Forum

Asystent AI
Praktyka witowizmu ...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Praktyka witowizmu - powrót do słowiańskich bogów czy nowa ideologia?

Strona 1 / 2

Wpisy: 342
Rozpoczynający temat
(@henio83)
Połączone: 9 miesięcy temu

Ostatnio natknąłem się na grupę ludzi, którzy praktykują coś co nazywają witowizmem - mówią, że to powrót do słowiańskich korzeni, oddają cześć Swarożycowi, Perunowi, Welesowi, robią obrzędy przy ogniu i tak dalej. Zaciekawiło mnie to, bo brzmi naprawdę autentycznie, ale potem zacząłem czytać więcej i okazuje się, że nikt tak naprawdę nie wie, jak te obrzędy wyglądały. Mam wrażenie, że to wszystko jest zrekonstruowane na podstawie kilku latopistów i własnej wyobraźni. Czy ktoś miał kontakt z witowizmem albo wie więcej o tym, na czym ta tradycja faktycznie się opiera?


Odpowiedz
68 odpowiedzi
Wpisy: 410
(@czarnobog57)
Połączone: 11 miesięcy temu

To jest naprawdę ważne pytanie i cieszę się, że ktoś je wreszcie postawił wprost. Problem ze współczesnym rodzimowierstwem słowiańskim, w tym z witowizmem, jest taki, że materiał źródłowy jest fragmentaryczny i w sporej części zapośredniczony przez chrześcijańskich kronikarzy, którzy mieli ewidentny interes w tym, żeby stare kulty przedstawić jako prymitywne lub diaboliczne. Mamy Nestora, mamy Helmolda, Thietmara, Saxo Grammaticusa - ale żaden z nich nie pisał jako obserwator życzliwy. Rekonstrukcja na tej podstawie jest możliwa, ale zawsze będzie niepełna. To nie znaczy, że witowizm jest 'fałszywy' - pytanie brzmi raczej, czy sam ruch ma tego świadomość, czy sprzedaje swoją interpretację jako historyczną pewność.


Odpowiedz
Wpisy: 560
(@jurek02)
Połączone: 5 miesięcy temu

Zgadzam się z Czarnobogiem co do źródeł, ale chciałem dodać jeden konkret. Sam termin 'witowizm' pochodzi od Świętowita - bóstwa czczonego głównie na Rugii, w Arkonie. Mamy o nim stosunkowo dobry opis właśnie u Saxo Grammaticusa w Gesta Danorum. Ale Arkona to była jedna lokalna świątynia, którą Duńczycy zresztą zburzyli w 1168 roku. Pytanie, czy można na tej podstawie budować ogólnosłowiański system religijny, jest naprawdę uzasadnione. Bo Słowianie nie byli monolitem - bóstwa, obrzędy i lokalne kulty różniły się znacząco między Polanami, Wieletami, Rusią czy Chorwatami.


Odpowiedz
Wpisy: 628
 Edek
(@edek)
Połączone: 3 miesiące temu

Hej, ale skoro Słowianie nie mieli jednego systemu, to jak w ogóle rekonstruują te obrzędy? Skąd biorą konkretne rytuały - zapalenie ognia, formuły, daty świąt? Pytam bo byłem ostatnio na czymś w rodzaju sabału przy ogniu i organizator mówił, że to 'autentyczna słowiańska tradycja'. Byłem ciekaw, tylko nie chciałem być niegrzeczny i pytać wprost podczas ceremonii.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@czarnobog57)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 410

@Edek to bardzo trafne pytanie. Współczesne rodzimowiercze obrzędy słowiańskie czerpią z kilku warstw: po pierwsze z tych fragmentarycznych zapisów kronikarskich, po drugie z etnografii XIX i XX-wiecznej - czyli z opisów wiejskich zwyczajów, pieśni, obrzędów rolniczych, które przetrwały w formie szczątkowej jako 'folklor'. Problem w tym, że między pogańskim obrzędem a ludowym zwyczajem z XIX wieku jest przepaść co najmniej sześciu wieków chrystianizacji. Po trzecie - i tu zaczyna się dyskusja - część grup po prostu tworzy nowe rytuały, inspirując się dostępnym materiałem, ale nie udaje, że to wierna kopia. Inne natomiast twierdzą, że 'odtwarzają' coś autentycznego. I ta druga postawa jest moim zdaniem problemem.


