Ostatnio wpadłam na coś, co mnie naprawdę zaskoczyło - okazuje się, że Biblia, którą znamy po polsku, jest tłumaczeniem tłumaczenia tłumaczenia, a gdzieś po drodze mamy całą warstwę tekstów aramejskich zwanych Targumami. Czytałam, że rabini dosłownie zmieniali w nich sens niektórych fragmentów - nie przypadkowo, ale świadomie, żeby nie antropomorfizować Boga albo chronić przed 'dosłownością', która mogła być niebezpieczna teologicznie. Ktoś wie coś więcej o tym, jak wyglądało takie 'tłumaczenie z korektą'? Bo mnie to głęboko niepokoi i jednocześnie bardzo ciekawi.
Słyszałam o Targumach, ale nie wiedziałam, że to aż tak daleko szło. Myślałam, że to zwykłe tłumaczenia dla tych, którzy nie znali już hebrajskiego. Czyli to bardziej jak parafraza niż przekład?
Targum to nie jest parafraza w sensie potocznym. To był oficjalny tekst liturgiczny czytany w synagodze obok oryginału hebrajskiego - lektor czytał hebrajski werset, tłumacz mówił Targum. I tak, były tam zmiany celowe. Klasyczny przykład: w Księdze Rodzaju, gdzie Bóg 'chodzi po ogrodzie' - w Targumie Onkelosa zamiast tego pojawia się 'głos Chwały Bożej', bo chodzenie sugerowało ciało.
No właśnie tu jest ciekawy punkt - to nie było ukrywanie czegokolwiek. Targum był jawny, rabini dyskutowali o tych zmianach w Talmudzie. Inaczej niż np. w gnozie, gdzie wiedzę ukrywano przed niewtajemniczonymi. Tu zmiana była częścią oficjalnej teologii, każdy mógł to porównać.
Ale zaraz, zaraz - skoro tłumacz mógł dodawać albo zmieniać fragmenty, to jak odróżnić, co jest teologią rabinów, a co faktycznie stoi w oryginalnym tekście? Bo jak np. chrześcijańscy komentatorzy sięgali do Targumu myśląc, że to wierny przekład, to mogli budować całą teologię na czymś, co było już zinterpretowane przez kogoś innego.
Wydaje mi się, że tu właśnie leży sedno sprawy - obydwie strony nie tyle 'czytały inaczej', co wchodziły w tekst z innym pytaniem. Chrześcijanie pytali 'kto tu jest zapowiedziany?' i szukali Jezusa. Rabini pytali 'czego Bóg wymaga od Izraela?' i szukali wzorca posłuszeństwa albo obrazu przyszłości narodu. Ten sam tekst, ale inna soczewka.
Dobra, ale to mnie trochę niepokoi z zupełnie innej strony - jeżeli nawet w obrębie jednej religii tłumaczenie mogło tak głęboko zmienić sens, to co my właściwie czytamy, sięgając po Biblię po polsku? Przez ile warstw interpretacji to przeszło?
Z tym Memra to jest dyskusja stara jak świat. Jedni badacze mówią, że to czysto gramatyczny wybieg, żeby unikać dosłowności, drudzy - że to pełnoprawna hypostaza, byt pośredniczący między Bogiem a światem. Jakby to was zainteresowało, to warto poczytać Gershoma Scholema, bo on o tych pośredniczących bytach w tradycji żydowskiej pisał obszernie.
Wracając do samej struktury Targumów - czy istniały różne wersje? Bo wyobrażam sobie, że jeśli każda synagoga miała swojego tłumacza, to musiały powstawać rozbieżności między różnymi wspólnotami.
Przepraszam, że się wtrącę, ale chcę dobrze zrozumieć - Midrasz to co innego niż Targum? Słyszałam oba te słowa, ale myślałam, że to to samo.
To jest chyba najważniejsze pytanie w całej tej dyskusji, bo jeśli zwykły wierny w synagodze słyszał Targum i nie miał dostępu do oryginału hebrajskiego, to dla niego to co słyszał - było Biblią. Ciekawi mnie, czy rabini w ogóle zwracali na to uwagę, czy martwili się tym problemem.
To pytanie Przylaszczki o świadomość wiernych jest naprawdę kluczowe i chcę do niego wrócić. Rabini Talmudu mieli tego pełną świadomość i owszem - dyskutowali o tym. Był nawet taki spór: czy tłumacz Targumu może dodawać cokolwiek od siebie, czy musi trzymać się litery? I odpowiedź była dość pragmatyczna: może, o ile to służy zrozumieniu i nie wprowadza błędu teologicznego. Ale kto decydował, co jest błędem? Rabini. Czyli to jest zamknięte koło interpretacji.
Ale właśnie ta dostępność mnie trochę niepokoi, bo ona jest pozorna, prawda? Wierny słyszał tekst w języku, który rozumiał, ale słyszał tekst już przefiltrowany przez teologię określonego środowiska. Więc miał złudzenie bezpośredniego kontaktu z Pismem, a naprawdę otrzymywał interpretację. Czy to nie jest właśnie ta najbardziej subtelna forma wpływu na wiernych?
Przepraszam, że znowu wchodzę z podstawowym pytaniem, ale co to jest ta Babilonia w tym kontekście? Mówimy o starożytnej Mezopotamii czy o czymś innym?
To mnie uderza - dwa tysiące lat z tym samym tekstem liturgicznym. My zmieniamy pieśni w kościele co kilka lat i już są protesty. A tu mamy tradycję, która przez tyle pokoleń trzymała się tej samej formy. Choć z drugiej strony - czy na przestrzeni tych dwóch tysięcy lat Targum w ogóle się zmieniał, czy był zamrożony?
To jest właśnie ciekawe, bo tekst Onkelosa był w miarę stabilny po jego oficjalnym zatwierdzeniu, ale Pseudo-Jonatan ewoluował. W zachowanych rękopisach widać warstwy - fragmenty wyraźnie starsze i późniejsze dodatki, nawet odniesienia do postaci z okresu arabskiego, co sugeruje redakcje jeszcze po podbojach muzułmańskich. Więc mamy do czynienia z żywym tekstem, który rósł.
Mam pytanie do Edek i Norberta - czy są fragmenty, gdzie różne Targumy tłumaczą ten sam werset diametralnie inaczej? Bo dotąd mówiliśmy głównie o Izajaszu 53, ale czy to jest wyjątek czy reguła?
Czytam ten wątek od dłuższego czasu i mam jedno durne pytanie - skoro Targum był czytany w synagodze obok oryginału hebrajskiego, to co się działo, jak te dwa teksty wyraźnie mówiły co innego? Nikt nie pytał dlaczego?
Właśnie wróciłam do tego co powiedziała wcześniej Piolun o 'wchodzeniu w tekst z pytaniem' - i zastanawiam się, czy my tutaj też nie robimy tego samego. Każdy z nas wchodzi w ten temat z jakimś swoim pytaniem i to chyba jest nieuniknione. Ale z drugiej strony - to robi Targum niezmiernie aktualnym. To nie jest tylko starożytna ciekawostka, to jest coś, co dzieje się z każdym świętym tekstem, zawsze.
To co napisała Przylaszczka o wchodzeniu z pytaniem to jest chyba klucz do całej tej rozmowy. Bo Targum właśnie to robił instytucjonalnie - przychodził do tekstu z pytaniem swojej epoki i swojej wspólnoty. I to nie było traktowane jako nadużycie, tylko jako normalna praktyka. Tylko czy my jesteśmy na to gotowi, żeby przyjąć, że tekst 'święty' może być tak bardzo kształtowany przez kontekst?
Hej, trochę z innej beczki - czy te Targumy były kiedykolwiek uznane za święte same w sobie? Bo z tego co czytałem, to miały status pomocniczy, ale nie kanoniczny. Czy dobrze rozumiem?
No hadisy to trochę inna historia, bo tam mamy wyraźną hierarchię - sahih, hasan, daif itd. W Targumie tej gradacji jakoś nie widzę. Chociaż może po prostu nie dotarła do mnie ta wiedza, Edek_60 prostuje mnie kiedy trzeba.
Zatrzymałem się na tym przykładzie z Rodzaju 1:1 który podał wcześniej Edek. Pseudo-Jonatan wplata Torę jako istniejącą przed stworzeniem - to jest kolosalne teologiczne twierdzenie. Czy to znaczy, że Targum służył też do rozstrzygania sporów doktrynalnych? Bo to nie jest tylko wyjaśnienie językowe, to jest zajęcie stanowiska w kwestii, która musiała być wtedy dyskutowana.
Przepraszam, ale jak słyszę 'preegzystencja Tory' to mi w głowie się kręci. Czy to ma jakiś związek z Logosem u Jana, tym 'na początku było Słowo'? Bo to brzmi podobnie i nie wiem czy to przypadek.
O, Wikusia zadała pytanie które mi też siedziało w głowie od jakiegoś czasu. Bo ten Prolog Jana brzmi naprawdę podobnie - Słowo preegzystuje przed stworzeniem, jest sposobem stworzenia... Czy to może być przypadkowe? I czy Targum mógł na to wpłynąć, czy obydwie te idee rosły z jednego źródła?
To nie jest przypadkowe i badacze od dawna to zestawiają. Jest koncepcja Memra w Targumie - aramejskie słowo oznaczające mniej więcej 'Słowo' albo 'Wypowiedź Boga'. Targum często zastępuje bezpośrednie działanie Boga sformułowaniem 'i Memra Boga...'. To jest pokrewne greckiemu Logos, choć relacja między tymi pojęciami jest do dziś przedmiotem sporu. Część badaczy mówi o wspólnym środowisku żydowsko-hellenistycznym, inni szukają bezpośrednich zależności.
Przepraszam że wchodzę z czymś trochę naiwnym, ale - skoro Memra zastępuje bezpośrednie działanie Boga, to czy to było po to żeby Bóg był bardziej odległy, niedostępny? Mam wrażenie, że to chodzi o jakieś oddzielenie Boga od świata?
