Kaplan był raczej mocno osadzony w kontekście Nowego Jorku, gdzie dominowała społeczność aszkenazyjska. Ale myślę, że forma synagogalna była dla niego kluczowa z ideologicznych powodów - Ruch Rekonstrukcjonistyczny, który tworzył, zakładał że kobieta jest pełnoprawnym członkiem kongregacji, a to wymagało publicznego, wspólnotowego rytuału. Domowe świętowanie tego nie załatwiało.
Słuchajcie, trochę z boku, ale to co Runolog napisał o sefardyjskich tradycjach - czy ktoś wie, jak te celebracje wyglądały? Bo mam wrażenie, że cały czas rozmawiamy o jednej ścieżce historycznej, jakby była jedyna.
Mam pytanie może trochę naiwne ale -- czy w ogóle wiadomo, co same te dziewczynki czuły po tych celebracjach sefardyjskich? Tzn. czy jest jakoś uchwycone, czy poczuły sie dorosłe, czy sie zmieniły? Bo cały czas mówimy o strukturach, a mnie ciekawi czy rytuał 'działał' wewnętrznie.
Czytałam gdzieś relacje kobiet z tradycyjnych społeczności, które opisywały coś w stylu: wiedziałam że coś się zmieniło nie przez ceremonię, ale przez to jak zaczęto na mnie patrzeć. Jakby rytuał nie tworzył przejścia, tylko je sygnalizował otoczeniu. Ale to były bardzo indywidualne głosy.
To jest właśnie clue. I to wraca do pytania Wiktora z początku dyskusji - czy bar micwa jest inicjacją czy stwierdzeniem faktu prawnego. Jeśli rytuał działa przez zmianę spojrzenia wspólnoty, to forma synagogalna jest wzmocnieniem, nie tylko dekoracją. A bat micwa jako nowo zaprojektowany rytuał może właśnie dlatego 'działać' mocniej niż stare sefardyjskie celebracje rodzinne - bo ma świadków w innym sensie.
To trochę zmienia jak rozumiem całą tę dyskusję. Bo jeśli w judaizmie wspólnota jest warunkiem, a nie tłem rytuału, to bat micwa synagogalna nie jest tylko 'awansem społecznym' dziewczynki - to jej włączenie w tę ontologię wspólnoty. I dopiero wtedy pytanie o to, czy może liczyć do minjanu, staje się naprawdę poważne. Bo skoro przeszła ten rytuał - dlaczego nie?
I wracamy do pytania, które chyba jest tu fundamentalne: czy bat micwa w ortodoksji jest naprawdę bat micwą, czy jest czymś innym, co pożyczyło nazwę? Bo jeśli nie ma tych samych konsekwencji, to może jest to inny rytuał z tą samą etykietą.
No właśnie, Stellaria dotknęła czegoś ważnego. Ale mam wrażenie, że przy chrzcie różnice są mniej widoczne dla samego inicjowanego - dla niemowlęcia obojętnie co 'robi' teologicznie woda. Przy bat micwie trzynastolatka jest w pełni świadoma i może czuć, że jej ceremonia jest 'mniejsza'. I to chyba jest inny problem niż różnica dogmatyczna. Jasiek - spotkałeś się z relacjami dziewcząt, które to tak czuły?
I tu jest chyba sedno całej naszej rozmowy. Bo Agnisia ma rację - trzynastolatka wie, że ceremonia 'robi' mniej lub więcej. I co wtedy? Czy rytuał, który jest świadomie niepełny, może być w ogóle inicjacją? Czy może jest tylko celebracją bez mocy sprawczej?
To jest chyba szerszy problem teologii rytuału. Kiedy forma się zmienia, czy moc sprawcza zostaje, zmniejsza się, czy w ogóle zależy od formy? Ortodoksyjny judaizm odpowie: zależy absolutnie, bo Halacha jest precyzyjna. Reformowani powiedzą: intencja i wspólnota wystarczą. A pytanie, kto ma rację, to już pytanie teologiczne, nie historyczne.
Myślę, że Wiktor trafia w coś ważnego. Bar i bat micwa to nie są rytuały magiczne w sensie sprawczym - to rytuały statusu. I w tym sensie ich 'moc' zależy całkowicie od tego, czy wspólnota uznaje skutek. Jakby to był akt prawny, który potrzebuje uznania, a nie zaklęcie, które działa niezależnie od świadków.
To rozróżnienie jest dla mnie pomocne. Ale zastanawiam się, czy te kategorie są naprawdę szczelne. Bo w kabale na przykład rytuały też mają wymiar ontologiczny - zmieniają nie tylko status społeczny, ale i relację duszy z Bogiem. Czy bat micwa nie ma tego wymiaru?
Czyli paradoksalnie bat micwa jako ceremonia może być 'ważniejsza' niż bar micwa, bo dla dziewcząt to jedyna forma uwidocznienia przejścia. Dla chłopca jest Tora, minjan, czytanie - ona tego nie miała, więc celebracja była jedynym znacznikiem.
Ale to znowu jest sytuacja, gdzie dziewczynka ma 'więcej' właśnie dlatego, że ma 'mniej'. To trochę smutna logika, nie? Emancypacja w ramach systemu, który definiuje czym jest pełne uczestnictwo?
No właśnie i to mnie od początku zastanawia w tym temacie. Bo mówiliśmy o emancypacji jako o zmianie pod wpływem zewnętrznych sił - feminizmu, nowoczesności. Ale może to jest raczej wewnętrzna logika tradycji, która w pewnym momencie uznaje własną niespójność?
I tu wracamy do pytania Ludwini sprzed kilku postów - czy to jest ta sama ceremonia z inną etykietą, czy inna ceremonia z tą samą nazwą. Bo ta historia z Niemcami sugeruje, że zanim bat micwa stała się 'kobiecym odpowiednikiem bar micwy', była czymś zupełnie innym. A może jest kilka równoległych historii, które zlały się w jedną?
Kaplan działał inaczej niż niemieccy reformatorzy, bo jego punkt wyjścia był teologicznie spójny z tradycją - twierdził, że kobiety mają te same zobowiązania religijne co mężczyźni, bo tak wynika z rekonstrukcjonistycznego rozumienia prawa. To nie była adaptacja do kultury zewnętrznej, tylko twierdzenie, że dotychczasowa interpretacja była błędna wewnątrztradycyjnie. Różnica jest istotna, choć wiem, że ortodoksi powiedzą, że to i tak jest odejście.
Jasiek, ale czy ta różnica między 'adaptuję do kultury' a 'korektuję tradycję od wewnątrz' nie jest trochę kwestią perspektywy? Bo każdy reformator powie, że działa od wewnątrz. Nikt nie ogłasza: 'przejąłem tę formę od protestantów'. Pytam serio, nie zaczepnie - jak w ogóle można to rozróżnić?
Ale jeśli kryterium jest przyjęcie przez wspólnotę, to wracamy do tego, co mówiła Ludwinia wcześniej - że to jest rytuał statusu, nie sprawczy. I wtedy bat micwa reformowana jest 'prawdziwa' dla reformowanej wspólnoty i 'nieprawdziwa' dla ortodoksyjnej, i obie mają rację w swoich ramach. Czy to nie jest jakiś teologiczny relatywizm?
Ale to mnie prowadzi do pytania, które cały czas chodzi mi po głowie - kto w ogóle ma autorytet, żeby powiedzieć, która interpretacja jest 'bliżej źródeł'? Bo skoro nie mamy żywego proroka, to każda wspólnota po prostu czyta teksty przez własny filtr. I to brzmi jakby chodziło nie o tradycję, ale o władzę nad tradycją.
To jest dla mnie zaskakujące - że w tekście świętym zapisuje się sprzeczne interpretacje i obie uznaje za ważne. W tradycjach, które znam bardziej z zewnątrz, wydaje się, że zawsze jest jedna 'właściwa' wersja. Czy to jest specyfika judaizmu, czy też inne tradycje mają podobne mechanizmy?
No dobra, ale wracając do konkretów - jak to wygląda dziś w praktyce? Znaczy, jeśli dziewczynka z rodziny ortodoksyjnej nagle chciałaby mieć bat micwę z czytaniem Tory, co się dzieje? To jest możliwe w jakiejś formie, czy jest absolutnie wykluczone?
Czyli de facto te granice są elastyczniejsze niż by się wydawało z zewnątrz. I ciekawi mnie, czy ta elastyczność jest nowa, czy też zawsze tak było i dopiero teraz jest bardziej widoczna, bo więcej ludzi o to pyta?
Mam pytanie może trochę z innej strony - czy jest jakaś tradycja, gdzie przejście w dorosłość religijną dziewcząt i chłopców było zawsze traktowane tak samo, bez tych rozróżnień? Ciekawi mnie, czy to w ogóle gdzieś naturalnie istnieje bez walki.
To jest dla mnie ważna obserwacja - że asymetria bar i bat micwy wynika ze specyficznej logiki tego systemu, gdzie publiczne zobowiązanie religijne historycznie należało do sfery męskiej. I zmiana tej logiki wymaga albo reformy rozumienia tej sfery, albo stworzenia równoległej przestrzeni dla kobiet. Oba ruchy dzieją się jednocześnie i dlatego to jest takie skomplikowane nawet wewnątrz samego judaizmu.
No i to jest serce sprawy, jak mi się wydaje. W tradycjach, które znam - zwłaszcza germańskich i słowiańskich - rytuały przejścia nie były 'zobowiązaniem prawnym' w żadnym sensie. Były potwierdzeniem zmiany statusu wobec wspólnoty i wobec sił, z którymi ta wspólnota pracowała. Czy to nie jest właśnie ta różnica, która sprawia, że w judaizmie problem jest tak ostry? Bo tam rytuał i prawo są splecione od samego początku.
Zaczekajcie - to jeśli bar micwa jako ceremonia to wynalazek średniowieczny, to czy reformatorzy w XIX i XX wieku, którzy tworzyli bat micwę, nie robili właściwie tego samego co wcześniejsi rabini? Czyli po prostu kolejna warstwa instytucjonalizacji czegoś, co wcześniej nie miało formy ceremonialnej?
