Właśnie ta kwestia ważności chrztu mnie uderza. Jeśli formula chrzcielna 'w imię Ojca i Syna i Ducha' była tak stara i centralna jak mówił Perun80, to czy to nie paradoks - formuła jest trynitarna, ale przez wieki nie wiedziano czy wszystkie trzy osoby mają ten sam status?
Wracając do wątku który zarzuciliśmy - czy ktoś może powiedzieć coś o Kapadocyjczykach? Bazyli z Cezarei, Grzegorz z Nyssy, Grzegorz z Nazjanzu. Perun80 wspominał ich bodajże wcześniej w wątku, ale nie rozwinął. To oni chyba ostatecznie zbudowali most między Niceą a Konstantynopolem i wypracowali rozróżnienie między jedną 'ousia' a trzema 'hipostazami'?
Czyli bez greckiej filozofii cała ta teologia trynitarna w ogóle by nie istniała w tej formie? Czy może by istniała, tylko w innych słowach? Bo mam wrażenie że cały czas kręcimy się wokół pytania czy to jest opis rzeczywistości czy jest to narzucony pojęciowy schemat.
Mam wrażenie że Grazynka dotknęła czegoś ważnego, ale może nie tak jak myśli. Bo te 'wysokie' konstrukcje teologiczne nie były chyba dla zwykłych wiernych - były dla biskupów którzy spierali się na synodach. Zwykły wierny szedł na liturgię, słyszał hymny, przyjmował eucharystię. I to działało niezależnie od tego czy rozumiał hipostazy. Trochę jak z runami - możesz nie znać Proto-germańskiego etymonu, a runa i tak ma swoją energię.
Ale czekajcie, bo chce zrozumiec - mowiliscie ze po Nicei przez te 50 lat tak wlasciwie arianizm byl dominant? Czy to znaczy ze przez pol wieku wiekszosc chrzescijan wierzyla ze Syn jest 'podobny' ale nie 'rownoboski'? I co sie stalo z tymi ludzmi po Konstantynopolu - zmienili wiare z dnia na dzien?
Słuchajcie, może jestem naiwny w tym wszystkim, ale mi się wydaje że to rozróżnienie 'teologia kontra polityka' jest trochę sztuczne jak na IV wiek. Znaczy - dla Konstantyna i jego następców kwestia jedności doktrynalnej Kościoła była dosłownie kwestią bezpieczeństwa państwa. Podzielony Kościół to podzielone imperium. Więc teologia BYŁA polityką, nie ukrytą agendą za teologią.
Przepraszam że wchodzę z boku, ale mam pytanie które chodzi mi po głowie od kilku postów. Wszyscy mówimy o sporze między Atanazym a arianami, między Nicejczykami a antynicejczykami. Ale czy w tym wszystkim ktoś reprezentował coś co byśmy dziś nazwali autentycznym monoteizmem żydowskim? Tzn. czy byli chrześcijanie którzy mówili 'Jezus był wielkim prorokiem ale nie Bogiem' i przetrwali jako ruch?
Ale to co mówi Jurek02 otwiera kolejne pytanie - jeśli Koran polemizuje z trynitaryzmem, to czy możliwe że ta wczesnochrześcijańska różnorodność którą opisujemy, ta przed Niceją i po niej, była Mahometowi znana i świadomie odrzucona? To znaczy - islam mógłby być w jakimś sensie odpowiedzią na trynitarny kierunek w którym poszło chrześcijaństwo?
Chcę wrócić na chwilę do wątku który Grazynka poruszyła wcześniej, bo myślę że nie odpowiedzieliśmy na jej pytanie do końca. Pytała czy możesz modlić się do kogoś jeśli nie wiesz kto to jest ontologicznie. I z perspektywy mistyki - to jest właśnie idealne miejsce do modlitwy. Apofatyczna tradycja, czy to w chrześcijaństwie Pseudo-Dionizego, czy w sufizmie, czy w kabalistycznym Ein Sof, mówi że im mniej wiesz o naturze tego do kogo się zwracasz, tym bardziej zbliżasz się do autentycznego kontaktu. Dogmat może blokować doświadczenie.
Kabalistka05 dotknęła czegoś co chodzilo mi po głowie od paru postów. Ta różnica między mistyką indywidualną a doktryną wspólnotową to może być klucz do całego wątku. Bo wczesnochrześcijańska różnorodność której tu szukamy - ebionici, gnostycy, proto-ortodoksi - każda z tych grup miała i swoje doświadczenie i swoją doktrynę. I może pytanie nie jest 'która miała lepszą teologię' tylko 'dlaczego jedna z nich zyskała moc narzucenia swojej wersji innym'?
To co Serafinka mówi jest historycznie trafne. Dodam tylko że ta 'moc narzucenia' nie przyszła nagle z Nicei - ona budowała się stopniowo przez II i III wiek przez sieć biskupów w kluczowych miastach. Rzym, Aleksandria, Antiochia, potem Konstantynopol. Te ośrodki tworzyły coraz gęstszą sieć komunikacji i legitymizacji wzajemnej. Nicea była punktem kulminacyjnym czegoś co trwało dużo wcześniej. Pytanie Florki o to kto 'wygrał' ma prostą odpowiedź: ci którzy mieli lepszą sieć.
Słuchajcie ale mam wrażenie że gdzieś zgubiłem wątek. Zaczęliśmy od pytania czy wczesnochrześcijańska teologia była monoteistyczna przed Niceją, a teraz rozmawiamy o sieciach biskupich i polityce. Czy możemy na chwilę wrócić do kwestii samej teologii? Czy ktoś może powiedzieć wprost - co konkretnie Jezus mówił o sobie samym i czy to brzmiało monoteistycznie czy nie? Bo nie mam przygotowania teologicznego i gubię się w tych wszystkich terminach.
To co Perun80 mówi o różnicy między synoptykami a Janem - to chyba jedna z ważniejszych obserwacji w tym wątku. Bo jeśli masz te cztery Ewangelie razem w kanonie, to możesz zbudować trynitaryzm. Ale jeśli bierzesz tylko Marka, który jest najstarszy i najbardziej 'nagiy' teologicznie, to masz Jezusa który jest przede wszystkim cudotwórcą i głosicielem królestwa. Boskość jest tam bardziej zasugerowana niż wykrzyczana. Czy arianizm był może bliższy Markowi a trynitaryzm bliższy Janowi?
Ten wątek o Diatessaronie mnie zaskoczył - nie wiedziałam że była taka próba. Ale właśnie teraz myślę, że może paradoksalnie ta różnorodność chrystologii w kanonie jest dowodem że 'ortodoksja' nie była jednoznaczna nawet dla tych którzy kanon zamykali? Jak można mieć jednoznaczną doktrynę trynitarną jeśli sam fundament - te cztery teksty - zawiera różne obrazy?
Wróćmy na chwilę do tego co mówił Perun80 o ebionitach przechodzących na islam - bo mi to nie daje spokoju. Jeśli judaizujące chrześcijaństwo przetrwało do VII wieku i miało kontakt ze środowiskiem w którym formował się islam, to znaczy że monoteizm islamski mógł być nie tylko 'powrotem do Abrahamowego źródła' ale też przejęciem tej starszej chrześcijańskiej krytyki trynitaryzmu? To by oznaczało że islam i proto-ortodoksja toczyły ten sam spór co Nicea, tylko z innym wynikiem?
OK ale to prowadzi do kolejnego pytania które mnie trochę niepokoi z perspektywy porównawczej - czy każda wielka religia zaczyna od tego że ktoś stwierdza 'poprzednicy źle zrozumieli monoteizm i ja mam rację'? Bo mamy chrześcijaństwo które koryguje judaizm, islam który koryguje chrześcijaństwo, i każde z nich twierdzi że wraca do prawdziwego źródła. A między nimi arian koryguje proto-ortodoksję, a nicejczycy korygują arianizm. To jest chyba nieskończona spirala?
Jurek02 trafił w sedno i chciałem to uzupełnić. 'Homoousios' to słowo które nie pochodzi ze Starego Testamentu, nie ma go w żadnym tekście Nowego Testamentu, nie jest terminem żydowskim - to grecki termin filozoficzny. I właśnie dlatego część biskupów na soborze była nieufna wobec niego, nawet tych którzy popierali substancjalną jedność Ojca i Syna. Bo bali się że używają języka który 'zanieczyszcza' teologię filozofią pogańską. Atanazy wygrał nie tylko teologicznie - wygrał też spór o to jakim językiem wolno mówić o Bogu.
Czyli jeśli dobrze rozumiem - na Nicei spierali się nie tylko o to czy Chrystus jest Bogiem, ale też o to czy w ogóle wolno używać greckiej filozofii żeby to opisać? To brzmi jakby był to spór o metodologię zanim jeszcze doszli do konkluzji. Czy ktoś wtedy wygrywał argument 'piszmy tylko językiem Pisma' - i co im odpowiadano?
Ale mnie zastanawia coś innego - powiedzieliśmy że Ariusz przegrał i jego teologia zniknęła. Ale czy naprawdę zniknęła? Bo Sagea.2 wcześniej pytała o islam i ebionitów, i Perun80 to trochę wyhamował, ale jednak - czy ariańskie chrześcijaństwo nie przetrwało właśnie w tych wspólnotach które potem stały się Kościołem wśród Gotów, Wandalów, Longobardów? Niemcy i Skandynawia przez wieki miały chrześcijaństwo 'ariańskie' zanim przeszły na trynitaryzm. To nie jest żaden margines historyczny.
Nie wiedziałam że Goci mieli ariańskie chrześcijaństwo - to znaczy że w tym samym czasie w Europie istniały dwie zupełnie różne chrystologie które dla zwykłych ludzi musiały wyglądać mniej więcej tak samo? Czy przeciętny Goc wiedział co to 'homoousios' i dlaczego się różni od tego w co wierzył jego biskup?
A ja mam inne pytanie bo troche sie zagubiłam - powiedzieliście ze Jezus w Ewangeliach synoptycznych nie mówi wprost 'jestem Bogiem', ale czy on w ogole kiedys mówił coś konkretnego o sobie? Bo z tego co czytałam to mówił głownie o Królestwie Bożym i chyba rzadko o samym sobie? Czy ja dobrze rozumiem?
To co mówi Perun80 o Marcjonie jest naprawdę kluczowe dla całego tematu. Bo jeśli herezja wymusza ortodoksję, to pytanie z tytułu wątku - czy wczesnochrześcijańska teologia była monoteistyczna przed Niceją - może mieć odpowiedź: była różnorodna właśnie dlatego że nikt nie musiał jeszcze zajmować stanowiska. Dopóki nie pojawia się ktoś kto mówi 'ta odpowiedź jest zła', nie ma presji żeby powiedzieć 'ta odpowiedź jest jedyna słuszna'. Nicea to moment gdy różnorodność przestała być zasobem i stała się zagrożeniem.
Czytam ten wątek od jakiegoś czasu i chciałam zapytać o coś praktycznego - mówimy dużo o teologii i soborach, ale czy ta różnorodność o której rozmawiamy wpływała na to jak ludzie się modlili? Czy arianie modlili się inaczej niż trynitaryści? Bo teologia to jedno, ale praktyka duchowa to co innego i zastanawia mnie czy ta cała dogmatyczna różnica była w ogóle odczuwalna na poziomie codziennej pobożności.
Serafinka dotknęła czegoś ważnego. Śpiew i pieśni w tradycjach mistycznych to sposób na obejście intelektualnej cenzury - Rumi pisał wiersze, chasydzi śpiewali nigun bez słów, Ariusz pisał teologię w rytmie który ludzie zapamiętywali na targu. I wracając do pytania z tytułu - może zamiast pytać czy wczesnochrześcijańska teologia była monoteistyczna, powinniśmy pytać czy wczesnochrześcijańska pobożność była monoteistyczna. Bo to może być zupełnie inna odpowiedź.
Zanim pójdziemy za daleko w sufizm - bo to ważny wątek - chciałem wrócić do tego co Wibracja22 powiedziała o pieśniach ariańskich. To jest dla mnie jedno z ciekawszych zjawisk w całej tej historii. Teologia ariańska była potępiona, teksty niszczone, ale melodia zostaje w głowie ludu. Czy ktoś wie czy przetrwały jakiekolwiek fragmenty tych ariańskich hymnów?
Kabalistka05 mówi o iskrze - i tak, gnostycy mieli pojęcie 'pneumy', tej boskiej cząstki w człowieku. Ale chciałabym wrócić do pytania Rocha bo myślę że jest ważniejsze niż się wydaje dla całego wątku. Jeśli doświadczenie mistyczne - sufickie, kabalistyczne, gnostyckie - jest we wszystkich tych tradycjach podobne, to może spór o naturę Chrystusa na Nicei dotyczył czegoś zupełnie innego niż doświadczenie? Może to był spór o władzę i kontrolę nad tym doświadczeniem?
Przepraszam ze wchodze z inną myślą ale jak czytam to co Perun80 pisze o Orygenesie, to mam pytanie - czy Orygenes był w ogole chrześcijanem czy bardziej filozofem który używał chrześcijańskich pojęć? Bo pisał tez o preegzystencji dusz i reinkarnacji chyba, wiec brzmi bardziej jak platończyk niz ojciec kościoła?
