I właśnie to jest ta odpowiedź której szukałam od początku tego wątku - liczba nie jest pierwotna, pierwotne jest zjawisko. Czterdzieści dni jako rytm astronomiczny przekłada się na rytm rytualny, i w różnych tradycjach jest to ta sama obserwacja nieba, nie ta sama 'mistyczna liczba'. Korespondencja jest realna, ale jej źródłem jest świat, nie liczba jako abstrakcja.
Kasieńka, powiem ostrożniej - to jest jedna z hipotez, niekoniecznie jedyna. Edek słusznie ją przywołał, ale nie mamy pewności że to był jedyny impuls. Mogło być kilka niezależnych powodów dla których czterdzieści stało się ważną liczbą. Problem z 'zapożyczeniem astronomicznym' jest taki, że Plejady nie były ważne wszędzie, a czterdziestka pojawiła się też u ludów które niekoniecznie budowały swój kalendarz wokół nich.
To jest ważny punkt który Wisia właśnie zrobiła - ta sama liczba może mieć różne zakorzenienia w zależności od tradycji, a potem 'spotykać się' w jednym miejscu jako symbol. Czterdzieści przez fizjologię, czterdzieści przez astronomię, czterdzieści przez coś innego. I każda z tych tradycji powie 'nasza liczba jest pierwotna'. Wracam tu do pytania Gosiuni o korespondencje - może korespondencja nie polega na tym że jest jedno źródło, ale na tym że różne źródła trafiają w to samo miejsce?
Ale Ludwinia, czy to nie jest właśnie definicja znaczenia? Że różne rzeczy wskazują na to samo? Przepraszam jeśli to naiwne pytanie, ale w czakrach też mówi się że pewne częstotliwości są 'naturalne' bo współgrają z ciałem i z kosmosem i to jest właśnie powód żeby traktować je jako prawdziwe. Skąd różnica?
Mam w notatkach coś ciekawego na temat siedemdziesiątki jako wielokrotności siedmiu i dziesięciu - w tradycji żydowskiej siedemdziesiąt to liczba narodów świata, siedemdziesiąt tłumaczy Septuaginty, siedemdziesiąt starszych Izraela. Ale ta liczba prawie nie pojawia się w inicjacjach. To sugerowałoby że różne 'święte liczby' mają różne funkcje - jedne są kosmologiczne, inne rytualnie przejściowe. Czy ktoś widział podobny podział w innych systemach?
No dobra ale jak ja to mam weryfikować praktycznie? Bo słucham tej rozmowy od dłuższego czasu i jest świetna, tylko... gdzie mnie to zostawia jeśli chcę na przykład zaplanować rytuał i zastanawiam się w którym dniu go zrobić? Czy to wszystko jest po prostu za skomplikowane żeby miało praktyczne zastosowanie?
Gosiunia dobrze mówi i dodam tylko że w tradycjach runicznych właśnie liczba dni między rytuałami jest kwestią bardzo precyzyjnie ustalaną w oparciu o konkretne cykle - nie 'siedem bo mistyczne' ale 'dziewięć bo Odyn wisiał dziewięć nocy i to jest archetyp inicjacji w tej tradycji'. Każdy system ma swoją wewnętrzną logikę. Mieszanie jest możliwe ale wymaga świadomości co się miesza.
Jak to czytam to zastanawiam się czy w snach też mają znaczenie liczby? Bo mi się śniło ostatnio że wchodziłam po schodach i policzyłam że było dokładnie trzynaście stopni i tak się zastanawiałam czy to ważne. Przepraszam że troche z innej beczki ale może ktoś wie?
To jest właśnie to co mnie w tej dyskusji od początku trochę uwiera. Mówimy zamiennie o liczbie jako symbolu, liczbie jako narzędziu praktycznym i liczbie jako kosmicznym porządku, ale to są różne roszczenia. Że ósemka pojawia się w astronomii i w rytuale - okej. Ale czy to znaczy że ósemka 'ma moc'? To nie wynika automatycznie.
Przepraszam że znowu wchodzę ze snami, ale właśnie pomyślałam że w moim śnie te trzynaście schodów to może nie miało znaczenia jako trzynaście ale jako to że po prostu policzyłam. Jakby samo liczenie w śnie było ważne? Nie wiem, to pewnie bez sensu.
Ale wracając do tego co Gosiunia powiedziała parę postów wcześniej - że powinniśmy najpierw wybrać tradycję zamiast szukać mianownika. Mam wrażenie że to jest trudniejsze niż brzmi dla kogoś współczesnego. Bo ja na przykład czuję bliski związek i z kabałą i z runicznym systemem nordyckim i z jogą. Czy to oznacza że skazana jestem na powierzchowność we wszystkich trzech?
No dobrze ale ile czasu to ma zająć? Serio pytam. Bo rozumiem że głębię buduje się latami, ale nie mam lat żeby się uczyć trzech systemów od zera. Czy jest jakiś skrót - coś co mogę zrozumieć szybko a co naprawdę działa?
Kasieńka, intuicja w rytuale jest ważna, ale mam takie przekonanie że głębiej pracuje u tych którzy mają jakieś zakorzenienie w konkretnym systemie - nawet niepełne. Intuicja w próżni to trudno ocenić. Intuicja na bazie choćby podstawowej znajomości tradycji to zupełnie inna jakość.
A czy ktoś tutaj próbował patrzeć na inicjacje - żydowskie bar micwa, hinduską upanayanę, chrześcijańskie bierzmowanie - przez pryzmat liczb jako takich, nie samych ceremonii? Bo bar micwa jest w trzynastym roku, upanayana w ósmym lub jedenastym, bierzmowanie było przez wieki o różnych porach ale teraz zmierza ku okolicom szesnastego roku. Czy w tych liczbach jest jakaś wspólna logika?
Czekajcie, ale bar micwa dla dziewcząt to dwanaście lat, nie trzynaście. Bat micwa. I to też ma swoje obliczenia w Talmudzie powiązane z fizjologią, nie z księżycem per se. Więc jeśli ta zbieżność z cyklami księżycowymi była intencjonalna, to dlaczego chłopiec ma rok różnicy? To chyba jednak dwie niezależne logiki które się blisko spotkały.
Zastanawiam się czy nie tracimy z oczu czegoś ważnego. Mówimy dużo o tym skąd liczby przyszły - astronomia, fizjologia, prawo - ale co z tym co te liczby robią rytualnie? Jaką funkcję pełni to że chłopiec ma trzynaście lat, a nie dwanaście i pół? Że jest konkretna, zaokrąglona, społecznie ogłoszona liczba?
Gosiunia zadała właśnie to pytanie które mi chodziło po głowie. Bo liczba w rytuale może być arbitralna w sensie empirycznym i jednocześnie niezbędna jako punkt przecięcia - coś co pozwala wspólnocie powiedzieć: teraz, nie wcześniej, nie później. Bez konkretnej liczby rytuał nie ma kotwicy.
Przepraszam że wchodzę z takim prostym pytaniem ale już zgubilam wątek trochę - czy wy mówicie teraz że numerologia nie działa uniwersalnie czy że działa ale inaczej w każdej tradycji? Bo to jest ważne dla mnie praktycznie, bo jak wybieram datę do rytułu to nie wiem na który system patrzeć.
Ale Gosiunia, serio - jak wybrać tradycję? Pytałam wcześniej i dostałam odpowiedź że to zajmuje czas, ale co jeśli nie mam pojęcia od czego zacząć? Czy jest jakiś sposób żeby sprawdzić która numerologia do mnie przemawia zanim zainwestuję lata w naukę?
Ja chyba nie mam konkretnego systemu i nie wiem czy to źle. W snach liczby po prostu się pojawiają i dopiero potem staram się znaleźć coś co pasuje. Może to jest wstecz a nie do przodu?
Siódemka to ciekawa liczba właśnie w kontekście inicjacji - w islamie jest wiek siedmiu lat, kiedy dziecko zaczyna obowiązek modlitwy, co nie jest inicjacją w ścisłym sensie ale jest pierwszym progiem religijnym. Siódemka pojawia się też w tawizie, w siedmiu obejściach Kaaby. Czy ktoś zna inne przykłady siódemki jako progu?
Ale to pytanie Ludwini jest chyba kluczowe dla całego wątku - czy zbieżność liczb między tradycjami to dowód na wspólne doświadczenie ludzkie, czy tylko przypadek statystyczny? Bo jeśli mamy tylko dwanaście miesięcy, siedem dni tygodnia i kilka kluczowych progów biologicznych, to siódemka po prostu musiała się pojawić niezależnie w wielu miejscach. Nie potrzeba żadnego wspólnego źródła.
Zatrzymajmy się chwilę - myślę że zaczęliśmy mieszać dwa pytania. Jedno to: skąd pochodzi dana liczba w danej tradycji. Drugie to: czy numerologia jako system ma zasady ponadkulturowe. To drugie pytanie jest właściwie pytaniem o metateorię numerologii i żadna tradycja religijna sama z siebie na to nie odpowiada, bo każda mówi o sobie. Czy nie wpadamy w pułapkę szukania systemu który nie istnieje jako całość?
Wracam do pytania Syriany bo jest dobre - wartościowość nie wynika z wieku. Ale jest inna kwestia: spójność. Jeśli system siedmioletnich czakr jest wyrwany z szerszego kontekstu tantrycznego, to działa jak fragment mapy bez reszty terenu. Może działać pomocniczo ale nie da ci tego co dałby kompletny system. To jest różnica między zapożyczeniem a korzeniem.
Ale skąd wiadomo kiedy coś jest kompletne? Pitagorejska numerologia którą ja próbuję rozumieć też chyba nie jest oryginalnie pitagorejska bo Pitagoras nic nie napisał. To też jest jakaś rekonstrukcja.
Pytanie Ludwini jest właściwie kluczowe dla całego wątku - jak rozpoznać wewnętrzną logikę systemu? Myślę że jednym ze sposobów jest sprawdzenie czy liczby w systemie tworzą sieć wzajemnych zależności, czy są raczej listą osobnych przypisań. W pitagoreizmie jedynka, dwójka, trójka i czwórka tworzą tetraktys i z tego wynikają wszystkie inne relacje. Możesz pociągnąć każdą liczbę i dojdziesz do tej samej struktury. Jeśli natomiast jakiś system mówi tylko że siódemka oznacza to, a trójka tamto, bez żadnego połączenia między nimi - to może być właśnie ta przypadkowa lista.
Analogia z szachami kuleje, bo nikt nie twierdzi że szachy opisują coś poza szachownicą. Pytanie o numerologię jest inne - czy opisuje coś poza sobą. I tu właśnie wraca kwestia Elzuni: skąd wiemy. Ale to jest pytanie które każdy system religijny ma i żaden nie odpowiada na nie w sposób zadowalający dla kogoś stojącego na zewnątrz.
