Temat, który budzi dużo emocji i równie dużo nieporozumień. Zacznę od podstawowego rozróżnienia, bo bez tego dyskusja szybko się posypie: tantra to nie jeden system. Mamy tantrę wedyjską, kaszmirski śiwaizm, buddyjską wadjrajanę i całą masę tradycji tybetańskich - i każda z nich inaczej podchodzi do kwestii seksualności. W kaszmirskim śiwaizmie energia seksualna (kundalini-shakti) jest dosłownie pojmowana jako nośnik przebudzenia, bo ciało traktuje się jako mikrokosmiczny odpowiednik manifestacji boskości. Ale to nie oznacza, że tantra = seks. W większości tekstów tantry lewostronnej, które w ogóle dopuszczają rytuał maithuna, chodzi o bardzo precyzyjnie kontrolowany rytuał inicjacyjny, a nie o dowolną aktywność seksualną. W tradycjach prawostronnych rytuał odbywa się symbolicznie, bez fizycznego zbliżenia. Pytanie do dyskusji: co konkretnie interesuje uczestników? Historia tradycji, porównanie ze współczesną 'neo-tantrą', czy coś jeszcze innego?
Okej, to już dużo lepiej rozumiem po tym co napisałeś, ale muszę zapytać - skąd ta nazwa 'lewostronna' i 'prawostronna'? To znaczy co to dosłownie znaczy w kontekście tradycji tantry? Słyszałam o tym podziale ale nigdy nie wiedziałam co naprawdę oznacza.
Sama jestem tu z ciekawości bo tantra kojarzyła mi się do tej pory wyłącznie z tym co pokazują w serialach i kursach online. Czyli że ktoś płaci kilkaset złotych za 'inicjację' i dostaje masaż. Ale jak czytam co Wajdelota napisał, to wygląda na to, że to co teraz się sprzedaje pod tą nazwą ma z oryginalnym systemem tyle wspólnego co horoskop z Buzzfeeda z prawdziwą astrologią. Czy dobrze rozumiem?
Ale czy nie jest tak, że skoro te praktyki pomagają ludziom bardziej uważnie doświadczać własnego ciała i relacji, to może nie ma znaczenia jak to nazwiemy? Chodzi mi o to, że może cel uświęca środki i jeśli ktoś przez te warsztaty dochodzi do jakiegoś przebudzenia, nawet jeśli nie w 'prawidłowej' tradycji, to czy to nie jest równoważne?
Właśnie, a co z tą energią kundalini w kontekście tantry? Bo ja ją znam głównie z czakr i jogicznych opisów - że to energia u podstawy kręgosłupa, która może się 'przebudzić' i wędrować w górę. Czy w tantrze to działa tak samo, czy to zupełnie inny system opisu tej samej energii?
A ja chcę wrócić do tego co napisał Wajdelota na początku - o lewostronnej i prawostronnej tantrze. Bo Orakliaa o to pytała i nie było odpowiedzi. Sama też nie wiem co to znaczy i wydaje mi się że to klucz do rozumienia całego podziału.
To brzmi naprawdę jak coś z pogranicza... nie wiem, szamanizmu? Że przekraczasz granice żeby osiągnąć jakiś wyższy stan. Czy to nie jest trochę podobne do tego jak syberyjscy szamani używali substancji psychoaktywnych? Chodzi mi o mechanizm przekraczania normalności żeby dotknąć czegoś większego.
No właśnie to jest najważnijsze pytanie w tym wątku moim zdaniem. Bo widziałam ogłoszenia na fb gdzie ktoś proponuje 'inicjację tantryczną' i od razu coś mi się nie zgadzało. Jak to rozpoznać że to oszustwo a nie prawdziwa tradycja? Bo chyba nie każdy zna się na kaszmirskim śiwaizmie żeby to ocenić.
Hej, ja wchodzę w temat bo słyszałem od znajomej że uczęszcza na takie warsztaty i powiedziałem że to może być niebezpieczne, a ona mnie wyśmiała. Ale po tym wątku myślę że miałem rację? Czy jednak te warsztaty neo-tantry mogą być bezpieczne o ile człowiek wie czego się spodziewać?
Czytam ten wątek od początku i nurtuje mnie jedno: dlaczego na Zachodzie tak bardzo tantra kojarzy się wyłącznie z seksualnością, skoro jak rozumiem to jeden aspekt spośród wielu? Czy to jest tylko marketingowe, czy może jest jakiś głębszy powód kulturowy, że akurat ten element się tu zakorzenił?
Wróćmy do Osho, bo to mnie naprawdę ciekawi. Wajdelota napisał, że był geniuszem i manipulatorem jednocześnie. Ale jak to możliwe, żeby ktoś naprawdę rozumiał teksty tantry, komentował je przenikliwie, i jednocześnie budował coś co było w gruncie rzeczy nadużyciem? To mi nie daje spokoju. Czy to znaczy, że można wiedzieć i rozumieć, a jednak świadomie wypaczać?
To bardzo celne pytanie i nie ma na nie prostej odpowiedzi. Historia religijna jest pełna ludzi, którzy rozumieli tradycję głębiej niż przeciętni wyznawcy, a mimo to używali tej wiedzy do budowania władzy nad innymi. Myślę, że rozumienie intelektualne i autentyczna realizacja to dwie zupełnie różne rzeczy. Osho potrafił objaśnić Vijnanabhairavę Tantrę z precyzją, której brakowało wielu akademickim komentatorom. Ale to nie znaczy, że sam przez to przeszedł. Poza tym mam pytanie do ciebie - co cię konkretnie niepokoi w tym rozróżnieniu? Bo widzę, że dotknęłaś czegoś ważniejszego niż tylko kwestia Osho.
