Chciałem otworzyć temat, który kręci się gdzieś na styku religii i społecznych zmian, bo bar micwa i bat micwa to moim zdaniem świetny przykład tego, jak żywa tradycja nie jest monolitem. Bar micwa dla chłopców to instytucja stara, zakorzeniona głęboko w halasze - chłopiec w wieku 13 lat staje się odpowiedzialny za wypełnianie micwot, może być wliczany do minjanu, może czytać Torę publicznie. Bat micwa jest natomiast stosunkowo nowym wynalazkiem - w zasadzie pierwsza oficjalna bat micwa odbyła się w 1922 roku w Nowym Jorku, zorganizowana przez Mordechaja Kaplana dla jego córki Judith. Ale tu zaczyna się robić ciekawie: bo w różnych nurtach judaizmu ta uroczystość wygląda zupełnie inaczej. W reformowanym jest niemal identyczna z bar micwą, w konserwatywnym bywa różna, w ortodoksji jest albo szczątkowa, albo w ogóle jej nie ma. Pytanie do dyskusji: czy to jest zdrowa ewolucja tradycji, czy może naruszenie czegoś fundamentalnego? I jak się to ma do podobnych napięć w innych religiach?
Ciekawy temat, ale chcę od razu zapytać - skąd bierze się to przekonanie, że rok 1922 to jest faktycznie pierwsza bat micwa? Słyszałam różne wersje, że wcześniej w gminach sefardyjskich były jakieś formy świętowania dojrzałości dziewcząt, choć nie nazywano tego bat micwą. Może to bardziej kwestia tego, co zostało udokumentowane i nazwane, a co się po prostu działo lokalnie bez wielkiej oprawy?
Mnie bardziej ciekawi to, co się dzieje wewnątrz tych różnych nurtów teraz, nie tylko historia. Bo rozumiem, że w ortodoksji bat micwa nie istnieje w formie publicznej, ale czy to znaczy, że te dziewczyny w ogóle nie mają żadnego przejścia? Czy 12 rok życia jest dla nich po prostu... niewidoczny rytualnie?
Słuchajcie, ja nie znam się za bardzo na judaizmie, ale to co opisujecie brzmi dla mnie podobnie do bierzmowania w katolicyzmie - też niby jest to moment 'dorosłości' w wierze, a w praktyce różnie to wygląda w różnych środowiskach. Czy ktoś wie, czy jest jakaś głębsza teologiczna analogia między bar micwą a bierzmowaniem, czy to tylko powierzchowne podobieństwo?
I właśnie tutaj jest ta różnica między chłopcem a dziewczyną w ortodoksji - chłopiec ma to przejście upublicznione i potwierdzone przez gminę, dziewczyna nie. Nawet jeśli teologicznie jest odpowiedzialna za micwot, to dla wspólnoty ta zmiana jest niewidoczna. Czy ktoś wie, jak to wpływa na poczucie tożsamości tych kobiet? Bo mnie to zastanawia nie tylko na poziomie ceremonii, ale też tego, co zostaje w człowieku po takim lub właśnie nie takim przejściu.
Widzę tu podobieństwo do tego, jak w wielu kulturach szamańskich albo w tradycjach runicznych inicjacja jest zawsze czymś, co musi być uznane przez starszych. Bez tego uznania kandydat może mieć wszystkie wewnętrzne doświadczenia, ale nie jest jeszcze 'tym kimś' dla grupy. Ale wracając do bat micwy - czy ktoś wie, jak się do tego mają gminy konserwatywne? Bo rozumiem skrajne pozycje: reform = pełna bat micwa, ortodoksja = nic, ale co w środku?
Mnie zastanawia jedno - kiedy mówi się o 'emancypacji' w kontekście bat micwy, to często zakłada się, że tradycja była 'zła' i trzeba ją poprawić. Ale czy nie można tego czytać inaczej? Może oddzielne role rytualne mężczyzn i kobiet w ortodoksji mają swoją wewnętrzną logikę, której my z zewnątrz po prostu nie rozumiemy? Nie bronię ortodoksji, pytam poważnie.
