Niedoskonałe słowo jest lepsze niż brak słowa, ale powinno być opatrzone gwiazdką. Jak się pisze 'nastawnica' w tekście akademickim, to powinien być przypis mówiący, że to termin roboczy, a nie precyzyjny odpowiednik.
Wracając do tej mapy - Suwalszczyzna, Litwa, może coś jeszcze na wschodzie. Czy te wspólnoty miały ze sobą kontakt? Bo jeśli tak, to może rola nastawnic była jednak jakoś standaryzowana przez te sieci, a nie tylko lokalna.
To jest niesamowite - kobiety podróżujące przez granice po rękopisy w czasach, kiedy kobietom w ogóle niewiele wolno było robić samodzielnie. Czy to było postrzegane jako normalne w ramach wspólnoty, czy jednak wyjątkowe?
Konieczność jako motor zmiany ról - to jest schemat, który pojawia się chyba we wszystkich tradycjach prześladowanych. Czarownice, kryptożydzi, heretycy - wszędzie tam, gdzie mężczyźni są bardziej eksponowani na prześladowania, kobiety przejmują ciągłość. A potem, jak prześladowania mijają, historię piszą mężczyźni. Brzmi znajomo.
Są przypadki - chociażby pewne wspólnoty w Ameryce Łacińskiej, dokąd emigrowali staroobrzędowcy jeszcze w XIX wieku i na początku XX. Część z nich żyła w względnym spokoju przez pokolenia. I z tego, co wiem z literatury, nastawnice tam pozostały - nie zanikły po ustaniu bezpośredniego zagrożenia. To może sugerować, że rola się zakorzeniła strukturalnie, a nie była tylko odpowiedzią na kryzys.
Amerika Łacińska - to mnie zaskoczyło. Czy to są społeczności, które do dziś funkcjonują? I czy one miały jakikolwiek kontakt z rosyjskimi czy bałtyckimi wspólnotami po wyemigrowaniu, czy rozwijały się zupełnie niezależnie?
Czekajcie - jeśli wspólnoty były w izolacji przez tyle dekad, to czy nastawnica w Brazylii i nastawnica na Suwalszczyźnie to wciąż ta sama rola? Mogły się przecież rozejść zupełnie. Skąd w ogóle wiemy, jak funkcjonuje tamta brazylijsko-boliwijska tradycja?
Ten 'dryt rytualny' to ciekawe pojęcie. Ale wracając do wątku kobiet - czy te brazylijskie wspólnoty też zachowały matrylinearność przekazu ksiąg liturgicznych? Czy może to akurat się zmieniło, bo kontekst społeczny w Ameryce Łacińskiej był inny?
To jest bardzo dobre pytanie, Jadzia. Bo można by argumentować odwrotnie - że skoro kapłaństwo było w tej tradycji nieobecne lub ograniczone, to ktoś musiał przejąć liturgiczną ciągłość. I pytanie, czy kobiety weszły w tę lukę dlatego, że były mniej zagrożone, czy dlatego, że ta luka w ogóle istniała i tradycja zbudowana wokół tekstu, modlitwy i przekazu ustnego była bardziej otwarta na nieordynowanych liderów - niezależnie od płci.
Były i to jest ważne rozróżnienie. Mężczyźni pełnili role starszych, nadzorców wspólnoty, arbitrów w sporach doktrynalnych. Nastawnica często funkcjonowała obok takiego starca - ale jej domena była inna. Ona opiekowała się liturgią, nauczaniem, ciągłością rytuału w codziennym sensie. On zajmował się sprawami zewnętrznymi i rozstrzyganiem. Podział nie był może oficjalnie płciowy, ale w praktyce wyglądał bardzo konsekwentnie.
To jest niemal dokładnie to, co znajdziemy w wielu tradycyjnych wspólnotach - mężczyzna na zewnątrz, kobieta wewnątrz. Tyle że tu to 'wewnątrz' jest tym, co religijnie najważniejsze, czyli tekstem i rytuałem. Więc formalnie drugorzędna, ale de facto kluczowa?
Myślę, że to zależy bardzo od konkretnej nastawnic i konkretnej wspólnoty. Autorytet charyzmatyczny jest zawsze trochę niewidzialny na co dzień - widać go, kiedy jest testowany. Ale jest pytanie, czy po takim teście wspólnota nazywała to autorytetem wprost, czy dalej udawała, że to tylko 'pomoc' albo 'troska'.
To jest najtrudniejsze pytanie w całej tej dyskusji i niestety mamy tu najmniej źródeł. Niemal wszystko, co wiemy, pochodzi z zewnętrznej obserwacji - etografów, podróżników, okazjonalnie urzędników carskich. Własny głos nastawnic jest prawie nieobecny w zapisach. I to jest bodaj największa luka w tym obrazie - wiemy, jak były widziane, ale rzadko kiedy, jak same siebie rozumiały.
