Ostatnio wróciłam do lektury opisów ekstatycznych doświadczeń proroków i zaczęło mnie nurtować coś, o czym rzadko się tu mówi wprost. Muhammad podczas pierwszego objawienia miał drgać, tracić świadomość otoczenia, oblewa go zimny pot mimo gorąca - to brzmi jak klasyczny trans dysocjacyjny. Ale czytam podobne opisy u Izajasza, kiedy widzi tron Boga i Serafinów, albo u Zaratusztry przy jego wizjach Ahury Mazdy. Czy ktoś z was kiedyś zestawiał te relacje? I czy myślicie, że cuda i uzdrowienia, które po takich doświadczeniach przeprowadzali ci ludzie, mają wspólny mianownik - czy to stan zmienionej świadomości, który otwiera coś realnego, czy może mózg sam sobie wszystko funduje?
To jest dobre pytanie, ale chciałabym od razu rozbić je na dwie części, bo mi się wydaje, że tutaj miesza się wątek proroków z wątkiem uzdrowień i to są jednak różne rzeczy. Prorocy mieli wizje, ale czy sami kogoś uzdrawiali regularnie? Jezus tak, Mahomet raczej nie był znany z cudów uzdrowienia - a przynajmniej nie jest to centralne w hadisach. Skąd wziął się pomysł, żeby te tradycje zestawiać akurat pod kątem uzdrowień?
Mogę dorzucić coś od strony praktycznej. Uczestniczyłam kiedyś w rytuale uzdrowienia w tradycji sufickiej - sama byłam obserwatorem. Ten człowiek, który prowadził, był w zupełnie innym stanie. Zamknięte oczy, oddech bardzo wolny, ruchy automatyczne. I kilka osób twierdziło potem, że coś poczuły. Jedna kobieta mówiła, że ustał jej przewlekły ból głowy. Ale jak mam to ocenić? Nie wiem, czy to była sugestia zbiorowa, czy coś więcej.
Chcę wrócić do pytania o trans, bo myślę, że tu leży serce tej dyskusji. We wszystkich tych tradycjach - sufickiej, szamańskiej, ale też w opisach biblijnych ekstatycznych proroków jak Ezechiel czy Elizeusz - stan zmienionej świadomości jest warunkiem wstępnym, nie efektem ubocznym. Ezechiel pada jak martwy, Muhammad drżał i tracił oddech, Zaratustra opisuje bezpośrednie pytania i odpowiedzi z Ahurą, które strukturą przypominają doświadczenie wewnętrznego głosu, a nie racjonalny dialog. Pytanie nie brzmi 'psychiczne czy realne' - pytanie brzmi, czy te stany otwierają dostęp do czegoś, czego normalny umysł nie dosięga.
Ale właśnie - jeśli zredukujemy to do neurologii, to tracimy sens pytania o to, co te religie naprawdę twierdzą. One nie twierdzą, że prorok miał dobry poziom endorfin. Twierdzą, że działała przez niego łaska boska, baraka, Duch Święty. Jak wy w ogóle podchodzicie do tej warstwy? Bo mam wrażenie, że za każdym razem, gdy zaczynamy omawiać cuda religijne, rozmowa spada na poziom biologii i tam ugrzęźnie.
Przeczytałam wszystkie posty i mam pytanie może naiwne, ale chcę zrozumieć - czy w tych religiach uzdrowienie przez proroka czy świętego jest zawsze przez dotyk, przez modlitwę, czy też może przez samą obecność? Bo widziałam filmy o uzdrowicielach i tam często jest dotyk. Ale Jezus czasem uzdrawiał na odległość.
Przy darshanie mnie zawsze zastanawiało, czy to działa przez energię, którą guru faktycznie wysyła, czy przez stan skupienia, w który wprowadza osobę patrzącą. Bo jak siedzisz i patrzysz na kogoś z wielką uwagą i oddaniem, to sam wchodzisz w inny stan.
Te doświadczenia są cenne i nie mówię tego z ironią. Ale właśnie o to chodzi w tym temacie - każda tradycja ma swoją interpretację tego samego typu przeżycia. Pelciaa opisuje je w kategoriach katolickich, Martynka w buddyjskich, suficki szejk operuje kategoriami islamu. Trans, ciepło, ból który ustępuje - to są powtarzające się fenomeny. Różni się tylko ramka znaczeniowa.
No to wróćmy do Muhammada i Zaratusztry, bo Klaudia zaczęła od konkretnego pytania o proroków. U Zaratusztry w Gatach mamy te dialogi z Ahurą - tam on pyta wprost: 'Kto stworzył drogę gwiazd, kto trzyma ziemię?' To brzmi jak wewnętrzny dialog kogoś w głębokiej kontemplacji, nie jak objawienie z zewnątrz.
To napięcie jest w islamie obecne od początku. Oficjalnie Mahomet jest tylko człowiekiem i posłańcem - to jest dogmat. Ale praktyka ludowa i suficka rozwijała kult jego osoby, relikwii, miejsc z nim związanych. Odwiedzanie jego grobu w Medynie, dotykanie odcisku stopy - to istnieje i to jest uzdrawiające dla milionów. Ortodoksja wahabicka to odrzuca, sufizm obejmuje. Więc masz dwa islamy z dwoma odpowiedziami na twoje pytanie.
A czy te relikwie w islamie działają tak samo jak relikwie w katolicyzmie? Bo ja zawsze myślałam, że to specyficznie chrześcijańska tradycja, a tu słyszę, że jest to szersze.
No i tu właśnie jest pytanie, czy ta wiara proszącego jest tym, co naprawdę działa, czy wiara jest tylko kluczem do czegoś realniejszego. Bo jeśli powiemy, że tylko wiara, to redukujemy całość do psychologii. A tradycje chyba nie chcą tego powiedzieć.
Mam wrażenie, że my cały czas używamy słowa 'wiara' jakby to było jedno. Ale wiara jako intelektualne przekonanie to zupełnie co innego niż wiara jako stan ciała, jako skupienie całej uwagi. Przy uzdrowieniach chyba chodzi o to drugie, prawda?
Chcę zapytać o coś, co może głupie brzmi, ale - czy w tych tradycjach jest jakaś różnica, kto prosi o uzdrowienie? Znaczy, czy intencja chorego jest ważna tak samo jak to, co robi uzdrowiciel? Bo wyobrażam sobie sytuację, gdzie ktoś przychodzi totalnie sceptycznie i co wtedy?
Ale zaraz - to znaczy, że jeśli uzdrowienie nie nastąpiło, to zawsze wina pacjenta? Bo to brzmi jak gotowe wytłumaczenie na każdą porażkę. Niedowiarek? Sam sobie winien. To trochę nieweryfikowalne.
Macie rację i to jest uczciwy zarzut. Ale zauważcie, że ten sam problem mają też teorie placebo - nie każde placebo działa, a nikt nie potrafi przewidzieć, u kogo zadziała. Psychologia też nie ma tu prostej odpowiedzi. Niefalsyfikowalność nie jest wyłącznie problemem religijnym.
Dodam, że są tradycje, gdzie uzdrowienie następuje wbrew woli i wiedzy chorego. Opisy uzdrowień na odległość w tradycji tybetańskiej, ale też w chrześcijańskiej, dotyczą osób, które w ogóle nie wiedziały, że ktoś za nie się modlił. To wyjmuje argument o wierze pacjenta z centrum, przynajmniej w tych przypadkach.
W procesach beatyfikacyjnych Kościół katolicki zbiera właśnie takie przypadki - i jednym z wymogów formalnych jest to, że cud musi być niewyjaśniony medycznie i może dotyczyć osoby, która nie była świadoma wstawiennictwa. Jest biuro medyczne w Watykanie, które to weryfikuje. Nie mówię, że są nieomylni, ale procedura przynajmniej próbuje to oddzielić od prostego placebo.
O właśnie, właśnie to chciałam powiedzieć bo niedawno czytałam o procesie beatyfikacyjnym Jana Pawła II i tam był przypadek kobiety z Parkinsona która wyzdrowiała i ona nawet nie wiedziała dokładnie kiedy jej ktoś się pomodlił. To niesamowite naprawdę.
Wracając do wątku o prorokach i stanach transowych - bo myślę, że go trochę porzuciliśmy. Klaudia na początku pytała o podobieństwo doświadczeń Muhammada, Mojżesza, Izajasza, Zaratusztry. Mnie zastanawia fizyczna strona tych opisów. U Izajasza jest węgiel żarzący przykładany do ust, u Muhammada jest ból, pot, dzwonienie. U Zaratusztry są właśnie te dialogi. To brzmi jak różne modalności wejścia w podobny stan - ale czy efekty były podobne?
No właśnie, to jest coś, o czym rzadko się mówi. Prorocy nie pisali protokołów medycznych. Pisali w konwencji literackiej swojej epoki. Więc nawet jeśli doświadczenie było autentyczne, jego opis przeszedł przez filtr tego, co w tamtej kulturze było uznane za właściwy język opisu spotkania z boskością.
Mnie zastanawia coś innego w tym wszystkim. Czy w tych tradycjach te stany transowe były warunkiem koniecznym do uzdrawiania? Znaczy - czy prorok/uzdrowiciel musiał wejść w ten stan, żeby działało? Bo jeśli tak, to jest jakaś wspólna logika: uzdrowienie jako przepływ przez zmieniony stan świadomości.
A Zaratustra? Bo o nim jest tu stosunkowo mało. Wiem, że miał serię wizji, ale czy w tych wizjach były jakieś elementy uzdrowicielskie, czy raczej tylko doktrynalne?
Czekajcie, czyli Zaratustra używał jakiejś rośliny halucinogennej? I to jest oficjalnie uznane przez religioznawców? Bo jakoś nigdy o tym nie słyszałem i to brzmi dość mocno.
Dobra, ale to otwiera inne pytanie. Jeśli ci prorocy i uzdrowiciele używali substancji, to co to mówi o autentyczności ich doświadczeń? Czy to znaczy, że można to sprowadzić do chemii? Pytam szczerze, bo nie wiem, co o tym myśleć.
Mnie to zawsze przypomina pytanie o sny - czy to że mózg je produkuje, sprawia, że nie są prawdziwe? Jeśli ktoś we śnie dostaje informację, która potem się sprawdza, to neurobiologia tego snu nic nam o tym nie mówi.
Jestem trochę z boku tej dyskusji ale chcę dodać jedno. Pracuję z osobami po ciężkich chorobach i znam kilka przypadków, gdzie ludzie mówili o przełomie właśnie po jakimś intensywnym doświadczeniu religijnym - nie zawsze uzdrowieniu fizycznym, ale jakimś głębokim spokoju, który potem miał wpływ na zdrowie. Medycyna nazywa to wpływem stanu psychicznego na układ immunologiczny. Religijnie to łaska. Może to nie są dwie różne rzeczy, tylko dwa języki tego samego.
