Chciałem poruszyć temat, który od dawna siedzi mi w głowie, bo trafiłem ostatnio na obszerne fragmenty literatury Hekhalot i Merkaba i od tamtej pory nie mogę przestać o tym myśleć. Chodzi o żydowskie mistyczne teksty opisujące podróże przez siedem pałaców niebieskich, Hekhalot, oraz kontemplację Bożego Tronu-Rydwanu, czyli właśnie Merkaby. To jest coś radykalnie innego niż to, czym się zazwyczaj zajmuje judaizm rabiniczny. Mistycy, zwani Jorede Merkawa, dosłownie 'zstępujący do Merkaby', opisują stopniowe przechodzenie przez kolejne niebiańskie komnaty, w każdej z nich strzegą ich aniołowie, a żeby przejść, trzeba znać odpowiednie formuły i pieczęcie. Pytanie do dyskusji jest takie: czy te doświadczenia to literacka metafora duchowego wzrostu, czy coś, co mistycy tamtej epoki traktowali jako rzeczywiste podróże przez poziomy rzeczywistości?
To jest jeden z tych tematów, gdzie sprawa nie jest wcale prosta. Gershom Scholem poświęcił temu sporą część swojego życia i doszedł do wniosku, że mistycy Merkaby naprawdę wchodzili w stany transowe, prawdopodobnie przez posty, powtarzanie hymnów i specyficzne ułożenie ciała, głowa między kolanami, tak jak Eliasz na górze Karmel. Ale czy to znaczy, że 'naprawdę' podróżowali? To zależy od tego, co rozumiemy przez rzeczywistość. Mnie bardziej ciekawi coś innego: te teksty powstały mniej więcej między III a VII wiekiem n.e., a więc w tym samym czasie co neoplatonizm i gnostycyzm. Czy ktoś tu ma zdanie na temat tego, czy to była wymiana idei, czy niezależne odkrycie podobnych map kosmosu?
Czytam i próbuję to poukładać, bo jest tego dużo. To znaczy, te 'pieczęcie i formuły' do przejścia przez kolejne pałace, to coś w rodzaju magicznych haseł? Bo to brzmi bardzo podobnie do tego, co w gnozie robili archonci, pilnowali przejść i trzeba było znać ich imiona, żeby się przebić wyżej. Nie wiem, czy to zbieżność, czy naprawdę był jakiś wspólny nurt.
To, co napisał Boleslaw o 'audiencji u króla', bardzo mi się podoba jako klucz interpretacyjny. Bo Merkaba nie jest drogą do zjednoczenia z Bogiem w sensie mistycznym, jak w sufizmie albo w Kabale Luriańskiej. To bardziej wizyta na dworze. Wizjoner widzi, jest przy Tronie, ale zachowuje odrębność. Czy ktoś wie, jak to się zmieniło, kiedy pojawiła się Kabała, już ta późnośredniowieczna, sefirotyczna? Bo mam wrażenie, że tam punkt ciężkości się mocno przesuwa.
Mam pytanie do Bolesława albo Mystici, bo ja do tej pory kojarzyłam Merkabach głównie z Ezechielową wizją rydwanu i nigdy nie zagłębiałam się w to, co powstało później. Czy te teksty Hekhalot były dostępne dla każdego, czy to była wiedza strzeżona, przeznaczona tylko dla wtajemniczonych? Bo jeśli wymagały lat przygotowania i konkretnych technik, to brzmi bardziej jak inicjacja niż jak powszechna praktyka religijna.
Coś mi tu nie gra. Jeśli Talmud ostrzega przed Merkabą i mówi, żeby nie spekulować, to czemu właściwie te teksty w ogóle przetrwały i były przepisywane? Logika by wskazywała, że środowisko rabiniczne albo by je zniszczyło, albo całkowicie wycofało z obiegu. Skoro nie, to może ta 'strzeżona wiedza' była jednak bardziej obecna w głównym nurcie, niż nam się wydaje?
Historia o Pardes jest niesamowita, bo ja ją kojarzyłam jako metaforę poziomów interpretacji Tory, Peshat, Derasz, Remez, Sod, ale teraz rozumiem, że mogło to też dosłownie odnosić się do mistycznych praktyk. Boleslaw, czy te dwa rozumienia są rozbieżne, czy można je czytać równolegle?
Przepraszam, że wchodzę z takim podstawowym pytaniem, ale chcę się upewnić, że dobrze rozumiem. Merkaba to jest ten rydwan Ezechiela z czterema twarzami i kołami pełnymi oczu? I mistycy potem rozwinęli z tego cały system podróży przez niebiańskie pałace? Jak to w ogóle działa, te podróże, to jest coś jak medytacja, czy coś bardziej ekstatycznego?
A te anioły, które strzegą pałaców, to są znane imiona? Znaczy, czy to Michał, Gabriel i reszta, których znamy z innych tradycji, czy zupełnie inne byty? Pytam, bo zawsze mnie ta angelologia żydowska ciekawiła i nie wiedziałam, że jest taka rozbudowana.
To, co piszesz o Metatronie, jest kluczowe dla zrozumienia, dlaczego te tradycje były tak rygorystycznie strzeżone. Granica między monoteizmem a czymś, co wyglądałoby jak diteizm, była tu bardzo cienka. Ciekawi mnie, jak późniejsza Kabała to rozwiązała. Bo o ile wiem, w systemie sefirotycznym te napięcia są jakoś zaabsorbowane przez strukturę Drzewa Życia, ale nie jestem pewna, czy to rozwiązanie teologiczne, czy raczej estetyczne.
Słucham tej rozmowy i mam pytanie, które może być trochę z boku, ale wydaje mi się istotne. Czy w tych tekstach jest cokolwiek o liczbach? Siedem pałaców, siedem niebios, to nie jest przypadkowe, siódemka w judaizmie ma ogromny ciężar gatunkowy. Ale ciekawi mnie, czy liczby odgrywają rolę nie tylko strukturalną, jako liczba poziomów, ale też jakąś operacyjną, jako część rytuału czy formuł.
Ten 'Shiur Koma' brzmi naprawdę kontrowersyjnie, Bóg z wymiarami ciała, to jakby bardzo antropomorficzne. Rozumiem, że to może być metafora, ale czy środowisko rabiniczne nie miało z tym problemu? Bo to brzmi wręcz sprzecznie z zakazem tworzenia obrazów.
Czytam całą tę dyskusję i chcę zapytać o coś, co może być bardziej praktyczne w sensie duchowym. Boleslaw wspominał o technikach, posty, hymny, pozycja ciała. Czy we współczesnych praktykach medytacyjnych, szczególnie tych czerpiących z mistyki żydowskiej, są jakieś ślady tej tradycji? Pytam, bo pracuję z medytacją i ciekawi mnie, czy gdzieś te stare mapy niebieskich pałaców żyją jako praktyka, a nie tylko jako tekst akademicki.
Zmienia, i to sporo. Sama pracuję z medytacją od kilku lat i wiem, jak ważny jest przekaz od kogoś, kto naprawdę przeszedł przez dany stan. Tekst to mapa, ale mapa to nie teren. Czyli rozumiem, że te współczesne próby to trochę jak rekonstrukcja historyczna?
Przepraszam, że wchodzę z głupim pytaniem, ale co znaczy 'demokratyzował' kontakt? Chodzi o to, że wcześniej tylko wybrani mogli to praktykować?
Wracam do wątku o liczbach, który zaczęłem wcześniej, bo Boleslaw wspomniał o gematrii i chcę zapytać konkretnie. Czy w tekstach Hekhalot są jakieś obliczenia numeryczne do imion aniołów strzegących konkretnych pałaców? Bo jeśli tak, to system musi być niezwykle skomplikowany przy siedmiu poziomach i wielu strażnikach na każdym.
Bardziej kosmologiczna, chociaż rozumiem, że się splatają. Pytam, bo w numerologii, którą się zajmuję, liczba siedem to cykl, zamknięta całość. Siedem niebios to ta sama logika? Czy raczej siedem to liczba progów, przez które trzeba przejść, czyli dynamika, nie statyka?
A ja mam inne pytanie, bo mi to daje do myślenia. Jeśli adept musiał znać tajne hasła i pieczęcie, żeby przejść przez każdy pałac, to co się działo, jeśli je zapomniał? Czy teksty w ogóle o tym mówią? Bo to by sugerowało, że cały ten system był bardzo konkretny i proceduralny, prawie jak protokół.
Ten spór między Scholemem a Idelem mnie zawsze ciekawił. Pamiętam, że Idel krytykował Scholema za zbyt duży nacisk na gnozę jako klucz interpretacyjny. Ale tu pytanie do Boleslawa, czy Idel miał własną propozycję tego, co te teksty 'naprawdę' robią? Bo sama już zgubiłam wątek tej debaty.
Słuchajcie, a co z Metatronem, którego Boleslaw wspominał wcześniej? Napisałeś, że jest zwany 'małym Jahwe', co brzmi niesamowicie. Czy jest jakaś historia o tym, skąd on pochodzi? Bo kojarzę Metatrona głównie z popkultury i chcę wiedzieć, ile z tego jest autentyczne.
Ta historia z Eliszą ben Awują jest poruszająca. Człowiek wchodzi do najwyższego pałaca, widzi coś, co interpretuje jako dwa trony, dwa bóstwa, i to go niszczy. Ale tu mam pytanie, czy w samych tekstach jest wyjaśnienie dlaczego Metatron siedział? Bo to chyba ważny szczegół.
Czytam tę rozmowę od początku i mam takie nieortodoksyjne pytanie. Wszystkie te systemy, hasła, pieczęcie, liczby, anioły pilnujące bram, to brzmi jak coś, co dzisiaj moglibyśmy opisać jako strukturę świadomości albo wręcz jako coś cybernetycznego. Czy ktoś z was trafił na porównania Merkaby do współczesnych modeli umysłu albo rzeczywistości wielowymiarowej? Bo mam wrażenie, że to tu może być ciekawy most.
Do pytania Genia chcę dodać, że takie porównania robił między innymi Stanislav Grof przy opisie stanów holotropowych. On zestawiał doświadczenia z tekstami Hekhalot i bhardö z Tybetu. Rzeczywiście są strukturalne podobieństwa, sekwencyjność, groźba dezintegracji, konieczność 'przepustki'. Ale Grof sam przyznawał, że nie wiadomo, czy to mówi coś o strukturze rzeczywistości, czy o strukturze umysłu w ekstremalnych stanach. To otwarte pytanie i to chyba jest w nim najciekawsze.
Boleslaw wspomniał o Grofie i stanach holotropowych, ale chcę dopytać o jeden szczegół. Czy te strukturalne podobieństwa, o których piszesz, to podobieństwa na poziomie treści wizji, czy raczej na poziomie dynamiki przejść? Bo to chyba fundamentalna różnica. Jedno to przypadkowe zbieżności kulturowe, drugie sugerowałoby coś głębszego.
Grof pisał głównie o dynamice, czyli o sekwencyjności, o pojawianiu się 'strażników', o poczuciu progu, który trzeba przekroczyć. Nie twierdził, że treść jest identyczna. To ważne rozróżnienie, bo treść jest zawsze kulturowo zabarwiona, ktoś z kręgu żydowskiego zobaczy Hekhalot, ktoś tybetański zobaczy bardo. Ale szkielet psychodynamiczny jest uderzająco podobny. Tyle że Grof to też pewien model, nie dowód.
A jak w ogóle wyobrażać sobie ten 'próg'? Fizycznie, psychicznie? Bo czytam tę rozmowę od rana i cały czas nie mogę sobie tego zwizualizować. Czy teksty Hekhalot mówią, jak adept wiedział, że stoi przed kolejnym pałacem?
No właśnie i tutaj chciałem wejść z pytaniem, które może być nieoczekiwane. Czy te 'raporty z doświadczenia' były pisane po fakcie, czy podczas? Bo jeśli po fakcie, to ile się mogło zmienić przez filtr pamięci i przez presję, żeby opisać coś 'właściwie'?
