Chciałam otworzyć ten temat, bo od dawna mnie nurtuje pewna kwestia - mamy trzy starożytne tradycje chrześcijańskie, które oderwały się od Kościoła powszechnego po Chalcedonie w 451 roku: Koptów, Asyryjczyków i Greków (choć ci ostatni to trochę oddzielna historia, bo schizma z 1054 jest późniejsza). Każda z tych grup wypracowała własną teologię wcielenia, własne rozumienie natury Chrystusa, własny kanon liturgiczny. I co mnie szczególnie ciekawi - każda z nich inaczej patrzy na kwestię walki zbrojnej w imię wiary. Koptowie przez wieki byli pacyfistyczną mniejszością w muzułmańskim Egipcie, Asyryjczycy mieli własne formacje zbrojne i do dziś walczyli o przetrwanie, a prawosławni Grecy mają za sobą całą teologię 'świętej wojny' z Bizancjum. Czy te różne losy historyczne ukształtowały różne doktryny, czy doktryny ukształtowały losy? Zaczynam od tego pytania, bo wydaje mi się, że tu jest klucz do zrozumienia różnic między tymi tradycjami.
Bardzo ciekawy punkt wyjścia, choć muszę od razu zaznaczyć jedną rzecz: Grecy to nie jest 'schizmatyczne' chrześcijaństwo w tym samym sensie co Koptowie czy Asyryjczycy. Kościół koptyjski i Asyryjski Kościół Wschodu to tak zwane Kościoły przedchalcedońskie - odrzuciły orzeczenia soboru chalcedońskiego dotyczące dwóch natur Chrystusa. Natomiast prawosławie greckie wywodzi się z tej samej tradycji chalcedońskiej co katolicyzm i oddzieliło się znacznie później, głównie na tle prymatu papieża. To istotna różnica doktrynalna. Co do walki zbrojnej - masz rację, że Asyryjczycy mają specyficzne podejście. Ich historia to jedno wielkie pasmo prześladowań, od masakr ottomańskich po Seyfo w 1914 roku, i to chyba ukształtowało ich stosunek do samoobrony zbrojnej bardziej niż jakakolwiek teologia. Ale chętnie usłyszę, co rozumiesz przez 'teologię świętej wojny w Bizancjum' - bo to pojęcie bywa bardzo różnie interpretowane.
Właśnie, bo ja na przykład zawsze myślałem, że to Bizancjum wymyśliło taką wschodnią wersję krucjaty. A teraz czytam, że nie do końca tak to wyglądało. Czy Bizancjum miało coś analogicznego do papieskich bull krucjatowych? Czy były tam jakieś teksty teologiczne, które wprost legitymizowały wojnę religijną?
To mnie zastanawia, bo ta różnica między Wschodem a Zachodem jest naprawdę fundamentalna. Na Zachodzie mamy tę tradycję, że przemoc może być oczyszczająca, zasługująca - pamiętam, jak czytałam o formule 'Deus lo vult'. Na Wschodzie wygląda na to, że przemoc nawet uzasadniona jest w jakimś sensie skalająca, wymaga pokuty. A co z Koptami? Oni przez wieki żyli pod arabskim, potem tureckim zwierzchnictwem i generalnie nie walczyli. Czy to jest zakorzenione w ich teologii, czy po prostu w realiach bycia mniejszością bez możliwości walki?
Przepraszam że wchodzę z takim podstawowym pytaniem, ale co dokładnie różni Asyryjski Kościół Wschodu od Kościoła koptyjskiego na poziomie tej doktryny o Chrystusie? Słyszałam że jedni to nestorianie, drudzy to monofizyci, ale nie do końca rozumiem co to oznacza w praktyce. I jak to się wiąże z tym wszystkim co piszecie o wojnie?
Niesamowite, nie wiedziałem że takie różnice doktrynalne dotyczące natury Chrystusa mogą mieć przełożenie na etykę wojny. Bardzo dziękuję za to wytłumaczenie, naprawdę dużo mi to rozjaśnia. Ale mam pytanie - czy te trzy tradycje miały ze sobą jakiś dialog teologiczny przez te wieki? Czy raczej kompletnie się ignorowały?
To jest naprawdę niesamowite że tyle lat potrzeba było żeby dojść do tego że mówili prawie to samo. Ale trochę nie rozumiem - jeśli te różnice były bardziej językowe niż doktrynalne, to dlaczego tak bardzo dzieliły? Czy to nie była po prostu polityka, a teologia była tylko pretekstem?
Czyli trochę tak jak z runami - możesz mieć dwa systemy, które opisują to samo, ale używają innego języka i przez to ich użytkownicy myślą, że są w konflikcie. Przepraszam za takie porównanie, może zbyt duże uproszczenie. Ale wracając do wątku walki zbrojnej - Asyryjczycy tworzyli aktywne formacje zbrojne w czasie I wojny światowej i później. Czy Kościół asyryjski miał cokolwiek do powiedzenia na temat tego, czy ta walka jest teologicznie uzasadniona?
To ciekawe zestawienie, bo słyszałam kiedyś że w tradycji bizantyjskiej istniało coś w rodzaju liturgicznego błogosławieństwa miecza przed bitwą, takie specjalne nabożeństwa wojenne. Czy to prawda? Bo jeśli tak, to ta różnica między Bizancjum a Koptami byłaby naprawdę ogromna.
Mam pytanie do tego, co pisała Kingusia o żołnierzu który zabił i musiał pokutować - czy to dotyczyło też wojen obronnych? Bo to by było bardzo rygorystyczne podejście, że bronisz swojej rodziny i wioski, a potem idź do spowiedzi.
Wracając do Asyryjczyków - interesuje mnie coś praktycznego. Kingusia pisała, że Mar Szimun pełnił funkcję i duchową i quasi-militarną. Czy ta struktura przetrwała do dzisiaj, czy obecny patriarchat jest już czysto religijny? Bo to by dużo mówiło o tym, jak ta wspólnota ewoluuje.
Współczesny Kościół Asyryjski jest oczywiście organizacją czysto religijną - nie ma żadnych funkcji politycznych ani militarnych. Patriarcha Mar Awa III rezyduje w Chicago. Ale to zestawienie geograficzne jest samo w sobie wymowne - starożytna wspólnota z Mezopotamii, której centrum jest teraz w Illinois. To coś mówi o tym, co stało się z tą tradycją w XX wieku, prawda?
Mam wrażenie że trochę odchodzimy od tego co mnie najbardziej ciekawiło, czyli tego porównania między trzema tradycjami. Bo zaczęłam się zastanawiać - Grecy mam na myśli prawosławnych - mają Święte Góry, Athos i te wszystkie klasztory wojowników-mnichów, prawda? Czy to nie jest trzecia zupełnie inna odpowiedź na pytanie o wiarę i przemoc?
Czyli to trochę jak z koncepcją Romy jako 'wiecznego miasta' - kiedy Roma pada, cały system sensu się wali? Jak Grecy sobie poradzili z tym teologicznym problemem po 1453?
Mnie bardziej ciekawi co z Koptami w tym momencie - czy oni obserwowali upadek Konstantynopola i mieli jakąś reakcję? Czy te kościoły miały ze sobą jakiś kontakt w tamtym czasie, czy już były totalnie oddzielone przez wieki schizmy?
Czytam tę rozmowę od początku i zastanawiam się nad jedną rzeczą. Mówimy dużo o teologii, o dokumentach, o soborach. Ale czy ktoś wie, jak zwykli wierni - nie hierarchia, nie teologowie - jak oni odczuwali tę kwestię walki? Czy zachowały się jakieś świadectwa z dołu, nie z góry tej struktury?
Karolciaa dobrze to nazwała - ta granica między tym, co mamy zapisane, a tym, co czuł zwykły człowiek, jest naprawdę nieprzekraczalna w pewnym sensie. Ale zastanawiam się, czy liturgia nie jest właśnie tym pomostem? Kiedy koptyjski fellacha uczestniczył w liturgii, która jest prawie niezmieniona od wieków, to może właśnie przez tę formę docierało do niego coś, czego nie zapisał?
Słucham tej rozmowy i mam jedno pytanie, które mnie nurtuje. Mówicie o Koptach, Asyryjczykach i Grekach jako o trzech oddzielnych tradycjach - ale czy oni sami siebie tak postrzegają? Czy mają poczucie wspólnoty jako 'chrześcijanie Wschodu', czy raczej każda z tych grup widzi siebie jako tę jedyną prawdziwą?
Przepraszam że znowu przerywam, ale to z tym językiem mnie bardzo zainteresowało. Skoro koptyjski jest językiem martwym i ludzie na co dzień mówią po arabsku, to czy wierni rozumieją liturgię? I jak to wpływa na ich relację z wiarą?
Wróćmy na chwilę do wątku o walce zbrojnej, bo mam wrażenie, że trochę go zostawiliśmy. Kingusia pisała o Mar Szimunie i jego funkcji quasi-militarnej. Ale co z Koptami - czy oni mieli kiedykolwiek swoich własnych wojowników religijnych, świętych-żołnierzy, kogoś kto byłby dla nich tym czym byli templariusze dla Zachodu?
Słucham tej rozmowy i próbuję zrozumieć coś fundamentalnego. Czy te trzy kościoły - koptyjski, asyryjski, grecki - mają jakąś wspólną teologię walki, czy każdy wypracował całkowicie odrębne podejście? Bo jak dotąd słyszę głównie o różnicach.
Czyli ten zachodni model krucjatowy, gdzie walczysz za Boga i dostajesz za to duchową nagrodę - tego na Wschodzie nie było? To jest naprawdę zasadnicza różnica. Ale dlaczego? Skąd taki inny kierunek?
To co mówi Kingusia jest ciekawe, bo oznacza że teologia nie jest abstrakcją - ona wynika z konkretnego doświadczenia historycznego. Koptowie pod arabską władzą, Asyryjczycy rozproszeni, Grecy po upadku Bizancjum - każde z tych doświadczeń musiało kształtować inaczej myślenie o tym, po co i kiedy walczyć.
To z tym katechonem jako samą wspólnotą jest bardzo piękna koncepcja. Ale mam pytanie - skoro Asyryjczycy wiązali go z postacią patriarchy, to co się działo w momentach kiedy patriarcha był uwięziony, zabity albo na wygnaniu? Czy wspólnota wchodziła wtedy w jakiś rodzaj teologicznego zawieszenia?
To jest świetne pytanie, bo takich momentów było bardzo dużo. Mar Szimun XIX Benjamin został zamordowany w 1918 roku przez Simko Szikkaka podczas negocjacji - i to był jeden z najbardziej traumatycznych momentów dla całej wspólnoty asyryjskiej. Teoria katechonu nie znika wtedy - ona raczej schodzi na poziom narodu jako takiego, jako bytu który musi przetrwać mimo śmierci przywódcy. To co Asyryjczycy przeżyli w czasie Seyfo - ludobójstwa z lat 1914-1918 - jest kluczem do zrozumienia ich dzisiejszej teologii oporu.
Czy to nie jest tak, że te kościoły wschodnie w ogóle budują swoją tożsamość w oparciu o doświadczenie prześladowania znacznie bardziej niż kościoły zachodnie? I że to właśnie tłumaczy dlaczego nie mają teologii 'świętej wojny' w sensie krucjatowym - bo oni zawsze byli ofiarami, a nie agresorami?
Przepraszam że znowu wchodzę z pytaniem podstawowym - ale co to znaczy że mają 'tysiące' świętych? Czy każdy zamordowany chrześcijanin automatycznie staje się świętym w koptyjskiej tradycji? Jak w ogóle działa koptyjski proces kanonizacji?
