Kubuś ma rację ale to też otwiera pytanie - czy wyznawcy to rozróżniają? bo syncretyzm nie jest projektem elit religijnych, często jest żywy w ludowej praktyce gdzie te granice są płynne. i chyba właśnie ta płynność jest ciekawsza niż oficjalna doktryna
to co Syriana napisała o płynności w ludowej praktyce trafia w sedno i chcę to trochę rozwinąć, bo właśnie ta płynność jest kluczem do zrozumienia czemu spalanie ofiar przetrwało tak długo w tak różnych formach. elity religijne mogły sobie teoretyzować o zastępnikach i sublimacji, ale zwykły człowiek w XVI-wiecznej Polsce który palił snopek zboża na rozstaju dróg albo rzucał kawałek chleba w ogień podczas dziadów - on nie myślał kategoriami "to jest zastępnik ofiary świątynnej". on po prostu robił to co zawsze. ta ciągłość nie jest ciągłością teologiczną, ona jest ciągłością gestu. i to jest zdecydowanie ciekawsze niż żaden oficjalny dokument. mnie zawsze interesuje ta warstwa, ta podskórna pamięć ciała która wie co robić przy ogniu nawet gdy głowa już dawno zapomniała dlaczego. i właśnie dlatego uważam że pytanie o to czy dana tradycja "ewoluowała" jest źle postawione - bo ewoluuje tylko oficjalna doktryna, a praktyka często stoi w miejscu przez wieki i dopiero jakiś edykt zakazujący albo wyludnienie wsi robi to co żaden teolog nie mógł 😀