Mam pytanie bo trochę się zgubiłam. Rozmawiamy teraz o weryfikacji nauczyciela i ucznia, ale wróćmy do podstawowego pytania z tytułu wątku - czy tantra jest drogą duchową czy czymś innym. Czy na podstawie tej całej dyskusji można powiedzieć, że KLASYCZNA tantra jest drogą duchową, a to co się sprzedaje jako tantra na Zachodzie to coś innego? Czy to jest za duże uproszczenie?
To znaczy, że jeśli ta znajoma którą wspominałem chodzi na warsztaty, to powinienem zapytać ją o to kto prowadzi i skąd pochodzi jego nauka? Bo to brzmi jak dobry punkt wyjścia do rozmowy z nią bez kłótni.
Wróćmy jeszcze do kundalini bo czuję, że nie skończyliśmy tego wątku. Wajdelota wspomniał wcześniej o kundalini syndrome i o tym, że w klasycznych tekstach jest to traktowane poważnie. Moje pytanie jest takie - czy w tantrze jest jakiś protokół na wypadek gdy coś pójdzie nie tak? Czy jest opisane co robić kiedy ktoś to przebudza i nie może sobie z tym poradzić?
Mam jeszcze jedno pytanie, które mi chodzi po głowie od jakiegoś czasu. Cała dyskusja krąży wokół tradycji hinduistycznych, szczególnie kaszmirskich. Ale czy istniały albo istnieją buddyjskie szkoły tantryczne? Bo kojarzę, że Tybet ma jakiś związek z tantrą, ale nie wiem czy to ta sama tradycja czy coś zupełnie innego.
To znaczy, że Tybetańczycy praktykują tantrę od wieków i nikt im nie zarzuca, że to kult promiskuityzmu? Bo o tym w zasadzie jest ten wątek, a wyobrażam sobie, że buddyjska tantra jest jednak kojarzona inaczej niż te zachodnie warsztaty.
Ok ale czy to nie jest trochę racjonalizacja post hoc? Znaczy, ktoś wymyśla filozofię, żeby uzasadnić to co i tak chce robić. Mam sceptyczną myśl i wiem, że to może brzmeić nieładnie, ale zadaję to na serio.
Chiromantka ma rację, ale mam wrażenie że w przypadku tantry ta kwestia jest szczególnie drażliwa, bo chodzi o seks a nie np. o post. Jakbyśmy dyskutowali o ascezie seksualnej, nikt by nie pytał czy to racjonalizacja. Czy to nie jest pewna niespójność z naszej strony jako dyskutujących?
Czyli znowu wracamy do tego samego problemu co wcześniej z hinduską tantrą - wszystko zależy od autorytetu i rozeznania nauczyciela. Czy to nie jest słabość systemu, że tak bardzo polega na jednej osobie?
Podoba mi się ta anologia z chirurgią, ale mam z nią problem. Chirurgię można ocenić po wynikach mierzalnych - pacjent żyje albo nie. Jak mierzy się wyniki tantry? Po czym poznasz że ktoś naprawdę 'się wyzwolił' a nie po prostu miał dużo seksu i czuje się z tym dobrze?
Ok, sahaja brzmi pięknie, ale dalej nie wiem jak odróżnić człowieka 'naturalnie wyzwolonego' od kogoś kto po prostu ma luz i nie przejmuje się konsekwencjami. Mówię serio, bo znam osoby które na warsztatach uznano za 'zaawansowanych' i były to po prostu osoby bez granic i sumienia, nie duchowe autorytety.
Chiromantka mówi o wspólnocie jako weryfikatorze - to ma sens. Ale czy we współczesnym świecie w ogóle jest możliwe odtworzenie takiej wspólnoty, która by działała? Bo zachodnie sanghy buddyjskie też mają skandale, zachodnie centrum jogi też. Może nie chodzi tylko o tradycję, ale o jakiś ogólniejszy problem z władzą i duchowością?
Wróćmy na chwilę do pytania z tytułu, bo czuję że znowu trochę odchodzimy. Czy po całej tej dyskusji możemy powiedzieć coś konkretnego komuś, kto styka się z 'tantrą' po raz pierwszy i nie wie czego szukać? Jakiś jeden sygnał ostrzegawczy i jeden sygnał że jest dobrze?
No to spróbuję odpowiedzieć sama na swoje pytanie, bo nikt nie skoczył 🙂 Jeden sygnał ostrzegawczy który mi się wyłania z tej całej rozmowy: nauczyciel mówi, że dotykanie go jest częścią twojej praktyki i że bez tego nie będziesz mogła/mógł postępować. Jeden sygnał że jesteś na dobrej ścieżce: masz poczucie że masz wybór i że nikt cię nie ponagli. Czy to brzmi sensownie dla reszty?
Chiromantka dobrze mówi. Szczerze, z tego co widziałam na tych rożnych kursach to najgorzej są właśnie sytuacje gdzie wszystko jest niby dobrowolne ale cała grupa zachowuje się jakby nie uczestniczenie było zdradą grupy. To jest baaardzo trudne do opisania z zewnątrz, wewnątrz to czujesz.
Słucham tej rozmowy o grupach i powiem szczerze, że to mnie niepokoi bardziej niż sama tantra jako taka. Bo te mechanizmy grupowe które opisujecie to nie są specyficzne dla tantry, prawda? Można je spotkać w każdej zamkniętej społeczności. Czy tantra jest szczególnie podatna na te rzeczy czy to po prostu problem każdej praktyki ezoterycznej?
