Kamienie i minerały w religiach świata to temat, który mnie od dawna kręci, bo praktycznie każda tradycja ma swoje podejście do tego - od diamentów w koronach bóstw hinduskich po czarny kamień w Kaabie. Chciałam zebrać różne perspektywy, bo naprawdę ciekawe jest to, że jedne religie traktują kamień jako dosłowne ciało bóstwa, inne jako nośnik energii, a jeszcze inne jako symbol kosmicznego porządku. Ktoś ma swoje ulubione przykłady z konkretnych tradycji?
W hinduizmie to jest naprawdę rozbudowany system - Shaligrama to czarny kamień amonitowy z Nepalu, który jest uważany za dosłowną manifestację Wisznu, nie symbol, nie reprezentację, ale faktyczną obecność boga. Można go czcić, karmić, ubierać. Coś zupełnie innego niż nasze zachodnie myślenie o kamieniu jako 'przedmiocie'.
Podobnie jest w katolicyzmie z relikwiami - kości świętych były w średniowieczu traktowane niemal jak żywe ciała, przez które działa boska moc. Kościoły budowano dosłownie nad grobami męczenników. To chyba podobna logika, że sacrum może zamieszkiwać materię?
A co z tym czarnym kamieniem w Mekce, Al-Hadżar al-Aswadem? Słyszałem, że muzułmanie go całują podczas pielgrzymki, ale podobno oficjalnie islam zakazuje kultu przedmiotów. Jak to jest właściwie rozumiane?
Zastanawia mnie coś innego - skąd w ogóle wzięło się przekonanie, że kamień może być nośnikiem czegoś nadprzyrodzonego? Wszystkie te tradycje rozwinęły się niezależnie, prawda? Czy jest w kamieniu coś, co ludzie instynktownie odbierają jako 'inne'?
Czytam i myślę o swoich kamieniach do medytacji - obsydian, labradoryt. Ja je traktuję bardziej jako narzędzia do skupienia uwagi, ale teraz się zastanawiam, czy w tym co robię nie ma jakiegoś echa tych starszych wierzeń? Nieświadomie? Czy ktoś się nad tym zastanawiał?
Bóstwa niszczycielskie? Myślałem, że w większości religii to są ci 'źli', których się odpędza, a nie czci. Ale chyba Shiva jest wyjątkiem? Nie znam się, ale gdzieś słyszałem że to bóg destrukcji i jednocześnie jeden z ważniejszych w hinduizmie.
Shiva to jest klasyczny przykład, gdzie 'niszczyciel' i 'czcigodny' to nie są sprzeczności. Niszczenie w tej tradycji jest konieczne - kończy jeden cykl, żeby zaczął się kolejny. To nie jest zło, to jest kosmiczna konieczność. Dlatego Shiva tańczący na ciele ignorancji, Nataraja, jest jednym z najpiękniejszych i najbardziej czczonych obrazów w hinduizmie. A w jego trzecim oku jest symbolika ognia który wszystko pożera i oczyszcza.
Kaali to jeszcze lepszy przykład jeśli chodzi o bóstwa niszczycielskie - stoi na ciele Shivy, ma naszyjnik z czaszek, pije krew. I jest jednocześnie Wielką Matką, boginią wyzwolenia. W Bengalu jest właściwie najważniejszą boginią. Nie ma tam przepraszania za ten jej straszny wygląd, on jest częścią jej natury i jest czczony wprost.
Przepraszam że wchodzę z pytanie, ale troche sie zagubiłam - czy to znaczy że kamienie w różnych religiach maja konkrentą 'parę' z jakimś bóstwem? Jakby każdy kamień jest przypisany do konkretnego boga/bogini? Czy to bardziej przypadkowe?
Czekaj, to ja przez lata nosiłam labradoryt bez żadnej konsekracji i w ogóle nie wiedziałam, że to może mieć jakiekolwiek znaczenie rytualne. Czy to znaczy, że robiłam coś 'źle' według tych tradycji? Trochę mnie to niepokoi.
Ale to jest właśnie to co mnie myliło od początku! Jak mamy kamień, który w jednej tradycji jest 'przypisany' do bóstwa, to co z tym kamieniem robimy w całkiem innej tradycji? Czy on nadal 'należy' do tamtego bóstwa czy jest jakby 'wolny'?
To jest pytanie, które dzieli praktyków od lat i nie ma jednej odpowiedzi. Niektórzy uważają, że bóstwo to pewna zasada kosmiczna, która istnieje niezależnie od tego, jak ją nazwiemy, więc rubin zawsze jest słoneczny, niezależnie czy mówimy Surja, Ra, Apollo, Słońce. Inni twierdzą, że tradycja i intencja są kluczem i ten sam kamień w różnych rękach z różnymi intencjami działa zupełnie inaczej.
To mi przypomina ten wątek o Kali i czarnym kamieniu, który wspominała Opalinka. Czyli Kali, która jest boginią destrukcji, ma jako swój symbol kamień, który w europejskiej tradycji też kojarzymy z czymś mrocznym - czarny turmalin, czarny onyks. Czy to jest zbieżność przypadkowa czy jest w tym jakaś głębsza logika?
Myślę że to nie jest przypadek - czarny kolor w wielu kulturach niezależnie od siebie kojarzył się z tym, co przed początkiem i po końcu, z niebytem. Więc czarne kamienie naturalnie lądowały w pobliżu bóstw granicznych, tych od przejścia, śmierci, przemiany. Kali, Hekate, Anubis - wszyscy mają związek z czernią i z kamiennymi symbolami.
Hekate też miała swoje kamienie? To dla mnie nowość. Myślałem, że to bardziej bogini magii niż jakichś konkretnych minerałów.
Ten wątek z kamieniami na rozstajach jest ciekawy - w słowiańskich tradycjach też mamy kamienie graniczne, które miały moc ochronną albo były miejscem składania ofiar. Czy to jest ten sam mechanizm, że kamień jako trwały punkt staje się pomostem?
I wróćmy na chwilę do wątku o bóstwach niszczycielskich, bo wydaje mi się, że tu jest ważne połączenie. Kamienie przypisane do takich bóstw - obsydian Tezcatlipoki, czarny kamień Kali - nie są 'złe'. One są graniczne. Obsidian tnie i niszczy, ale przez to też uzdrawia, bo usuwa to, co chore. Niszczenie w tej logice to warunek uzdrowienia.
OK ale mam praktyczne pytanie - jeśli ktoś, powiedzmy ja, nosi czarny kamień z myślą że go 'chroni', to czy wchodzi jakoś w kontakt z tymi bóstwami niszczycielskimi? Bo szczerze mówiąc wolałabym wiedzieć, z czym mam do czynienia.
To trochę odchodzimy od wątku religijnego w stronę praktyki litoterapii, ale krótko - w różnych tradycjach jest różnie. W systemach hinduskich kamień rytualny oczyszcza się wodą z Gangesu albo okadzaniem, co ma wyraźne religijne uzasadnienie. W tradycji europejskiej często mówi się o świetle księżyca. To nie jest takie samo i nie powinniśmy mieszać tych systemów jakby były wymienne.
A wracając do Al-Hadżar al-Aswadem - czy ktoś wie czy istnieje jakaś teoria religioznawcza skąd pochodzi ten kamień i czy był czczony przed islamem? Bo islam mówi co mówi, ale przecież Kaba istniała wcześniej i ten kamień też. Ciekawi mnie co to był za kult przed Mahometem.
To nie jest takie proste. Islam bardzo wyraźnie odcina się od kultu samego kamienia - hadis wprost mówi, że Omar ibn al-Chattab pocałował kamień i powiedział 'wiem, że jesteś tylko kamieniem i nie możesz mi ani zaszkodzić, ani pomóc'. Więc świadomość tego napięcia istnieje wewnątrz samej tradycji. Kamień jest uczczony, bo tak czynił prorok, ale intencja jest skierowana do Boga, nie do kamienia. Teologicznie to coś zupełnie innego niż lityczny kult w sensie dosłownym.
Czyli ten kamień Jakuba to jest technicznie betyl? Nie wiedziałem, że to słowo ma takie korzenie. To nagle te słupy kamienne, które widuje się na starych rycinach, nabierają zupełnie innego sensu.
Zakaz mazzebot to jest jeden z przykładów tego, co religioznawcy nazywają polemiczną teologią - nowa religia definiuje się przez odcięcie od tego, co poprzednie. Ale sama idea kamienia jako miejsca szczególnej obecności nie znika - przenosi się na Świątynię, na Arkę, na Eben Szetijja, czyli Kamień Fundamentalny, który ma być dosłownie centrum świata. Więc nie jest tak, że kamień traci moc - kamień zostaje jeden, centralny, i skupia na sobie całe to, co wcześniej było rozproszone w mazzebot.
No i jesteśmy z powrotem w tym samym miejscu gdzie zaczęłam pytać o mój czarny kamień ochronny. Bo tak słuchając tej rozmowy zaczynam rozumieć, że może chodzi o coś więcej niż tylko 'kamień absorbuje'. Że to co ja myślę o tym kamieniu i jaka jest moja intencja to jest chyba ważniejsze niż skład mineralny. Chyba.
To mnie zastanwia - czy istnieje jakaś tradycja, w której kamień jest trakotowany jako aktywny uczestnik, nie tylko pasywny odbirca intencji? Bo mam wrażenie że w tym co opisujecie kamień zawsze jest tylko miejscem albo sposobem, a nie ma żadnej własnej podmiotowości.
Tunkaśila - tego nie znałam. To zmienia całkowicie perspektywę. Bo jak kamień jest osobą, to zupełnie inaczej podchodzisz do noszenia go, prawda? Bardziej jak do relacji niż do posiadania czegoś. Ciekawe czy to podejście jest gdzieś poza Ameryką - w Afryce, w Australii, gdzieś w Azji?
