Ostatnio trafiłam na wzmianki o syberyjskim bóstwie zwanym Księciem Mira - w niektórych tradycjach Jakutów i Ewenków pojawia się postać związana z harmonią, urodzajnością ziemi i pośredniczeniem między ludźmi a duchami przodków. Zastanawia mnie jedno: kiedy na Syberię dotarło prawosławie, ta figura nie zniknęła całkowicie, tylko... się przeistoczyła. Gdzieniegdzie szamani zaczęli wplatać w swoje obrzędy elementy chrześcijańskie, a sama postać Księcia Mira zaczęła być utożsamiana z różnymi świętymi. Pytanie, które mnie nurtuje - czy to był zabieg strategiczny z ich strony, żeby przeżyć chrystianizację, czy po prostu naturalna fuzja, której nikt nie zaplanował? I drugie pytanie, może kontrowersyjne: czy dawne obrzędy związane z tą postacią miały też wymiar płciowy - i co właściwie się z tym stało po narzuceniu chrześcijańskiego modelu?
To bardzo konkretny temat i cieszę się, że ktoś go otworzył, bo syberyjski szamanizm jest rzadko omawiany poza kontekstem ogólnikowych haseł o bębnach i transach. Muszę jednak od razu doprecyzować jedną rzecz - 'Książę Mira' to nie jest jedna spójna postać w jakimś jednym panteonie. Wśród różnych ludów Syberii funkcjonują różne nazwy i różne koncepcje. U Jakutów mamy ajyy - bóstwa górnego świata, m.in. Biały Stwórca Aar Tojon. U Ewenków są bugi - duchy-opiekuny. Więc żebyśmy nie rozmawiali o zlepku - skąd pochodzi konkretnie ta nazwa 'Książę Mira'? Bo mnie ona kojarzy się bardziej z tłumaczeniami rosyjskich etnografów z XIX wieku, którzy nakładali chrześcijańskie kalki na lokalne pojęcia.
Nie słyszałam wcześniej o Księciu Mira i trochę się gubię, ale mam pytanie do tego co napisał Ismer - co znaczy, że szamanizm 'przeżył mocniej'? Chodzi o to, że ludzie nadal praktykują, czy że ta wiedza była przekazywana w jakiś ukryty sposób? Bo czytałam gdzieś, że w ZSRR szamanów prześladowano i część tradycji po prostu zniknęła.
Wracając do pytania z pierwszego postu o wymiar płciowy tych obrzędów - to jest temat, który w wielu tradycjach szamańskich jest bardzo przemilczany, też z powodu wstydu badaczy i tłumaczy. W szamanizmie syberyjskim seksualność w kontekście rytualnym pojawia się kilka razy. Primo: szaman mógł mieć 'duszę-żonę' lub 'duszę-męża' z innego świata - czyli ducha opiekuńczego płci przeciwnej, z którym łączyła go quasi-erotyczna relacja. To nie jest metafora - w opisach etnograficznych jest to traktowane dosłownie. Secundo: niektóre inicjacje szamańskie zawierały elementy zmiany płci lub androgynii rytualnej. Misjonarze to zwalczali w pierwszej kolejności, bo to było dla nich absolutnie nie do przyjęcia.
Mnie tutaj uderza pewna analogia do tantry - tam też relacja z bóstwem ma wymiar quasi-erotyczny, i też jest to zupełnie dosłownie rozumiane na pewnych poziomach praktyki. Zresztą androgynizm rytualny to temat pojawiający się w wielu tradycjach - Ardhanariśwara w hinduizmie, niektóre interpretacje Metatrona w kabale, albo chociażby rytualne przebrania w średniowiecznych obrzędach karnawałowych. Może to jest jakiś archetyp przekraczania granic płci jako warunek dostępu do mocy?
Wracam do wątku chrystianizacji, bo to mi się wydaje centralny problem tego tematu. Mam zanotowane z jednej lektury - chyba to był Czapli-Wojciechowska albo podobne polskie źródło o religiach Syberii - że prawosławni misjonarze stosowali dwie strategie. Pierwsza: chrzczenie i zostawianie lokalnych praktyk, zakładając że same wygasną. Druga, późniejsza: aktywne ściganie szamanów i konfiskata bębnów. Która z tych strategii była bardziej skuteczna w niszczeniu tradycji? Bo to mi wydaje się kluczowe dla zrozumienia co przeżyło, a co nie.
Czytam tę rozmowę z dużym zainteresowaniem i mam pytanie może trochę z boku - wspomniałyście o rytualnej relacji szamana z duchem-partnerem jako o czymś dosłownym. Czy to oznacza, że był jakiś konkretny rytuał, w trakcie którego ta 'relacja' była przeżywana? Jak to wyglądało? Pytam serio, nie prowokacyjnie.
To niesamowite, że ten temat dotyka czegoś, o czym nigdy nie słyszałem w żadnym popularnym opracowaniu o szamanizmie. Zawsze jest ten sam zestaw: trans, bęben, podróż do dolnego i górnego świata, uzdrawianie. A tu nagle pojawia się zupełnie inna warstwa. Mam pytanie do Bryzy albo Rodis - czy te duchy-partnerzy mieli jakieś imiona, formy? Były opisywane jako konkretne postaci, czy bardziej jako energie?
Słucham tej rozmowy i mam mieszane uczucia. Z jednej strony to serio brzmi jak ciekawy temat religioznawczy. Z drugiej - zastanawiam się, czy my tutaj nie rzutujemy współczesnego rozumienia 'seksualności' na kultury, które mogły te rzeczy rozumieć zupełnie inaczej. Czyli: może to co my nazywamy 'intymną relacją z duchem' dla nich było czymś bez żadnego ładunku erotycznego - po prostu innym typem więzi? Czy mamy jakieś dowody na to, że sami szamani rozumieli to w kategoriach, które my nazwalibyśmy seksualnymi?
To co Mimoza opisuje z tymi relacjami etnograficznymi to ważny trop, ale mam pytanie - czy te opisy pochodzą głównie z XIX wieku, czy są też nowsze badania terenowe, które to potwierdzają? Bo mam wrażenie, że Radłoff i jemu współcześni mieli jednak specyficzny filtr - pisali dla europejskich czytelników, więc albo przemilczali albo wręcz przeciwnie, uwypuklali pewne 'egzotyczne' elementy pod kątem tego, co europejski odbiorca chciał usłyszeć.
Dodam do tego co Bryza mówi - są też nowsze badania. Caroline Humphrey robiła pracę terenową wśród Buriatów już w epoce postsowieckiej i jej zapisy rozmów z szamanami są zupełnie innego charakteru niż te XIX-wieczne. Oczywiście kontekst jest już inny, bo to jest środowisko, które przeszło przez komunizm i wraca do tradycji, więc też nie jest 'czyste'. Ale to co ją uderzyło to właśnie ta ciągłość pewnych wyobrażeń mimo wszystkich przerw.
A co z tym Księciem Mira konkretnie - czy w tych nowszych badaniach też się pojawia jako postać? Bo z tego co rozumiem z wcześniejszej rozmowy, to nie do końca wiadomo, czy to jest historyczne bóstwo, czy może coś zrekonstruowanego albo wręcz przejętego z prawosławia i wtórnie 'zszamanizowanego'?
To jest bardzo dobre pytanie i odpowiedź jest trochę niekomfortowa - prawdopodobnie obie możliwości są równocześnie prawdziwe. 'Książę Mira' jako nazwa może być późna, ale wyobrażenie bóstwa lub ducha opiekuńczego o cechach, które się pod tą nazwą kryją - pośrednik między światami, władca przestrzeni między żywymi a umarłymi - jest znacznie starsze i pojawia się w różnych tradycjach syberyjskich pod różnymi imionami.
Mam notatki z jednej konferencji religioznawczej, gdzie ktoś opisywał podobny mechanizm dla terenów Uralu - że w momencie chrystianizacji powstawały postacie, które funkcjonowały dwutorowo: miały chrześcijańskie imię lub tytuł, ale ich kult był w praktyce przedchrześcijański. Lokalna ludność mogła udowadniać misjonarzom, że 'czci świętego', podczas gdy faktycznie odprawiała stare obrzędy. Czy tu mogło być podobnie?
Przepraszam że wchodzę z takim podstawowym pytaniem, ale co to dokładnie oznacza, że Książę Mira jest 'władcą przestrzeni między żywymi a umarłymi'? To brzmi jak coś bardzo podobnego do tego, czym jest np. Anubis albo Hermes Psychopomp w innych tradycjach. Czy on prowadzi dusze, czy raczej strzeże jakiejś granicy?
A mam pytanie o te obrzędy z wymiarem erotycznym o których Bryza pisała wcześniej - skoro szaman miał 'duszę-żonę' z duchowego świata, to czy to znaczy że zwykłe kobiety w plemieniu go traktowały jako niedostępnego? Czy może on miał normalną rodzinę i tę duchową równolegle? Bo to brzmi jakby tworzył podwójne życie jakieś.
To co Bryza mówi o zazdrości ducha jest niesamowite - bo to sugeruje, że szaman traktował tę relację jako równie realną, a może nawet bardziej wiążącą niż ziemskie małżeństwo. Czy są jakieś opisy tego, jak to wyglądało z perspektywy żony czy rodziny szamana? Czy oni też to tak odczuwali?
Przepraszam że się wtrącę z zupełnie innego kąta - ale czy ktoś wie, czy są jakieś karty tarota albo systemy wróżbiarskie, które nawiązują do tej symboliki szamańskiej? Pytam bo to mi przypomina Hierofanta albo Kapłana Wysokiego, który też stoi na granicy dwóch światów i jest pośrednikiem.
Wracając do Księcia Mira i chrystianizacji - zastanawia mnie jedna rzecz. Prawosławie ma bardzo rozbudowany kult świętych, właściwie każda miejscowość miała swojego patrona. Czy misjonarze próbowali zastępować lokalne duchy i bóstwa konkretnymi świętymi? Tak żeby nie 'Książę Mira' ale np. Mikołaj Cudotwórca przejął jego funkcję?
To co Mimoza pisze o Mikołaju mi się bardzo układa z tym, co wiem o podobnych procesach w innych częściach Europy - w Polsce np. wiele świętych miejsc maryjnych jest dokładnie tam, gdzie wcześniej były miejsca kultu przedchrześcijańskich bogiń. To nie jest przypadkowe rozmieszczenie. Kościół to robił świadomie - nie 'wymazywał' starego miejsca mocy, tylko przyklejał nową nazwę. Czy na Syberii było podobnie z konkretnymi miejscami?
Przepraszam że wchodzę z naiwnym pytaniem, ale czy to znaczy, że przez setki lat ludzie chodzili do kościoła i jednocześnie po kryjomu robili szamańskie obrzędy? I nikt tego nie zauważał? Proboszcz, sąsiedzi?
A właśnie - Rodis wspomniała o polskich dokumentach, a ja się zastanawiam czy te obrzędy z elementem ertotycznym, o którym Bryza mówiła, też były opisywane w tych kościelnych skargach? Bo wyobrażam sobie, że to by strasznie biskupów denerwowało 🙂
To co Ismer mówi o 'rytualnie zdyscyplinowanej praktyce' jest ciekawe, bo sugeruje, że element erotyczny w obrzędach nie był chaosem, tylko miał jakieś ścisłe zasady i znaczenie. Czy ktoś wie, jak to wyglądało konkretnie w kontekście tej syberyjskiej tradycji? Bo cały czas mówimy ogólnie, a tu jest jakiś konkretny Książę Mira.
Czyli to był rodzaj mistycznego zaślubin? To mi przypomina coś z tradycji zachodniej - chyba zakonnice są symboliczne 'oblubienicami Chrystusa'? Czy to mogło być podobne w sensie struktury, nawet jeśli zupełnie inne kulturowo?
Mam wrażenie, że gubimy Księcia Mira jako konkretną postać. Czy ta hierogamia, o której mówi Rodis, jest z nim związana bezpośrednio? Czy szaman wchodzący w kontakt z Księciem Mira też miał tę relację erotyczną - i co z tego wynikało dla samego obrzędu przejścia między światami?
Ojej, to znaczy że szaman mężczyzna ubierał się jak kobieta? I to było akceptowane przez społeczność? Pytam bo mam sąsiada który twierdzi że u Słowian też było coś takiego z guślarkami i to jest ciekawe że podobne rzeczy mogły być w tak różnych miejscach.
Brzmi to jak coś, co kompletnie nie mieściło się w głowie misjonarzom. Oni przychodząc z gotowym schematem grzechu i czystości musieli to widzieć jako absolutny skandal. Czy to było jeden z głównych zarzutów w tych kościelnych dokumentach o których mówiła Rodis?
