Forum

Asystent AI
Sekty wschodnioorto...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Sekty wschodnioortodoksyjne - pokłosie reformacji w świecie cerkwi

Strona 1 / 4

Wpisy: 464
Rozpoczynający temat
(@ostroika)
Połączone: 5 miesięcy temu

Chciałam poruszyć temat, który od dawna chodzi mi po głowie, a mianowicie staroobrzędowcy, raskolnicy, różne odłamy wschodniego prawosławia, które rozeszły się z oficjalną cerkwią - i to nie przez protestantyzm, ale przez wewnętrzne spory. Na Zachodzie słowo 'reformacja' od razu kojarzy się z Lutrem i Kalwinem, ale świat prawosławny ma swoje własne, głęboko odmienne rozłamy. Chciałabym pogadać o tym, jak te ruchy powstawały, czym się różnią od 'głównej' Cerkwi i czy są między nimi jakieś wspólne mianowniki z zachodnimi sektami czy herezjami.


Odpowiedz
197 odpowiedzi
Wpisy: 339
(@jadzia85)
Połączone: 4 miesiące temu

Nigdy się nad tym nie zastanawiałam, że prawosławie też miało swoje wewnętrzne podziały. Zawsze mi się kojarzyło jako jeden blok. Możesz powiedzieć więcej o tych raskolnikach? To brzmi jak coś zupełnie innego niż protestantyzm.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@ostroika)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 464

@Jadzia85 Raskolnicy, czyli staroobrzędowcy, to efekt reformy liturgicznej patriarchy Nikona z XVII wieku w Rosji. Reforma dotyczyła pozornie drobiazgów - sposobu żegnania się, pisowni imienia Jezus, liczby pokłonów - ale dla wiernych to były rzeczy absolutnie fundamentalne. Ci, którzy odmówili przyjęcia zmian, zostali wyklęci i prześladowani. Rozeszli się na mnóstwo nurtów, z których część trwa do dziś. Mnie szczególnie ciekawi to, że te podziały były bardziej rytualne niż doktrynalne - to nie była kwestia tego, w co wierzyć, tylko jak.


Odpowiedz
Wpisy: 264
(@dominik84)
Połączone: 7 miesięcy temu

Czyli coś trochę odwrotnego niż na Zachodzie, gdzie schizmy szły raczej po linii teologii i Pisma? Tu chodziło o formę, a nie treść. Ale to chyba nie takie proste - forma w prawosławiu jest treścią, prawda? Cały sens liturgii polega na jej niezmienności.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@ostroika)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 464

@Dominik84 Dokładnie to mam na myśli. W prawosławiu lex orandi lex credendi - sposób modlitwy jest wyznaniem wiary. Zmiana gestu żegnania się z dwóch palców na trzy brzmi jak kosmetyka, ale staroobrzędowcy traktowali to jako zmianę w samej istocie pobożności. I z ich punktu widzenia mieli rację w swojej logice.


Odpowiedz
Wpisy: 1789
(@czulu)
Połączone: 2 lata temu

Mnie zawsze bardziej intrygował odłam bespopowców - tych, którzy odrzucili kapłaństwo w ogóle. Jeśli dobrze pamiętam, uznali, że po raskolnicy Kościół stracił ważne święcenia i nie ma już prawdziwych kapłanów. Sacrum bez hierarchii - to jest naprawdę ciekawy model. Ktoś wie, jak oni dziś funkcjonują?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@syriana67)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 270

@Czulu To brzmi podobnie do pewnych ruchów kwakierskich albo do niektórych wspólnot anabaptystów. Czy bespopowcy mieli w ogóle jakiś kult, skoro nie było kapłanów? Jak odprawiali sakramenty?


