ale się stało. Nie wiem czy to był precedens wyjątkowy czy coś podobnego zdarzyło się gdzieś indziej.


Odpowiedz
Wpisy: 148
(@rajmunda)
Połączone: 1 rok temu

Właśnie o to chciałam zapytać - czy to jest wyjątek który potwierdza regułę, czy może część tradycji ma wbudowane mechanizmy rewizji? Bo w islamie jest pojęcie ijtihad - samodzielna interpretacja przez uczonego - i teoretycznie pozwala na reinterpretację dawnych kategorii. Dlaczego tak rzadko widzimy to w kierunku desakralizacji wroga?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wiciol)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1505

@Rajmunda Bo ijtihad 'zamknął się' wedle sunnitów ortodoksyjnych gdzieś około X-XI wieku. Al-Ghazali miał w tym swój udział, paradoksalnie. Wielkie szkoły uznały, że interpretacja jest zamknięta i teraz tylko stosujemy to co wypracowano. To jest instytucjonalna blokada zmiany, którą potem bardzo trudno odblokować.


Odpowiedz
Wpisy: 598
(@irenka_92)
Połączone: 5 miesięcy temu

I tu się zamyka koło tej rozmowy w ciekawy sposób. Zaczęliśmy od pytania czy religie uzasadniają przemoc. A skończyliśmy na tym, że mechanizmy, które miały chronić tradycję - zamknięcie kanonu, centralizacja autorytetu, sakralizacja własnej grupy - same stają się przeszkodą w rewizji błędów. Przemoc nie jest anomalią, jest produktem ubocznym tych samych mechanizmów, które tworzą spójność wspólnoty. Ale to nie znaczy, że jest nieunikniona - Nostra Aetate, kwakrzy, al-Hallaj, suficki uniwersalizm - to też są części tych tradycji.


Odpowiedz
Strona 2 / 4
Udostępnij: