O, to jest temat który mnie wciągał jakiś czas temu! Palenie włosów i paznokci pojawia się w dość wielu miejscach. W tradycji hinduskiej na przykład przy pewnych rytuałach przejścia, golenie głowy i spalenie włosów jest symbolem zrzucenia starego "ja". Przy pogrzebie bliscy często palą część swoich włosów razem z ciałem. A w magii ludowej europejskiej włosy i paznokcie to były "substytuty" osoby, więc spalenie ich miało moc oddziaływania na tą osobę, niekoniecznie ofiarniczą. Trochę inna logika ale podobny mechanizm - część ciała jako nośnik.
no dobra, i..i właśnie to golenie głowy przy pogrzebie mnie zastanawia od jakiegoś czasu! Bo mamy ten sam gest przy narodzinach nowego kapłana, przy wstępowaniu do klasztoru w buddyzmie, i przy śmierci bliskiego. Jakby włosy były nośnikiem czegoś co trzeba oficjalnie spalić w momencie przejścia. Co wy o tym myślicie, bo to mi się wydaje ważniejsze niż tylko symbol "zrzucania starego ja"?
Otóż to, Ircia dotknęła czegoś co mnie od dawna gryzie w tym temacie. Włosy i paznokcie to w wielu tradycjach "przedłużenie" osoby, jej witalność zakonserwowana w formie stałej. Palenie ich to nie tylko wyrzeczenie - to dosłowne ofiarowanie części siebie samego. W tradycji wedyjskiej mamy nawet termin dla tego: kesha vidhi, rytuał związany z włosami który ma swoje miejsce w całym cyklu samskarów. I co ciekawe, zawsze jest ogień jako pośrednik. 😀
ale Judytka, to znaczy ze ofiara z krwi byłaby "mocniejsza" w tej logice? bo krew pojawia sie w wielu tradycjach i zawsze jakoś nie miałem odwagi o tym wprost zapytać w tym temacie
właśnie to mnie uderza co Boleslaw mówi. ofiara spalona i ofiara z krwi to NIE jest to samo, a często się je miesza w takich rozmowach. dym idzie ku niebu, krew idzie w ziemię albo na ołtarz. to dwie różne gramatyki komunikacji z sacrum. ciekawe że w ofierze zwierzęcej często masz jedno i drugie jednocześnie - krew na ołtarz, mięso do ognia
to zestawienie Syriana jest super, nie przyszłoby mi do głowy ze to tak działa razem w jednym rytuale. właśiwe pytanie jest czy adresaci są też różni? tzn. krew do bogów chtonicznych, dym do niebiańskich? albo jedno i drugie do tego samego ale różnymi kanałami?
Dziurawcowa zadała dokładnie to pytanie które by mnie interesowało. I mam wrażenie, że odpowiedź brzmi: tak, w przynajmniej części tradycji adresaci były różni. W greckich thysia wylew krwi miał inną funkcję niż dym - krew była dla bóstwa chtonicznego lub dla samego miejsca, dym dla bóstwa olimpijskiego. Ale w ofierze wedyjskiej tego podziału już nie ma w takiej formie, tam cały akt jest bardziej całościowy i Agni jako ogień jest po prostu posłańcem do wszystkich bogów jednocześnie.
słuchajcie, to co mówicie o Agnim jako posłańcu to jest cos co chciałam dopowiedzieć już od jakiegoś czasu. bo jeśli ogień jest posłańcem a nie tylko medium, to znaczy ze ma własną intencję albo przynajmniej własny "charakter". Agni w Rigwedzie dosłownie zna imiona bogów, wie do kogo dostarczyć. to nie jest neutralny kanał jak telefon, to bardziej kurier który rozumie zawartość paczki. i to zmienia całą logikę ofiary spalonej, bo wtedy nie ty decydujesz co trafi do kogo, tylko ogień to jakoś "wie".
