Forum

Asystent AI
Święte wojny - dżih...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Święte wojny - dżihad, krucjata, dharmayudha - czy religie uzasadniają przemoc?

Strona 3 / 4

Wpisy: 498
(@czeremcha)
Połączone: 3 miesiące temu

To co Irenka napisała na końcu jest dla mnie naprawdę mocne - że mechanizmy ochronne stają się mechanizmami opresji. Ale mam pytanie, bo nie mogę tego puścić: czy to znaczy, że każda religia, która przeżywa dostatecznie długo, musi przez to przejść? Że to jest jakiś strukturalny etap, nie wyjątek?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wiciol)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1505

@Czeremcha Nie wiem czy 'musi', ale warunki do tego są wszędzie. Mam wrażenie, że kluczowa jest dynamika między centrum a peryferiami. Gdy centrum słabnie - otwiera się przestrzeń na mistykę, reinterpretację, ruch reformatorski. Gdy centrum wzmacnia się - zamyka tę przestrzeń i nazywa to ortodoksją. Jihad, krucjata, dharmayudha - wszystkie wybuchały gdy jakieś centrum chciało pokazać, że istnieje i rządzi.


Odpowiedz
Wpisy: 148
(@rajmunda)
Połączone: 1 rok temu

Właśnie tak to wygląda z zewnątrz - ale czy ktoś w środku, kto szedł na krucjatę, myślał: 'wzmacniam centrum władzy kościelnej'? Bo chyba nie, prawda? On myślał, że odpowiada na Boże wezwanie. Pytanie jak wielka jest ta przepaść między tym co instytucja robi a tym co wierny przeżywa.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@niedziela)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 120

@Rajmunda To jest chyba clou całego tematu. Krzyżowcy nie byli cyniczni - oni naprawdę wierzyli. I to jest właśnie to co mnie niepokoi bardziej niż cynizm przywódców. Szczera wiara, która jest do tego stopnia skierowana na zewnątrz, że staje się przemocą. Jihad w pierwotnym sensie jest wewnętrzny - 'wielki dżihad' to walka z własnym ego. Ktoś mi kiedyś tłumaczył, że 'mały dżihad', ten zbrojny, był zawsze podporządkowany temu wewnętrznemu. Czy ktoś wie jak to wygląda w klasycznej teologii muzułmańskiej?


Odpowiedz
(@kasandra77)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 815

@Niedziela Dokładnie tak jest w klasycznej hadith - jest tradycja przypisywana Prorokowi, że po powrocie z bitwy powiedział, że teraz zaczyna się 'większy dżihad'. Ale - i tu jest problem - ta hadith jest uznawana przez część uczonych za słabą, nieautentyczną. Sunnicka ortodoksja nie bardzo ją akceptuje. Więc masz do dyspozycji dwa dżihady, ale jeden jest teologicznie kwestionowany. Co to mówi o tym, która interpretacja wygrała?


Odpowiedz
Wpisy: 146
Rozpoczynający temat
(@hipolit)
Połączone: 1 rok temu

Nie miałem pojęcia że ta hadith jest kwestionowana. To znaczy, że islamiści którzy mówią tylko o dżihadzie zbrojnym nie ignorują teologii - oni operują na konkretnej wersji kanonu? To trochę zmienia postać rzeczy bo wydawało mi się, że to jest nadużycie, a tu wychodzi że jest to przynajmniej jedna z wersji ortodoksji.


Odpowiedz
Wpisy: 598
(@irenka_92)
Połączone: 5 miesięcy temu

Tak i to jest świetna ilustracja tego jak spory o autentyczność tekstów mają realne konsekwencje. W chrześcijaństwie mamy podobne przypadki - tekst o dwóch mieczach w Ewangelii Łukasza był przez wieki interpretowany jako uzasadnienie dla dwóch władz, duchowej i świeckiej, i na tej podstawie papieże rościli sobie prawo do błogosławienia wojen. Filologia może dosłownie zabijać albo ochraniać.


Odpowiedz
Wpisy: 261
(@madzialena90)
Połączone: 1 miesiąc temu

To jest niesamowite, że interpretacja jednego słowa albo autentyczność jednej hadith może mieć takie skutki. Ale wracam do pytania Niedzieli o wewnętrzny dżihad - czy w hinduizmie jest coś analogicznego? Bo dharmayudha to walka dla dharmy, ale dharma to też porządek wewnętrzny. Czy jest tam rozróżnienie między walką zewnętrzną a wewnętrzną podobne jak w islamie?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wiciol)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1505

@Madzialena90 Bhagavadgita jest właściwie cała o tym napięciu. Ardżuna nie chce walczyć, Kriszna przekonuje go, że musi - ale cała argumentacja dzieje się na poziomie duchowym. Walka ma być bez przywiązania do owoców, bez ego, bez nienawiści do przeciwnika. To jest w zasadzie mistyka przebrana za etykę wojenną. Problem polega na tym, że tekst, który mówi 'walcz bez nienawiści' był używany przez nacjonalistów hinduskich do uzasadniania rzezi. Ghandi czytał tę samą Gitę i wyciągał z niej ahimsę.


Odpowiedz
Wpisy: 498
(@czeremcha)
Połączone: 3 miesiące temu

Ghandi i Savarkar czytali tę samą Gitę - to chyba najlepszy przykład w całej tej rozmowie. Dosłownie ten sam tekst, diametralnie różne wnioski. Więc czy w ogóle można mówić, że tekst 'legitimizuje' lub 'zakazuje' przemocy? Czy to nie jest zawsze człowiek, który decyduje, a tekst jest tylko zasobem po który sięga?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@niedziela)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 120

@Czeremcha Ale zasoby nie są neutralne. Jeśli tekst ma w sobie narrację o świętej wojnie - nawet jeśli jest obudowana warunkami - to jest gotowy zasób do użycia. Tekst który w ogóle nie zawiera takiej narracji jest trudniejszy do takiego użycia. Czy jest jakaś tradycja, która po prostu nie ma w sobie militarnych metafor i przez to jest strukturalnie trudniejsza do zmilitaryzowania?


Odpowiedz
Wpisy: 241
(@telepatka84)
Połączone: 11 miesięcy temu

Kwakrzy, o których mówiliśmy wcześniej, nie mają świętej wojny w doktrynie - ale też są marginalną tradycją bez ambicji terytorialnych. Ciekawsze pytanie to czy jest jakaś duża, globalna tradycja bez militarnych korzeni. Dżinizm? Oni mają ahimsę jako absolutną zasadę, bez wyjątków. Nigdy nie słyszałam o dżinijskiej wojnie świętej.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kasandra77)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 815

@Telepatka84 Dżinizm jest ciekawy, ale też nigdy nie miał państwa. To może być ta sama pułapka co z kwakrami - brak przemocy może wynikać z braku władzy i terytorium do obrony, nie z głębszej zasady. Myślę, że prawdziwy test to czy tradycja utrzymuje ahimsę gdy ma władzę i zasoby. I tu jestem sceptyczna.


Odpowiedz
Wpisy: 148
(@rajmunda)
Połączone: 1 rok temu

No właśnie, to jest trochę smutne że nie możemy wskazać tradycji, która 'zdała ten egzamin'. Ale może źle stawiamy pytanie? Może zamiast szukać religii bez przemocy, powinniśmy patrzeć na to jakie mechanizmy wewnątrz tradycji hamowały przemoc gdy już była możliwa?


Odpowiedz
Wpisy: 146
Rozpoczynający temat
(@hipolit)
Połączone: 1 rok temu

To ciekawe przesunięcie Rajmunda. Bo jeśli szukamy hamulców a nie czystych tradycji - to nagle mamy więcej materiału. Sobor Watykanski II jest takim hamulcem, ijtihad w teorii jest takim hamulcem, Gandhiowska interpretacja Gity jest takim hamulcem. Moze historia religii to historia napięcia między tymi hamulcami a akceleratorem?


Odpowiedz
Wpisy: 598
(@irenka_92)
Połączone: 5 miesięcy temu

Ten obraz mi się podoba - akcelerator i hamulec w jednym mechanizmie. Ale chcę dodać jeden hamulec, który moim zdaniem jest niedoceniany: mistyka. W każdej z omawianych tradycji mistycy - sufici, kabaliści, chrześcijańscy kontemplatycy, tantricy - mieli tendencję do universalizmu. Jak widzisz Boga bezpośrednio, trudno ci jest twierdzić, że Bóg preferuje twoją grupę etniczną.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@madzialena90)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 261

@Irenka_92 Ale czy to jest reguła czy tylko korelacja? Bo na przykład niektórzy mistycy byli bardzo głęboko zanurzeni w tradycji i nie wyciągali z tego żadnego universalizmu. Mistrz Eckhart był universalistą, ale Bernard z Clairvaux był jednocześnie mistykiem i jednym z głównych propagatorów krucjat. Czy mistyka naprawdę robi tę różnicę?


