Zaczęłam ostatnio interesować się miejscami pielgrzymkowymi, które nie pojawiają się w pierwszej dziesiątce wyszukiwarki. Wiadomo, Jerozolima, Mekka, Waranasi - to każdy zna. Ale przecież każda tradycja ma swoje mniejsze ośrodki, które dla wyznawców bywają równie ważne, a może i bardziej osobiste. Myślę o takich miejscach jak Glastonbury dla neopogan i celtystów, Velehrad dla słowiańskich chrześcijan, czy Lalibela w Etiopii - tam wykute w skale kościoły robią wrażenie nawet na zdjęciach. Chciałam zapytać, czy ktoś z was odwiedził jakieś takie 'drugoplanowe' miejsce duchowe i czy poczuł tam coś szczególnego? I w ogóle - jak wy to rozumiecie, co sprawia, że miejsce staje się święte?
Glastonbury to ciekawy przykład, bo to miejsce funkcjonuje jednocześnie dla kilku tradycji - arturiańska legenda, celtycka duchowość, neopogaństwo, ale też chrześcijaństwo. Opactwo, Tor, studnia Chalice Well - każde z tych miejsc przyciąga inaczej. Byłam tam kilka lat temu i powiem szczerze, że Chalice Well zrobiło na mnie większe wrażenie niż cokolwiek w żadnym słynnym sanktuarium. Ale mam pytanie do ciebie, Paprotka - czy szukasz miejsc w sensie dosłownym, planujesz podróż, czy bardziej chodzi ci o to, co z takimi miejscami robimy energetycznie?
Wtrącę się, bo akurat byłam niedawno w Częstochowie i - wiem, wiem, że to dość znane miejsce - ale byłam też przy okazji w Leżajsku, gdzie jest grób rabbiego Elimelecha. To ważne miejsce dla chasydów, a przyjeżdżają tam też ludzie z Izraela, z całego świata. I coś w tym jest, bo klimat tego miejsca był kompletnie inny niż się spodziewałam. Dużo skupienia, dużo ciszy mimo tłumu. Zastanawiam się, czy miejsce pochówku mistyka działa inaczej niż miejsce, które po prostu uznano za święte ze względu na legendę.
Melanijka, trafiłaś na bardzo ważny podział. W tradycji żydowskiej grób cadyka to jest coś zupełnie innego niż zwykłe sanktuarium. To jest miejsce, gdzie caddik dalej wstawia się za żywymi, gdzie można przyjść z prośbą, zostawić kwitel. To nie jest muzeum duchowości, to aktywne miejsce kontaktu. Podobnie działa to w islamie przy grobach świętych - choć część muzułmanów to kwestionuje. I w Tybecie przy stuppach z relikwiami. Grób to nie koniec, to punkt przejścia. Czy ktoś z was był w Ajmer w Radżastanie? Dargah Khwaja Moinuddina Chistiego - tam to samo zjawisko, tyle że sufickie.
Nie byłem nigdzie tak daleko, ale to co Nyja64 pisze o grobach świętych jako miejscach aktywnego kontaktu - to mnie szczerze zastanawia. Skąd to przekonanie, że osoba, która umarła, nadal może coś robić dla żywych? To nie jest retoryczne pytanie, naprawdę chcę zrozumieć, jak to jest uzasadniane w tych tradycjach.
Ja mam inne doświadczenie do porównania. Byłam w Santiago de Compostela, ale nie dlatego, że jestem katoliczką - poszłam kawałek Camino z innych powodów. I nie grób apostoła zrobił na mnie wrażenie, tylko sama droga. Takie miejsca jak Cruz de Ferro, gdzie zostawia się kamień z domu. Albo małe kaplice przy drodze, zapomniane, bez nazwy na żadnej tablicy. Zastanawiam się, czy pielgrzymka jako proces nie jest ważniejsza niż punkt docelowy. Co myślicie?
A czy ktoś był w miejscach, które są święte dla konkretnych tradycji, ale kompletnie nieoznakowane dla turystów? Pytam, bo słyszałem o takich miejscach na Polesiu czy w Karpatach, gdzie starzy ludzie wciąż wychodzą w określone dni i coś robią, ale nie ma żadnej tablicy, żadnego przewodnika. To mnie kręci bardziej niż Santiago. Jak w ogóle takie miejsca się znajduje?
To niesamowite, że takie miejsca wciąż istnieją i działają, a nikt o nich nie mówi głośno. Ale mam pytanie - jeśli ktoś przyjedzie do takiego miejsca bez znajomości tradycji, bez wiedzy co tam robić, to czy to ma jakiś sens? Czy można 'skorzystać' z energii miejsca nie znając jego historii?
Nie byłem nigdzie szczególnie, ale czytałem o takim miejscu jak Externsteine w Niemczech - skały, które miały być miejscem kultu germańskiego, potem chrześcijańskiego. Podobno niektórzy do dziś tam chodzą. Ktoś coś wie o tym miejscu z własnego doświadczenia, nie z Wikipedii?
Właśnie o tym chciałam porozmawiać - o tej warstwie interpretacji nałożonej na miejsce. Lucjan82 dobrze to ujął. Weźmy Velehrad, który wspomniałam na początku. To sanktuarium słowiańskie w Czechach, ważne dla Cyryla i Metodego. Ale zanim tam stanęła bazylika, to okolica miała swoje własne lokalne znaczenie. I teraz pytanie - czy nakładanie kolejnych warstw kultu wzbogaca miejsce energetycznie, czy raczej zamazuje coś pierwotnego?
To jest naprawdę trudne pytanie i nie mam na nie gotowej odpowiedzi. Z jednej strony synkretyzm działa - Guadalupe w Meksyku to święte wzgórze Tonantzin przykryte Maryją, a energia tego miejsca jest przez wyznawców odczuwana jako bardzo silna. Z drugiej strony znam praktykujących, którzy szukają specjalnie miejsc 'bez historii kultycznej' właśnie po to, żeby pracować na czymś czystym. To chyba kwestia intencji i tego, czego szukamy.
Wróćmy na chwilę do tych mniej znanych miejsc, bo mam coś konkretnego. Góra Kasion w Syrii - w starożytności był tam kult Baala, potem Zeusa, potem Kościół, dziś to teren objęty konfliktem. Ale jest też coś bliżej - Grabarka na Podlasiu. To jest prawosławne miejsce pielgrzymkowe, naprawdę piękne i spokojne, z tysiącami krzyży wbitych przez pielgrzymów. I stosunkowo mało znane w Polsce poza środowiskami prawosławnymi i regionem. Kto z was tam był?
Grabarka brzmi jak coś, o czym rzeczywiście nigdy wcześniej nie słyszałem, a jestem z Polski. To trochę dziwne, że takie miejsca są tak mało widoczne. Czy to celowe ze strony tych tradycji - że się nie promują? Czy po prostu kwestia że media i turystyka się tym nie interesują?
To pytanie o celowe niepromowanie mnie naprawdę zastanawia. Bo z jednej strony - Grabarka, Leżajsk, te kamienie w Małopolsce o których Melanijka pisała - to jakby osobne światy, które żyją własnym życiem bez PR-u. Ale czy to jest strategia, czy po prostu te wspólnoty nie mają potrzeby zapraszania kogoś z zewnątrz? Tzn. czy to nie chodzi o to, że dla wierzących to są miejsca prywatne niejako, nie do zwiedzania?
To nie jest kwestia strategii w sensie zarządzania wizerunkiem. Te miejsca po prostu nie potrzebują turystów. Grabarka żyje przez cały rok, ale prawdziwy tłum jest tam w Przemienienie Pańskie - 19 sierpnia. Przyjeżdżają prawosławni z całej Polski i z zagranicy, i to jest pielgrzymka, nie festiwal. Ale powiem ci, Wiktor72, że pytasz o coś ważnego - bo od kiedy miejsce zaczyna 'się promować', zmienia się też rodzaj ludzi, którzy przyjeżdżają, i to zmienia energię miejsca. Czy to dobrze czy źle - to już inna rozmowa.
Właśnie, bo te miejsca o których mówiłem są anonimowe z powodów bardzo praktycznych - jak tylko się pojawia nazwa i opis w internecie, to za trzy miesiące leżą tam puszki po piwie i papierosy. Byłem przy jednym takim kamieniu na Mazowszu, bez nazwy, bez tabliczki - i akurat z tego powodu jest w dobrym stanie. Ktoś regularnie go sprząta i kładzie tam kwiaty. Ale jak to trafi na jakiś portal z ezoterycznymi 'miejscami mocy' - to po wszystkim.
Szeptun, to jest naprawdę ważna kwestia i trochę paradoksalna dla takiej rozmowy jak ta - bo my tu też rozmawiamy o miejscach, które może właśnie na tym polega, że nie są opisane. Sama zaczęłam ten temat, bo szukam miejsc do odwiedzenia, ale teraz myślę, że może lepiej nie pytać o konkretne współrzędne, tylko o to, jak takie miejsca w ogóle rozpoznać i podejść do nich odpowiednio.
To bardzo mądra zmiana podejścia. W tradycji hermetycznej zresztą jest taka zasada - wiedzę o miejscu przekazuje się ustnie albo przez doświadczenie, nie przez mapę. I to nie jest ezoteryczna mglawica, tylko bardzo praktyczna ochrona. Ale mam pytanie do Paprotki - skoro szukasz miejsca do odwiedzenia jesienią, to co tak naprawdę chcesz z tej wizyty wynieść? Bo to chyba powinno decydować o wyborze miejsca, nie odwrotnie.
To co opisujesz - kontakt z czymś starszym przez żywioł, przez wodę - to jest wątek obecny w bardzo wielu tradycjach. Celtyckie źródła, hinduskie rzeki, nawet te mazowieckie kamienie przy ciekach wodnych. Ale czy myślisz, że sama woda wystarczy, czy jednak potrzebne jest też to, że ktoś przed tobą już tam był z intencją? Pytam, bo to zmienia sposób przygotowania się do takiego wyjazdu.
Wtrącę się przy tym wątku o wodzie, bo to akurat dobrze udokumentowane w różnych tradycjach. Kulty źródeł w Europie są starsze niż cokolwiek, co nam przyszło po nich - Sulis w Bath, Coventina na Hadrianie, setki lokalnych bóstw wody, których imion nie znamy. I co ciekawe - chrześcijaństwo nie likwidowało tych kultów, tylko je przykrywało. Większość cudownych źródeł w Polsce jest pod wezwaniem Maryi, ale wystarczy pojechać tam przed świtem, żeby zobaczyć, że tradycja nie ma nic wspólnego z kościołem parafialnym.
Takie miejsca z kapliczkami i wstążkami są gdzieś przy mojej wsi, zawsze myślałem że to po prostu lokalny zwyczaj, nie wiedziałem że to ma takie głębokie korzenie. Ale wracając do Externsteine, które wspomniałem wcześniej - tam podobno też jest źródło u podstawy skał. Czy to jest ta sama logika? Że kamień plus woda to taki podstawowy zestaw do miejsca sakralnego?
To co Nyja64 opisuje z tą osią i przepływem - czy to jest tylko metafora kulturowa, czy mówicie też o czymś, co można fizycznie odczuć? Bo Tamarka_79 wcześniej pytała o energię miejsca, i ja nadal się przy tym pytaniu kręcę. Byłem przy jednym źródle w Tatrach, o którym znajomy powiedział że jest 'mocne' - i coś tam czułem, ale czy to nie było po prostu zmęczenie po podejściu i zimna woda?
Praktyczne spojrzenie? Tyle że ja nie oddzielam 'zmęczenia i zimnej wody' od reszty. Jeśli miejsce sprawia, że twoje ciało zwalnia, oddech się reguluje, głowa milknie - to jest informacja. Nie musisz tego nazywać energią, żeby wiedzieć, że coś tam działa inaczej niż w centrum handlowym. Pytanie które sobie zadaję przy każdym miejscu to: czy chciałabym tu wrócić? I jeśli tak - dlaczego. Często odpowiedź jest nieoczywista.
Czytam ten wątek od początku i trochę się gubię - mówiliście o Grabarce, Leżajsku, teraz o źródłach i kamieniach. Ale czy ktoś mógłby powiedzieć - te mniejsze miejsca duchowe, o których tu dyskutujecie - czy jest jakaś jedna cecha, która je łączy? Coś co odróżnia takie miejsce od po prostu ładnego lasu?
Do tego co Elwirka92 mówi o ciągłości dodam jeszcze jeden element - topografia. Naprawdę stare miejsca kultu mają zwykle coś szczególnego w terenie. Wzgórze, które widać z daleka. Skała o nieoczekiwanym kształcie. Drzewo, które rośnie inaczej niż wszystko dookoła. Niekoniecznie spektakularnie - ale wystarczająco, żeby zatrzymać się i zapytać dlaczego akurat tutaj. To jest pierwsza wskazówka przy szukaniu takich miejsc bez przewodnika.
Ciągłość i topografia - to mi daje do myślenia w kontekście mojego planowanego wyjazdu. Chalice Well ma obie te cechy. Ale słuchając tej rozmowy, zaczynam się też zastanawiać czy nie warto byłoby najpierw poszukać czegoś bliżej, zamiast lecieć do Glastonbury po 'oficjalnie świętą wodę'. Szeptun, mówiłeś o kamieniu na Mazowszu - czy jest jakiś region w Polsce, gdzie takich miejsc jest szczególnie dużo i są stosunkowo dostępne?
Dobra, a skoro mówimy o tym żeby szukać bliżej - bo to był mój ostatni wątek - to chciałam zapytać czy ktoś z was był w Krzemionkach Opatowskich? Bo to technicznie jest stanowisko archeologiczne, muzeum, ale czytałam że to jedno z miejsc, gdzie wydobywano krzemień rytualny w neolicie. I zastanawiam się czy takie miejsca - które nie mają żadnego aktywnego kultu, tylko warstwy historii pod stopami - mogą być pielgrzymką w jakimkolwiek sensie.