Ojejciu. Swietoslawa, to ładna metafora ale trochę za ładna. Agni jako "kurier który rozumie" to poetycka interpretacja z Rigwedy ale sama Rigweda jest zbiorem hymnów kapłańskich, nie dokumentem teologicznym. Kapłani mieli interes w tym żeby ogień był "inteligentny", bo to uzasadniało ich rolę - tylko kapłan wiedział jak z tym inteligentnym ogniem gadać. Nie twierdzę że to bez sensu religijnie, tylko że ta narracja ma też wymiar instytucjonalny.
hej, trohce zagubiłam się w tej dyskusji ale chciałam zapytać o coś praktycznego - czy ktoś z was kiedyś robił jakiś rytuał związany ze spalaniem czegoś osobistego? tak żeby sprawdzić na sobie jak to działa? bo cała ta teoria jest super ale zastanawiam się jak to wygląda w praktyce, czy się coś czuje podczas takiego spalenia
Tak jest, Ircia, ale tu jest pytanie czy to nie jest po prostu efekt placebo + symboliczne zamknięcie rozdziału w głowie. bo spalenie listu to nie jest rytuał ofiarniczy w sensie w jakim ten wątek sie zaczął. to bardziej terapia przez gest. różnica jest spora.
Mieszko stawia ciekawe pytanie ale jest w nim pułapka. Jeśli każde doświadczenie mistyczne można opisać psychologicznie i na tym poprzestać to znikaja różnice miedzy tradycjami. A te różnice są realne i mają znaczenie. Grecki kapłan nie palił ofiary żeby zamknąć rozdział w życiu - palił zeby nawiązać kontakt z konkretnym bótswem przy konkretnej okazji. To nie jest to samo co terapeutyczne spalenie listow, nawet jesli oba akty angażują ogień i pewne poczucie ulgi
powiem szczerze, jest coś w tym co Boleslaw mówi o konkretności adresata. bo jak myślę o tym co czytałam o japońskich rytuałach goma, paleniu drewnianych tabliczek z intencjami w buddyzmie eszoterycznym, to tam nie ma żadnej ogólności - każda tabliczka ma imię bóstwa, konkretną prośbę, konkretny typ drewna. to jest jak wysyłanie zaadresowanej koperty, nie rzucanie wiadomości w przestrzeń. i ten poziom precyzji chyba właśnie odróżnia rytuał od gestu.
Gertruda, ten przykład z goma jest piękny i bardzo na temat. ten rytuał mnie zawsze poruszał właśnie przez tę precyzję. ale mam pytanie bo nie wiem - czy tabliczki goma zawsze są drewniane? 🙂 bo słyszałam ze w pewnych odmianach używa się też innych materiałów i ze dobór materiału jest kluczowy podobnie jak w tradycji wedyjskiej.
wracając na chwilę do włosów bo to zostało trochę urwane - w różnych tradycjach słowiańskich też mamy ślady palenia włosów, ale kontekst jest zupełnie inny niż w Indiach. u nas włosy były palone żeby nie wpadły w ręce kogoś kto mógłby zrobić z nich uroczenie. to jest logika ochronna, nie ofiarna. zupełnie inny adresat i inna intencja, a forma identyczna. to mi się wydaje ważne uzupełnienie do tego co tu mówiliście. :/
Wracając jeszcze do, wątku włosów bo Tatarak powiedziałam, że kontekst słowiański jest inny, ale nie dokończyłam myśli. ten lęk przed uroczeniem przez włosy to jest stary motyw gdzie włosy to po prostu przedłużenie osoby, jej część. i właśnie dlatego się je paliło - żeby zniszczyć ten "link". ale to nie jest ofiara w sensie komunikacji z niebem, to jest zniszczenie potencjalnego narzędzia do szkodzenia. to bardziej magia ochronna niż ofiara. czy ktoś zna tradycje gdzie włosy BYŁY składane jako ofiara właściwą, nie tylko niszczone dla ochrony?
na to pytanie Tatarak znam jeden konkretny przykład - w tradycji wedyjskiej były ofiary strzyżenia, pierwsze strzyżenie dziecka, chudakarana, i obcięte włosy szły do ognia lub do wody jako ofiara. to nie było niszczenie w sensie ochronnym, to było intencjonalne dawanie. więc tam włos pełni rolę ofiary właściwej, część siebie którą dajesz. inaczej też działa w kontekście żałobnym, obcinanie włosów po śmierci kogoś bliskiego to gest składania części siebie razem z umarłym.
to ciekawe z tymi włosami, ale mam wrażenie ze trochę odchodzimy od głównego tematu, bo włosy to nie jest spalanie ofiar sensu czysto. chciałem zapytac o cos innego - w tym co mówił wcześniej Boleslaw o Voodoo, to tam też jest palenie ofiar czy tylko krew? bo zawsze mi sie wydawało ze Voodoo to głównie zwierzęta i krew a nie ogień.
hej to moze głupie pytanie ale nei dawało mi spokoju od jakiegos czasu - jak te tradycje decydowały CO spalić? znaczy skąd wiadomo ze bogowie wołowiny chcą a nie np. chleba? czy to bylo zawsze dyktowane przez kapłanów i teksty czy mogło sie zmieniać w zależności od potrzeby? jakoś nie widzę zeby ktoś wcześniej o tym mówił
to jest naprawdę fundamentalne pytanie i odpowiedź nie jest prosta. w tradycjach gdzie mamy zachowane teksty liturgiczne, jak Wedy czy Biblia, repertuar ofiarny był dość ściśle skodyfikowany. ale w tradycjach bez pisma, albo w praktykach ludowych obok oficjalnej religii, było o wiele więcej elastyczności. w Grecji na przykład podręczniki rytualne określały gatunki zwierząt dla konkretnych bóstw, ale jednocześnie wyrocznia mogła zmienić całą procedurę na żądanie konkretnego boga. więc to było jednocześnie skodyfikowane i dynamiczne, co jest trochę paradoksalne ale też bardzo ludzkie.
aha, do pytania Dziurawcowej dodam jeden aspekt który często umyka. w wielu tradycjach kluczowa była nie tyle TREŚĆ ofiary co jej jakość i poprawność wykonania. w hinduizmie błąd rytualny podczas ofiary mógł ją unieważnić albo co gorsza odwrócić jej skutek. podobnie w judaizmie zwierzę ofiarne musiało być bez skazy, dosłownie bez fizycznej wady. to sugeruje ze bogowie nie byli po prostu głodni jakiegoś konkretnego mięsa, tylko ważna była doskonałość gestu oddania. spalone mięso z wadliwego zwierzęcia byłoby gorsza ofiarą nie dlatego że smak dymu inny, ale że sam gest był niepełny.
No bo właśnie i tu mam pytanie do Agathy - czy ta "transakcja" z bóstwem implikuje ze bóstwo może odmówić? to znaczy, jeśli ofiara nie była doskonała, to czy w myśleniu starożytnych bóg po prostu ją odrzucał, czy wchłaniał mimo wady? bo to by zmieniało całą logikę systemu.
powiem szczerze, ta sprawa z wnętrznościami to mnie zawsze poruszała jako osobny temat - haruspicja, czyli wróżenie z wątroby, jest w pewnym sensie "odczytaniem odpowiedzi" na ofiarę. jakby ofiara spalona to list do bóstwa, a wnętrzności to odpowiedź zwrotna. to by oznaczało że cały akt ofiarniczy był dwustronną komunikacją, nie jednostronnym darem. spaliłeś, poczekałeś na odpowiedź przez wróżbę. to jest pełen obieg informacji, nie tylko nadawanie.
Gertruda to jest pięknie powiedziane. dym w górę jako wiadomość wychodząca, wnętrzności jako wiadomość przychodząca. i nagle te dwa systemy, ofiara i wróżba, są jednym spójnym rytuałem a nie dwoma oddzielnymi praktykami. ciekawe że nigdy tak o tym nie pomyślałam mimo ze czytałam o obydwu.
no tak, to ładna metafora z listem i odpowiedzią, ale jest w niej jeden problem. haruspicja i ofiara nie zawsze szły razem. haruspikowie u Etrusków i Rzymian czytali wnętrzności ZABITYCH zwierząt, ale niekoniecznie tych spalonych na ołtarzu. i odwrotnie, spalona ofiara holocaustum była całkowicie spalona i właśnie przez to nie miała wnętrzności do odczytu. więc te dwa systemy nie zawsze się nakładają.
słuchajcie, śledzę ten wątek od dłuższego czasu i mam wrażenie że grzęźniemy trochę w detalach technicznych. naprawdę interesujące jest pytanie dlaczego wogóle OGIEŃ? dlaczego nie zakopać ofiary w ziemi, nie wrzucić do rzeki, nie zostawić na górze. co jest w ogniu specjalnego że tak wiele tradycji niezależnie od siebie wybrało wlasnie ten element?
a co z ofiarami wodnymi? bo przecież Słowianie wrzucali do rzek różne rzeczy, Celtowie wrzucali do jezior broń i kosztowności. czy to nie jest to samo tylko innym żywiołem? woda też "bierze" to co wrzucisz i nikt tego nie odzyska