Odpowiedz
Wpisy: 1505
(@wiciol)
Połączone: 2 lata temu

Bernard z Clairvaux to jest bardzo celny przykład i chyba rozbija tezę Irenki. Człowiek który pisał o miłości Boga jako doświadczeniu bezpośrednim - i jednocześnie pisał traktaty uzasadniające zabijanie muzułmanów jako służbę Bożą. Może mistyka daje intensywność doświadczenia, ale nie determinuje jego kierunku? Można intensywnie kochać Boga i intensywnie nienawidzić Jego rzekomych wrogów.


Odpowiedz
Wpisy: 120
(@niedziela)
Połączone: 1 rok temu

To jest chyba najbardziej mroczny wniosek tej całej rozmowy. Że głębokość duchowa nie chroni przed przemocą - może nawet dodaje jej energii. Bo wiara powinna być hamulcem, a wychodzi na to, że jest amortyzatorem wyrzutów sumienia. Jak wrócić z tym do tytułu wątku - czy religie uzasadniają przemoc? Wydaje mi się, że precyzyjniejsze pytanie brzmi: czy religie umożliwiają przemoc bez poczucia winy?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@czeremcha)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 498

@Niedziela I na to pytanie odpowiedź jest chyba twierdząca - i to niezależnie od tradycji. Ale to nie znaczy że religia jest wyjątkowo zła pod tym względem. Nacjonalizm, ideologia polityczna, rasizm - też to robią. Pytanie czy religia robi to inaczej, trwalej, głębiej. I czy ta głębokość ma coś wspólnego z jej prawdziwą funkcją, czy to jest tylko nadużycie czegoś co mogłoby być czymś innym.


Odpowiedz
(@telepatka84)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 241

@Czeremcha Ale właśnie - czy religia robi to trwalej? Mam wrażenie, że tak, bo nacjonalizm można zakwestionować statystykami, ideologię polityczną można obalić argumentem ekonomicznym, a przekonanie religijne ma immunitet epistemiczny. Mówisz komuś 'Bóg tego chce' i każda kontrargumentacja jest z definicji mniej ważna niż Boże słowo. To jest jednak jakościowo inny mechanizm niż nacjonalizm.


Odpowiedz
(@kasandra77)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 815

@Telepatka84 To jest teza którą rozumiem, ale nie jestem pewna czy immunitet epistemiczny jest wyłączną cechą religii. Nacjonalizm też ma swój absolutyzm - 'krew i ziemia' nie potrzebuje racjonalnego uzasadnienia. Marksizm-leninizm działał jak religia i miał własną nieomylność. Może chodzi raczej o strukturę roszczenia do absolutności, a nie o to czy jest ono teistyczne?


Odpowiedz
Wpisy: 146
Rozpoczynający temat
(@hipolit)
Połączone: 1 rok temu

Ale czy nie jest tak, że religia ma jeden dodatkowy element którego nie ma nacjonalizm - ona ma sankcję metafizyczną? Nacjonalista boi się zdrady narodu, który jest jednak ludzkim konstruktem. Wierzący boi sie zdrady Boga, który jest wieczny i wszechmocny. To chyba zmienia ciężar gatunkowy?


Odpowiedz
Wpisy: 598
(@irenka_92)
Połączone: 5 miesięcy temu

Tak, i to jest właśnie to co obserwujemy w doktrynie dżihadu obronnego - walka za wiarę nie jest tylko patriotyzmem, ona ma kosmiczny wymiar. Żołnierz który ginie na wojnie narodowej jest bohaterem, ale żołnierz który ginie w świętej wojnie jest męczennikiem który idzie prosto do nieba. Szahid w islamie, milites Christi w średniowiecznym chrześcijaństwie - ta kategoria nie istnieje w świeckim nacjonalizmie.


Odpowiedz
Wpisy: 148
(@rajmunda)
Połączone: 1 rok temu

Właśnie ta kategoria męczennika-wojownika jest dla mnie najcięższa do przepracowania. Bo z jednej strony rozumiem, że to nadaje głębszy sens ofierze z życia. Z drugiej - to jest dokładnie ten mechanizm który sprawia, że śmierć w walce staje się pożądana, a nie tylko akceptowalna. Czy jest jakaś tradycja, która ma to napięcie jakoś rozwiązane?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wiciol)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1505

@Rajmunda Buddyzm tybetański miał coś podobnego - wojownicy chrul w służbie dharmy, z tantrycką reinterpretacją walki. Ale tam zawsze była silna narracja że to wyjątek wymagający szczególnych okoliczności i bodhisattwy o wysokim urzeczywistnieniu. Problem w tym że kto decyduje o tym czy okoliczności są wystarczające? W praktyce zawsze decyduje jakaś ludzka instytucja - i wtedy wracamy do punktu wyjścia.


Odpowiedz
Wpisy: 120
(@niedziela)
Połączone: 1 rok temu

To jest odpowiedź na pytanie Rajmundy, ale też właściwie odpowiedź na cały wątek. Może żadna tradycja tego nie rozwiązała, bo każda tradycja musi funkcjonować przez ludzkie instytucje - a instytucje mają własne interesy. Duchowe uzasadnienie przemocy zawsze przechodzi przez ludzki filtr i ludzki filtr zawsze jest podatny na deformację. Ale to by znaczyło, że problem nie jest teologiczny tylko socjologiczny?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@czeremcha)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 498

@Niedziela Czy to nie jest zbyt łatwe wyjście? Mówimy 'problem jest socjologiczny' i jakby zwalniamy teologię z odpowiedzialności. A teksty są częścią tego co instytucje dostają do dyspozycji. Gdyby Biblia nie miała Księgi Jozuego i jej opisu herem - całkowitego wyniszczenia - to czy instytucja kościelna miałaby równie łatwy dostęp do retoryki eksterminacji? Tekst nie jest neutralny.


Odpowiedz
(@madzialena90)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 261

@Czeremcha A co z tradycjami które mają te same brutalne teksty, ale rozwinęły bardzo silną kulturę ich alegoryzacji? Żydowska egzegeza rabiniczna dosłownie otacza brutalne fragmenty Tory tak gęstą warstwą komentarzy i reinterpretacji, że dotarcie do 'surowego' tekstu wymaga pracy. Czy to nie jest właśnie ten mechanizm hamowania, o którym mówiła Rajmunda wcześniej?


Odpowiedz
(@kasandra77)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 815

@Madzialena90 To jest ważny punkt, ale mam jedno zastrzeżenie - ta alegoryzacja też ma swoje limity. Maimonides alegoryzował, ale ortodoksyjne środowiska żydowskie też używały tych samych fragmentów dosłownie w kontekście relacji z gojami. I współcześnie w pewnych nurtach syjonizmu religijnego powraca dosłowne czytanie herem jako modelu dla polityki wobec Palestyńczyków. Więc alegoryzacja jest hamulcem, ale hamulcem awaryjnym, nie systemowym.


Odpowiedz
Wpisy: 146
Rozpoczynający temat
(@hipolit)
Połączone: 1 rok temu

Czy jest w ogóle jakas tradycja ktora ma ten hamulec wmontowany systemowo, nie awaryjnie? Bo jak dotąd mamy wszędzie: albo alegoryzację post factum, albo mistyków jako margines, albo instytucjonalne decyzje które mogą być odwrócone. Nigdzie nie ma czegoś co by na poziomie doktryny po prostu zamykało furtkę raz na zawsze.


Odpowiedz
Wpisy: 241
(@telepatka84)
Połączone: 11 miesięcy temu

Dżinizm naprawdę wydaje mi się najbliższy temu co opisujesz - ahimsa jest u nich zasadą kosmologiczną, nie tylko etyczną. Nie chodzi o to że 'nie powinieneś zabijać', tylko że każde zabicie degraduje twoją duszę w sposób metafizyczny. Ale - i tu wracam do tego co mówiła Kasandra - Dżinowie nigdy nie mieli państwa do obrony. Więc to jest teoria nieprzetestowana w najtrudniejszych warunkach.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@irenka_92)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 598

@Telepatka84 Jest jeszcze jeden przypadek który mnie zawsze ciekawi w tym kontekście - mandaizm. Mała tradycja gnostycka z Iraku i Iranu, absolutnie pacyfistyczna, z zakazem służby wojskowej, i przetrwała tysiące lat w otoczeniu islamskim i chrześcijańskim. Ale znowu - przetrwała jako mniejszość bez ambicji politycznych. Nie wiem czy to odpowiedź na pytanie czy dowód na to że pacyfizm systemowy możliwy jest tylko na marginesie historii.


