Ostatnio wróciłem do tematu Sefirot po dłuższej przerwie i mam wrażenie, że większość materiałów po polsku albo jest zbyt hermetyczna (dosłownie), albo za bardzo uproszczona do new-age'owego 'drzewo życia to twój plan działania'. Chciałem porozmawiać o tym, jak sekwencja Sefirot faktycznie ma działać w praktyce - nie jako symbol do kontemplacji, ale jako mapa operacyjna. Bo w Zoharie pojawia się ten motyw, że każda Sefira to nie tylko atrybut Boga, ale też pewien kanał, przez który energia przechodzi do rzeczywistości. Pytanie jest proste: czy ktoś naprawdę pracuje z tym systemem praktycznie, i jeśli tak - od której Sefiry zaczyna? Bo spotkałem się z dwoma podejściami: albo od Keter w dół, albo od Malkut w górę, i każda szkoła ma zupełnie inne argumenty.
To jest akurat pytanie, które bardzo lubi się mylić z pozoru proste. Znam oba podejścia i obie szkoły mają rację - problem polega na tym, że mówią o czymś innym. Zejście od Keter to perspektywa teozoficzna, opis jak manifestacja 'wpada' w materię. Wchodzenie od Malkut do góry to perspektywa praktykującego, który zaczyna od tego, co ma - czyli od swojej codziennej rzeczywistości, ciała, zmysłów. Luriańska kabała kładzie nacisk na to drugie. Ale zanim pójdziemy dalej - powiedz mi, Ludwiczek, co dla ciebie znaczy 'pracować praktycznie'? Bo to może oznaczać dziesiątki różnych rzeczy: medytację na Sefirot, odpowiadające im imiona Boga, angielskie szkoły w stylu Golden Dawn, lub po prostu kontemplację atrybutów.
Golden Dawn mocno przebudował sekwencję. Oryginalnie w kabale żydowskiej Sefirot to nie są 'poziomy do przechodzenia' - to raczej stany rzeczywistości, które współistnieją. Idea linearnego przejścia od jednej do drugiej jest w dużej mierze zachodnim nałożeniem struktury inicjacyjnej na coś, co jej nie miało w tej formie. Ale jest pewien wyjątek - ścieżki na drzewie, 22 połączenia między Sefirotami, mają już bardziej operacyjny charakter w niektórych szkołach. To nie jest to samo, co praca z samymi Sefirotami.
Przepraszam że wchodzę z innej strony, ale chciałam zapytać - czy to znaczy, że jak kupuję książkę o kabale praktycznej, to nigdy nie wiem, z której tradycji pochodzi to co czytam? Jak w ogóle to rozróżnić?
Słucham tej rozmowy i jedno mi nie daje spokoju. Tifereth to w tej kabale nie jest to samo co serce czakry? To znaczy, jakiś odpowiednik Anahaty? Bo jeśli tak, to może różne systemy opisują ten sam punkt, tylko inaczej go nazywają.
Rozumiem, ale to nie wyklucza, że mogą opisywać ten sam fenomen różnymi językami, prawda? Mnie bardziej interesuje, czy to ma jakiś wspólny mianownik w doświadczeniu, a nie w teorii.
Przepraszam za literówke jeśłi będe miała, ale chciałam zapytać - piszecie o Sefirot jak o czymś do medytacji, ale słyszałam też o gematrii jako narzędziu kabały praktycznej. To jest coś zupełnie innego czy powiązane?
Okej ale konkretnie - jeśli ktoś chce zacząć pracę z Sefirotami od zera, to od czego powinien zacząć? Jakiś tekst, jakaś praktyka? Bo mam wrażenie, że ta rozmowa krąży wokół i nie ma żadnej konkretnej odpowiedzi.
Wchodzę bo mam konkretne doświadczenie z rytuałami, gdzie używałam struktury drzewa życia. Pracowałam z Hod i Netzach jako parą - Hod to sfera intelektu, Merkury, Netzach to sfera emocji, Wenus. Praca z nimi razem, jako z napięciem między rozumem a czuciem, miała bardzo konkretny efekt w tym, jak podejmuję decyzje. Nie wiem czy to 'prawdziwa kabała', ale efekt był namacalny. Może to nie magia, a po prostu psychologia symboliczna - ale czy to ważne?
Czytam cały wątek i chcę zapytać o coś, co mnie nurtuje od początku. Piszecie o Sefirotach jak o czymś, z czym można 'pracować'. Ale kabała oryginalnie była tajemna, przekazywana przez mistrza uczniowi. Czy ktoś bez inicjacji, bez nauczyciela, naprawdę może to robić bezpiecznie? Gdzieś czytałam, że samodzielna praca z wyższymi Sefirotami jest uważana za niebezpieczną.
Czytam cały wątek i chcę zapytać o coś, co mnie nurtuje od początku. Piszecie o Sefirotach jak o czymś, z czym można 'pracować'. Ale kabała oryginalnie była tajemna, przekazywana przez mistrza uczniowi. Czy ktoś bez inicjacji, bez nauczyciela, naprawdę może to robić skutecznie i bezpiecznie?
