Nie jestem pewna czy to dokładnie to samo, ale w zen jest coś takiego jak 'inka' - potwierdzenie oświecenia ucznia przez mistrza. I w opisach tego aktu bardzo często pojawia się wzajemne spojrzenie jako moment rozpoznania. Nie wiem czy to oficjalnie 'przekaz przez wzrok' ale energia tej chwili jest wyraźnie wzrokowa.
To rozróżnienie które zrobił Jasiek jest kluczowe dla całego tematu - spojrzenie jako przekaz energii kontra spojrzenie jako rozpoznanie i świadectwo. W tradycji chrześcijańskiej mamy coś pośredniego: spojrzenie Chrystusa w Ewangeliach bywa opisywane jako przemiana - 'spojrzał na niego i umiłował go' w scenie z bogatym młodzieńcem. To nie jest ani czysta inicjacja ani czyste rozpoznanie, to jest coś jak widzenie całości osoby naraz. Czy to bliżej darśanu czy bliżej zen?
To pytanie które Protazy postawił jest naprawdę trudne do rozstrzygnięcia bez wchodzenia w teologię poszczególnych tradycji. Ale mam wrażenie że tym co łączy wszystkie te przypadki - shaktipat, inka w zen, spojrzenie Chrystusa - jest założenie że wzrok może nieść więcej niż informację wzrokową. Że jest nośnikiem czegoś co trudno nazwać inaczej niż obecnością. I właśnie dlatego darśan jest celem a nie środkiem - nie idzie się do świątyni żeby zobaczyć posąg, tylko żeby być widzianym przez bóstwo.
Poczekajcie - 'być widzianym przez bóstwo' brzmi trochę niepokojąco? Tzn. ja zawsze myślałam że idę zobaczyć, nie że przychodzę żeby ktoś mnie zobaczył. Czy to znaczy że darśan jest w jakimś sensie aktem bóstwa a nie aktu człowieka?
Zatrzymałbym się przy tym odróżnieniu ikony i murti bo wydaje mi się że nie jest aż tak oczywiste. Czy w prawosławiu nie ma doktryny że ikona jest 'oknem' przez które święty naprawdę patrzy? Tzn. że to nie jest tylko wizerunek ale rzeczywista obecność?
Ignaś, masz rację że to nie jest tak proste. Teologia ikony w prawosławiu, szczególnie po soborze nicejskim II z 787 roku, rozróżnia między proskynesis czyli czcią oddawaną ikonie a latreia czyli kultem należnym tylko Bogu. Ale w praktyce liturgicznej jest przekonanie że święty jest przez ikonę realnie dostępny - nie 'w' ikonie jak bóstwo w murti, ale 'przez' ikonę. Różnica subtelna i wiem że sami teolodzy prawosławni spierają się o granicę.
Czyli mamy jakby spektrum - od czysto symbolicznego 'przypomnienia' które zakłada że patrzysz na obraz świętego, przez ikonę jako 'okno' gdzie obecność jest relacyjna, po murti gdzie bóstwo dosłownie mieszka i patrzy ze środka. Zastanawiam się czy w chrześcijaństwie zachodnim jest coś co choć trochę zbliża się do tej trzeciej opcji? Relikwie może?