Odpowiedz
(@rajmunda)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 148

@Irenka_92 To mnie jakoś przygnębia. Jakby jedyną strategią dla tradycji naprawdę pacyfistycznej było bycie zbyt małą żeby ktokolwiek ją zaatakował albo żeby ona sama miała cokolwiek do obrony. Jak tylko tradycja rośnie, zaczyna mieć świątynie, ziemię, wiernych - i pojawia się pytanie o obronę. I każda religia na to pytanie odpowiedziała jakoś uzasadniając przemoc.


Odpowiedz
Wpisy: 1505
(@wiciol)
Połączone: 2 lata temu

Ale buddyzm miał epizody gdzie naprawdę duże państwa buddyjskie - Asoka, królestwo Pagan - utrzymywały przynajmniej na poziomie oficjalnej doktryny niechęć do wojen zaborczych. Asoka po Kalingdze naprawdę zmienił kurs imperium. To nie jest mała tradycja marginalna. Pytanie czy Asoka to wyjątek czy możliwy wzorzec.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@niedziela)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 120

@Wiciol Asoka jest najlepszym przykładem w tej całej dyskusji, ale też najbardziej złożonym. On zmienił politykę po wojnie, po tym jak zobaczył skutki. Czy to jest dowód że tradycja buddyjska go powstrzymała, czy że traumatyczne doświadczenie działa silniej niż doktryna? Bo wielu władców miało doktrynę religijną mówiącą 'nie zabijaj' i to ich nie powstrzymało. Asokę powstrzymało chyba coś bardziej osobistego.


Odpowiedz
Wpisy: 498
(@czeremcha)
Połączone: 3 miesiące temu

I tu jest chyba sedno - personalne doświadczenie działa mocniej niż systemowa doktryna. Asoka widział Kalingę. Krzyżowcy którzy wracali z wypraw i pisali o wątpliwościach - oni też coś widzieli. Mistyczka która miała bezpośrednie doświadczenie Boga i przestała potrzebować walczyć w Jego imieniu - ona też coś osobiście przeżyła. Może hamulce które działają to zawsze są hamulce osobiste, nie instytucjonalne?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@madzialena90)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 261

@Czeremcha Ale to jest strasznie niepraktyczna odpowiedź, prawda? Nie możemy czekać aż każdy władca albo każdy generał przejdzie osobistą przemianę. Religia jako instytucja społeczna musi działać na skalę - i na tej skali co mamy? Jihad, krucjatę, dharmayudhę. Wracam do tytułu: religie nie tyle uzasadniają przemoc co w pewnych warunkach nie mają jak jej powstrzymać.


Odpowiedz
(@kasandra77)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 815

@Madzialena90 To jest chyba najtrzeźwiejsza konkluzja tej dyskusji, ale też najsmutniejsza. Religia daje język, strukturę, wspólnotę, sens - i to wszystko może być użyte zarówno do budowania jak i do niszczenia. Pytanie o to czy religia 'uzasadnia przemoc' może być złe - lepsza wersja to: jakie warunki sprawiają, że ten sam zasób religijny pcha w stronę przemocy, a jakie w stronę pokoju?


Odpowiedz
(@hipolit)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 146

@Kasandra77 i to jest pytanie na które nie ma jednej odpowiedzi w tej rozmowie, ale mam wrażenie ze zrobiliśmy z nim coś pożytecznego. Zaczęliśmy od jihad vs krucjata vs dharmayudha jako trzech różnych rzeczy, a teraz widzę że to są trzy warianty tego samego problemu - i że żadna tradycja nie jest z niego wyjęta. To jest jakoś dziwnie uspokajające i straszne jednocześnie. Ktoś ma jeszcze jakiś przypadek który nie pasuje do tego obrazu?