No właśnie, ale czy to nie jest typowe dla wielu religii, że mają jakieś eleganckie teologiczne uzasadnienie dla tego, żeby kobiety były gdzieś z boku? Prawosławni mówią o 'innej godności', nie 'niższej', katolicy to samo. A w praktyce wychodzi na to samo. Czy judaizm ortodoksyjny jest tu czymś wyjątkowym czy po prostu wersją tego samego wzorca?
Czytam tę dyskusję i zastanawiam się, czy reformy w judaizmie idą za jakąś głębszą przemianą rozumienia samej duchowości, czy to jest bardziej odpowiedź na zewnętrzne naciski społeczne. Bo to by miało znaczenie dla tego, czy zmiana jest trwała i 'autentyczna' z punktu widzenia tradycji.
Dobre pytanie, Jaśku, ale ja bym odwrócił optykę - czy rytuał bez tej konkretnej teologii jest 'pusty'? W tradycjach runicznych rytuał ma własną moc niezależnie od tego, jakie uzasadnienie intelektualne mu towarzyszą. Może bat micwa, raz wprowadzona, zaczyna działać na wspólnotę niezależnie od filozofii Kaplana?
Mnie tu zastanawia coś innego. Czy ta zmiana wpłynęła na to, jak dorosłe kobiety funkcjonują w tych kongregacjach? Bo jeśli bat micwa jest pełna, ale potem kobiety nadal nie mogą być rabinkami albo wchodzić do minjanu - to co ta inicjacja właściwie inicjuje?
Ale poczekajcie, bo chyba mieszacie poziomy. Inicjacja i status to dwie różne rzeczy. W wielu tradycjach wtajemniczenie kobiet i mężczyzn jest osobne i prowadzi do różnych ról - i to nie jest automatycznie hierarchia. Pytanie brzmi: czy różna rola oznacza niższy status, czy inną ścieżkę? To nie jest oczywiste.
Trochę to sprowadzamy do współczesnych kategorii politycznych. W ortodoksji minian jest pojęciem halachicznym, nie wyrazem 'wykluczenia' w sensie społecznym - kobiety są wolne od micwot zależnych od czasu właśnie dlatego, że ich status duchowy jest inaczej definiowany. Zgadzam się, że można to krytykować, ale ocenianie systemu halachicznego kategoriami zachodniego feminizmu to trochę jak ocenianie busoli za to, że nie mierzy temperatury.
Słuchajcie, ja wracam do czegoś konkretniejszego, bo ta dyskusja o feminizmie i ortodoksji może się kręcić w kółko. Czy ktoś wie, jak bat micwa wygląda w judaizmie reformowanym w Polsce dzisiaj? Bo mam wrażenie, że tu w Polsce ta tradycja jest w ogóle mało widoczna.
Nie wiedziałam, że w Polsce w ogóle są gminy reformowane. To ciekawe, że one muszą jednocześnie rekonstruować tradycję po Zagładzie i jednocześnie ją reformować. To chyba komplikuje całą rozmowę o tym, co jest 'autentyczne' w polskim judaizmie.
I to by właściwie odpowiadało na pytanie Stellarii o to, czy reforma jest 'autentyczna'. Może w tym kontekście ważniejsze jest pytanie o to, czy jest żywa i szczera - a nie czy zgadza się z jakimś abstrakcyjnym kanonem. Bat micwa w gminie, która odbudowuje się po Zagładzie, to coś innego niż bat micwa w spokojnej kongregacji w Nowym Jorku, nawet jeśli formalnie ceremonia wygląda tak samo.
Ale właśnie mnie tu ciekawi jedna rzecz. Bat micwa jako moment, kiedy dziewczynka 'staje się odpowiedzialna za micwot' - czy w kongregacjach, gdzie kobiety są zwolnione z wielu micwot zależnych od czasu, ta odpowiedzialność ma w ogóle tę samą wagę? Bo jeśli nie, to inicjacja inicjuje w coś innego.
Mogę odpowiedzieć na to z perspektywy tego, co sam czytałem. W ortodoksji bat micwa oznacza m.in. odpowiedzialność za micwot domu - szabat, czystość rytualną, modlitwę prywatną. To nie jest 'mniej', to jest inna dziedzina. Problem pojawia się wtedy, kiedy porównujemy przez pryzmat zachodniego pojęcia przestrzeni publicznej jako ważniejszej.
Czytałam kiedyś wywiady z kobietami ortodoksyjnymi i część z nich mówiła, że właśnie ta sfera domowa i rytualnej czystości jest dla nich centralnym wyrazem duchowości - nie traktują tego jako ograniczenia. Ale część mówiła odwrotnie. Więc chyba nie ma jednego głosu 'kobiet ortodoksyjnych' w tej sprawie.
To mnie prowadzi do pytania, które mam od początku tej dyskusji: czy bar micwa w swoich korzeniach w ogóle była 'inicjacją' w sensie duchowym, czy raczej prawnym? Bo jak rozumiem, chłopiec staje się zobowiązany do prawa, nie przechodzi żadnego obrzędu wtajemniczenia jak np. w tradycjach szamańskich. Czy to nie zmienia całą rozmowę?
O, to jest ciekawy obrót. Czyli bat micwa jest bardziej świadoma siebie jako rytuał, bo musiała zostać zaprojektowana. I może właśnie dlatego w wielu kongregacjach jest bardziej uroczasta i bardziej przygotowywana - bo nie jest oczywistością, jest wyborem.
Tu wrócę do pytania Wiktora, bo jest ważne dla całego wątku. Kaplan projektując bat micwę dla swojej córki w 1922 roku nie mówił: 'stwarzam nową inicjację'. On mówił: 'pozwalam wspólnocie zobaczyć dorosłość tej kobiety tak samo jak widzi dorosłość mężczyzny'. Intencja była egalitarna, nie magiczna. I myślę, że to odróżnia bat micwę od wielu innych ceremonii inicjacyjnych w innych tradycjach.
To ciekawe porównanie. W tradycjach, które znam, inicjacja często zmienia ontologicznie - przechodzisz przez próg i jesteś inną osobą. Bat micwa - szczególnie ta reformowana - brzmi bardziej jak publiczne uznanie czegoś, co i tak by nastąpiło. Czy to osłabia jej siłę rytualną, czy może wzmacnia przez demokratyzm?
Mam jedno pytanie do Jaśka, bo on chyba wie najlepiej - czy w tradycji ortodoksyjnej w ogóle są jakieś rytuały przejścia dla dziewcząt, które byłyby starsze niż bat micwa? Cokolwiek, co oznaczało wejście w dorosłość rytualnie, nawet nieformalnie?
Odpowiadając Agnisi - tak, było coś takiego i to starszego niż bat micwa. W tradycji aszkenazyjskiej dziewczynka w wieku 12 lat wchodziła w statusową dorosłość po prostu... automatycznie, bez żadnej ceremonii. Nikt jej nic nie robił, nikt jej nic nie mówił publicznie. Były pewne domowe zwyczaje, błogosławieństwo od ojca, coś w stylu rozszerzenia obowiązków w domu - ale żadnego publicznego momentu. Co ciekawe, właśnie ta niewidzialność kobiecego przejścia mogła być jednym z powodów, dla których bat micwa jako ceremonia synagogalna była tak silna emocjonalnie, kiedy w końcu się pojawiła.
czyli bat micwa jako ceremonia wypełniła pustkę, która wcześniej była strukturalnie wbudowana. To jest ciekawy mechanizm - nieobecność rytuału jest też pewnym komunikatem, prawda? Że to przejście nie wymaga świadków. Jak to zestawiasz z tym, co mówiłeś o Kaplanie - że chodziło mu o widzialność? Czy on sam to tak nazywał?
Dorzucę do tego, co Jasiek napisał - w tradycji sefardyjskiej sytuacja wyglądała trochę inaczej i były lokalne zwyczaje świętowania przejścia dziewcząt, choć różne w różnych diasporach. Maroko, Turcja, kraje arabskie - tam pojawiały się celebracje rodzinne. Więc ta 'niewidzialność' przejścia kobiecego nie była identyczna w całym judaizmie, tylko specyficznie aszkenazyjska. Co zmienia trochę narrację o bat micwie jako 'wynalezieniu z niczego'.
