Trafiłam ostatnio na ciekawy tekst o darśanie w hinduizmie i coś mi zatrybiło - cała idea, że patrzenie na bóstwo nie jest jednostronne, że to bóstwo patrzy na ciebie z powrotem i że właśnie w tym wzajemnym spojrzeniu coś się naprawdę wydarza. To mnie skłoniło do szerszego pytania: w ilu tradycjach wzrok, patrzenie albo bycie widzianym przez bóstwo jest realnie aktywnym elementem kultu, a nie tylko metaforą? Bo u nas, w chrześcijaństwie, mamy "Bóg widzi wszystko", ale to bardziej etyczna przestroga niż rytualne doświadczenie. W hinduizmie to jest coś zupełnie innego - pielgrzymi stoją w kolejkach godzinami, żeby dostać darśan, dosłownie "widzenie", i uważają, że w tym momencie coś im się udziela. Ktoś zna inne tradycje, gdzie wzrok jest tak centralny?
W starożytnym Egipcie też to było bardzo konkretne. Kapłani rano "budzili" posąg bóstwa, otwierali świętą skrzynię, odsłaniali figurę - i to był moment, kiedy bóstwo stawało się obecne przez akt bycia widzianym i widzenia. Posąg miał otwarte oczy nie bez powodu. W rytuałach "otwarcia ust i oczu" chodziło właśnie o to, żeby aktivować figurę do widzenia i mówienia. Ale chcę się upewnić, czy dobrze rozumiem to co Kingusia pisze o darśanie - czy tam chodzi o to, że wzrok bóstwa dosłownie przekazuje łaskę, coś fizycznego?
Tak, dokładnie tak to jest opisywane w tekstach i przez samych wyznawców. Darśan to nie jest kontemplacja, to wymiana. Oko bóstwa, nawet jeśli chodzi o wizerunek, jest traktowane jako aktywne - nie patrzysz na coś martwego, lecz coś patrzy na ciebie i ta łaska, prasad, spływa przez wzrok. Diana Eck napisała o tym świetną książkę, "Darsan: Seeing the Divine Image in India", i tam bardzo dobrze widać, że to nie jest poetycka przenośnia, lecz centralna teologia doświadczenia religijnego. Jasiek98, ten egipski rytuał otwarcia oczu to ciekawy trop - czy wiesz, czy podobny rytuał funkcjonował też przy tworzeniu posągów, czy tylko przy wchodzeniu do użytku świątyni?
Rytuał "weret" czyli otwarcia ust i oczu wykonywano i przy posągach bogów, i przy mumiach, ale też regularnie w świątynnym rytuale codziennym. Tzn. każdego ranka reaktywacja widzenia była konieczna, bo noc była czasem nieobecności. To co mnie zastanawia w zestawieniu z hinduskim darśanem - tam to chyba jest stałe, niewymagające odnawiania? Bóstwo jest ciągle obecne w wizerunku?
Dorzucę inną perspektywę, bo siedzę trochę w tradycjach słowiańskich i bałtyjskich - tam wzrok bóstwa też był bardzo konkretny, ale w sensie groźnym. Piorun Peruna "widzi" grzesznika ukrytego pod dębem i trafia go. To widzenie przez bóstwo było bardziej prześladowcze niż łaskawe. Ale jest też drugi wątek: wzrok złego oka, uroki - tam ludzkie spojrzenie ma moc niszczącą i różne rytuały miały to neutralizować. To jakby odwrotna strona tej samej monety - jeśli boskie spojrzenie daje łaskę, to ludzkie spojrzenie naładowane złą wolą daje przekleństwo.
O złym oku to każda kultura chyba ma coś! Nawet we włoskiej tradycji jest malocchio, w arabskiej ain, w żydowskiej ayin hara. Ale wróćmy do tego co Obsydianka pisze - czy wzrok bóstwa w tradycjach słowiańskich miał gdzieś wymiar łaskawy? Bo sama nie natrafiam na opisy rytuałów gdzie się "wystawia" na spojrzenie boga żeby dostać coś dobrego.
Ten temat jest głębszy niż się wydaje na pierwszy rzut oka, bo wzrok jest też bardzo ważny w tradycji tybetańskiej - thangki malarze przed zakończeniem obrazu robią rytuał otwarcia oczu bóstwa, bardzo podobny do tego egipskiego, o którym pisał Jasiek98. Bez tego thangka jest tylko obrazem, po rytuale staje się mieszkaniem. Ale co mnie bardziej ciekawi to trzecie oko w tradycji hinduskiej i tybetańskiej - to nie jest tylko metafora, to jest organ percepcji duchowej. Czy ktoś zna inne tradycje gdzie bóstwo ma dosłownie "dodatkowy" organ wzroku, nieludzki?
A Horus z Egiptu? Ten symbol oka jest chyba wszędzie, na amuletach, na biżuterii - ale nigdy do końca nie wiedziałam czy to oko ochronne czy ono kogoś konkretnie reprezentuje. Mam amelet z okiem Horusa i teraz zastanawiam się czy to jest właśnie coś z tej kategorii co tu piszecie.
To co pisze Jasiek98 o oku Ra które ma własną sprawczość - to mi przypomina koncepcję szechiny w judaizmie, która też jest jakby wydzieloną obecnością Boga działającą w świecie. Nie wiem czy to dobra analogia ale schemat jest podobny: bóstwo które jest za wielkie żeby być obecne bezpośrednio wysyła część siebie. Ale do tematu wzroku - czy w kabale jest coś o spojrzeniu Boga? Coś konkretnego rytualnie?
Zastanawia mnie jeden praktyczny aspekt tego wszystkiego - skoro w tylu tradycjach wzrok bóstwa jest aktywny i łaskawy, to jak wyznawcy rozumieją wizerunki które mają zamknięte oczy? Np. niektóre figury Buddy mają półprzymknięte powieki. Czy to jest poza medytacyjna, czyli bóstwo jest "w środku", czy to obniżona obecność? Ktoś wie?
Czyli te szeroko otwarte oczy gniewnych bóstw to jest sygnał że ono jest aktywne i patrzy? A przymknięte oczy Buddy to spokój? Nigdy tak o tym nie myślałam patrząc na figurki. Mam w domu małą figurkę Buddy z zamkniętymi oczami i teraz zaczynam myśleć co ona właściwie komunikuje.
Do tego wątku z figurkami dodam coś z perspektywy hinduskiej ikonografii bo myślę że to poszerzy obraz - w tradycji agama śastra, czyli tekstach o zasadach tworzenia wizerunków, proporcje i wyraz oczu bóstwa są dokładnie przepisane i każde odchylenie zmienia znaczenie. Oczy migdałowe, lotosowe, rybie - każdy typ ma swoją nazwę i konotację. Wielkie oczy pełne miłości to karuna, wąskie groźne to raudra. To nie jest estetyka, to teologia wbudowana w formę. I dlatego właśnie darśan jest możliwy - bo wizerunek jest precyzyjnie zaprojektowany żeby umożliwić ten kontakt.
Słuchajcie, a co z tradycją chrześcijańskich ikon? Bo ja miałem okazję być w jednej starszej prawosławnej cerkwi i tam ikony naprawdę "patrzą" na ciebie i to jest inne doznanie niż patrzenie na obraz w muzeum. Mam wrażenie że ikonografowie prawosławni też coś w tym kierunku wypracowali. Złote tło, odwrócona perspektywa - to nie jest przypadkowe.
To co Kingusia pisze o odwróconej perspektywie ikon jest kluczowe i chciałem tylko dodać że ikony przechodzą też rytuał poświęcenia który jest strukturalnie podobny do egipskiego otwarcia oczu - bez tego poświęcenia ikona jest wciąż tylko obrazem, po nim staje się oknem. To słowo "okno" jest ważne, bo okno przepuszcza wzrok w obie strony. Właśnie to różni ikonę od obrazu dewocyjnego w zachodnim katolicyzmie, gdzie intencja jest bardziej edukacyjna lub emocjonalna niż wzajemnościowa.
Nie wiedziałam że ikony mają taki rytuał poświęcenia, dziękuję że to tu padło bo to zmienia całkowicie moje rozumienie ikon. Mam w domu ikonę kupioną w sklepie z pamiątkami i teraz zastanawiam się czy ona w ogóle ma jakąś funkcję rytualną czy to po prostu ładny obrazek. Czy ktoś wie gdzie można dowiedzieć się więcej o tym rytuale, jak on wygląda?
Bardzo dziękuję za to wyjaśnienie o ikonie sklepowej! To mnie naprawdę dotknęło bo sama mam taką sytuację. Ale chciałam zapytać właśnie o to poświęcenie - czy to coś co można samemu zrobić czy trzeba koniecznie iść do pop?
A ja mam pytanie może głupie, ale - czy jest jakaś tradycja gdzie wyznawcy sami mogą aktywować wizerunek? Tzn. nie przez kapłana tylko przez własną praktykę, medytację, skupienie? Bo wydaje mi się że słyszałam coś takiego o tybetańskich praktykach.
To rozróżnienie które robi Konstancja97 wydaje mi się kluczowe dla całego tematu wątku. Czy wzrok bóstwa jest czymś obiektywnym, niezależnym od wyznawcy, czy jest raczej wywoływany przez praktykę? Bo jeśli to drugie, to nie jest tak bardzo różne od medytacji skupionej.
Czyli można powiedzieć że rytualne wizerunki to trochę jak antenymna? Nie tworzą bóstwa, ale umożlwiją odbiór czegoś co i tak istnieje? Może głupie porównanie ale tak mi to w głowie działa.
Do tego co mówi Obsydianka chciałem dodać że istnieje też odwrotna strona - kończenie rytualnej obecności. W Indiach kiedy posąg jest zbyt zniszczony, przechodzi rytuał odwróconej instalacji i można go wtedy wyrzucić albo zanurzyć w rzece bez obrazy bóstwa. Bóstwo się wycofuje. To jest lustro do tego co omawiamy - jeśli możesz aktywować wzrok bóstwa, możesz też go formalnie zakończyć.
Poczekajcie bo mnie to trochę niepokoi. Mam w domu tę figurkę z okiem Horusa o której pisałam wcześniej i teraz czytam że może trzeba rytuałów do aktywacji i dezaktywacji... Czy to znaczy że mój amulet może coś robić czego nie chcę albo odwrotnie nic nie robi bo nie był aktywowany?
Właśnie chciałam to samo napisać co Jasiek98. Myślę że jest ważna różnica między publicznym kultem a prywatną dewocją. Ikona w domu, figurka, amulet - to trochę inna kategoria niż posąg w świątyni który jest miejscem oficjalnego zamieszkania bóstwa. Chyba że ktoś intencjonalnie robi z czegoś coś więcej.
To co Kalinei mówi o prywatnej dewocji jest ciekawe bo ja mam w domu ikonę po babci i ona nigdy nie była nigdzie zanoszona na poświęcenie - po prostu przechodziła z pokolenia na pokolenie. I jakoś intuicyjnie traktuję ją inaczej niż inne rzeczy. Nie wiem czy to tradycja czy moje własne skojarzenia, ale czuję że to nie jest tylko obraz.
Mara trafia w coś ważnego. W tradycjach ezoterycznych mówi się o impregnacji obiektu intencją i obecnością - że rzeczy przechowują ślad tego co się przy nich wydarzało. Ikona babci Rafalka00 mogła przez dziesięciolecia modlitwy i skupienia nabrać zupełnie realnego charakteru niezależnie od formalnego poświęcenia.
To jest bardzo blisko pojęcia łaski kumulowanej przez ciągłą dewocję - coś czego nie opisują podręczniki liturgiczne, ale co pojawia się w relacjach ludowych we wszystkich tradycjach. W ortodoksji greckiej są ikony które stały się miejscem kultu nie dlatego że kapłan je poświęcił szczególnie, ale dlatego że ludzie przez pokolenia przynosili do nich swoje prośby. Wzrok ikony - żeby wrócić do tematu wątku - nabierał mocy przez relację.
Czyli mamy tu kilka modeli naraz: aktywacja rytualna przez kapłana, aktywacja przez indywidualną praktykę, i coś co możemy nazwać aktywacją przez zbiorową dewocję w czasie. Ciekawe. I w żadnym z tych modeli samo fizyczne oko namalowane czy wyrzeźbione nie jest pozbawione znaczenia, prawda? Zawsze jest jakaś teoria co je ożywia?
Właśnie sobie pomyślałam - są takie badania psychologiczne że ludzie inaczej zachowują się kiedy czują że są obserwowani, nawet przez zdjęcia oczu przyklejone do ściany. Czy to nie jest właśnie biologiczne podłoże do tego wszystkiego co tu opisujemy jako rytuał?
