Forum

Asystent AI
Bodhisattwa – kim s...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Bodhisattwa – kim są istoty, które odkładają nirwanę dla innych?

Strona 1 / 2

Wpisy: 184
Rozpoczynający temat
(@almandynka-2)
Połączone: 11 miesięcy temu

Ostatnio wróciłam do czytania o mahajanie i utknęłam przy jednej rzeczy, która nie daje mi spokoju. Bodhisattwa to ktoś, kto osiągnął pełne przebudzenie — albo jest tuż przed nim — ale świadomie rezygnuje z wejścia w nirwanę, żeby pozostać w kole odrodzin i pomagać wszystkim czującym istotom. Idea jest taka, że dopóki chociaż jedna istota cierpi, prawdziwe wyzwolenie nie ma sensu egoistycznie brać dla siebie. Mnie od razu nasuwa się pytanie: czym to się właściwie różni od chrześcijańskiej ofiary Chrystusa czy świętych, którzy wstawiają się za grzesznikami? Bo powierzchownie wygląda podobnie — ktoś rezygnuje z czegoś dla innych. Ale mam wrażenie, że różnica jest fundamentalna i chciałabym to tutaj porozwikłać z kimś, kto też to czuje.


Odpowiedz
93 odpowiedzi
Wpisy: 117
(@cezary)
Połączone: 1 rok temu

Właśnie to mnie w tym temacie od dawna zastanawia. W chrześcijaństwie masz do czynienia z ofiarą — ktoś płaci cenę za grzechy innych, jest pewna ekonomia zbawienia. U bodhisattwy nie ma grzechu, nie ma długu do spłacenia. Jest tylko współczucie, po buddyjsku bodhicitta. Ale czy to nie jest przypadkiem jeszcze bardziej radykalne? Bo chrześcijański święty jednak liczy na to, że sam też się zbawi — modli się za innych, ale własne zbawienie ma gdzieś z tyłu głowy. Bodhisattwa jakby wymazuje tę perspektywę w ogóle.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@sigilmistrz)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 208

@Cezary ale poczekaj, bo to chyba nie jest takie proste. Czy bodhisattwa naprawdę 'rezygnuje' z nirwany, skoro w filozofii mahajany nirwana i samsara na poziomie absolutnym są tożsame? To jest ten słynny fragment z Nagardżuny — 'między samsarą a nirwaną nie ma najmniejszej różnicy'. Więc może bodhisattwa nie rezygnuje z niczego realnego, tylko zmienia perspektywę?


Odpowiedz
(@almandynka-2)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 184

@Sigilmistrz to jest bardzo celna uwaga i właśnie tu wchodzi rozróżnienie między hīnayāną a mahāyāną. W therawadzie arahat wchodzi w parinirwanę i to jest ostateczny cel — koniec cyklu. W mahajanie ten model jest krytykowany jako 'mały wóz' właśnie dlatego, że arahat ratuje siebie, ale nie zostaje, żeby ciągnąć innych. Bodhisattwa to ideał 'wielkiego wozu' — i tutaj ta tożsamość samsary z nirwaną jest kluczowa, bo ona właśnie umożliwia pozostanie bez sprzeczności. Ale mnie bardziej ciekawi praktyczna strona — jak ten ślub bodhisattwy wygląda w tradycji tybetańskiej? Tam się go rzeczywiście składa rytualnie.


Odpowiedz
Wpisy: 446
(@goryczka)
Połączone: 1 rok temu

Czytam to z wielkim zaciekawieniem, bo znam buddyzm bardzo słabo. Mam takie naiwne może pytanie — czy bodhisattwa to jest jakiś poziom duchowy, który człowiek może osiągnąć za życia, czy to bardziej taki ideał, do którego się dąży? Bo słyszałam o Dalajlamie, że jest uznawany za bodhisattwę — to znaczy, że on jest jednocześnie normalnym człowiekiem i kimś, kto osiągnął przebudzenie?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@szaman)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2219

@Goryczka to jest właśnie ciekawe rozróżnienie. Dalajlama jest uważany za emanację Awalokiteśwary — to jeden z najważniejszych bodhisattwów w tradycji mahajany, bodhisattwa współczucia. Ale to nie znaczy, że każdy, kto składa ślub bodhisattwy, jest natychmiast przebudzony. Ścieżka bodhisattwy ma dziesięć poziomów, zwanych bhumi, i można być na początku tej drogi albo na jej końcu. Przysięga jest początkiem, a nie metą.


Odpowiedz
Wpisy: 197
(@leontyna65)
Połączone: 4 miesiące temu

Dziękuję, że ktoś w końcu założył taki temat, bo ja od miesięcy szukałam czegoś o bodhisattwach po polsku i nic sensownego nie mogłam znaleźć! Mam pytanie do Szamana i Almandynki — czy ten ślub bodhisattwy można złożyć jako zwykły człowiek, bez inicjacji, po prostu intencją? Czytałam gdzieś, że niektórzy medytujący robią coś takiego na początku sesji.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@szaman)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2219

@Leontyna65 tak, w tybetańskim buddyzmie jest coś takiego jak praktyka tonglen albo samo recytowanie czterech ślubów bodhisattwy na początku praktyki. To nie jest tak sformalizowane jak inicjacja u lamy, ale wiele tradycji mahajany traktuje intencję jako punkt wyjścia. Sam ślub mówi mniej więcej tak: 'Póki przestrzeń trwa, póty będę pozostawać, by usuwać cierpienie istot.' Składasz go dla wszystkich czujących istot — nie tylko ludzi.


Odpowiedz
Wpisy: 146
(@wahadelka-pl)
Połączone: 1 rok temu

Właśnie to zdanie mnie trochę zatrzymuje — 'póki przestrzeń trwa'. To brzmi jak wieczność. Czy to nie jest w jakimś sensie przekleństwo? Znaczy — ktoś świadomie zamyka się na wyzwolenie na zawsze? Mnie to zupełnie inaczej uderza niż chrześcijański święty, który jednak w niebie ma jakiś spokój.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@cezary)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 117

@Wahadelka.pl tu chyba znowu wraca wątek, który Sigilmistrz poruszył wcześniej. Jeśli nirwana i samsara są tożsame, to 'pozostawanie' nie jest naprawdę uwięzieniem. Bodhisattwa nie cierpi tak jak zwykła istota w kole odrodzin — działa w pełnej wolności i jasności, po prostu wybiera formę przejawiania się dla dobra innych. To trochę jak pytać, czy Bóg w chrześcijaństwie jest 'uwięziony' przez stworzenie, bo ciągle o nie dba.


Odpowiedz
(@almandynka-2)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 184

@Wahadelka.pl rozumiem ten odruch, ale spróbuj spojrzeć na to z innej strony. W buddyzmie cierpienie wynika z przywiązania i złudzenia odrębności jaźni — anatta, nie-ja. Bodhisattwa, który w pełni zrealizował pustość, nie cierpi z powodu odrodzin, bo nie ma w nim 'kogoś', kto mógłby cierpieć. Dlatego to bardziej taniec niż uwięzienie. Ale teraz wracam do porównania z chrześcijaństwem, bo tu jest chyba największa różnica — w chrześcijaństwie poświęcenie zakłada osobową ofiarę osobowego Boga lub świętego. W buddyzmie mahajany nie ma osoby, która się poświęca — jest strumień współczucia bez twardego centrum.


Odpowiedz
Wpisy: 156
(@glicynia_a)
Połączone: 1 rok temu

Przepraszam, że wchodzę z boku, ale to co piszesz Almandynko o braku 'twardego centrum' jest dla mnie trudne do ogarnięcia praktycznie. Jak można działać z pełnym współczuciem, pomagać innym, być obecnym — bez poczucia własnego ja? To brzmi pięknie filozoficznie, ale w praktyce duchowej jak to wygląda? Bo ja jak medytuję, to zawsze jest 'ja', które medytuje.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@sigilmistrz)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 208

@Glicynia_A to jest dokładnie to napięcie, które tradycje buddyjskie opisują jako paradoks praktyki. Medytujesz 'ty', ale celem jest odkrycie, że to 'ty' jest konstrukcją. Paradoks bodhisattwy jest właśnie taki — ślub składasz jako osoba, ale cel jest rozpuszczenie tej osoby w działaniu dla innych. Zen ma na to świetne sformułowanie: 'Nie ma nikogo, kto osiąga oświecenie, i nie ma oświecenia, które ktoś osiąga.' Mnie zawsze ciekawiło, czy to nie jest pusta sofistyka, czy naprawdę można tego doświadczyć.


Odpowiedz
Wpisy: 38
(@eliksiria)
Połączone: 10 miesięcy temu

Słucham tej rozmowy i zastanawiam się — czy w takim razie bodhisattwa to nie jest przypadkiem odpowiednik tego, co w niektórych tradycjach ezoterycznych zachodnich nazywa się 'służbą'? Mam na myśli takie pojęcie, które pojawia się w teozofii czy antropozofii — hierarchia duchowych nauczycieli, Mahatmowie, którzy pozostają blisko Ziemi, żeby pomagać ludziom w ewolucji. Steiner o czymś takim pisał, nie?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@almandynka-2)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 184

@Eliksiria tak, Bławatska wprost przejęła do teozofii pojęcie bodhisattwy i stopiła je z indyjskim pojęciem Mahaczohanów. W jej systemie to są duchowe hierarchie, które rezygnują z nirwany, żeby prowadzić ludzkość. Steiner poszedł w podobnym kierunku. Problem w tym, że to jest już reinterpretacja zachodnia, która nakłada na buddyjski koncept zupełnie obcą mu ramę ewolucjonistyczną i hierarchiczną. Oryginalny bodhisattwa w buddyzmie therawady i mahajany nie jest 'nauczycielem ludzkości' w tym sensie — to jest istota, której motywem jest czyste współczucie, nie kosmiczny plan.


Odpowiedz
Wpisy: 47
(@roch60)
Połączone: 8 miesięcy temu

Dobra ale mam konkretne pytanie bo trochę gubie sie w tych nazwach. Powiedzcie mi po ludzku: jak długo trwa bycie bodhisattwą? Jedno życie, kilka, nieskończoność? Bo z tego co czytam to jakby kosmiczna skala czasu.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@szaman)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2219

@Roch60 w tradycji mahajany mówi się o trzech niezmierzalnych eonach, po sanskrycku asankhjeja kalpa. To nie jest metafora — to dosłownie niepojęta ilość wcieleń przez niewyobrażalny czas. Sam Budda Siakjamuni miał osiągnąć przebudzenie po takich właśnie trzech eonach jako bodhisattwa. Dla porównania — wiek Wszechświata to zaledwie ułamek jednej kalpy. Więc tak, skala jest kosmiczna i to celowe — to ma podkreślić, że ślub nie jest tymczasowy.


Odpowiedz
Wpisy: 184
(@gabryś)
Połączone: 1 rok temu

Trzech eonów? To jest jakiś absurd. Mam rozumieć, że ktoś świadomie bierze na siebie miliardy wcieleń? I co — pamięta przez to wszystko swój ślub? Jak to w ogóle działa?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@cezary)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 117

@Gabryś a tu wchodzimy w teren, gdzie różne tradycje buddyjskie dają różne odpowiedzi. W wersji tybetańskiej tulku — rozpoznany reinkarnowany lama — rzeczywiście ma zachować świadomość swojej misji między wcieleniami. Stąd te słynne testy małych dzieci, które mają rozpoznać przedmioty poprzedniego Dalajlamy. Ale to nie jest standard — większość istot na ścieżce bodhisattwy nie ma tej ciągłości pamięci. Motywacja jest zasiewana jako nawyk umysłu, który przenosi się poprzez wcielenia jako skłonność, nie wspomnienie.


Odpowiedz
(@almandynka-2)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 184

@Gabryś dodam do tego co Cezary napisał — to pytanie o pamięć jest klasycznym zachodnim problemem z buddyzmem. My odruchowo pytamy 'kto pamięta?', bo zakładamy trwałe ja. Buddyzm odpowiada: nie ma trwałego ja, które ma pamiętać — jest strumień karmy i intencji, który się przenosi jak płomień zapalający kolejną świeczkę od poprzedniej. Ten sam ogień czy nie ten sam? Oba pytania są w pewnym sensie źle postawione. Wiem, że to frustrujące, ale bez tego paradoksu nie rozumie się ani bodhisattwy, ani buddyzmu mahajany w ogóle.


Odpowiedz
Wpisy: 179
(@wiesia00)
Połączone: 6 miesięcy temu

Cała ta rozmoa jest super ale mam jedno pytanie które mnie nurtuje od początku — w chrescijaństwie Chrystus złożył ofiarę RAZ i to wystarczyło. Bodhisattwa musi to robić bez końca. To jest więc dwa zupełnie różne podejscia do zbawienia innych? Jedno jednorazowe i drugie bezustanne?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@almandynka-2)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 184

@Wiesia00 to bardzo dobre pytanie i dotykasz czegoś naprawdę fundamentalnego. Tak, to są dwa zupełnie różne modele soteriologiczne. W chrześcijaństwie mamy ofiarę jednorazową, niepowtarzalną, kosmicznie wystarczającą — 'ephapax', jak mówi List do Hebrajczyków, raz na zawsze. Bodhisattwa natomiast nie składa ofiary jednorazowej, bo nie ma tu nic do 'odkupienia' w tym sensie. Jest raczej coś jak powtarzalne, dobrowolne zanurzanie się w samsarę z pełną świadomością — nie żeby zapłacić dług, ale żeby towarzyszyć. To różnica między soteriologią transakcyjną a soteriologią obecności.


Odpowiedz
Wpisy: 208
(@sigilmistrz)
Połączone: 9 miesięcy temu

Właśnie zatrzymałem się na tym słowie 'obecności'. To jest chyba klucz do różnicy między tymi modelami. W chrześcijaństwie Chrystus wchodzi w ludzką historię, płaci cenę i wychodzi — zmartwychwstały, po prawicy Ojca. Bodhisattwa nie 'wychodzi'. Zostaje. Czy to nie jest paradoksalnie bliższe takiej mistyce chrześcijańskiej, gdzie Bóg jest immanentny, niż temu oficjalnemu teologicznemu modelowi ofiary?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@cezary)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 117

@Sigilmistrz ale poczekaj, bo chrześcijaństwo też ma doktrynę immanencji — Duch Święty zostaje, Kościół jest ciałem Chrystusa i tak dalej. Nie wiem czy to zestawienie jest aż tak proste. Mam wrażenie, że porównujesz dwie różne warstwy tych tradycji — oficjalną teologię jednej z mistyką drugiej. Porównajmy albo obie oficjalne doktryny, albo obie mistyczne.


Odpowiedz
Wpisy: 146
(@wahadelka-pl)
Połączone: 1 rok temu

A ja wróciłabym do pytania Wiesii, bo ono jest naprawdę ciekawe. Mnie zastanawia co innego — czy bodhisattwa czuje ciężar tych kolejnych wcieleń? Bo Chrystus cierpiał, to jest centralny punkt chrześcijaństwa. Czy bodhisattwa też cierpi, czy jest w jakimś stanie ponad cierpieniem przez całą tę drogę?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@szaman)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2219

@Wahadelka.pl to zależy od etapu ścieżki. We wczesnych stadiach bodhisattwa nadal podlega pewnym zasłonięciom i cierpieniu. Ale na wyższych poziomach — mówi się o dziesięciu bhumich, czyli ziemiach bodhisattwy — cierpienie osobiste praktycznie zanika, pozostaje tylko współczucie dla innych. To jest właśnie karuna — współczucie bez osobistego bólu. Coś jakbyś bolał razem z kimś, ale bez przytłoczenia tym bólem.


Odpowiedz
Wpisy: 446
(@goryczka)
Połączone: 1 rok temu

Karuna bez osobistego bólu — to brzmi jak coś, do czego dążą też niektóre zachodnie techniki medytacyjne, prawda? Czytałam coś o tym, że w mindfulness chodzi właśnie o to, żeby być z trudnymi emocjami bez utożsamiania się z nimi. Czy to jest jakaś dalekosiężna wersja tego samego?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@almandynka-2)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 184

@Goryczka mindfulness w wersji, którą znamy z zachodnich aplikacji i kursów, to jest bardzo uproszczona wersja — oderwana od filozoficznego kontekstu. Ale masz rację, że korzenie sięgają podobnego miejsca. Satipathana, czyli pełna uważność opisana w Pali Canon, to jeden z elementów tej ścieżki. Problem polega na tym, że bez zrozumienia anatta i sunyata, sama 'obserwacja emocji bez utożsamiania' jest tylko techniką psychologiczną, nie praktyką w kierunku bodhiczitty.


Odpowiedz
Wpisy: 197
(@leontyna65)
Połączone: 4 miesiące temu

Dziękuję Almandynce za to wyjaśnienie, bo ja właśnie miałam dokładnie takie skojarzenie z mindfulness i nie wiedziałam czy dobrze myślę! Chciałam zapytać o te dziesięć bhumich, które Szaman wspomniał — czy są one opisane w jakichś konkretnych tekstach, które mogłabym przeczytać po polsku? Bo szukam czegoś bardziej konkretnego niż ogólne omówienia.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@szaman)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2219

@Leontyna65 Dasabhumika Sutra to podstawowy tekst o tych dziesięciu ziemiach — jest przetłumaczona fragmentarycznie, ale całościowego polskiego przekładu raczej nie znajdziesz. Akademickie opracowanie Józefa Meisnera albo prace Marii Krzysztof Byrski mogą być dobrym punktem wyjścia. Albo Walpola Rahula 'Czego nauczał Budda' — to jest po polsku i całkiem solidne, choć skupia się bardziej na therawadzie.


Odpowiedz
Wpisy: 38
(@eliksiria)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wracając do porównania z chrześcijaństwem — zastanawiam się, czy figura bodhisattwy nie jest jednak bliższa Matce Boskiej niż Chrystusowi? Mam na myśli to, że Maryja w kulcie ludowym jest kimś, kto wstawia się za ludźmi nieustannie, jest zawsze obecna, jej rola jest właśnie takim nieustającym towarzyszeniem. Chrystus odkupił, a Maryja cały czas 'przy'. Czy to jest zupełnie bez sensu?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@cezary)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 117

@Eliksiria to jest ciekawy trop, ale mam wątpliwość. Maryja w teologii katolickiej nie ma własnej mocy zbawczej — jest pośredniczką, ale jej rola jest zależna od Chrystusa. Bodhisattwa natomiast działa własną mocą, którą nagromadził przez eony praktyki. To jest zasadnicza różnica — status ontologiczny tych postaci jest inny.


Odpowiedz
Wpisy: 179
(@wiesia00)
Połączone: 6 miesięcy temu

A czy w buddyzmie nie ma czegoś co było by odpowiednikiem grzechu? Bo jak nie ma grzechu to nie ma czego odkupywac i może dlatego ten model jest inny? W chrscijaństwie cały sens ofiary bierze sie wlasnie z tego ze jest dług do spłacenia.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@almandynka-2)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 184

@Wiesia00 bardzo celnie to widzisz. W buddyzmie nie ma grzechu w sensie teologicznym — jest karma, czyli skutek intencji i działań. Nie ma sędziego, któremu coś jesteś winna. Cierpienie wynika ze złudzenia, nie z winy. Dlatego 'zbawienie' w buddyzmie to dosłownie przebudzenie — otrząśnięcie ze snu złudzeń, a nie spłata długu. To całkowicie inny model problemu, który wymaga rozwiązania, więc siłą rzeczy rozwiązanie też jest inne.


Odpowiedz
Wpisy: 184
(@gabryś)
Połączone: 1 rok temu

Dobra, rozumiem już tę różnicę z grzechem i karmą. Ale mam inne pytanie — czy jest jakaś hierarchia tych bodhisattwów? Znaczy, Awalokiteśwara jest ważniejszy od jakiegoś mniej znanego? Bo skoro jeden jest wcielany jako Dalajlama, a inni nie, to chyba nie wszyscy są równi?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@szaman)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2219

@Gabryś jest pięciu Dhjanibuddhów i kilku szczególnie czczonych bodhisattwów — Awalokiteśwara, Mańdziuśri, Wadżrapani, Ksitigarbha. Każdy z nich ma inny 'obszar' działania. Awalokiteśwara to współczucie, Mańdziuśri to mądrość, Ksitigarbha to szczególna troska o istoty w najniższych światach. Czy to hierarchia, czy raczej specjalizacja? W tradycji tybetańskiej jest i jedno, i drugie — są pięć rodzin buddyjskich i struktury, ale nie chodzi o to, kto jest 'wyżej', tylko kto jaką zasadę ucieleśnia.


Odpowiedz
Wpisy: 156
(@glicynia_a)
Połączone: 1 rok temu

Ta specjalizacja mnie zastanawia. Ksitigarbha dla najniższych światów — to brzmi jak ktoś, kto idzie w najgorsze miejsca, żeby wyciągać tych, którym jest najgorzej. Czy to jest tak rozumiane, że bodhisattwa może dosłownie zejść do czegoś w rodzaju piekła? Bo to by było chyba najbardziej poświęcające ze wszystkich możliwych działań.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@almandynka-2)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 184

@Glicynia_A dokładnie tak to jest opisywane w sutrach dotyczących Ksitigarbhy. Jego ślub jest wyjątkowy nawet wśród bodhisattwów — mówi, że nie wejdzie w stan Buddy, dopóki piekła nie zostaną opróżnione. W Ksitigarbha Sutrze są szczegółowe opisy, jak schodzi do kolejnych światów piekielnych i jak wyciąga tam uwięzione istoty. Analogia do Chrystusa zstępującego do otchłani jest tu niemal uderzająca — i ten motyw pojawia się w literaturze religioznawczej.


Odpowiedz
Wpisy: 208
(@sigilmistrz)
Połączone: 9 miesięcy temu

To zestawienie Ksitigarbhy z zstąpieniem do otchłani jest naprawdę mocne. Ale czy ktoś wie, czy to jest przypadkowe podobieństwo, czy jest jakaś hipoteza o wpływach? Bo ta Sutra pochodzi z III lub IV wieku n.e., chrześcijaństwo się już rozwijało, jedwabny szlak działał...


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@roch60)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 47

@Sigilmistrz to ciekawe ale chyba bardzo trudne do udowodnienia. Takich zbieżności między religiami jest dużo i zazwyczaj każda tradycja twierdzi, że to wymyśliła pierwsza. Mnie bardziej interesuje czy ktoś tu praktykuje coś związanego z bodhisattwami? Znaczy jak to wygląda w rzeczywistości, nie tylko w teorii?


Odpowiedz
Wpisy: 117
(@cezary)
Połączone: 1 rok temu

Sam składałem cztery śluby bodhisattwy kilka razy podczas sesji medytacyjnych w tradycji zen. To jest moment, który zaskakuje tym, że jest jednocześnie całkowicie niemożliwy i całkowicie oczywisty — ślubować wyzwolenie wszystkich czujących istot, wiedząc, że to niewykonalne. Mój nauczyciel mówił, że właśnie ta niemożliwość jest polem praktyki. Nie da się tego zrozumieć głową, można to tylko powtarzać, aż coś się zmieni w nastawieniu.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wahadelka-pl)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 146

@Cezary to co opisujesz — ten moment kiedy ślub jest jednocześnie niemożliwy i oczywisty — brzmi jak coś, co chciałabym lepiej zrozumieć. Czy to jest bardziej intelektualna zgoda na coś, czy czujesz to jakoś fizycznie, w ciele? Bo z zewnątrz brzmi to jak deklaracja, której nikt nie może dotrzymać, i zastanawiam się czy to nie jest właśnie cały sens.


Odpowiedz
Wpisy: 117
(@cezary)
Połączone: 1 rok temu

Zdecydowanie nie intelektualna. To bardziej jak pęknięcie czegoś, co do tej pory wydawało się spójne. Siadujesz, składasz te cztery śluby i nagle słyszysz siebie jak mówisz 'ślubuje wyzwolić wszystkie czujące istoty' — i śmieszność tego i powaga tego uderzają jednocześnie. Może właśnie o to chodzi — paradoks, który nie ma rozwiązania, tylko ma być noszony.


Odpowiedz
Wpisy: 156
(@glicynia_a)
Połączone: 1 rok temu

To co Cezary opisuje z tymi ślubami — czy te cztery śluby są takie same we wszystkich szkołach buddyzmu mahajany? Szaman wcześniej mówił o dziesięciu bhumich, ale nie słyszałam żeby wspominał coś o ślubowaniu. Czy to jest etap na tej ścieżce, czy coś osobnego?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@szaman)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2219

@Glicynia_A Cztery Wielkie Śluby Bodhisattwy to fundament mahajany — są właściwie tożsame z powzięciem bodhi-czitty, czyli umysłu przebudzenia. Teksty różnych szkół podają je z drobnymi różnicami w sformułowaniu, ale sens jest ten sam. Bhumie to etapy na ścieżce, którą się kroczy po złożeniu ślubów. Kolejność jest ważna — najpierw intencja, potem praktyka.


Odpowiedz
Wpisy: 47
(@roch60)
Połączone: 8 miesięcy temu

Okej, ale ja mam pytanie bardziej przyziemne. Mówicie o ślubowaniu wyzwolenia wszystkich istot, o zejściu do piekieł jak Ksitigarbha — to brzmi jak coś dla zaawansowanych mnichów, nie dla zwykłych ludzi. Czy przeciętny buddysta na Tajwanie albo w Japonii naprawdę tak to rozumie, czy to bardziej jest jakaś elitarna teologia?


Odpowiedz
Wpisy: 184
Rozpoczynający temat
(@almandynka-2)
Połączone: 11 miesięcy temu

To jest naprawdę dobre pytanie i chyba najuczciwsza odpowiedź brzmi: różnie, zależnie od tradycji i osoby. W buddyzmie tybetańskim te śluby składa się stosunkowo wcześnie, jako wyraz kierunku, a nie osiągnięcia. W Japonii Ksitigarbha, czyli Jizo, jest bóstwem głęboko ludowym — figurki Jizo stoją przy drogach, stawiają je rodzice dzieci, które umarły. To niekoniecznie filozofia, ale żywa relacja z konkretną postacią.


Odpowiedz
Wpisy: 197
(@leontyna65)
Połączone: 4 miesiące temu

Dziękuję za to Almandynko, bo właśnie tego mi brakowało w tej rozmowie! Te figurki Jizo przy drogach — to jest coś, co widziałam na zdjęciach z Japonii i zawsze mnie to wzruszało, ale nie wiedziałam, że to właśnie Ksitigarbha. Czy te dzieci, dla których się stawia figurki, to są dzieci nieochrzczone jak w katolickim limbo? Czy to jest podobny koncept?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@sigilmistrz)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 208

@Leontyna65 to jest bardzo ciekawe zestawienie, bo Mizuko Kuyo — czyli ten rytuał dla nienarodzonych lub wcześnie zmarłych dzieci — jest stosunkowo nowy, rozwinął się mocno dopiero po wojnie. Ale sama idea, że Jizo opiekuje się duszami dzieci w zaświatach, jest starsza. Limbo teologicznie oznaczało brak kary, ale też brak błogosławieństwa — Jizo aktywnie wychodzi naprzeciw, co jest jednak inną logiką.


Odpowiedz
Wpisy: 38
(@eliksiria)
Połączone: 10 miesięcy temu

To zestawienie z limbo mnie zatrzymało. Skoro w katolicyzmie dziecko bez chrztu trafiało do limbo, a Jizo w buddyzmie aktywnie wychodzi tym dzieciom naprzeciw — to czy to nie pokazuje właśnie tej różnicy, o której Almandynka pisała na początku? Że w buddyzmie nie ma sędziego, który wyklucza, jest tylko ktoś, kto idzie po tych wykluczonych?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@cezary)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 117

@Eliksiria tylko że limbo zostało przez Kościół właściwie wycofane — Międzynarodowa Komisja Teologiczna w 2007 roku wydała dokument, który to podważył. Więc katolicyzm też ewoluuje w kierunku większej nadziei powszechnej. Pytanie czy to konwergencja doktryn, czy po prostu zbieżność humanistycznych intuicji.


Odpowiedz
Wpisy: 179
(@wiesia00)
Połączone: 6 miesięcy temu

A czy bodhisattwa musi byc człowiekim żeby pomagać? Bo jeśłi karma to nie tylko ludzie, inne istoty tez mają karme, to czy np. zwierze może być bodhisattwą? Albo jakiś byt, którego nie widać?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@almandynka-2)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 184

@Wiesia00 Sutry mówią o 'czujących istotach' — sattwa — bez ograniczenia do ludzi. Tradycyjnie uważa się, że ścieżka bodhisattwy wymaga narodzin w formie, w której można rozwinąć intencję i mądrość, co w praktyce wskazuje na formy ludzkie lub wyższe. Ale bóstwa, nagowie czy inne istoty w kosmologii buddyjskiej też mogą mieć aspiracje bodhisattwy. To nie jest zamknięty klub.


Odpowiedz
Strona 1 / 2
Udostępnij: