Siedziałam ostatnio nad starymi notatkami z kursów i uderzyło mnie coś, nad czym nigdy nie myślałam dłużej. W numerologii zachodniej siódemka to liczba duchowości i poszukiwania. W kabale to Netzach, czyli wieczność i uczucia. W chrześcijaństwie siedem sakramentów, siedem grzechów głównych, siedem dni stworzenia. W islamie siedem obiegów wokół Kaaby. Hinduizm - siedem czakr. Pitagorejczycy czcili siódemkę jako liczbę doskonałą. Przypadek? Czy może jest coś, co sprawia, że pewne liczby są wszędzie? Chciałam otworzyć temat, bo naprawdę nie wiem, czy mamy do czynienia z jakimś głębszym porządkiem, czy po prostu z tym, że ludzie lubią liczyć na palcach jednej ręki i wychodziło im podobnie. Co wy o tym myślicie?
To jest jedno z tych pytań, przy których trzeba oddzielić kilka warstw. Bo można mówić o zbieżnościach między kulturami jako o dowodzie na 'prawdę numerologiczną', ale można też zapytać: ile tych liczb ludzkość w ogóle miała do dyspozycji? Jeśli każda kultura operuje liczbami od 1 do 12 jako podstawowym zestawem, to zbieżności są statystycznie nieuchronne. Pytanie brzmi - czy siódemka jest wszędzie dlatego, że jest w jakiś sposób wyjątkowa, czy dlatego, że jest w zasięgu jednej ręki i jeszcze dwóch palców? Nie mówię, że to wyklucza głębszy sens, ale myślę, że warto to zadać sobie jako pytanie przed wyciąganiem wniosków.
Zgadzam się z Maurycym w jednym punkcie - selekcja potwierdzająca robi tu robotę. Ale jest coś, co mnie jednak zatrzymuje przy tym temacie. Dwunastka pojawia się niezależnie w Sumerze, Egipcie, Chinach i u Azteków. To trochę za dużo jak na przypadek palców. Sumeryjczycy mieli system sześćdziesiątkowy, który sami musieli skonstruować - i mimo to dwunastka była dla nich kluczowa. Może pytanie nie brzmi 'dlaczego siódemka', ale 'dlaczego te konkretne liczby wracają w miejscach, które nie miały ze sobą kontaktu'? Gosia, skąd się wzięło twoje zainteresowanie właśnie tym? Masz jakiś konkretny przypadek, który cię uderzył?
Ja się pytam z ciekawości bo uczę się numerolgii od jakiegoś czasu - czy w różnych systemach ta sama liczba zawsze znaczy to samo? Bo np. w numerologii pitagorejskiej trójka to twórczość i radość, ale gdzieś czytałam że w chińskiej tradycji trójka kojarzy się ze śmiercią bo brzmi podobnie do słowa 'śmierć'. To jak to jest, że niby liczby są uniwersalne a jednak nie?
Mam w notatkach porównanie czterech systemów i rzeczywiście to co mówi Wiesław zgadza się w praktyce. Ale uderzyło mnie coś innego - mimo różnic w interpretacjach, pewne liczby pełnią podobną funkcję strukturalną. Jedynka jako zasada początku, jako bóstwo pierwotne lub punkt wyjścia - to jest w prawie każdym systemie. Nie zawsze ma te same konotacje emocjonalne, ale zawsze jest o początku. Czy to nie jest właśnie to, o czym mówiła Gosiunia - może nie chodzi o identyczność znaczeń, ale o analogiczną rolę?
Wiesław ma rację w tym rozróżnieniu, ale chcę dodać coś ze swojej praktyki. Przez lata pracy z numerologią zauważyłam, że systemy korespondencji działają, gdy są wewnętrznie spójne i stosowane konsekwentnie. Nie wiem, czy to dowód na prawdę kosmiczną, czy na to, że nasz umysł konstruuje sensy ze spójnych systemów. Ale dla mnie praktyczne pytanie brzmi: czy ten system pomaga człowiekowi lepiej się rozumieć i orientować w życiu? Jeśli tak, to może metafizyczne pytanie 'czy to prawda' jest mniej ważne od praktycznego 'czy to działa'.
Mam pytanko bo nie wszystko rozumiem z tej dyskusji - czy czakry to też jest taki system korespondencji liczbowych? Bo jest ich siedem i to chyba nie przypadek że też siedem? Czytałam że każda czakra odpowiada jakieś planecie i liczbie, ale nigdy nie widziałam żeby to było szczegółowo wyjaśnione skąd to pochodzi.
Czyli rozumiem z tego co pisze Edek, że te korespondencje są częściowo konstruowane, a nie odkrywane? Sama miałam takie wrażenie czytając różne książki o czakrach i planetach - raz planeta Merkury odpowiada czakrze gardła, a w innej książce przypisana jest inaczej. Skąd w takim razie wiadomo który system jest 'właściwy', albo czy to w ogóle właściwe pytanie?
Słucham tej rozmowy z wielkim zainteresowaniem i mam takie proste pytanie - czy ktoś z was doświadczył że jakaś liczba powtarzała się w snach albo w życiu w ważnym momencie? Bo ja przez jakiś czas śniłam o trójkach i trójkątach, i potem w tym czasie wydarzyło się kilka ważnych rzeczy naraz. Nie wiem czy to przypadek czy coś więcej, ale teraz inaczej patrzę na trójkę.
Ja też mam takie doświadczenie z czwórkami! U mnie w numerolgii mam czwórkę jako liczbę życia i ciągle natykam się na czwórki w różnych miejscach. Ale uczciwie przyznam że nie wiem czy to dlatego że czwórka naprawdę do mnie 'mówi' czy po prostu zaczynam ją zauważać bo wiem że to moja liczba. Jak to rozróżnić?
To co opisuje Halszeczka jest chyba sercem całej tej dyskusji, nie? Czy system korespondencji liczbowych działa dlatego, że jest 'prawdziwy' w sensie kosmicznym, czy dlatego, że ludzka psychika potrzebuje struktury i sama ją odnajduje? I czy to rozróżnienie w ogóle ma znaczenie praktyczne? Bo z perspektywy osoby pracującej z numerologią - jeśli system daje człowiekowi język do opisania tego co czuje i pomaga podjąć decyzję, to może pytanie o 'prawdziwość' jest wtórne.
Właśnie o to mi chodziło kilka postów wyżej. Jeśli tradycje były w tym dosłowne, to może my - próbując je 'zracjonalizować' przez psychologię - pozbawiamy je ich istoty? Że jeśli pitagorejczyk słyszałby Junga, to by go odrzucił jako kogoś, kto spłyca jego doświadczenie.
A mam takie pytanie bo trochę zgubiłam się w tej dyskusji - czy możecie mi powiedzieć, w których tradycjach liczby są traktowane najbardziej dosłownie jako coś rzeczywistego, a nie tylko symbol? Bo rozumiem że pitagoreizm i kabała, ale czy jest jeszcze coś?
Wracam do tego co powiedziała Damellaa wcześniej o funkcji strukturalnej liczb. Bo w tarocie mam dokładnie to samo zjawisko. Karty numerowane od asa do dziesiątki w każdym kolorze opisują pewien cykl - od impulsu do spełnienia. I ten cykl jest rozpoznawalny niezależnie od tego, czy pracujesz z Rider-Waite, Marseille czy Thoth. Czy to znaczy, że cykl dziesiątek jest 'prawdziwy'? Albo że nasz umysł rozumie procesy przez dziesiątki bo mamy dziesięć palców?
Ale zatrzymajcie się - czy to nie jest przypadkiem argument, który można odwrócić? Skoro Bławatska wzięła elementy z różnych tradycji i połączyła je i to 'zadziałało' jako spójny system, to może korespondencje działają dlatego, że odkryła coś realnego, a nie dlatego, że dobrała liczby estetycznie? Jak odróżniamy odkrycie od wynalazku w tym kontekście?
Ale mnie irytuje to kręcenie się w kółko. Albo wierzymy że liczby mają jakąś strukturalną moc, albo nie. Jeśli to tylko narracja to po co w ogóle dyskutować o korespondencjach? Możemy równie dobrze studiować bajki Andersena i szukać w nich 'wzorców'.
Przepraszam że wchodzę z takim podstawowym pytaniem, ale chciałam się upewnić - czy to co mówicie o Bławatskiej dotyczy tylko systemu teoozoficznego, czy też na przykład system pitagorejski który jest używany w numerologii, którą ja znam, też jest jej tworem? Bo czytam i trochę mi się miesza który system skąd pochodzi.
Mam zapisane w notatkach że jest jeszcze kwestia numerologii chaldejskiej jako osobnego systemu, który ma inne przypisania liter niż pitagorejski. I obie te szkoły twierdzą że są starożytne i oryginalne. Czy ktoś wie jak wyglądają te różnice w praktyce, bo mnie to zawsze dezorientowało?
To jest świetny przykład do poprzedniej dyskusji. Jeśli dwa systemy mające ten sam obiekt - czyli liczbę 9 - traktują ją zupełnie inaczej, to przynajmniej jeden z nich musi się mylić w kwestii jej 'prawdziwej natury'. Albo obie. Albo kategoria 'prawdziwej natury liczby' po prostu nie ma sensu.
Ale czy to musi być albo-albo? Może dziewiątka jest jak światło przepuszczone przez różne pryzmaty - każdy system pokazuje inny kolor, ale źródło jest jedno? Nie mówię że to jest odpowiedź, ale wydaje mi się że ta logika wyklucza się tylko jeśli zakładamy że systemy muszą być dosłownie prawdziwe lub fałszywe.
Słuchajcie, mam takie bardzo konkretne pytanie - czy ktoś z was pracuje z kilkoma systemami jednocześnie? Bo z tego co rozumiem, Damellaa ma notatki z różnych systemów. I czy one wam dają sprzeczne wskazówki, czy jakoś się uzupełniają? Bo to by chyba pokazało w praktyce czy te różnice mają znaczenie.
Przepraszam, wracam do tego co mowil Edek o tantryzmie bo to bardzo mnie zainteresowało. Powiedział że liczba powtórzeń mantry ma fizyczny wpływ na ciało subtele. Czy to znaczy że jak pomylę liczbę, powiem 107 razy zamiast 108, to rytuał nie zadziała? Serio pytam bo to zmienia moje myślenie o tych praktykach.
Ale to jest ciekawe co mówi Edek, bo ja jak robie rytuały to zawsze boję się ze coś pomylę i się przestraszyłam że może to jest poważny problem. Gosiunia, czy w numerolgii też jest tak rygorystycznie? Znaczy czy jak obliczysz złą liczbę to coś idzie nie tak, czy to bardziej interpretacyjne?
Czytam tę dyskusję od dłuższego czasu i chciałam zapytać o coś co mi chodzi po głowie. Skoro różne systemy używają tych samych liczb ale inaczej - to czy jest jakaś liczba która w absolutnie każdej tradycji znaczy to samo? Bo gdyby taka była, to byłby może argument za tym że coś jest 'naprawdę' w liczbach.
Dokładnie ten problem miałem na myśli pisząc że nawet jedynka ma wyjątki. I dobrze że to podniosłaś, bo to pokazuje że może pytanie Julitki jest postawione zbyt optymistycznie - nie szukamy liczby która znaczy 'to samo', ale liczby której znaczenia są do siebie blisko spokrewnione. To zupełnie inne kryterium.
Przepraszam że przerywam, ale chciałam wrócić do tematu liczb w konkretnych systemach, bo trochę odpłynęliśmy w filozofię. Czy ktoś wie coś o tym jak liczby funkcjonują w konkretnych rytuałach przejścia? Bo temat jest o korespondencjach i gdzieś czytałam że na przykład w ceremonii bar micwa wiek trzynastu lat jest wybrany nieprzypadkowo - trzynastka ma konkretne znaczenie liczbowe w hebrajskim.
Mam pytanie może troche z boku - czy inicjacje w różnych tradycjach mają nie tylko specjalne liczby wiekowe, ale też na przykład specjalne liczby dni trwania rytuału? Bo gdzieś czytałam o czterdziestu dniach jako czasie próby, i to jest i w islamie i w chrzescijanistwo i chyba gdzieś jeszcze.
