Przy tarotu jest podobnie - system ma zarówno wysoki poziom symboliczny, gdzie możesz godzinami analizować arcana i Kabałę, jak i bardzo prosty poziom 'co karta mówi na dziś'. Nie wiem czy to przypadkowe że oba - tarot i hermetyzm - wyszły z podobnego kręgu kulturowego. Czy ktoś zna bezpośrednie powiązania?
Wrócę do praktycznego pytania Wizjonera sprzed kilku postów bo mam wrażenie że trochę odpłynęliśmy. Wizjoner pytał jak używać astrologii elektywnej na co dzień - i Augur08 odpisał że wymaga to obliczeń i znajomości wschodu słońca. Mam pytanie: czy są tradycje które mają prostszy system wyboru momentów, bez potrzeby znajomości efemeryd?
A co jeśli ktoś chce pracować z tymi momentami ale nie identyfikuje się z żadną konkretną tradycją - ani nordycką, ani celtycką, ani nie zna astrologii? Czy da się wybrać kilka zasad z różnych systemów i złożyć coś własnego, czy to będzie po prostu eklektyczny miszmasz bez żadnej siły?
No właśnie, Czeslawa08 mówisz o różnicy między świadomym wyborem a przypadkowym mieszaniem - ale jak praktycznie to rozróżnić? Czyli co to znaczy że wybór jest świadomy? Czy wystarczy że wiemy skąd pochodzi dany element, czy musimy też rozumieć jego miejsce w oryginalnym systemie?
To co Czeslawa08 napisała o rozumieniu funkcji elementu bardzo mi pomaga. Wracając do mojego oryginalnego pytania o astrologie elektywną - myślę że właśnie o to mi chodziło. Nie żeby mechanicznie sprawdzać 'Mars jest w złym miejscu, nie rób nic', ale żeby rozumieć co ten system mówi o rytmie energii. Czy dobrze rozumiem tę logikę?
To jest ciekawa sprawa z tymi dniami tygodnia bo nigdy tak na to nie patrzyłam. Zawsze wiedziałam że piątek jest jakoś związany z Wenus ale myślałam że to tylko zbieżność językowa. To znaczy że jak planuję ważną rozmowę albo spotkanie, dni tygodnia mogą naprawdę coś sugerować? Nie chodzi mi o pewność tylko o taką ogólną orientację.
Przepraszam że wchodzę bo słucham od jakiegoś czasu - ale te godziny planetarne bardzo mnie ciekawią. Czy to jest coś co można znaleźć w jakimś kalkulatorze albo trzeba samemu obliczać? Bo brzmi jakby wymagało dużo matematyki.
To co Czarek mówi o lokalności jest kluczowe dla całej tej rozmowy o kalendarzu. Każdy oryginalny system astronomiczny i rytualny był skalibrowany do konkretnego miejsca na ziemi. Egipski kalendarz do wylewu Nilu, babiloński do widoczności Wenus nad Mezopotamią, celtycki do pór roku na atlantyckim wybrzeżu. Kiedy przenosimy te systemy na inne szerokości geograficzne - a my w Polsce jesteśmy już zupełnie gdzie indziej niż Irlandia, nie mówiąc o Egipcie - pytanie jest, co z tą lokalnością robimy. Czy transponujemy daty mechanicznie czy szukamy lokalnych odpowiedników?
To pytanie Wioletki_Z mnie zatrzymało. Bo na przykład Imbolc jest tradycyjnie pierwszego albo drugiego lutego - ale w Polsce to nadal środek zimy, zupełnie inaczej niż w Irlandii gdzie wtedy zaczynają się pierwsze oznaki wiosny. Czy powinniśmy obchodzić Imbolc drugiego lutego bo tak mówi tradycja, czy czekać aż u nas coś w przyrodzie zacznie się ruszać?
I to jest jedno z tych pytań na które nie ma jednej odpowiedzi bo zależy od tego co dla ciebie jest ważniejsze - łączność z historyczną tradycją danej kultury, czy synchronizacja z lokalnym rytmem przyrody. Obydwa są uzasadnione, ale dają inne doświadczenie. Jeśli traktujesz Imbolc jako część żywej tradycji połączonej z ziemią, logicznie byłoby go obchodzić wtedy gdy u ciebie budzi się przyroda. Ale jeśli czujesz się częścią szerszej wspólnoty praktykujących na całym świecie i zależy ci na tej synchronizacji - data kalendarza ma swój sens. Znam osoby które robią obydwa: datę kalendarza i 'lokalne przesilenie' obserwowane w przyrodzie.
A czy Słowianie mieli własny odpowiednik tych świąt przejścia? Bo ciągle mówimy o celtyckim kole roku jakby był jedynym systemem, a przecież my tu w Polsce mamy swoją tradycję. Czy ona miała podobną strukturę opartą na obserwacji nieba i pór roku?
Ale czekaj Anastazy56 - to czy ta niepewność co do źródeł pozbawia te praktyki sensu? Znaczy jeśli ktoś obchodzi Kupałe i czuje że to jest jego tradycja, jego ziemia, jego przodkowie - czy fakt że historyk powie 'nie wiemy jak to wyglądało naprawdę' coś mu zabiera? Pyatm szczerze bo sama też szukam czegoś swojego.
Słucham tej rozmowy od początku i mam pytanie może naiwne - bo dużo tu mówicie o tym że systemy astrologiczne i kalendarze były dopasowane do miejsca i kultury. Ale numerologia którą trochę znam ma być ponoć universalna, poza miejscem i czasem. Jak to się ma do tej całej lokalności o której mówicie? Liczby mają być prawdą dla wszystkich?
Wracając trochę do wątku o słowiańskim kalendarzu - interesuje mnie jak to się ma do tarota. W pewnym sensie tarot też ma swój rytm roku przez Koło Fortuny i kolejność atutów. Czy ktoś próbował nakładać słowiański rok obrzędowy na sekwencję kart? Nie wiem czy to ma sens, pytam bo mi przyszło do głowy przy tej rozmowie o synchronizacji różnych systemów.
To pytanie o nakładanie słowiańskiego kalendarza na sekwencję atutów tarotowych jest ciekawe, ale trochę mnie niepokoi jeden aspekt. Tarot ma własną strukturę czasową - 22 atuty nieprzypadkowo odpowiadają cyklowi słonecznemu i lunarnemu, ale to jest struktura hermetyczno-kabalistyczna, nie słowiańska. Nakładanie dwóch różnych systemów na siebie może dawać ciekawe intuicje, ale też łatwo popaść w dowolność interpretacyjną. Jakie konkretnie nakładanie miałaś na myśli Renia - tematyczne, czy próbę przypisania konkretnych atutów do konkretnych świąt?
Ja bym tu jednak bronił eksperymentowania z nakładaniem systemów, pod warunkiem że wiemy że to jest nasze autorskie sposób, a nie 'pradawna tradycja'. W hermetyzmie stosowano właśnie takie mapowania - Sefiry na planety, planety na litery hebrajskie, litery na karty. To nie był chaos, tylko świadome szukanie odpowiedniości. Pytanie czy da się coś podobnego zrobić ze słowiańskim materiałem - tylko że tam struktura jest inna, nie ma takiej hierarchicznej drabiny jak w kabale.
Ale czy tu nie ma ryzyka że to co Anastazy56 mówił wcześniej - że mieszamy tradycje i potem nie wiemy co jest czym? Bo tarot jest mocno zachodnioezoteryczny, a słowiańskie święta to jednak co innego. Mnie to trochę kojarzy się z tym samym problemem co Imbolc w Polsce - czy na pewno to samo?
Wracając do wątku o lokalności kalendarzy, bo mi to nie daje spokoju - Anastazy56 mówił że mamy problem ze słowiańskim materiałem źródłowym. Ale przecież mamy coś co jest dostępne każdemu tu i teraz: obserwację nieba nad Polską. Wschodnia data Kupały jest wyznaczana przez noc przesilenia letniego - to jest fakt astronomiczny niezależny od tekstów. Może tu powinniśmy zacząć, od nieba, a nie od rekonstrukcji?
To co mówi Wioletka_Z o obserwacji nieba jako fundamencie jest dla mnie otwierające. Ale mam pytanie bardziej praktyczne - jeśli chcę zacząć śledzić taki rytm, od czego powinienem zacząć? Cztery przesilenia i równonoce jako szkielet? Czy jest coś jeszcze co Słowianie obserwowali regularnie na niebie?
Słowianie obserwowali Plejady - to jest jeden z pewniejszych elementów. Wschód Plejad wyznaczał ważne momenty roku w wielu kulturach jednocześnie, od Grecji po Syberię. Mamy też przesłanki że obserwowano Wenus jako gwiazdę poranną i wieczorną, co było rozróżnieniem rytualnie istotnym. Natomiast nie mamy dowodów na tak rozbudowany system planetarny jak babiloński czy grecki. Słowiańska astronomia rytualna była bardziej botaniczno-solarna niż planetarna.
Ale to czy te dwa systemy nie mogły istnieć równolegle? Znaczy chłopi obserwowali słońce i rośliny, a kapłani albo wróżbici mogli mieć bardziej zaawansowaną astronomię planetarną? Tak to działa w wielu kulturach - jest wiedza powszechna i wiedza specjalistyczna.
A co z tym co Augur08 mówił wcześniej o kairosie - właściwym momencie? Mnie to cały czas chodzi po głowie. Czy słowiański system, nawet jeśli nie miał tej planetarnej struktury, miał jakiś odpowiednik kairosu? Jakieś momenty roku które były szczególnie odpowiednie do różnych typów działania?
To co Augur08 mówi o 'otwartych' i 'zamkniętych' momentach bardzo mi się podoba jako model. Ale jak to się ma do pytania z początku tematu - o czytanie losu z gwiazd? Czy w tych 'otwartych' momentach słowiańskich wróżono właśnie dlatego że granica była cieńsza i można było więcej zobaczyć?
Przepraszam że wchodzę z boku, ale to co Wioletka_Z powiedziała o wróżbach andrzejkowych mnie uderzyło. Czy to znaczy że te popularne wróżby które robimy teraz - lanie wosku, buciki - to są fragmenty tego starszego systemu rytualnego? Zawsze myślałam że to bardziej zabawa niż coś poważnego.
Czyli te wróżby andrzejkowe to nie jest jakiś XIX-wieczny wymysł salonowy, tylko coś starszego? Bo zawsze byłam przekonana że to taka trochę zabawa, nie rytuał. A lanie wosku - skąd w ogóle pochodzi ten konkretny gest?
Wróżby andrzejkowe mają korzenie w cyklu agrarnym - noc przed zimowym przesileniem to jeden z tych 'otwartych' momentów roku, o których mówiłem. Sam imiennik Andrzeja jest tu wtórny, kościół nałożył święto na istniejący już czas wróżb. Lanie wosku wywodzi się prawdopodobnie z ogólnoeuropejskiej praktyki wróżenia z rozlanych substancji - ceromancja, lekanomancja. Substancja przybierała kształt który był interpretowany. To nie jest specyficznie słowiańskie, ale pasuje do momentu roku który miał szczególną 'przenikliwość'.
Ale to ciekawe bo czy kościół robił to świadomie? Znaczy celowo nakładał święta na pogańskie daty żeby ludzie nie porzucali starych zwyczajów, tylko je jakoś chrystianizowali? Czy to był przypadek że daty się zgadzają?
