Poczekajcie, bo chcę się upewnić, że dobrze rozumiem. Typologiczne podobieństwo znaczy, że dwie tradycje mogły dojść do podobnych wniosków niezależnie? Tak jak różne kultury wymyśliły piramidy, nie dlatego że się kontaktowały, tylko dlatego że to dobry kształt na dużą budowlę?
Ale czy to nie jest trochę zbyt wygodne wytłumaczenie? Bo jeżeli każde podobieństwo można zbyć słowem 'zbieżność typologiczna', to właściwie nigdy nie da się udowodnić żadnej transmisji kulturowej. Gdzieś musi być granica między przypadkowym podobieństwem a rzeczywistym wpływem, prawda?
Co to jest to consolamentum? Słyszałam tę nazwę, ale właściwie nie wiem co to był za rytuał. Czy to było jak chrzest?
Consolamentum to był rytuał nałożenia rąk - jedyne prawdziwe 'uświęcenie', jakie katarzy uznawali. Przyjmowało się go zazwyczaj albo przy inicjacji na doskonałego, albo na łożu śmierci jako ostatnie pojednanie. Wierzono, że uwalnia duszę z materii i otwiera jej drogę do powrotu do boskiego światła. To był absolutny centralny punkt ich duchowości, dlatego doskonali byli tak ważni - tylko oni mogli tego consolamentum udzielać.
Czyli jak ktos przyjął to 'consolamentum' na łóżu śmierci to się zbawił? A co jezeli wyzdrowiał? Zostawał doskonałym bez wyboru? To wydaje się trochę... straszne.
To naprawdę niesamowite jak każdy aspekt tej historii ma te dwie warstwy - jak to wyglądało naprawdę i jak to przedstawiała inkwizycja. Ale wracając do głównego pytania wątku - czy jest coś podobnego do consolamentum u manichejczyków? Jakiś rytuał, który by spinał te tradycje?
U manichejczyków też istniał podział na 'wybranych' i 'słuchaczy', i też funkcjonowało coś w rodzaju inicjacji przez nałożenie rąk przy przejściu do grupy wybranych. To nie jest identyczne z consolamentum, ale struktura jest uderząco podobna - mamy elitę religijną żyjącą według surowych reguł i lud, który ich otacza i wspiera materialnie. Ten schemat przechodzi przez paulicjan, bogomiłów, katarów prawie niezmieniony.
Waldensowie to osobna historia i tu wchodzi ważne rozróżnienie - oni nie byli dualistami. Piotr Waldo z Lyonu w XII wieku nie głosił, że materia jest zła ani że istnieją dwa bóstwa lub zasady. To był ruch ewangeliczny - ubóstwo apostolskie, bezpośredni dostęp do Biblii, kazanie przez świeckich. Herezja polegała głównie na tym, że działali bez zgody Kościoła. Pod tym względem waldensowie są bliżej późniejszych protestantów niż katarów.
To po co waldensów w ogóle wrzuca się do jednego worka z katarami i bogomiłami? Jak trafili do tego tytułu wątku?
To jest właśnie pułapka, w którą wpada wiele opracowań - Kościół i inkwizycja często traktowali wszystkich heretyków jako jeden ruch, nawet jeśli różnili się fundamentalnie. Waldensowie byli prześladowani podobnymi metodami i w podobnym czasie co katarzy, więc w źródłach kościelnych często ich ze sobą mieszano. A potem nowożytni historycy czasem bezkrytycznie powielali tę kościelną perspektywę. Waldensowie to ruch reformatorski, nie dualistyczny - choć region i epoka się pokrywają.
Czyli waldensowie przeżyli? Katarzy zostali wymordowani w krucjacie, a waldensów co spotkało?
Więc waldensowie mają ciągłość instytucjonalną, której katarzy nie mają - i właśnie o tym mówiła wcześniej Berkana przy tych neokatarach z Langwedocji. To naprawdę uderza ta różnica. Ale czy ktoś mi powie - jeśli waldensowie nie byli dualistami, to jaki właściwie był ich główny problem z Kościołem poza tym brakiem zgody na działanie?
Zostałem z tym pytaniem Heksagrama o waldensów i muszę powiedzieć, że to bardzo dobre pytanie, bo właśnie tu leży sedno całego nieporozumienia. Waldensowie mieli z katarami i bogomiłami wspólne tylko jedno - odrzucenie autorytetu Kościoła rzymskiego i powrót do ubóstwa apostolskiego. Ale motywacja była zupełnie inna. Katarzy odrzucali hierarchię, bo uważali materię za złą, a więc i instytucje ziemskie za dzieło złego boga. Waldensowie odrzucali ją, bo uważali, że Kościół po prostu się skompromitował bogactwem i korupcją. To różnica jak między gnostycką kosmologią a ruchem reformatorskim.
Kościół rzucał na nich podobne zarzuty formalnie, ale treść była inna. Waldensów oskarżano głównie o nieuprawnione głoszenie Słowa Bożego - mężczyźni i kobiety bez święceń kapłańskich wychodzili na place i czytali Ewangelię po prowansalsku, co samo w sobie było uznawane za przewrót. Przypomnę, że Waldo zlecił nawet tłumaczenie Biblii na język ludowy, co wówczas było aktem wywrotowym. Natomiast zarzuty teologiczne wobec katarów były głębsze - herezja dualistyczna, odrzucenie Wcielenia, negacja zmartwychwstania ciała. To zupełnie inne kategorie.