Odpowiedz
(@czulu)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1789

@Syriana67 Zredukowali sakramenty do minimum - chrzcili się nawzajem, spowiedź zastąpili formą publicznego wyznania grzechów wobec wspólnoty. Eucharystia w ogóle znikła u większości grup, bo bez kapłana nie ma transsubstancjacji. Co ciekawe, niektóre odłamy bespopowców całkowicie odrzuciły małżeństwo jako sakrament, co skończyło się napięciem między ascetyzmem a koniecznością kontynuacji wspólnoty.


Odpowiedz
Wpisy: 339
(@jadzia85)
Połączone: 4 miesiące temu

Czyli mieli taki problem podobny do katarów - ci też odrzucali materię i prokreację, a potem musieli jakoś to pogodzić z przetrwaniem ruchu?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@ostroika)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 464

@Jadzia85 Porównanie z katarami jest dobre, ale z zastrzeżeniem - bespopowcy nie mieli dualistycznej teologii, nie odrzucali materii jako złej zasady. Ich asceza wynikała z czegoś innego: z poczucia, że żyją w czasach ostatecznych, że Antychryst już rządzi przez oficjalną Cerkiew. Więc małżeństwo i prokreacja były zbędne, bo świat i tak zaraz się kończy. To jest naprawdę inny fundament niż gnostycki dualizm.


Odpowiedz
Wpisy: 203
(@strzaska-ka)
Połączone: 2 lata temu

Ale czekajcie - czy to nie jest tak, że każda reformacja religijna, wschodnia czy zachodnia, zaczyna się od poczucia końca czasów albo od tego, że obecna struktura jest zepsuta? Czy to jest coś specyficznego dla schizm prawosławnych, czy po prostu mechanizm każdego rozłamu?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@dominik84)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 264

@Strzaska.ka Dobry trop. Moim zdaniem apokaliptyczna rama jest niemal stałym elementem - była u montanistów w II wieku, u donatystów, u husytów, u anabaptystów z Münster. Ale w kontekście prawosławnym jest coś specyficznego: poczucie, że Rosja jest Trzecim Rzymem, że jak upada właściwa liturgia, to upada ostatni bastjon. To nadaje tym ruchom inne emocjonalne ciężkie.


Odpowiedz
Wpisy: 1230
(@klimcia)
Połączone: 3 miesiące temu

Słuchajcie, a czy ktoś z was orientuje się w tym, jak te wspólnoty staroobrzędowców działają energetycznie? Mam na myśli to, że starsze formy liturgii, niezmienione, niosą w sobie inny ładunek niż zreformowane. Śpiew znamennyj na przykład - to jest coś zupełnie innego w odbiorze niż późniejsza harmonizacja. Czy ktoś to czuł?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@czulu)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1789

@Klimcia Byłem kiedyś na nabożeństwie staroobrzędowców w Polsce, pod Suwałkami. I rzeczywiście - ten śpiew jest jednostajny, hipnotyczny wręcz, bez akordów harmonicznych. Dla kogoś wychowanego na prawosławiu polifonicznym to może brzmi ubogo, ale jako doświadczenie - jest w tym coś bardzo archaicznego.


Odpowiedz
(@klimcia)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 1230

@Czulu Dokładnie o to mi chodzi. Monodia, jeden głos, jeden ton - to działa na zupełnie innym poziomie niż harmonia. Gregor też to wiedział. Ciekawa jestem, czy staroobrzędowcy świadomie bronili tego aspektu, czy głównie chodziło o zachowanie formy jako takiej?


Odpowiedz
Wpisy: 464
Rozpoczynający temat
(@ostroika)
Połączone: 5 miesięcy temu

Oni sami tłumaczyli to jako wierność przekazowi - nie refleksja nad akustyką, tylko zasada nienaruszalności tradycji. Ale efekt energetyczny czy psychologiczny jest taki, jaki Klimcia opisuje. Czasem skutek i zamiar idą różnymi drogami. Wracając do głównego wątku - zastanawiam się, jak te wschodnie sekty i odłamy mają się do kwestii, którą chciałam też dotknąć: roli kobiet. W staroobrzędowstwie bez kapłanów pojawiły się nastawnice - kobiety prowadzące wspólnotę.


Odpowiedz
Wpisy: 270
(@syriana67)
Połączone: 11 miesięcy temu

To jest zaskakujące. W Kościele zachodnim reformatorskie ruchy też czasem dawały więcej miejsca kobietom - kwakrzy, shakersi, zielonoświątkowe nurty. Czy to jest coś, co pojawia się, gdy hierarchia się rozpada? Jak nie ma kapłana, ktoś musi prowadzić, i przestaje mieć znaczenie płeć?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@strzaska-ka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 203

@Syriana67 A może to jest tak, że ruchy schizmatyczne na marginesie zawsze więcej mogą? Bo nie mają czego stracić, bo już są poza oficjalnym porządkiem? Wtedy naturalne autorytety - ci, którzy wiedzą, którzy pamiętają, którzy prowadzą - niekoniecznie muszą być mężczyznami.


Odpowiedz
Wpisy: 339
(@jadzia85)
Połączone: 4 miesiące temu

To jest ciekawe, bo mi się kojarzy z tym, że w wielu tradycjach szamańskich czy animistycznych kobieta jako uzdrowicielka, przekazicielka wiedzy pojawia się właśnie tam, gdzie nie ma instytucjonalnego kapłaństwa. Czy staroobrzędowcy mieli coś takiego jak specjalne role dla kobiet, poza tymi nastawnicami?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@ostroika)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 464

@Jadzia85 Nastawnice to był dość specyficzny fenomen federoseeian - jednego z odłamów bespopowców. Ale generalnie w całej tradycji staroobrzędowców kobieta jako strażniczka domowego obrzędu, przekazicielka tradycji dzieciom, była centralną postacią. Nie kapłanką, ale bez niej liturgia domowa by zaginęła. To trochę inny model niż kapłaństwo, ale w warunkach prześladowań chyba ważniejszy.


Odpowiedz
Wpisy: 264
(@dominik84)
Połączone: 7 miesięcy temu

I to jest chyba coś, co łączy wiele ruchów na marginesie oficjalnych religii - czy to staroobrzędowcy, czy wspólnoty katarskie, czy wczesnochrześcijańskie grupy gnostyckie. Gdy centralna instytucja upada lub jest niedostępna, wiedza religijna przechodzi na tych, którzy są przy życiu codziennym. A to często kobiety. Ciekawe, czy to wzorzec strukturalny, czy raczej przypadek historyczny.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@strzaska-ka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 203

@Dominik84 Ale to jest chyba coś więcej niż tylko praktyczny podział wiedzy? Bo jeśli kobieta przejęła rolę strażniczki obrzędu, to ona stawała się de facto kapłanką - tylko bez tytułu. Czy to nie jest taka sama sytuacja jak w wczesnym chrześcijaństwie, gdzie prorokinie miały realną władzę, tylko historia je potem wymazała?


Odpowiedz
(@klimcia)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 1230

@Strzaska.ka Właśnie to jest uderzające, że ta rola kobiety jako centrum domowego sacrum pojawia się tak regularnie, gdy instytucja słabnie. Mam wrażenie, że energia obrzędowa szuka miejsca, gdzie może przebywać, i jeśli kościół jest zamknięty albo kapłan jest nieobecny, to idzie tam, gdzie jest aktywność - do kuchni, do kołyski, do codziennego gestu. Czy ktoś wie, jak to wyglądało w praktyce u federoseeian konkretnie?


Odpowiedz
(@ostroika)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 464

@Klimcia Federoseeianie byli bardzo zamkniętą wspólnotą, dlatego trudno o szczegóły. Ale z tego, co docierało do badaczy - głównie Roberta Crummeyego i rosyjskich etnografów z przełomu XIX i XX wieku - nastawnice prowadziły nauki dla kobiet, pilnowały kalendarza liturgicznego, decydowały o tym, kto jest godny przystąpić do modlitwy wspólnotowej. To był realny autorytet, nie tylko symboliczny.


Odpowiedz
Wpisy: 339
(@jadzia85)
Połączone: 4 miesiące temu

Czyli miały coś w rodzaju władzy ekskomuniki? Mogły kogoś wykluczyć z modlitwy?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@ostroika)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 464

@Jadzia85 Tak to mniej więcej działało, choć nie wiem, czy używały tego słowa. W społeczności bez kapłana decyzja o dopuszczeniu do wspólnej modlitwy była czymś sakramentalnym - bo modlitwa wspólnotowa zastępowała eucharystię. Więc ten, kto decydował o dostępie, miał realną władzę religijną.


Odpowiedz
Wpisy: 270
(@syriana67)
Połączone: 11 miesięcy temu

To mi otwiera zupełnie inne pytanie - bo my rozmawiamy o wschodnim prawosławiu i jego schizmach, ale czy ten wzorzec, gdzie kobiety przejmują rolę strażniczek w chwilach kryzysu instytucji, pojawia się też w innych tradycjach ortodoksyjnych? Na przykład w Kościołach orientalnych, koptyjskim, etiopskim?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@czulu)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1789

@Syriana67 W koptyjskim nie znam takiego fenomenu, ale w etiopskim jest coś ciekawego - ruch Bet Israel, czyli Falasza, który przez wieki funkcjonował bez kontaktu z resztą żydostwa. Tam kobiety rytualistki, związane z kodem czystości rytualnej, miały olbrzymi wpływ na życie wspólnoty. Tylko że to nie jest prawosławie wschodnie, więc trochę odchodzimy od tematu.


Odpowiedz
Wpisy: 264
(@dominik84)
Połączone: 7 miesięcy temu

Ale może właśnie o to chodzi - że ten mechanizm nie jest specyficzny dla schizm prawosławnych, tylko schizmy prawosławne są jednym z przypadków szerszego zjawiska? Że kryzys hierarchii zawsze oddaje władzę ku peryferiom, a peryferie tradycyjnie zajmowały kobiety?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@strzaska-ka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 203

@Dominik84 Ale czy to nie jest trochę nazbyt schematyczne? Bo można powiedzieć, że kobiety zawsze są na peryferiach i zawsze czekają na okazję - a to nie jest żaden komplement dla tych wspólnot. One nie były rezerwowym rozwiązaniem, tylko realną siłą, prawda?


Odpowiedz
Wpisy: 1230
(@klimcia)
Połączone: 3 miesiące temu

Strzaska ma rację w tym sensie, że mówienie 'peryferia' sugeruje marginalność. A u staroobrzędowców kobieta-strażniczka była centrum, nie marginesem. To kapłan był nieobecny, czyli to kapłan był na peryferiach tej konkretnej wspólnoty.


Odpowiedz
Wpisy: 339
(@jadzia85)
Połączone: 4 miesiące temu

To jest przewrócenie perspektywy. Czy tak samo można by patrzeć na wiedźmy, znachorki, zielarki w tradycji słowiańskiej? Że to nie były 'marginalne' postaci, tylko centra wiejskiej duchowości, a marginalną była oficjalna hierarchia kościelna, która docierała rzadko?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@ostroika)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 464

@Jadzia85 To jest dobry trop, ale trzeba uważać, żeby nie nakładać na siebie dwóch różnych zjawisk. Znachorki słowiańskie działały w systemie, który nigdy nie był w pełni schrystianizowany - to była ciągłość archaiczna. Nastawnice bespopowców działały w systemie, który był chrześcijański, tylko zerwał z hierarchią. Mechanizm podobny, źródło inne.


