Ten wątek z dorosłymi jest dla mnie bardzo ważny, bo pokazuje, że rytuał może być zarówno progiem jak i powrotem. Ale chciałam zapytać o coś, co chodzi mi po głowie od początku tej dyskusji - czy ktoś wie, jak wygląda nauka przed bat micwą w porównaniu z bar micwą? Znaczy, czy dziewczynki uczą się tych samych rzeczy, innych, czy w ogóle to jest porównywalne?
A czy ktoś może wie, jak to wszystko wygląda w środowiskach mieszanych - na przykład gdy jedno z rodziców jest żydowskie, a drugie nie? Czy wtedy w ogóle można zorganizować bat micwę i jak różne odłamy na to patrzą? Pytam bo to chyba coraz bardziej powszechna sytuacja.
Ten wątek z rodzinami mieszanymi pokazuje chyba, że bat micwa coraz częściej funkcjonuje jako rytuał identyfikacji kulturowej i wspólnotowej, niekoniecznie stricte prawno-religijnej. I zastanawiam się, czy to jest zagrożenie dla tradycji, czy po prostu naturalna ewolucja rytuału w diasporze. Bo w Izraelu pewnie ten kontekst wygląda zupełnie inaczej.
Właśnie - jak to jest w Izraelu? Tam państwo jest powiązane z ortodoksją w kwestiach osobistych, więc chyba oficjalnie bat micwy reformowane nie mają statusu religijnego. Ale czy to oznacza, że w Izraelu bat micwa w ogóle nie istnieje, czy istnieje jako coś prywatnego bez uznania instytucjonalnego?
Ale wtedy pojawia się pytanie, czy w ogóle możemy mówić o jednej instytucji 'bat micwy' czy o kilku różnych rzeczach, które używają tej samej nazwy? Bo bat micwa w Beit Warszawa, bat micwa w konserwatywnej synagodze w Nowym Jorku i bat micwa zorganizowana prywatnie przez rodzinę odkrywającą swoje korzenie - to brzmi jak trzy zupełnie inne rytuały, które po prostu mają wspólną etykietkę.
Hej, a jak to jest z samym momentem - bo przy bar micwa to jest konkretna data urodzin plus trzynasty rok, bardzo precyzyjnie. Przy bat micwa w różnych tradycjach to też jest dwunasty rok, tak? Ale czy ta różnica roku ma jakieś uzasadnienie religijne, czy to po prostu biologiczne założenie o wcześniejszej dojrzałości dziewcząt?
To co mówi Ludwinia pokazuje chyba, że rytuał przejścia nabiera sensu tylko wtedy, gdy otwiera dostęp do czegoś konkretnego. Jeśli po bat micwie kobieta i tak nie mogła robić wszystkiego, co mógł robić mężczyzna po bar micwie, to co właściwie miała celebrować? Przejście do pełnej odpowiedzialności przy braku pełnych praw?
Ale czy to nie odwraca pytanie, które zadał wcześniej Wiktor? Może nie jest tak, że bat micwa powstała jako efekt emancypacji - może to emancypacja wewnątrz wspólnoty liturgicznej umożliwiła w ogóle bat micwę jako sensowny rytuał. Jedno nie mogło być bez drugiego.
To znaczy, że bat micwa zaczęła się od jednego rabina, który po prostu wziął i zrobił? Bez żadnej debaty, konsensusu, głosowania? Jakoś wyobrażałem sobie, że coś takiego musiało poprzedzać wielkie obrady...
I to trochę zmienia to, jak myślę o tej całej dyskusji o emancypacji i tradycji. Bo wyszło na to, że bat micwa nie jest produktem ruchu kobiecego jako takiego, tylko decyzji jednego człowieka - i dopiero potem stała się symbolem czegoś większego. To jest chyba częsty schemat w historii religii?
Wracając do początku tego wątku - bo zaczęliśmy od pytania, czy bat micwa to zmiana tradycji czy jej kontynuacja. Po całej tej dyskusji mam wrażenie, że odpowiedź brzmi: to zależy od tego, kogo zapytasz i w jakim momencie historii. Dla Kaplana to była kontynuacja ducha, dla ortodoksji to była zmiana nie do przyjęcia. I oboje mówili o tej samej ceremonii z 1922 roku. Więc może pytanie jest po prostu źle postawione?
Hej, mam pytanie może trochę z boku, ale które mnie nurtuje od początku tej dyskusji - czy mamy jakieś dane, ile dziewczyn w Polsce w ogóle robi bat micwę? Bo rozmawiamy głównie o Ameryce i Izraelu, a zastanawiam się jak to wygląda bliżej.
To co mówi Jasiek jest ważne, bo otwiera nowy wymiar całej rozmowy. Bat micwa w diasporze z traumą Holokaustu to coś zupełnie innego niż bat micwa w Izraelu czy w spokojnej społeczności nowojorskiej. Czy ktoś wie, jak to wygląda w Niemczech? Tam chyba podobna sytuacja - odbudowana wspólnota, pytanie o tożsamość.
Zastanawiam się, czy gdzieś w tej dyskusji nie zgubiłyśmy czegoś ważnego. Mówimy o funkcjach rytuału, o historii, o emancypacji - ale co z samym przeżyciem dziewczynki albo chłopca, którzy to przechodzą? Czy ktoś z was miał kontakt z kimś, kto przez to przeszedł i mógłby powiedzieć jak to wygląda od środka?
Czytałem kilka wspomnień i relacji - i jest jeden motyw, który się powtarza głównie przy bat micwie, a rzadziej przy bar. To poczucie, że robi się coś, czego 'nie trzeba'. Dla części dziewczyn to jest źródłem mocy, świadomość że decydują się na coś wykraczającego poza minimum. Dla innych, szczególnie w bardziej tradycyjnych rodzinach, to powoduje niepewność - bo skoro nie trzeba, to po co właściwie? To napięcie jest chyba charakterystyczne tylko dla bat micwy.
Czyli paradoksalnie brak obligatoryjności może wzmacniać znaczenie rytuału dla tych, którzy świadomie go wybierają. W rozmaitych tradycjach widzę podobny wzorzec - dobrowolne zobowiązanie bywa mocniejszym doświadczeniem niż to wymuszone przez prawo zwyczajowe. Ciekawe, że judaizm ortodoksyjny, nie planując tego, stworzył warunki w których bat micwa może być głębszym aktem wyboru niż bar micwa.
Wracam do czegoś z początku naszej rozmowy - mówiliśmy o wieku, dwunasty rok dla dziewczyn, trzynasty dla chłopców. Ale czy w liberalnych gminach to jest ujednolicane? Znaczy czy bat micwa też jest w trzynastym roku żeby były równe, czy zostaje to dwunaste?
To jest chyba jeden z lepszych przykładów w całym wątku na to, że instytucje religijne mają wbudowane napięcia, których nie da się rozwiązać po prostu przez zmianę jednego elementu. Zmiana wieku bat micwy pociąga za sobą pytanie o uzasadnienie. Zmiana uzasadnienia pociąga za sobą pytanie o halachę. I tak dalej w kółko.
Chciałam się upewnić że dobrze rozumiem - czy to znaczy, że ortodoksja utrzymując dwunasty rok tak naprawdę jest wewnętrznie bardziej spójna niż reformowani, którzy zmienili na trzynasty? Paradoksalnie ortodoksja chroni tę niekonsekwencję bo przynajmniej ma dla niej uzasadnienie?
Słuchajcie, to co teraz rozmawiamy - o spójności systemów, o logice halachy, o tym co pociąga co - to jest właśnie ta religioznawcza perspektywa, o której chyba od początku brakowało mi słów. Jakoś intuicyjnie czułam że bat micwa to nie jest po prostu 'bar micwa dla dziewczynek', ale nie umiałam powiedzieć dlaczego. Teraz rozumiem.
I właśnie to jest ciekawe jako pytanie bardziej ogólne - kiedy patrzymy na inne religie, to czy podobne rytuały przejścia dla kobiet też powstawały późno albo w ogóle nie powstały? Bo chrześcijaństwo ma bierzmowanie dla obu płci, ale to już nowsza instytucja. Jak to wygląda na przykład w hinduizmie czy islamie - czy są tam rytuały przejścia stricte kobiece?
Pierwsza dokumentowana bat micwa w historii nowoczesnej to 1922 rok, Nowy Jork, Judith Kaplan - córka rabina Mordechaja Kaplana, twórcy ruchu rekonstrukcjonistycznego. On po prostu ją przeprowadził, bez pytania kogokolwiek o zgodę. To nie był wynik długiej debaty, raczej jednostkowy akt, który potem powoli stawał się wzorcem. Więc odpowiadając na pytanie Agnisi - to wywalczyły przez decyzję jednego reformistycznego rabina.
Czyli jeden rabin w 1922 roku i zupełnie nowy rytuał zaczyna się rozchodzić po świecie. To niesamowite jak rytuały mogą powstawać tak konkretnie, z datą i miejscem, i potem wyglądać jakby istniały od zawsze. Czy w ortodoksji jest jakaś oficjalna data albo deklaracja odrzucająca bat micwę, czy to po prostu nigdy nie zostało przyjęte?
to jest chyba ważna różnica między różnymi religiami w ogóle - jedne mają centralną władzę, która może coś zakazać albo nakazać, inne działają przez konsensus i autorytet. Ciekawe czy to wpływa na to jak łatwo albo trudno takim religiom się zmieniać? Mam wrażenie że bez centralnej władzy zmiany mogą być szybsze, ale też bardziej chaotyczne.
Zatrzymałam się na tym co powiedziała Martusia - że bat micwa próbuje replikować bar micwę zamiast tworzyć coś nowego. Czy to jest jej siła czy słabość? Bo z jednej strony to jest dołączenie do tradycji, ale z drugiej może to znaczy że na zawsze będzie 'tym gorszym', 'późniejszym'. Czy ktoś wie czy w środowiskach feministycznych żydowskich były propozycje żeby zamiast bat micwy stworzyć zupełnie odrębny rytuał?
To co opisuje Zywilka jest bardzo podobne do tego co dzieje się w wielu tradycjach kiedy jakaś wykluczona grupa dostaje dostęp do czegoś - zazwyczaj najpierw chce tego samego co mężczyźni, a dopiero potem, z czasem, pojawia się pytanie czy naprawdę to jest to czego chce. W kontekście rytuałów przejścia wydaje mi się że ta pierwsza faza jest nieunikniona. Musi się najpierw zaistnieć na tych samych zasadach, żeby móc potem budować coś własnego.
Wicca to ciekawe porównanie, ale zastanawiam się czy to nie jest trochę inny przypadek. Bat micwa musiała być rozpoznawalna dla wspólnoty żydowskiej, musiała mówić jej językiem - inaczej nie miałaby sensu jako rytuał religijny w tej konkretnej tradycji. A Wicca mogła robić co chciała bo nie miała w tle takiej długiej halachicznej historii. Czy to sprawiedliwe zestawienie?