Czyli inkwizycja wrzucała ich do jednego worka z czystej wygody administracyjnej? Mam wrażenie, że to jest coś, co historycy chyba później musieli żmudnie odkręcać, żeby zrozumieć co było czym.
To jest jedna z kluczowych bolączek badań nad kataryzmem i szerzej nad ruchami heretyckimi. Mamy kilka typów źródeł - dokumenty inkwizycyjne, czyli protokoły przesłuchań, traktaty polemiczne pisane przez teologów katolickich przeciwko heretykom, oraz bardzo nieliczne teksty samych 'heretyków', które przetrwały. Ten trzeci typ jest bezcenny, ale rzadki. W przypadku katarów mamy kilka oryginalnych tekstów - tak zwany Rytuał Katarow w dwóch wersjach, okscytańskiej i łacińskiej, oraz traktat filozoficzny. Dla bogomiłów to jeszcze trudniejsze, bo większość ich tekstów znamy przez prawosławnych polemistów. Każde z tych źródeł ma swoje filtracje i zniekształcenia.
Czyli właściwie mamy obraz katarów narysowany głównie przez ich prześladowców? To trochę tak jakby historię Słowian rekonstruować wyłącznie z kronik frankońskich. Ciekawe ilu rzeczy możemy być naprawdę pewni.
Przepraszam że sie wtrące, bo ja troche gorzej rozumiem te rzeczy, ale czy te protokoły inkwizycyjne to sa takie jak stenogramy z przesłuchan? Czy wiadomo np. ile osob przez to przeszło w tych regionach katarskich?
Ta wioska Montaillou brzmi jak coś co chciałbym przeczytać. Ale wróćmy do głównego wątku - czy w tych zeznaniach z Montaillou albo gdziekolwiek indziej jest coś co bezpośrednio wskazuje na znajomość tradycji manichejskiej? Jakaś konkretna doktryna, którą katarzy sami identyfikowali jako starożytną?
To jest naprawdę dobre pytanie i odpowiedź jest nieoczekiwana - katarzy nie identyfikowali się z manichejczykami. W ogóle. Uważali się za prawdziwych chrześcijan, za tych, którzy zachowali autentyczną naukę Chrystusa, zanim Kościół ją wypaczył. Z ich własnej perspektywy nie byli kontynuatorami żadnej wschodniej herezji, tylko powrotem do źródeł. To my, z zewnątrz, widzimy podobieństwa strukturalne. Oni sami ich nie artykułowali.
Ale tu jest subtelna różnica między tym, co grupa o sobie myśli, a tym, skąd faktycznie pochodzi. Nikt nie chodzi z kartką 'jestem manichejczykiem' - doktryny podróżują przez ludzi, którzy często nie wiedzą skąd pochodzi to, czego ich nauczono. Bogomiłowie bałkańscy, od których katarzy prawdopodobnie przejęli część teologii przez kontakty handlowe i pielgrzymkowe w XI-XII wieku, sami też nie mówili 'głosimy manicheizm'. Transmisja idei rzadko jest świadoma. Stąd ta trudność - możesz przekazać treść doktryny bez przekazania jej historii.
To mnie zastanawia od jakiegoś czasu - jak wyglądały te kontakty między bogomiłami a katarami? Bałkany i Langwedocja to spory kawał drogi w XII wieku. Czy wiadomo coś konkretnego o tym jak ta doktryna mogła tam dotrzeć?
Poczekaj, ten dokument jest kwestionowany? To na ile możemy mu ufać? Bo jeśli to jest jeden z kluczowych dowodów bezpośredniego kontaktu, a historycy się spierają o jego autentyczność, to cała ścieżka transmisji staje się mniej pewna.
Czyli nawet bez tej konkretnej charty, kontakty były, tylko nie wiemy dokładnie jak intensywne i co dokładnie przekazywały? Mam wrażenie, że im głębiej wchodzimy w ten temat, tym bardziej granica między 'wiem' a 'domyślam się' staje się płynna. Ale to chyba jest normalny stan w historii idei, prawda?
To chyba jest sedno całej tej dyskusji - działamy na pograniczu wiedzy i domysłu, i trzeba to uczciwie przyznać. Ale mam pytanie do tego co powiedziała Berkana wcześniej o tym, że katarzy nie identyfikowali się z manichejczykami. Czy to w ogóle mogło być świadome - tzn. czy bogomiłowie, od których katarzy mogli przejąć doktrynę, też nie używali terminu 'manichejski' do opisu siebie?
Ale jeśli żaden z tych ruchów nie nazywał siebie manichejskim, a my przypisujemy im manichejskie wpływy - to na jakiej właściwie podstawie? Bo jeśli to tylko podobieństwo doktrynalne, to może to po prostu są idee, do których różne grupy dochodziły samodzielnie?
To jest klasyczny problem w historii religii - jak odróżnić genetyczne pokrewieństwo od typologicznego podobieństwa. Dualizm dobra i zła, ciała i ducha, Boga stwórcy i Boga transcendentnego - to są pytania, na które wiele kultur odpowiadało podobnie, niekoniecznie się znając. Ale w przypadku bogomiłów mamy konkretne geograficzne i czasowe ogniwa - Paulicjanie z Armenii, Bogomiłowie z Bałkanów, potem kontakty z Zachodem. To nie jest samo podobieństwo, to jest możliwa do narysowania mapa.