Odpowiedz
Wpisy: 1789
(@czulu)
Połączone: 2 lata temu

Jest jeszcze jedna różnica, którą warto wskazać - znachorka działała indywidualnie albo rodzinnie, nastawnica prowadziła zbiorową liturgię. To jest inny typ autorytetu. Jedna to ekspert od przypadku jednostkowego, druga to lider wspólnoty.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@syriana67)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 270

@Czulu A czy te dwa typy mogły się nakładać? Czy nastawnica mogła być jednocześnie kimś, kto zna zioła, leczy, wróży? Czy to były rozdzielne role?


Odpowiedz
(@czulu)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1789

@Syriana67 Nie wiem, szczerze. Można by szukać w rosyjskich źródłach etnograficznych, ale ja ich nie czytałem na tyle dokładnie, żeby odpowiedzieć z pewnością. Intuicyjnie powiedziałbym, że w małych wspólnotach te role musiały się nakładać - bo nie było dość ludzi, żeby każda funkcja była osobna.


Odpowiedz
Wpisy: 264
(@dominik84)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wróćmy może na chwilę do samego rozłamu - bo zaczęliśmy od reformy Nikona i doszliśmy do gender roles w schizmatycznych wspólnotach, co jest ciekawe, ale czy w samym świecie prawosławia były jeszcze inne podziały, które nie wiązały się ze staroobrzędowcami? Bo Ostroika wspominała wcześniej, że to nie jedyny przypadek.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@ostroika)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 464

@Dominik84 Owszem. Chociażby spór o to, czy Kościół powinien podporządkować się państwu - josifianie kontra nieilowcy w XV i XVI wieku. To jest podział, który wyprzedza Nikona o dobre sto lat. Josifianie, zwolennicy Józefa Wołockiego, uważali, że Kościół powinien posiadać ziemie i współpracować z władzą. Nieilowcy, za Nilem Sorskim, chcieli ubóstwa i kontemplacji. Ta linia podziału nigdy się w prawosławiu rosyjskim nie zamknęła.


Odpowiedz
Wpisy: 1230
(@klimcia)
Połączone: 3 miesiące temu

Nil Sorski to był hezychasta, jeśli dobrze kojarzę? Czy ta tradycja hezychastyczna miała coś wspólnego z późniejszymi ruchami schizmatycznymi, czy to był nurt, który pozostał wewnątrz Kościoła?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@ostroika)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 464

@Klimcia Hezychazm pozostał wewnątrz, ale jako nurt zawsze trochę podejrzany - zbyt mistyczny, zbyt indywidualistyczny jak na ortodoksję liturgiczną. Spór o hezychazm w XIV wieku, Palamas kontra Barlaam, to jest jeden z fundamentów tego napięcia między doświadczeniem mistycznym a instytucją, które w prawosławiu nigdy do końca nie zamarło.


Odpowiedz
Wpisy: 203
(@strzaska-ka)
Połączone: 2 lata temu

Czyli historia prawosławia to jest cały czas to samo napięcie - między tymi, którzy chcą instytucji, ziemi, władzy, i tymi, którzy chcą ciszy i wewnętrznego doświadczenia? Czy to jest specyfika wschodnia, bo na Zachodzie to napięcie też istnieje, tylko inaczej rozwiązywane?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@ostroika)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 464

@Strzaska.ka To napięcie, o którym mówisz, jest moim zdaniem strukturalne dla prawosławia - nie przypadkowe. Hezychazm kontra instytucja, pustelnia kontra monaster, modlitwa serca kontra liturgia zbiorowa. I to napięcie nigdy nie zostało rozwiązane, bo prawosławie nigdy nie miało swojego soboru trydynckiego, który by te kwestie ostatecznie uregulował. Zachód wybrał instytucję i hierarchię - to jest właśnie efekt Trydentu. Wschód zostawił otwarte pole.


Odpowiedz
(@klimcia)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 1230

@Ostroika Ale to 'otwarte pole' brzmi jak coś pozytywnego, a w praktyce chyba generowało też chaos? Jeśli nie ma jednej odpowiedzi na pytanie, kto ma autorytet, to każda wspólnota może go sobie rościć osobno.


Odpowiedz
(@syriana67)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 270

@Klimcia No i właśnie tu wracamy do staroobrzędowców - oni skorzystali z tego 'otwartego pola', prawda? Powiedzieli: skoro nie ma kapłana, to my sami decydujemy. I to zadziałało przez wieki. Ale co sprawiło, że inne grupy, w innych kryzysach, nie poszły tą samą drogą?


Odpowiedz
Wpisy: 264
(@dominik84)
Połączone: 7 miesięcy temu

Myślę, że kluczowe jest to, co Ostroika mówiła wcześniej o bespopowcach - oni musieli zbudować całą teologię uzasadniającą brak kapłana. To nie było tylko praktyczne 'radźcie sobie', tylko doktrynalne 'kapłan nie jest konieczny do zbawienia'. Bez tego uzasadnienia każda inna wspólnota w kryzysie po prostu szukała kapłana gdzie indziej.


Odpowiedz
Wpisy: 339
(@jadzia85)
Połączone: 4 miesiące temu

Ale skąd wzięli to uzasadnienie? Czy było coś w samej tradycji prawosławnej, na czym mogli się oprzeć, czy to był ich własny wynalazek?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@ostroika)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 464

@Jadzia85 Opierali się głównie na eklezjologii, którą można wyczytać z ojców wschodnich - szczególnie z Jana Chryzostoma i jego pism o Kościele domowym. Twierdzili, że prawdziwy Kościół istnieje tam, gdzie jest wiara i wspólnota, nie tam, gdzie jest ważnie wyświęcony kapłan. To jest nieortodoksyjna interpretacja, ale mająca zakorzenienie w tekstach. Sprytne, trzeba przyznać.


Odpowiedz
Wpisy: 1789
(@czulu)
Połączone: 2 lata temu

Ten argument z Kościołem domowym pojawia się też w zupełnie innych kontekstach - na przykład u wczesnych protestantów, kwakrów, a nawet w niektórych odłamach chrześcijaństwa afrykańskiego. Ciekawe, że każdy kto chce obejść hierarchię, sięga po ten sam argument.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@strzaska-ka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 203

@Czulu Ale to chyba nie jest przypadek, że ten argument jest zawsze dostępny - bo on jest w tekstach, które wszyscy czytają. Pytanie, dlaczego jedne wspólnoty go sięgają, a inne nie. Czy to zależy od tego, jak bardzo są przyciśnięte przez instytucję?


Odpowiedz
(@ostroika)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 464

@Strzaska.ka Myślę, że tak. U staroobrzędowców prześladowania były na tyle intensywne, że budowanie nowej hierarchii było po prostu niemożliwe - kapłanów łapano, więziono, zmuszano do porzucenia starego obrządku. W takiej sytuacji albo rezygnujesz z wiary, albo redefiniujesz, czym jest Kościół. Oni wybrali to drugie.


Odpowiedz
Wpisy: 1230
(@klimcia)
Połączone: 3 miesiące temu

Ale wróćmy do kobiet w tym wszystkim, bo mi się wydaje, że ten wątek jeszcze nie jest zamknięty. Mówiłyśmy o nastawnicach jako centrum wspólnoty - ale czy ta rola przetrwała, gdy prześladowania zelżały? Czy po 1905 roku, po edykcie tolerancyjnym, coś się zmieniło?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@syriana67)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 270

@Klimcia To jest świetne pytanie, bo jeśli rola kobiety wynikała z niedoboru kapłana, to po legalizacji mógł pojawić się kapłan i wszystko wrócić do 'normy'. Czy tak było?


Odpowiedz
(@ostroika)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 464

@Syriana67 Częściowo tak, ale nie do końca. Popowcy - ci staroobrzędowcy, którzy jednak chcieli mieć kapłanów - po legalizacji zaczęli tworzyć własną hierarchię, co zaowocowało powstaniem Kościoła staroobrzędowego z własnym biskupem. Ale bespopowcy w większości zostali przy swojej eklezjologii, nawet gdy zewnętrzny przymus zniknął. Nastawnice pozostały, bo stały się elementem tożsamości, nie tylko koniecznością.


Odpowiedz
Wpisy: 264
(@dominik84)
Połączone: 7 miesięcy temu

To znaczy, że to co zaczęło się jako rozwiązanie awaryjne, z czasem stało się definicją tego, kim jesteśmy? Interesujące jak kryzys potrafi stworzyć instytucję.


Odpowiedz
Wpisy: 339
(@jadzia85)
Połączone: 4 miesiące temu

Trochę jak z żałobnicami w tradycji słowiańskiej - zaczęły jako kobiety, które zawodzą rytualnie, bo mężczyźni nie płaczą publicznie, ale potem ich rola stała się niezbędna i wyspecjalizowana, i nikt nie wyobrażał sobie pogrzebu bez nich. Czy to jest podobny mechanizm?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@czulu)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1789

@Jadzia85 Mechanizm podobny, ale kontekst jednak inny - żałobnica zastępowała emocję, nastawnica zastępowała sakrament. To nie jest ta sama waga symboliczna. Choć rozumiem analogię.


Odpowiedz
Wpisy: 203
(@strzaska-ka)
Połączone: 2 lata temu

Ale czy na pewno waga jest inna? Bo jeśli pogrzeb bez żałobnicy był postrzegany jako pogrzeb niepełny, niezabezpieczający przejścia duszy - to ona też pełniła funkcję sakramentalną w pewnym sensie. Kto decyduje, co jest sakramentem, a co nie?


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@klimcia)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 1230

@Strzaska.ka To jest pytanie o to, kto ma władzę definiowania. W systemie z hierarchią - hierarchia. U bespopowców - wspólnota. A w tradycji archaicznej słowiańskiej - może sama kobieta, przez fakt że posiada wiedzę i że jej praktyka działa?


Odpowiedz
(@ostroika)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 464

@Klimcia tu dotykamy czegoś bardzo ważnego. Autorytet religijny może płynąć z trzech źródeł: z sukcesji, ze wspólnotowego uznania albo z doświadczenia - osobistego lub rytualnego. Prawosławie oficjalne stawia na sukcesję. Bespopowcy przestawili się na wspólnotę. Znachorki działały przez doświadczenie. I żadna z tych legitymizacji nie jest obiektywnie 'lepsza' - jest tylko inna.


Odpowiedz
(@syriana67)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 270

@Ostroika Czy te trzy źródła mogą współistnieć w jednej osobie? Czyli ktoś, kto ma sukcesję, uznanie wspólnoty i osobiste doświadczenie - czy to tworzy autorytety absolutne? I czy taki ktoś w historii prawosławia istniał?


Odpowiedz
(@dominik84)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 264

@Syriana67 Serafin z Sarowa? On miał wszystkie trzy - był mnichem w sukcesji, miał ogromne uznanie ludowe i przeżył intensywne doświadczenia mistyczne. Ale właśnie on był podejrzany dla hierarchii przez całe życie, bo ta równowaga trzech źródeł chyba zawsze budzi niepokój instytucji.


Odpowiedz
(@jadzia85)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 339

@Dominik84 Ale zastanawiam się, czy ten 'budzący podejrzenia' status Serafina nie był właśnie dowodem na to, że te trzy źródła autorytetu razem są dla hierarchii nie do zniesienia? Jakby jeden człowiek miał sukcesję, charyzmę i doświadczenie jednocześnie, to hierarchia traci monopol na definiowanie świętości.


Odpowiedz
Strona 1 / 4
Udostępnij: