Ano właśnie, dobry kontrprzykład Romcia, i tak, to jest zasadniczo ten sam mechanizm komunikacji przez żywioł. różnica jest chyba w kierunku. ogień idzie w górę, dym unosi sie ku niebu, więc komunikuje z tym co powyżej. woda idzie w dół, do rzeki, do morza, do podziemi, więc komunikuje z tym co poniżej. i to zgadza sie z tym co Syriana mówiła wcześniej o adresatach, bogowie chtoniczni kontra niebiańscy. to by znaczyło że wybór żywiołu to też wybór adresata.
dokładnie tak to widzę i cieszę sie że Kartomanta to połączył. ogień/niebo/bogowie uraniczni to jeden biegun, woda/ziemia/bogowie chtoniczni to drugi. w wielu tradycjach te dwa systemy ofiarnicze istniały równolegle i nie były zamienne. nie można było złożyć ofiary chtonicznej przez ogień bo byłoby to jakby wysłać list pod zły adres. i vice versa. to jest gramatyka kosmosu wpisana w rytuał.
No niech ci będzie, to rozwijam swoje własne pytanie bo Kartomanta i Syriana dali mi do myślenia. jeśli ogień komunikuje z górą a woda z dołem, to co z ziemią? zakopanie ofiary to komunikacja z czym dokładnie? bo w wielu tradycjach zakopywano rzeczy na rozstajach dróg, pod progiem, w fundamencie budynku. to jest jeszcze inny biegun?
ten wątek z ziemią mnie mocno wciąga. zakopany depozyt jako zastaw to ma sens - zakopujesz, wiążesz siebie z miejscem albo z istotą, a wyoranie tego zastawu mogłoby być jak zerwanie umowy. pamiętam że gdzieś czytałam o skarbach zakopanych celowo żeby nigdy nie wróciły do właściciela, jako ofiara właśnie. czy ktoś wie więcej o tej granicy między ofiarą zakopana a skarbem? 🙂
to co Tatarak mowi o depozycie jest trafne ale chciałbym dodać ze ziemia ma jeszcze jeden wymiar. zakopane nasiona wracają jako plon. i w wielu kulturach ofiara zakopana to nie tylko dar w dół ale inwestycja - dasz ziemi, ziemia odda z procentem. to jest zupełnie inna logika niz spalenie. spalenie to jednostronna transmisja, zakopanie to transakcja z oczekiwanym zwrotem. w rolniczych tradycjach europejskich to fundamentalne rozróżnienie.
właśnie dlatego te trzy żywioły jako systemy komunikacji mają sens tylko razem. ogień/niebo/bogowie dawcy prawa i porządku. woda/podziemia/bogowie chaosu i transformacji. ziemia/środek/bogowie płodności i cyklu. i każda tradycja rozkładała te trzy biegunowo inaczej. Grecy ciągnęli do ognia i wody... Słowianie bardzo mocno w ziemię i wodę, Indoiranijczycy w ogień nade wszystko. to nie są arbitralne wybory, to wyraz ich kosmologii.
hej ale zaraz, zaraz - jak mówicie o Słowianach i ziemi to mam pytanei. czy u Słowian wogole były ofiary spalane? bo zawsze mi sie kojarzyły z wodą i zakopywaniem, ale może się mylę? kremacja to coś innego niż ofiara chyba
ojoj, muszę tu powiedzieć żeby nie mitologizować słowiańszczyzny zanadto. mamy bardzo mało źródeł, i te które mamy są albo późne, albo pisane przez chrześcijańskich kronikarzy z oczywistą tendencją. twierdzenie że "Słowianie nie palili ofiar" albo odwrotnie jest w dużej mierze spekulacją. wiem że to mało popularne podejście na forum ezoterycznym ale naprawdę nie wiemy za wiele o szczegółach słowiańskiego rytuału ofiarniczego.
wnioskowanie przez analogię z tradycji bałtyjskich to trochę ryzykowna metoda. Bałtowie zachowali własne pogaństwo wyjątkowo długo i rozwinęli specyficzne formy których Słowianie mogli nie mieć. ale dobra, nie będę blokował całej dyskusji tym zastrzeżeniem. 🙂 powiedzmy że było, co z tym robimy dalej?
to wasze porównanie trzech żywiołów robi na mnie wrażenie. nigdy tak o tym nie myślałam, zawsze traktowałam te ofiary jako jeden temat, a tu nagle mamy trzy zupełnie różne logiki komunikacji. czy można powiedzieć że tradycje wybierały żywioł na podstawie tego CZEGO chciały od bóstwa? znaczy, jeśli chciałeś urodzaju to ziemia, jeśli sprawiedliwości prawa to ogień i niebo, jeśli ochrony przed złem to woda?
Odnośnie, wątku z haruspicją bo zostało tam jedno pytanie bez odpowiedzi. Kubuś zwrócił uwagę że haruspicja i ofiara spalona nie zawsze szły razem, a Tatarak odpowiedział że w thysia greckiej szły w sekwencji. to mnie zastanawia - czy kiedykolwiek były tradycje gdzie kolejność była odwrotna? najpierw spalenie, potem wróżba z czegoś innego co ten akt pozostawił? bo dym i popiół też chyba były odczytywane?
kapnomancja - wiedziałam że coś takiego musi istnieć ale nie znałam nazwy. to jest chyba najbardziej elegancki przykład tej dwukierunkowości. jeden płomień, jeden akt, a jednocześnie wysyłasz i odbierasz. dziękuję Boleslaw, to zamknęło coś w mojej głowie.