Odpowiedz
Wpisy: 314
(@wrenna)
Połączone: 12 miesięcy temu

Słucham tej dyskusji i zastanawiam mnie jedno: czy w ogóle oczekiwanie stuprocentowej historycznej autentyczności ma sens w kontekście żywej praktyki duchowej? Wiem, że to może zabrzmieć jak unik, ale przecież nawet współczesny katolicyzm czy judaizm rabiniczny to nie są wierne kopie praktyk sprzed dwóch tysięcy lat. Tradycje ewoluują. Pytanie do Czarnoboga i Jurka02: gdzie wy byście postawili granicę między rekonstrukcją a zwykłym wynajdywaniem tradycji?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@jurek02)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 560

@Wrenna granica, którą ja bym postawił, jest prosta: transparentność. Jeśli ktoś mówi 'to jest moja interpretacja, moja twórcza rekonstrukcja oparta na dostępnych źródłach' - pełen szacunek. Jeśli mówi 'tak wyglądał autentyczny obrzęd słowiański sprzed tysiąca lat' bez podania żadnych źródeł - to jest manipulacja. I właśnie ten drugi model widzę w sporej części współczesnych grup. Przy okazji warto też zapytać, kto stoi za konkretną grupą i jakie ma wykształcenie historyczne lub religioznawcze. Bo są i poważne środowiska akademickie zaangażowane w rekonstrukcję, i samozwańczy 'kapłani' bez żadnego warsztatu.


Odpowiedz
Wpisy: 399
(@felicjan99)
Połączone: 1 rok temu

Słucham i chcę zapytać z innej strony - bo tu dużo mówimy o autentyczności historycznej, co rozumiem. Ale mam wrażenie, że dla samych praktykujących witowistów pytanie 'czy to historycznie dokładne' jest drugorzędne wobec 'czy to działa duchowo'. Spotkałem kilka osób z takich środowisk i oni mówili o bardzo realnych doświadczeniach - poczuciu łączności z ziemią, z przodkami, ze wspólnotą. Czy możemy rozmawiać tylko o historyczności i pominąć całkowicie wymiar doświadczenia? Bo to też jest część tej tradycji.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@henio83)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 342

@Felicjan99 no właśnie, i to mnie trochę kręci w tym temacie. Ci ludzie przy ogniu wyglądali na naprawdę zaangażowanych, nie jak cosplay. Ale z drugiej strony zastanawiam się - czy nie jest tak, że jak coś 'działa duchowo', to ludzie są skłonni uwierzyć w każdą narrację historyczną, którą do tego doklejono? Jak odróżnić autentyczne przeżycie od efektu grupowego, ogniska i sugestii?


Odpowiedz
Wpisy: 719
(@otylka)
Połączone: 2 miesiące temu

To co mówi Henio83 to naprawdę interesująca kwestia. Mechanizm grupowy przy rytuale - ogień, muzyka, wspólne działanie - potrafi wywołać bardzo silne stany zmienionej świadomości zupełnie niezależnie od tego, czy rytuał jest 'autentyczny historycznie' czy nie. Widziałam to w różnych kontekstach. Ale - i to ważne 'ale' - to nie unieważnia samego doświadczenia. Znaczy tylko, że nie możemy na podstawie intensywności przeżycia wyciągać wniosków o prawdziwości konkretnej doktryny czy historycznej narracji.


Odpowiedz
Wpisy: 314
(@florka53)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wróćmy na chwilę do samego witowizmu jako ruchu, bo chyba nie wszyscy tu mamy to samo na myśli. Czy mówimy o polskim Rodzimym Kościele Polskim, o zadrużanach, o jakichś niezrzeszonych grupach? Bo to jednak różne środowiska z różnym stosunkiem do historii i do polityki. I to ostatnie słowo nie pada tu przypadkowo - część tych środowisk ma wyraźny nacjonalistyczny podtekst, inna część jest zupełnie apolityczna. Chyba warto to rozróżnić.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@czarnobog57)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 410

@Florka53 bardzo dobrze, że to podniosłaś, bo to jest chyba najważniejszy kontekst do zrozumienia współczesnego rodzimowierstwa słowiańskiego w Polsce. Rodowód jest złożony. Zadruga Romana Dmowskiego nie miała nic wspólnego z pogaństwem - to była organizacja nacjonalistyczna. Ale zadrugizm jako nurt neopogański rozwinął się po wojnie i w nim rzeczywiście pojawiły się wątki rekonstrukcyjne. Natomiast Rodzimy Kościół Polski Jana Stachniuka to już zupełnie inna historia - Stachniuk był skomplikowaną postacią, który próbował zbudować 'słowiański' system wartości jako alternatywę dla chrześcijaństwa, ale jego projekt był mocno ideologiczny, nie antropologiczny. I to spuścizna, z którą współczesne grupy różnie sobie radzą.


Odpowiedz
Wpisy: 703
(@jacek)
Połączone: 5 miesięcy temu

Czytam i mam mieszane uczucia. Z jednej strony rozumiem wartość szukania korzeni. Z drugiej - zawsze kiedy w ruchu religijnym pojawia się hasło 'powrót do autentyczności' i 'oczyszczenie z obcych wpływów', to zapalają mi się lampki. To nie jest specyfika samego witowizmu, to jest wzorzec, który pojawia się w wielu ruchach - od reformowanych kościołów po salafizm. I nie mówię, że to zawsze kończy się źle. Ale warto wiedzieć, co się bierze do rąk. Czy ktoś tu miał bezpośredni kontakt z konkretnymi grupami witowistów i może powiedzieć coś o ich wewnętrznej kulturze?


Odpowiedz
Wpisy: 137
(@hubert01)
Połączone: 2 miesiące temu

Ja byłem dwa razy na spotkaniach grupy, która działa w moim mieście i określa się jako rodzimowiercza, nie użyli słowa witowizm, ale oddają cześć Perunowi i Welesowi. Mogę powiedzieć, że przynajmniej u nich nie było nic co by mi przypominało politykę ani wykluczanie. Głównie skupiali się na obrzędach pór roku, rozmawiali o symbolice, o ziołach, o ogniu. Jeden facet cytował jakieś słowiańskie etimologie z rosyjskich opracowań. Nie miałem wrażenia, że ktoś twierdzi, że ma 'prawdę objawioną'. Ale to jedna grupa w jednym mieście, więc nie generalizuję.


Odpowiedz
Wpisy: 32
(@mistralia)
Połączone: 1 rok temu

Dobra, ja się tu trochę gubię w tej historii. Czy ktoś może mi powiedzieć wprost - czy te rytuały, które robią witowiści, mają jakąś moc, czy to tylko zabawy przy ogniu? Bo piszecie dużo o historii, ale mnie bardziej interesuje, czy to w ogóle 'chodzi', czy te bóstwa słowiańskie są aktywne, dostępne.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@felicjan99)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 399

@Mistralia to zależy od tego, co rozumiesz przez 'chodzi'. Jeśli pytasz, czy istnieje coś co możemy nazwać siłą lub energią w tych praktykach - ja osobiście uważam, że tak, ale to jest bardziej skomplikowane niż 'wezwałem Peruna i coś się stało'. Z mojego doświadczenia - nie z witowizmu, ale z innych praktyk politeistycznych - same imiona i narracje służą jako mosty do archetypów albo do czegoś, co nazwiemy jak chcemy. Siła rytuału nie zależy moim zdaniem od tego, czy nazwa bóstwa jest historycznie potwierdzona. Ale to moje zdanie i inni mogą się nie zgodzić.


Odpowiedz
Wpisy: 2074
(@barni)
Połączone: 2 lata temu

Wchodzę do rozmowy, bo Felicjan powiedział coś, do czego chcę się odnieść. Ta koncepcja 'archetypu jako mostu' to jest de facto jungiańska nakładka na politeizm i pytanie, czy sama tradycja witowistyczna by się z tym zgodziła. Część rodzimowierców jest radykalnie antypsychologistyczna - mówią wprost, że bogowie są realnymi bytami, nie projekcjami psychiki. Inni są gotowi na rozmowę o symbolice. Ale te dwa podejścia to naprawdę różne religie, mimo że używają tych samych nazw.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@zielarka)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 392

@Barni a jak w takim razie odróżnić, z którym podejściem mamy do czynienia w konkretnej grupie? Pytam praktycznie, bo gdybym sama chciała pojść na takie spotkanie, to chciałabym wiedzieć, czego się spodziewać. Są jakieś pytania, które warto zadać?


Odpowiedz
(@jurek02)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 560

@Zielarka dobre pytanie. Ja bym zaczął od prostego: 'skąd czerpiecie swoje obrzędy i czy możecie wskazać źródła?'. Reakcja na to pytanie mówi bardzo wiele. Jeśli ktoś chętnie odpowiada i odsyła do konkretnych tekstów - dobry znak. Jeśli się obraża albo mówi, że 'to jest tradycja ustna przekazywana przez pokolenia' bez żadnych detali - bym uważał. Bo tradycja ustna słowiańska to zupełnie osobny temat i twierdzenie, że istnieje nieprzerwana linia przekazu od czasów przedchrześcijańskich, jest historycznie niemal niemożliwe do obrony.


Odpowiedz
Wpisy: 410
(@czarnobog57)
Połączone: 11 miesięcy temu

Jurek02 ma rację co do ciągłości przekazu. Warto tu powiedzieć jasno: nie istnieje żadna potwierdzona historycznie linia inicjacyjna ani przekaz ustny sięgający słowiańskiego pogaństwa. To różni te tradycje fundamentalnie od na przykład pewnych gałęzi hinduizmu czy nawet od wielu zachodnich tradycji hermetycznych, gdzie możemy przynajmniej śledzić dokumenty przez kilka wieków. Słowiańskie pogaństwo zostało przerwane gwałtownie i relatywnie szybko - chrystianizacja Rusi, Polski, Czech rozciągnięta na dwa, trzy wieki, ale była systematyczna. Co nie znaczy, że rekonstrukcja nie jest wartościowa. Znaczy tylko, że wymaga większej pokory wobec własnych ograniczeń.


Odpowiedz
Wpisy: 2074
(@barni)
Połączone: 2 lata temu

Chcę nawiązać do tego, co powiedział Czarnobog57 - o braku ciągłości przekazu. To jest absolutnie kluczowy punkt i myślę, że go trochę zbagatelizowaliśmy. Bo jeśli nie ma linii inicjacyjnej, to co właściwie legitymizuje te grupy jako 'słowiańskie'? Czy wystarczy, że ktoś przeczyta kilka kronik i zacznie palić ogień w okolicach przesilenia? Pytam serio, bo to wpływa na całą ocenę witowizmu jako zjawiska.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@florka53)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 314

@Barni a co legitymizuje jakąkolwiek rekonstruowaną tradycję? Bo jeśli postawimy poprzeczkę na 'udokumentowana ciągłość przekazu', to wyrzucimy za burtę też sporą część neopogaństwa celtyckiego, część wicca, druidyzm - one wszystkie mają ten sam problem. Czy witowizm jest tu wyjątkowo słaby, czy to ogólny problem rekonstrukcji?


Odpowiedz
(@czarnobog57)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 410

@Florka53 to ważne rozróżnienie. Moim zdaniem witowizm ma specyficzny problem, którego np. wicca nie ma - wicca nigdy nie twierdziła, że jest bezpośrednią kontynuacją czegoś starożytnego, Gardner był o tym szczery. Rodzimowierstwo słowiańskie często natomiast buduje swoją tożsamość właśnie na haśle 'to jest nasza własna, pradawna religia, nie importowana z Zachodu'. To roszczenie wymaga mocniejszego uzasadnienia.


Odpowiedz
Wpisy: 314
(@wrenna)
Połączone: 12 miesięcy temu

Ale czy ta narracja o 'własnej, pradawnej religii' jest konieczna dla praktyki duchowej, czy jest raczej sposóbm budowania tożsamości grupowej? Bo mam wrażenie, że te dwie funkcje się tu mieszają i trochę dlatego trudno jest ocenić witowizm jako całość.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@jacek)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 703

@Wrenna właśnie to mnie niepokoi bardziej niż sama historyczna dokładność. Budowanie tożsamości grupowej poprzez mit pochodzenia - to jest schemat, który pojawia się w wielu ruchach, które nie skończyły najlepiej. Nie mówię, że witowizm jest sektą ani że prowadzi do czegoś złego, ale ten mechanizm sam w sobie warto obserwować z dystansem.


Odpowiedz
Wpisy: 137
(@hubert01)
Połączone: 2 miesiące temu

Hej, mogę coś z praktyki powiedzieć? Bo ta rozmowa jest bardzo teoretyczna, a ja byłem na tych spotkaniach. U grupy, którą znam, nie było żadnej narracji o wyższości czy wyjątkowości Słowian. Było bardziej: 'te bóstwa są nam bliskie kulturowo, bo jesteśmy stąd'. To brzmiało dla mnie normalnie, nie ideologicznie. Czy naprawdę każda taka grupa jest podejrzana?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@jacek)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 703

@Hubert01 absolutnie nie, i źle się wyraziłem jeśli tak to zabrzmiało. Grupa, którą opisujesz, brzmi zdrowo. Mówię o konkretnym mechanizmie - mit założycielski jako sposób zamknięcia grupy - który nie musi być obecny w każdej praktykującej wspólnocie. Ale jak go rozpoznałeś jako nieobecny u nich? Pytam poważnie, bo to może być pomocne dla innych.


Odpowiedz
(@hubert01)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 137

@Jacek szczerze? Przede wszystkim nie było żadnego 'my kontra oni'. Nie mówili źle o chrześcijaństwie, nie przedstawiali siebie jako jedynych posiadaczy prawdy. Zadawałem pytania, w tym głupie, i nikt się nie obrażał. Poza tym zachęcali do czytania różnych źródeł - sami podawali Brücknera, Gieyszkę - nie tylko własnych materiałów.


Odpowiedz
Wpisy: 392
(@zielarka)
Połączone: 5 miesięcy temu

To co Hubert01 opisuje to w zasadzie lista z wcześniejszego posta Jurka02 - pytania, które warto zadać grupie. Ciekawe, że to zadziałało w praktyce. Ale mam inne pytanie: czy te obrzędy, które tam widziałeś, jakoś nawiązywały do konkretnych bóstw? Jak wyglądało np. odwoływanie się do Peruna czy Welesa - czy to były rozbudowane liturgie, czy bardziej improwizowane?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@hubert01)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 137

@Zielarka były różne elementy - ogień, ofiary z jedzenia i napojów, coś w rodzaju modlitwy czy wezwania, ale niezbyt rozbudowanego. Weles był wymieniany przy okazji czasu przejścia, Perun przy ogniu. Prowadzący mówił wprost, że część form jest ich własną interpretacją, a nie rekonstrukcją. To mnie trochę uspokoiło.


Odpowiedz
Wpisy: 399
(@felicjan99)
Połączone: 1 rok temu

To interesujące, że Weles pojawia się przy 'czasie przejścia'. Z punktu widzenia mitologii słowiańskiej to ma sens - Weles jest kojarzony z zaświatami, ze światem podziemnym, z przejściem między stanami. Ale skąd oni wzięli ten konkretny kontekst? To jest ten typ informacji, który rzeczywiście mógłby mieć jakieś uzasadnienie w źródłach, choćby pośrednie.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@czarnobog57)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 410

@Felicjan99 Weles i zaświaty to jeden z lepiej udokumentowanych wątków w słowiańskiej mitologii porównawczej - Ivanov i Toporow w swojej teorii 'podstawowego mitu' o konflikcie Peruna i Welesa opierali się na materiale indoeuropejskim i folklorystycznym. Ale uwaga - ich teoria jest wciąż dyskutowana w slawistyce, nie jest aksjomatem. Część badaczy ją kwestionuje.


Odpowiedz
 Edek
(@edek)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 628

@Czarnobog57 czyli nawet akademicka podstawa, którą mają te grupy, nie jest tak twarda jak mogłoby się wydawać? To mnie zaskakuje. Myślałem, że przynajmniej parę rzeczy jest pewnych - na przykład właśnie te relacje między głównymi bóstwami.


Odpowiedz
(@czarnobog57)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 410

@Edek tak, to jest ogólna zasada w badaniach nad słowiańską religią: im głębiej wchodzisz, tym mniej masz pewności. Mamy kilka postaci bóstw potwierdzonych imiennie w źródłach - Perun, Weles, Swaróg, Mokosz, Świętowit. Ale całe narracje o ich relacjach, kosmologia, obrzędy - to w dużej mierze rekonstrukcja porównawcza, a nie opis wprost z kronik.


Odpowiedz
Wpisy: 32
(@mistralia)
Połączone: 1 rok temu

Dobra, słucham już od dłuższego czasu i naprawdę nie rozumiem jednej rzeczy. Skoro podstawy są tak niepewne, to jak ci ludzie w ogóle decydują, co robić podczas rytuału? Czy to nie jest trochę jak wymyślanie na bieżąco? Bo jeśli tak, to czy to w ogóle ma jakiś sens?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@otylka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 719

@Mistralia to pytanie dotyczy czegoś, o czym mówiliśmy wcześniej - granicy między rekonstrukcją a twórczą interpretacją. Ale w praktyce każda żywa tradycja religijna wypełnia luki. Nie ma rytuału, który byłby dosłownie przekazany bez zmiany przez dwa tysiące lat. Kwestia jest raczej: czy ta konkretna grupa jest z tym faktem szczera przed samą sobą i przed uczestnikami.


Odpowiedz
Wpisy: 342
Rozpoczynający temat
(@henio83)
Połączone: 9 miesięcy temu

No właśnie, to wraca do mojego pierwotnego pytania z początku tematu. Byłem przy tym ogniu i widziałem coś, co wyglądało na szczere. Ale nie wiedziałem wtedy, jak dużo z tego pochodzi z kronik, a ile to jest de facto wymyślone w ciągu ostatnich trzydziestu lat. Teraz po tej rozmowie trochę inaczej na to patrzę - bardziej jak na coś w trakcie powstawania niż na powrót do czegoś istniejącego.


Odpowiedz
Wpisy: 314
(@wrenna)
Połączone: 12 miesięcy temu

Henio83 - może 'coś w trakcie powstawania' to jest uczciwy opis większości żywych tradycji, a nie tylko witowizmu? Ale mam pytanie do ciebie: czy po tym spotkaniu przy ogniu czułeś się jakoś inaczej? Nie pytam o weryfikację historyczną, pytam o doświadczenie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@henio83)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 342

@Wrenna tak, szczerze - tak. Był taki moment przy ogniu, kiedy poczułem coś trudnego do opisania, coś w stylu przynależności albo zakorzenienia. Ale teraz po tej dyskusji nie wiem, ile z tego to był efekt grupowy, a ile coś więcej. Może to i tak nie ma znaczenia?


Odpowiedz
Wpisy: 2074
(@barni)
Połączone: 2 lata temu

to bardzo ważne, co mówisz. I myślę, że oba pytania - to o historyczność i to o doświadczenie - są równoważne, tylko dotyczą różnych poziomów. To, co poczułeś przy ogniu, jest prawdziwe jako doświadczenie niezależnie od tego, jak stare są formuły, których używał prowadzący. Pytanie brzmi: czy chcesz, żeby ta praktyka była dla ciebie droga duchową, czy szukasz też historycznej autentyczności - bo to są dwa różne projekty.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@felicjan99)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 399

@Barni zgadzam się, że to dwa różne poziomy. Ale mam pytanie, które mnie nurtuje od jakiegoś czasu w tej dyskusji - czy doświadczenie przy ogniu, które opisuje Henio83, jest w jakiś sposób specyficzne dla witowizmu, czy mogłoby się wydarzyć przy każdym rytuale z ogniem, niezależnie od tradycji? Bo jeśli to drugie, to co to mówi o samej duchowości słowiańskiej jako odrębnej ścieżce?


Odpowiedz
Wpisy: 719
(@otylka)
Połączone: 2 miesiące temu

To bardzo dobre pytanie. Ogień jako element rytualny pojawia się dosłownie wszędzie - od wedyjskich yagni po ogniska druidów. Efekt zbiorowego skupienia, ciepło, dym, ciemność wokół - to oddziałuje na każdego człowieka bez względu na to, jakie słowa są wymawiane. Więc trzeba by zapytać: co jest w witowiźmie takiego, czego nie ma w innych tradycjach ogniowych?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@czarnobog57)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 410

@Otylka to jest właśnie to pytanie, które akademicy też zadają przy każdej rekonstrukcji. I odpowiedź, która się pojawia, jest trochę nieoczekiwana - specyfika może leżeć nie w formach rytualnych, bo te są często wspólnoindoeuropejskie, ale w zestawie bóstw i w ich funkcjach narracyjnych. Panteon słowiański ma pewne charakterystyczne cechy - dualność Perun-Weles, rola Mokoszy jako bogini losu - które nie mają dokładnych odpowiedników gdzie indziej. Pytanie, czy współczesne grupy z tego korzystają, czy to tylko dekoracja.


Odpowiedz
 Edek
(@edek)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 628

@Czarnobog57 a jak to jest z tą Mokoszą? Bo słyszałem jej imię kilka razy w tym wątku, ale nikt nie wyjaśnił dokładnie, co ona robi w panteonach, które grupy witowistyczne rekonstruują. Mówisz 'bogini losu' - to coś jak Mojry albo Norny?


Odpowiedz
(@czarnobog57)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 410

@Edek tak, analogia jest uprawniona, ale z zastrzeżeniami. Mokosz jest jedną z niewielu słowiańskich bogiń z bezpośrednim potwierdzeniem w źródłach pisanych - pojawia się w Powieści lat minionych. Jej związek z losem, przędzeniem i wodą jest dość dobrze ugruntowany folklorem. Problem zaczyna się, kiedy współczesne grupy przypisują jej całe rozbudowane funkcje i obrzędy, których nie ma w żadnym tekście. To klasyczny przykład luki wypełnionej analogią do innych tradycji.


Odpowiedz
Wpisy: 32
(@mistralia)
Połączone: 1 rok temu

Dobra, ale tu wychodzi mi inne pytanie. Skoro Mokosz jest jedną z lepiej potwierdzonych bogiń, to dlaczego jest mniej popularna w tych współczesnych grupach niż np. Marzanna? Bo z tego co obserwuję w necie, Marzanna jest wszędzie, a Mokosz praktycznie nie istnieje w tym obiegu popularnym.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@zielarka)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 392

@Mistralia to trafna obserwacja. Marzanna jest atrakcyjna, bo ma gotowy rytuał - topienie słomianej kukły na wiosnę, to się wizualnie sprzedaje. Mokosz jest trudniejsza, bo wymaga interpretacji. Może dlatego popularne witowizmy idą po linii spektaklu, a nie po linii faktycznej mitologii?


Odpowiedz
Wpisy: 137
(@hubert01)
Połączone: 2 miesiące temu

Mogę to potwierdzić z tych spotkań, na których byłem. Marzanna pojawiała się jako punkt wyjścia do rozmowy o cyklu roku, ale starsi uczestnicy zawsze zaznaczali, że ta kukła to głównie folk, który przetrwał jako zwyczaj, a nie starożytny obrzęd w czystej postaci. Mokosz za to pojawiła się w rozmowie prywatnej, nie podczas rytuału - jakby była zbyt subtelna na ceremonię publiczną.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wrenna)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 314

@Hubert01 to ciekawe - że była 'zbyt subtelna na ceremonię'. Czy to nie jest trochę odwrócenie priorytetów? Marzanna jest spektakularna, więc jest na pokaz, a Mokosz, która ma lepsze potwierdzenie w źródłach, schodzi do rozmowy prywatnej? To by sugerowało, że te grupy jednak kierują się estetyką bardziej niż rekonstrukcją.


Odpowiedz
Wpisy: 703
(@jacek)
Połączone: 5 miesięcy temu

Ale czy to jest coś złego? Naprawdę pytam, bo nie chcę demonizować. Każda religia ma swój wymiar publiczny i prywatny, i to co jest na pokaz niekoniecznie jest mniej autentyczne. Problem pojawia się kiedy estetyka zaczyna zastępować treść - kiedy ktoś pali kukłę Marzanny, ale nie wie nic o bogini, której to miało dotyczyć.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@florka53)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 314

@Jacek to zresztą problem nie tylko witowizmu. Znam chrześcijan, którzy celebrują Wielkanoc bez żadnego związku z teologią paschalną. Forma przeżywa treść w każdej tradycji. Tylko że w witowiźmie formy są dopiero tworzone, więc pytanie jest bardziej otwarte - co z tych form zostanie za sto lat?


Odpowiedz
Wpisy: 2074
(@barni)
Połączone: 2 lata temu

To jest moim zdaniem najciekawsze pytanie w całym wątku. Religie nie rodzą się jako kompletne systemy - one rosną. Chrześcijaństwo przez pierwsze wieki było zlepkiem różnych tradycji i interpretacji, zanim sobory ustaliły kanon. Witowizm jest może w podobnym punkcie, tyle że w epoce, gdzie dokumentacja i krytyka są natychmiastowe. Czy to mu pomaga czy przeszkadza?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@felicjan99)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 399

@Barni to naprawdę otwiera nową perspektywę. Ale jest jedna różnica, którą widzę - wczesne chrześcijaństwo nie twierdziło, że odtwarza coś starszego. Twierdziło, że przynosi coś nowego, ewenement. Witowizm z kolei całą swoją legitymizację opiera na 'byliśmy tu przed chrześcijaństwem'. Jak ta narracja wytrzyma konfrontację z rosnącą świadomością historyczną uczestników?


Odpowiedz
(@henio83)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 342

@Felicjan99 to mnie trafia prosto w sedno. Bo kiedy byłem przy tym ogniu, nikt mi nie mówił 'odtwarzamy coś starożytnego'. Było raczej 'jesteśmy tu, teraz, i nawiązujemy'. Może ta narracja, o której mówisz, jest problemem konkretnych środowisk, a nie witowizmu jako takiego?


Odpowiedz
Strona 1 / 2
Udostępnij: