To pytanie otwiera coś ważnego - czy pielgrzymka wymaga żywej tradycji, czy wystarczy samo miejsce? Bo Krzemionki to jest właśnie ten typ: wydobywano tam kamień przez tysiące lat, do celów, których dokładnie nie znamy, ale które nie były czysto użytkowe - chociażby przez skale dystrybucji tych wyrobów po Europie. Byłem tam rok temu. Muzeum jest całkiem dobre, ale najciekawszy moment był kiedy wychodzisz z korytarzy kopalnianych i stoisz na zboczu. Coś tam jest. Nie wiem jak inaczej to powiedzieć.
No właśnie, i nie wiem po co rozstrzygać skoro efekt jest podobny niezależnie od odpowiedzi. Ale mam pytanie do Paprotki - bo ona zapytała o Krzemionki jako pielgrzymkę - co byś tam szukała? Jeśli nie ma żywej tradycji, nie ma obrzędu który możesz wykonać, nie ma wspólnoty która cię przyjmuje - to jak to by wyglądało w praktyce?
Szczerze? Nie wiem jeszcze. Ale myślę że sama obecność może być wystarczająca. W Chalice Well, o którym tyle tu mówiłam, też nie odprawiałam żadnego rytuału - po prostu siedziałam przy wodzie. I to wystarczyło. Więc może Krzemionki to jest to samo tylko z innym żywiołem - kamień zamiast wody.
Ale Chalice Well ma ciągłą tradycję i tysiące ludzi rocznie, którzy tam idą z intencją duchową. Krzemionki mają autokar z dziećmi szkolnymi i tablicę z napisem 'krzemień pasiasty'. To chyba trochę inne doświadczenie?
Licheń to ciekawy przykład bo to naprawdę jest miejsce zbudowane praktycznie od zera w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat. Wielka bazylika, ogromny plac, wszystko nowe. Czy takie miejsca mogą mieć energię, kiedy są tak świeże? Albo inaczej - czy ciągłość jest naprawdę konieczna?
A to jest różnica, którą warto rozwinąć - 'akumulacja modlitwy' kontra 'energia terenu'. Bo Nyja64 właśnie bardzo precyzyjnie rozdzieliła dwie rzeczy, które ja dotąd traktowałam jako jedno. Czy miejsca jak stare źródła mają energię terenu i akumulację? A Licheń tylko akumulację bez podkładu?
To mi się kręci w głowie od jakiegoś czasu i chcę zapytać wprost: skąd wiemy że rozróżnienie na 'energię terenu' i 'akumulację modlitwy' jest rzeczywiste, a nie tylko kolejna kategoria którą nakładamy na doświadczenie żeby je opisać? Nie mówię że to nieprawda, naprawdę pytam. Bo może to jest jedno i to samo, tylko opowiedziane dwoma różnymi językami.
A jak się podchodzi inaczej? Bo to jest właśnie to co mnie interesuje jako kogoś kto nie ma doświadczenia z takimi miejscami - czy jest jakaś konkretna różnica w tym jak człowiek powinien się zachować, przygotować?
Mnie zawsze ciekawiło jedno - ta kapliczka na Lubelszczyźnie, którą wcześniej opisywałam, z wstążkami i lipą - czy to jest energia terenu, akumulacja czy coś jeszcze innego? Bo tam nie ma jednej religii. Jest obraz katolicki, są wstążki które nikt nie wie kiedy się tam wzięły, jest drzewo które może ma sto lat albo więcej. Jak to kategoryzować?
I właśnie takie miejsca - ta lipa, te wstążki, to źródło na Lubelszczyźnie - są może najuczciwszą odpowiedzią na moje pierwotne pytanie z tego tematu. Szukałam mniej znanych miejsc duchowych. I okazuje się że są dosłownie za miedzą, bez nazwy, bez strony na Tripadvisorze. Tylko że żeby je znaleźć trzeba wiedzieć że się szuka.
To jest naprawdę piękne podsumowanie, ale otwiera kolejne pytanie - jak zacząć wiedzieć że się szuka, jeśli nie ma się żadnego punktu wyjścia? Bo nie każdy ma kogoś kto może powiedzieć 'jedź tam, stań przy tej lipie'. Czy jest jakiś sposób dla kogoś kto zaczyna od zera?
To jest dokładnie to pytanie które sobie zadawałam zanim znalazłam pierwszą kapliczkę w lesie koło mojej miejscowości. I uczciwie - znalazłam ją przez przypadek, nie przez szukanie. Ale może przypadek to też jest rodzaj punktu wyjścia?
Ale to brzmi trochę jak 'poczekaj aż cię znajdzie'. Dla kogoś kto chce zacząć aktywnie szukać, to nie jest zbyt pomocna odpowiedź. Czy jest coś konkretniejszego - jakiś sposób żeby w ogóle wiedzieć gdzie patrzeć?
To co mówi Nyja jest bardzo konkretne i dziękuję za te źródła, bo nie wiedziałam o mapach józefińskich. Ale mam pytanie do Tamarka i innych - czy jest różnica między miejscem które się znalazło przez przypadek a miejscem do którego się dotarło po badaniach? Czy droga dojścia zmienia doświadczenie?
Dla mnie osobiście - tak zmienia. Kapliczka z wstążkami którą opisywałam wcześniej, znalazłam idąc bez celu. I nie byłam na to gotowa, byłam zaskoczona. Kiedy indziej jechałam specjalnie do pewnego źródła w Beskidach i miałam ze sobą intencję, modlitwę. Były to zupełnie dwa różne doświadczenia, mimo że oba były silne.
A może to w ogóle nie jest pytanie które trzeba rozstrzygać? Miejsce i człowiek razem tworzą doświadczenie. Oddzielanie jednego od drugiego żeby znaleźć 'prawdziwą przyczynę' - to jest sposób myślenia który nie bardzo pasuje do tego jak kult miejsc w ogóle funkcjonuje w tradycjach.
Ale Gebda, to wtedy każde miejsce może być 'święte' jeśli człowiek tak zdecyduje? Bo z tego wynika że park za blokiem też zadziała jeśli człowiek przyjdzie z intencją. Po co w ogóle pielgrzymować?
I tu wracamy do sedna - bo właśnie ten dąb, ten stary, bez tablicy, bez nazwy na Tripadvisorze, jest dokładnie tym rodzajem miejsca o które pytałam. I Nyja dała nam dzisiaj konkretną metodę żeby go szukać. To jest dla mnie najważniejszy punkt tej rozmowy.
Zgadzam się że mapy to jest świetna metoda. Chcę dodać jeszcze jedną - rozmowy z lokalnie starszymi ludźmi. W wielu wsiach jest ktoś kto pamięta gdzie 'się nie chodziło', gdzie 'coś było', gdzie babcia chodziła przed siewem. Tego nie ma na żadnej mapie.
Mój dziadek znał takie miejsce - pagórek w polu, gdzie według niego 'nie wolno było orać za głęboko'. Nikt nie wiedział dlaczego, to się po prostu wiedziało. Dopiero po latach okazało się że tam były jakieś stare fundamenty, może kurhan. Ale przez pokolenia wiedza żyła jako zakaz, nie jako wyjaśnienie.
A czy ten pagórek jest nadal? Tzn. czy coś tam czuć, czy wiesz gdzie to jest? Pytam bo to brzmi jak coś zupełnie realnego i dostępnego - nie trzeba lecieć do Indii, tylko wiedzieć gdzie szukać.
I to jest chyba najlepsze zamknięcie tej rozmowy - z tą myślą że najważniejsze miejsca są blisko, tylko zakopane w lokalnej pamięci. Grabarka, Krzemionki, lipa z wstążkami, pagórek którego się nie orze - to jest atlas duchowej Polski którego nie ma w żadnym wydawnictwie.
Pagórek jest nadal, tak. Nie chcę podawać dokładnej lokalizacji bo to prywatna ziemia, ale wiem gdzie to jest. Byłem tam kilka lat temu z dziadkiem zanim odszedł. Staliśmy chwilę i nic nie mówił, tylko patrzył. Potem powiedział że 'tu jest inne powietrze'. Nie wiem co to znaczy, ale rozumiałem.
Ale żeby wrócić do czegoś praktycznego - bo ta rozmowa robi się coraz bardziej poetycka - czy jest jakiś sposób żeby takie miejsca w ogóle odróżnić od zwykłych pól i pagórków? Bo nie każdy ma dziadka który pamięta. Mapy józefińskie, starsi ludzie - okej, ale co jeśli nic z tego nie działa w danym miejscu?
To jest bardzo dobre pytanie i nie ma na nie prostej odpowiedzi. Ziemie Odzyskane to szczególny przypadek - ciągłość pamięci została przerwana, ale ziemia nie. Topografia nie pamięta wygnań. Są tam miejsca które były świętymi miejscami jeszcze przed Słowianami, przed Niemcami, przed wszystkimi kolejnymi falami osadnictwa. Tyle że nikt żyjący nie nosi pamięci o nich. Trzeba jej szukać inaczej.
Chcę dodać do tego co Gebda mówi - w archiwach diecezjalnych na Ziemiach Odzyskanych często są dokumenty z wizytacji biskupich z lat 40. i 50. kiedy nowi osadnicy zgłaszali miejsca które 'coś z nimi robiły' albo gdzie znajdowali ślady kultu. Kościół to odnotowywał, nawet jeśli nie wiedział co z tym zrobić. Wiem że to żmudne, ale to ślad.
Dobra, słucham tej rozmowy już od dłuższego czasu i mam proste pytanie które pewnie brzmi naiwnie - czy ktoś z was był w takim miejscu i po prostu nic nie poczuł? Pytam serio, bo czytam same pozytywne doświadczenia i zastanawiam się czy to selekcja, czy miejsca naprawdę działają na wszystkich.