Zgoda, zupełnie inne pytanie, mam nadzieję ze nei za nie na miejscu. słuchałem tego wszystkiego o Grecji, Rzymie, Babilonie i Indiach i zastanawiam sie - co z chrześcijaństwem? no bo kadzidło to jest spalanie, świece to jest spalanie. czy to jest kontynuacja tych starszych tradycji ofiary ogniowej, czy to jest coś zupełnie innego??
a co ze świecami? bo kadzidło to jasne, ale świeca to jednak bardziej światło niż dym. czy spalanie wosku to było gdzieś explicite traktowane jako ofiara, czy to tylko "oświetlenie" które z czasem nabrało sensu ofiarnego?
w tradycji żydowskiej menora to oczywiście najważniejszy przykład. ogień lamp w świątyni nie był ofiarą w sensie oddania czegoś bóstwu ale raczej podtrzymaniem kosmicznego światła. to inna kategoria. ale w późnym antyku i średniowieczu te dwa sensy zlały się i wotywna świeca "za kogoś" nabrała sensu zastępczej ofiary. złożysz świecę zamiast złożyć siebie. to ciekawe przekształcenie.
zastępcza ofiara - to brzmi jakby cała historia religii to była seria "zamienników". najpierw ludzie, potem zwierzęta, potem kadzidło i świece, potem modlitwa. czy to jest ewolucja którą sami kapłani świadomie robili czy to naturalnie się zmieniało?
to pytanie Leszka o ewolucję zastępczą jest naprawdę ciekawe i chce je rozwinąć, bo myślę że to nie jest tak prosta linia. nie jest tak że kapłani siedzieli przy stole i mówili: "dobra, zamieniamy człowieka na bydło, a bydło na kadzidło". to były zmiany rozłożone na setki lat, często wymuszane przez okoliczności zewnętrzne - diaspora, zniszczenie świątyni, urbanizacja. Żydzi po roku 70 nie mogli już składać ofiar całopalnych bo nie mieli Świątyni, i modlitwa stała się dosłownie "awodat szebasafatajim" - służba ust, zastępnik ofiary. to nie była decyzja, to była konieczność która potem dostała teologiczne uzasadnienie
o, nie wiedziałam o tym "awodat szebasafatajim"! czyli modlitwa żydowska to dosłownie jest ofiara słowna? to zmienia sposób w jaki to rozumiem. zawsze myślałam o modlitwie jako czymś zupełnie osobnym od rytualnego spalania, a tu okazuje się że jeden zastąpił drugie świadomie i z nazwą nawet
Majmonides to akurat specyficzny przypadek bo byl mocno pod wplywem arystotelizmu i chciał zracjonalizować Torę w kategoriach filozoficznych. nie każdy żydowski teolog podzielał jego zdanie - Nachmanides na przyklad ostro polemizowal i bronił wartości ofiar jako takich, nie tylkoo jako pedagogicznego etapu. wiec nie ma jednej odpowiedzi co do tego "dlaczego to sie zmieniło"
w dużym uproszczeniu - jest nadzieja na odbudowę Świątyni i przywrócenie ofiar w zydowskiej eschatologii. ortodoksyjni Żydzi modla się o to trzy razy dziennie. wiec to nei jest tak ze "zamieniliśmy i jestesmy z tego zadowoleni" - dla wielu to jest tymczasowy stan czekania
czekajcie to znaczy że dla cześci Żydów te spalane ofiary WRÓCĄ kiedy nadejdzie mesjasz? to jest coś o czym nie miałam pojecią. to zupełnie inaczej stawia tą całą "ewolucję" o której mówił Leszek - bo to nie jest ewolucja w jedną stronę, ale zawieszenie
to zawieszenie między świątynią a jej odbudową jest jednym z najbardziej przejmujących motywów w religiach abrahamicznych w ogóle. i wracając do naszego tematu o ogniu - ten oczekiwany powrót ofiar całopalnych nadaje tym praktykom zupełnie inny wymiar. to nie jest archaizm... to jest forma eschatologicznie zawieszona. ogień czeka na powrót
ojejciu, to co Syriana pisze o ogniu zawieszonym - to jest piękna formuła. i to mi daje do myślenia o tym co mówiliśmy wcześniej o kapnomancji. dym idzie w górę, ale nie ma już dokąd. jakby kanał był zablokowany od czasu zburzenia Świątyni
Gertruda, to poetyckie ale chyba za daleko idące. kadzidło w synagodze nie jest stosowane właśnie dlatego żeby nie tworzyć substytutów dla ołtarza kadzidłowego ze Świątyni. to bardzo konkretna decyzja halachiczna, nie metafora zablokowanego kanału. nie mieszajmy poetyki z historią prawa żydowskiego
ta interpretatio christiana jest naprawdę wszędzie kiedy zaczynasz szukać. ale mam pytanie do Tatarak - czy jest cokolwiek co chrześcijaństwo przejęło i NIE przetworzyło? bo mam wrażenie ze cała ta tradycja jest gigantycznym recyklingiem, tylko z nowym podpisem
masz rację, za bardzo celowałam w chrześcijaństwo. przepraszam za tendencyjność, dobry punkt
dorzucę jedno zastrzeżenie do tej dyskusji o ciągłości i zastępnikach - bo myślę że gubimy tutaj jedną rzecz. nie wystarczy powiedzieć że "forma została, treść się zmieniła". zmiana treści JEST zmianą rytuału, bo rytuał nie jest tylko gestem, jest intencją i interpretacją razem. świeca przed świętym i lampka przed Jowiszem to mogą wyglądać tak samo ale to są inne rytuały. analogia formy nie oznacza ciągłości praktyki