Ale zaraz - czy to znaczy, że kabała to nie jest coś dla zwykłych ludzi? Bo jakbym miał czekać na idealną kondycję psychiczną i mistrza, to nigdy nie zacznę.
Myślę, że tu warto rozróżnić poziomy pracy. Ja zaczynałem od Malchut i Jesod - najniższe Sefirot, najbardziej zakorzenione w materii i w codzienności. To jest zupełnie inna skala niż praca z Keter. Trochę jak ze wspinaczką: możesz wejść na niewysoką górę bez sprzętu i bez przewodnika, ale nie na ośmiotysięcznik. Nikt rozsądny nie zaczyna od szczytu.
właśnie tak to czułam intuicyjnie kiedy zaczynałam. Najpierw długo siedziałam przy Malchut, bo czułam, że nie mam sensu iść wyżej zanim nie ogarnę tej podstawy. Ale czy to był mój własny instynkt, czy jest jakaś tradycja, która mówi, żeby zaczynać od dołu drzewa?
Golden Dawn zaczynał od dołu i szedł stopniowo. Każdy stopień inicjacji odpowiadał Sefirot - Neofita to Malchut, potem Jesod, i tak dalej. To był bardzo ustrukturyzowany system. Właśnie dlatego podejrzewam, że ta linearność, o której mówił wcześniej Ewaryst, mogła być celowa - jako pedagogika, nie jako twierdzenie metafizyczne.
Ja mam pytanie troche z boku - wspomnieliście o Malchut jako punkcie startowym. Ale co to konkretnie znaczy 'pracować z Malchut'? Jakiś rytuał, medytcja, wizualizacja? Bo cały czas słyszę te nazwy i nie mam pojęcia jak to wygląda w praktyce.
Okej to chcę dopytać o coś, co mnie od początku interesuje. Kiedy Ludwiczek opisywał swoją pracę z Tifereth i to uczucie ciepła, obecności - to brzmiało jak coś realnego, nie tylko wyobraźnia. Jak wy sami oceniacie, czy to jest doświadczenie wewnętrzne, psychologiczne, czy może kontakt z czymś zewnętrznym wobec was?
Szczerze? Nie wiem. I myślę, że to uczciwa odpowiedź. W tamtej chwili miałem poczucie czegoś zewnętrznego - jakiegoś 'odzewu', który nie czuł się jak moja własna wyobraźnia. Ale też wiem, że umysł jest bardzo sprawny w tworzeniu doświadczeń, które czujemy jako zewnętrzne. Nie chcę robić z tego pewnika w żadną stronę.
To w takim razie jak w ogóle weryfikować, czy to działa? Jeśli każde doświadczenie można wytłumaczyć psychologicznie, to po co to w ogóle robić? Pyta szczerze, bo nie rozumiem tej logiki.
Szczerze - nie wiem, czy to jest cel 'osiągalny' w sensie, w jakim rozumiemy osiąganie celów codziennych. Tradycja hermtyczna mówi, że to nie ty dochodzisz do Anioła Stróża, ale że on się objawia kiedy jesteś gotowy. Więc może złe pytanie brzmi 'kiedy', a dobre brzmi 'co robię, żeby być gotowy'.
Ten wątek o synchronicznościach mnie zatrzymał. Bo ja ostatnio - no, przez jakiś dłuższy czas - miałem serię bardzo dziwnych zbiegów okoliczności. Liczby, powtarzające się sytuacje. Czy to może być coś związanego z tym, co opisujecie jako 'odzew' z Sefirot, czy to zupełnie inny poziom?
Głównie liczby - trójki, siódemki. I pewne sytuacje, które powtarzały się jak echo. Trudno opisać. Myślałem, że to numerologia, ale może to są właśnie te struktury, o których mówicie?
To co opisuje Bogdan bardzo mi się kojarzy z tym, co astrologowie mówią o tranzytach - pewne planety aktywują pewne sfery i zaczynasz widzieć 'motyw' w życiu. Czy kabała i astrologia w ogóle się stykają? Bo wydaje mi się, że planety i Sefirot mają jakieś połączenia?
Wtrącę się - mnie ta różnica między kabałą żydowską a hermetyczną trochę dezorientuje. Bo kiedy czytam ogólne książki, to mam wrażenie, że wszędzie miesza się te dwa systemy. Czy jest jakiś prosty sposób, żeby odróżnić, w którym kluczu pracuje dana książka lub autor?
A czy te dwa systemy to mozna pracować równocześnie, czy to jest jak mieszanie dwóch lekarstw co wychodzi szkodliwie? Pytam serio bo nie chce sobie narobić bałaganu w głowie i w praktyce
Ja mam pytanie, które może być naiwne, ale wrócę do początku - Ewaryst wspomniał wcześniej o 'devekut', przylgnięciu do Boga. Jak to się ma do sekwencji Sefirot? Czy to znaczy, że celem jest dotarcie do Keter i tam jest to zjednoczenie? Bo wyobrażam sobie Drzewo Życia jak drabinę i Keter jako jej szczyt.
To znaczy, że można doświadczyć devekut pracując z Tifereth albo nawet z Malchut? Nie trzeba 'przejść' wszystkich Sefirot?