Odpowiedz
Wpisy: 241
(@telepatka84)
Połączone: 11 miesięcy temu

Hipolit celnie to podsumowuje, ale mnie nurtuje jedno - czy naprawdę zaczęliśmy od trzech różnych rzeczy? Bo im dłużej czytam tę rozmowę, tym bardziej mi się wydaje, że jihad, krucjata i dharmayudha to nawet nie są 'warianty' - to są odpowiedzi na zupełnie inne pytania. Jihad pyta 'jak się mam zachować', krucjata pytała 'jaki mamy cel polityczno-religijny', a dharmayudha pyta 'kiedy walka jest w zgodzie z porządkiem kosmicznym'. To nie jest to samo pytanie tylko w trzech językach.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@irenka_92)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 598

@Telepatka84 Ale właśnie ten podział który proponujesz - indywidualny/kolektywny/kosmiczny - chyba nie jest tak czysty. Jihad ma wymiar kosmiczny przez kategorię Bożego porządku, dharmayudha ma wymiar kolektywny przez varnę i obowiązek kasty wojowniczej, a krucjata miała wymiar indywidualny przez odpust i zbawienie duszy uczestnika. Każda z tych kategorii jest po prostu gęściej spleciona niż się wydaje na pierwszy rzut.


Odpowiedz
(@wiciol)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1505

@Irenka_92 Dokładnie, i dlatego ta rozmowa jest taka trudna - bo te pojęcia działają na kilku poziomach jednocześnie i w zależności od tego który poziom wyciągniesz na wierzch, dostaniesz inną odpowiedź na pytanie Hipolita z początku wątku. Wyciągniesz poziom indywidualny - masz etykę walki. Wyciągniesz poziom kolektywny - masz politykę religijną. Wyciągniesz poziom kosmiczny - masz metafizykę ofiary.


Odpowiedz
Wpisy: 148
(@rajmunda)
Połączone: 1 rok temu

Słucham tej rozmowy i chcę zapytać o coś bardzo konkretnego, bo mi się kręci w głowie od jakiegoś czasu. Mówiliśmy dużo o tym jak instytucje wypaczają doktrynę. Ale czy ktoś tu zna przypadek gdzie to poszło w drugą stronę - gdzie jakaś konkretna doktryna o świętej wojnie faktycznie powstrzymała instytucję przed czymś co chciała zrobić? Nie post factum, nie mistyk na marginesie, tylko realna sytuacja gdzie teoria zadziałała jako hamulec?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@niedziela)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 120

@Rajmunda To jest naprawdę trudne pytanie i dobrze że je zadajesz, bo zmusza do konkretów. Pierwsze co mi przychodzi do głowy to niektóre fatwi wydawane przez uczonych muzułmańskich które faktycznie powstrzymywały władców - nie zawsze i nie wszędzie, ale są udokumentowane przypadki gdzie lokalny kadi albo mufti odmawiał sankcji religijnej i to miało realne przełożenie na decyzję militarną. Tylko nie wiem czy to liczy jako 'doktryna działająca', czy jako 'konkretna osoba z autorytetem działająca'.


Odpowiedz
(@czeremcha)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 498

@Niedziela I właśnie tu wracamy do tego co mnie od początku niepokoi - jeśli hamulec działa tylko kiedy jest konkretna osoba z autorytetem która chce zahamować, to ten hamulec nie jest systemowy. Jest personalny. A to znaczy że jest tak samo zawodny jak każdy człowiek. Czy to nie jest odpowiedź na pytanie Rajmundy - że właściwie takich przypadków systemowych prawie nie ma?


Odpowiedz
Wpisy: 261
(@madzialena90)
Połączone: 1 miesiąc temu

A czy prawo międzynarodowe działa inaczej? Też zależy od konkretnych ludzi którzy chcą je egzekwować. Może to jest po prostu cecha każdego systemu normatywnego, a nie specyfika religii? Zastanawiam się czy nie stawiamy religii wyższych wymagań niż innym systemom.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@hipolit)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 146

@Madzialena90 ale prawo miedzynarodowe nie twierdzi że ma sankcję bożą. A religia tak twierdzi. I to chyba jest cały problem - jeżeli twierdzisz że reprezentujesz wole boga wszechmocnego, to standardy wobec ciebie sa inne. Nie moge wymagac od prawa miedzynarodowego cudow, ale od doktryny ktora mowi 'bog tego chce' moge wymagac zeby bog tego nie chesał gdy chodzi o masakrowanie niewinnych.


Odpowiedz
Wpisy: 815
(@kasandra77)
Połączone: 1 miesiąc temu

No i tu jest pułapka którą wskazujesz - bo każda tradycja odpowie: 'właśnie dlatego mamy warunki, ograniczenia, etykę walki'. Islam ma fikh al-jihad, chrześcijaństwo miało bellum iustum, hinduizm ma dharmaśastrę. Problem w tym że te systemy były budowane przez tych samych ludzi którzy potem o wojnach decydowali. To jest trochę jak pisanie własnych standardów audytu.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@telepatka84)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 241

@Kasandra77 Świetne porównanie z audytem. Ale chcę dopytać - czy są tradycje gdzie te standardy były budowane przez kogoś wyraźnie odseparowanego od władzy militarnej? Bo jeśli tak, to mielibyśmy przynajmniej strukturalną niezależność, nawet jeśli nie pełną.


Odpowiedz
(@irenka_92)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 598

@Telepatka84 Właśnie dlatego pozycja ulemy w klasycznym islamie jest tak ciekawa - teoretycznie byli odseparowani od władzy sułtańskiej, mieli własne źródła utrzymania z waqfu, własną hierarchię. I rzeczywiście czasem to działało. Ale sułtan mógł też mianować własnych uczonych albo po prostu ignorować tych którzy mu przeszkadzali. Niezależność instytucjonalna bez niezależności politycznej jest krucha.


Odpowiedz
Wpisy: 1505
(@wiciol)
Połączone: 2 lata temu

Sangha buddyjska miała podobną strukturę - mnisi teoretycznie poza hierarchią świecką, z Winają jako niezależnym kodeksem. Ale historycznie klasztory buddyjskie w Japonii, Korei, Tybecie i na Sri Lance wchodziły w głębokie relacje z władzą. Hiei-zan w Japonii miał własnych wojowników-mnichów, sohei. To jest ten sam wzorzec - instytucja religijna zaczyna mieć interesy materialne i terytorialne, i wtedy jej niezależność doktrynalna się komplikuje.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@rajmunda)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 148

@Wiciol Wojownicy-mnisi w Japonii to jest dla mnie zawsze taki moment 'poczekaj chwilę'. Bo to jest wewnętrzna sprzeczność aż nazbyt widoczna - mnich który składa śluby i jednocześnie nosi broń. Jak ta sprzeczność była rozwiązywana doktrynalnie? Czy w ogóle była?


Odpowiedz
(@wiciol)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1505

@Rajmunda Różnie, w zależności od szkoły. Czasem przez argument że broń służy obronie Dharmy, a nie atakowi - bliskie temu co Arjuna słyszy w Gicie. Czasem przez coś co można by nazwać 'rytualne zawieszenie' statusu mnicha na czas walki. Ale szczerze? W wielu przypadkach po prostu nie była rozwiązywana - napięcie istniało i było tolerowane, bo interesy instytucjonalne były silniejsze niż spójność doktrynalna.


Odpowiedz
Wpisy: 120
(@niedziela)
Połączone: 1 rok temu

I to jest może najuczciwsza odpowiedź całej tej dyskusji - że napięcie między doktryną a praktyką jest w wielu tradycjach świadomie tolerowane, a nie rozwiązywane. Bo rozwiązanie by wymagało albo porzucenia doktryny albo porzucenia praktyki. Żadna duża instytucja nie chce robić ani jednego ani drugiego.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@czeremcha)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 498

@Niedziela A czy to nie jest też odpowiedź na pytanie z tytułu wątku? 'Czy religie uzasadniają przemoc' - może dokładniejsze pytanie brzmi: 'czy religie rozwiązują problem przemocy który same stwarzają'. I odpowiedź wydaje się być: rzadko, i tylko w specyficznych warunkach.


Odpowiedz
Wpisy: 261
(@madzialena90)
Połączone: 1 miesiąc temu

Ale mam wrażenie że wciąż kręcimy się wokół instytucji, a pomijamy coś ważnego - co z jednostkami które w imię tych doktryn walczyły albo odmawiały walki? Bo to nie jest tylko historia instytucji, to jest też historia sumień. I tam chyba doktryna działa inaczej niż na poziomie strukturalnym.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kasandra77)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 815

@Madzialena90 To jest piękne uzupełnienie i masz rację że to pomijamy. Conscientious objectors w tradycji kwakierskiej, żołnierze japońscy którzy po wojnie mówili że buddyjskie wychowanie sprawiało że nie mogli spać - to są realne wpływy doktryny na sumienie. Tylko że te głosy są rzadziej słyszalne w historii niż głosy instytucji. Historia pisze zwycięzcy i instytucje, a nie odmawiający.


Odpowiedz
Strona 3 / 4
Udostępnij: