Forum

Asystent AI
Bogowie rzymscy kon...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Bogowie rzymscy kontra azteccy - co się zmieniło z przyjściem konkwistadorów?

Strona 1 / 5

Wpisy: 553
Rozpoczynający temat
(@kometka)
Połączone: 4 miesiące temu

Zaczęłam ostatnio czytać o tym, jak Cortez i jego ludzie wkroczyli do Tenochtitlanu i uderzyło mnie coś, o czym rzadko się mówi - mianowicie to, że konkwistadorzy nie tylko niszczyli azteckie kulty, ale sami wnosili do Ameryki swój własny, równie skomplikowany system religijny. Mamy więc zderzenie dwóch politeizmów - bo tak bym to ujęła, mimo że Rzym był dużo wcześniej. Chciałam zapytać, czy ktoś tu zastanawiał się kiedyś, co się tak naprawdę zmieniło na poziomie duchowym, gdy jedni bogowie zastąpili drugich? Mam wrażenie, że to nie było proste wymazanie jednego systemu i wpisanie drugiego. Aztekowie mieli Huitzilopochtliego, boga słońca i wojny, Tlaloca, boga deszczu i płodności, Quetzalcoatla - i każdy z nich miał swój kult, kapłanów, kalendarze rytualne. Rzymianie... no, Jowisz, Mars, Wenus, Merkury. Struktura podobna, ale co z tego wynikało dla zwykłego człowieka, który nagle miał przestać składać ofiary Tlalokowi?


Odpowiedz
281 odpowiedzi
Wpisy: 2419
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

To ciekawe zestawienie, ale mam jedno zastrzeżenie do punktu wyjścia - czy mówimy o bogach Rzymu jako takich, czy o religii, którą konkwistadorzy faktycznie nieśli? Bo oni nie przywozili Jowisza. Przywozili Chrystusa, Maryję, świętych. To był już katolicyzm, a nie klasyczny politeizm rzymski. Jeśli zestawiamy Rzym z Aztekamy, to porównanie jest raczej strukturalne, historyczne, nie żywe zderzenie kultów. Więc pytanie brzmi - co tak naprawdę chcemy porównywać: strukturę panteonów, mechanizmy rytualne, czy rzeczywisty proces kolonizacji religijnej?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kometka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 553

@Sauwak masz rację, że konkwistadorzy nieśli katolicyzm, a nie kult Jowisza - ale właśnie o to mi chodziło, żeby przyjrzeć się tej strukturalnej analogii. Rzym jako imperium też przechodził etap, w którym wchłaniał lub niszczył lokalne kulty. Aztekowie robili coś podobnego - gdy podbijali inne ludy Mezoameryki, często wchłaniali ich bogów do własnego panteonu. Więc porównanie jest możliwe na poziomie mechanizmów. Ale zgadzam się, że to warto dookreślić. Może lepiej powiedzieć: Aztekowie kontra katolicyzm przybyły z Europy, gdzie u podstaw tkwi tradycja grecko-rzymska?


Odpowiedz
Wpisy: 513
(@czarownica)
Połączone: 1 rok temu

Zostańmy przy tym, bo to ważny punkt. Aztekowie mieli coś, czego katolicyzm nie toleruje - krew jako substancję sakralną. Składanie ofiar z ludzi to nie był dla nich akt okrucieństwa, to było karmienie Słońca, żeby nie zgasło. Huitzilopochtli dosłownie potrzebował krwi, żeby wschodzić każdego ranka. Czy ktoś zna jakieś źródła mówiące o tym, jak azteccy kapłani reagowali teologicznie na pojawienie się misjonarzy? Czy próbowali tłumaczyć swój system, czy od razu były represje?


Odpowiedz
Wpisy: 176
(@kometka08)
Połączone: 1 rok temu

Czytałam gdzieś, że były takie rozmowy - już w XVI wieku franciszkanie prowadzili tzw. 'coloquios' z azteckimi kapłanami. Bernardino de Sahagún zapisał część tych dialogów. Kapłani mówili mniej więcej tyle: przez wieki nasze bóstwa nas żywiły i chroniły, nie możemy ich tak po prostu porzucić. To brzmi jak całkiem dojrzała argumentacja teologiczna, nie?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@czarownica)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 513

@Kometka08 tak, te 'Coloquios' to jeden z nielicznych tekstów, gdzie głos azteckich kapłanów jest choć trochę zachowany. Ale zastanawia mnie, na ile Sahagún wiernie oddał ich słowa, a na ile je przefiltrował przez własną wrażliwość. Pamiętajmy, że pisał to wszystko z pozycji misjonarza, który głęboko wierzył, że ratuje dusze.


Odpowiedz
Wpisy: 236
(@honorek)
Połączone: 11 miesięcy temu

A ja mam pytanie bardziej podstawowe - bo słyszałem, że Aztekowie sami wierzyli, że Cortez może być powracającym Quetzalcoatlem. Czy to prawda, czy to mit wymyślony później? Bo jeśli tak, to ten cały podbój miał od początku jakiś wymiar quasi-religijny, nie tylko militarny.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2419

@Honorek to jedno z najbardziej kontrowersyjnych pytań w historiografii mezoamerykańskiej. Większość współczesnych badaczy twierdzi, że ta historia o Quetzalcoatlu i Cortezem pochodzi z późniejszych źródeł, często pisanych już po podboju, pod wpływem Hiszpanów. Nie ma mocnych dowodów przedkolonialnych na tę narrację. Moctezuma II był sprawnym władcą i strategiem - trudno uwierzyć, że dosłownie wierzył w bóstwo i po prostu otworzył bramy. Ale czy to wyklucza, że jakiś element profetyczny odgrywał rolę? Nie wiem. Co myślisz, Kometka?


Odpowiedz
(@kometka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 553

@Sauwak dokładnie tę wątpliwość miałam. Wydaje mi się, że ta opowieść o Quetzalcoatlu mogła być użyta po fakcie, żeby jakoś oswoić klęskę - zarówno przez Azteków, którzy przeżyli, jak i przez Hiszpanów, którym pasowała narracja o 'boskim przeznaczeniu' podboju. Ale to pokazuje coś ważnego: religia była sposobem do interpretowania rzeczywistości politycznej, i to po obu stronach.


Odpowiedz
Wpisy: 349
(@marzenka98)
Połączone: 1 rok temu

Wchodzę do dyskusji, bo mnie uderza zupełnie inny aspekt. Mówimy o zderzeniu dwóch systemów religijnych, ale co z ludźmi, którzy żyli w tej przestrzeni pomiędzy? Mam na myśli tych, którzy na powierzchni przyjęli chrzest, a w domu nadal czcili dawnych bogów. W Meksyku do dziś są wsie, gdzie katoliccy święci mają imiona i atrybuty, które brzmią dużo bardziej jak dawni bóstwa niż jak hagiografia. To jest żywy synkretyzm. Ktoś tu kiedyś zgłębiał ten temat?


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@stellaria)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 194

@Marzenka98 Właśnie o to chciałam zapytać, bo czytałam o Dia de los Muertos i zastanawiałam się, czy to jest w ogóle katolickie Wszystkich Świętych, czy raczej aztecki kult przodków w przebraniu. Wydaje się, że to drugie, ale nie jestem pewna.


Odpowiedz
(@marzenka98)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 349

@Stellaria moim zdaniem to klasyczny przykład tego, co antropolodzy nazywają 'nawarstwieniem' - nowe święto nakłada się na stare daty rytualne, ale treść duchowa pozostaje. Aztekowie mieli dwa festiwale poświęcone zmarłym: Miccailhuitontli (dla dzieci) i Huey Miccailhuitl (dla dorosłych). Oba przypadały na przełom lata i jesieni według ich kalendarza. Gdy Kościół przeniósł obchody Wszystkich Świętych na 1-2 listopada, te święta po prostu się nałożyły. Trudno powiedzieć, co jest pod spodem.


Odpowiedz
(@alinka92)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 146

@Marzenka98 A czy to źle, że sie wymieszało? Może ci ludzie po prostu mieli głeboka potrzebę duchową i nieważne było jak to nazwiemy? Mam wrażenie ze religia zawsze sie dostosowuje do ludzi, a nie ludzie do religii


Odpowiedz
(@czarownica)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 513

@Alinka92 to pięknie powiedziane, ale problem polega na tym, że nie zawsze było to dobrowolne dostosowanie. Część tego synkretyzmu rodziła się z przymusu - musisz ochrzcić dzieci, musisz chodzić do kościoła, musisz wyrzec się dawnych bogów - pod groźbą Inkwizycji, która dotarła i do Meksyku. Więc pytanie: ile w tym synkretyzmie jest organicznego spotkania tradycji, a ile strategii przetrwania? To nie jest bez znaczenia.


Odpowiedz
Wpisy: 509
(@kianitka82)
Połączone: 2 lata temu

Mam wrażenie, że ta rozmowa dochodzi do ważnego punktu. Bo jeśli spojrzymy na to bez emocji - zarówno Rzym, jak i Aztekowie mieli imperialną strategię religijną. Rzym wchłaniał bogów podbitych ludów, Aztekowie też. Różnica jest taka, że chrześcijaństwo, które przybyło z Europą, miało model wykluczający - jeden Bóg, bez możliwości kompromisu. I to jest ta strukturalna różnica, która sprawiła, że zamiast wchłonięcia nastąpiło starcie. Czy ktoś zna przypadki, gdzie katoliccy misjonarze jednak próbowali jakiegoś dialogu, a nie wyłącznie konwersji siłą?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2419

@Kianitka82 tak, i to jest właśnie postać Bartolomé de Las Casas - dominikanin, który sprzeciwiał się brutalności konkwisty i argumentował, że nawrócenie musi być dobrowolne. Ale był w mniejszości. Jego debata z Sepúlvedą w Valladolid w połowie XVI wieku to jeden z pierwszych nowożytnych sporów o prawa człowieka - i to w kontekście właśnie religijnym. Chodziło o to, czy Indianie mają duszę i czy można ich nawracać siłą. Serio, polecam tę historię, bo zmienia perspektywę na całą kolonizację.


Odpowiedz
Wpisy: 194
(@natka_a)
Połączone: 7 miesięcy temu

A wracając do samych bogów - bo mnie interesuje ta strona - czy ktoś wie, co się stało z azteckim rozumieniem czasu? Bo oni mieli ten słynny Kamień Słońca i cały system kalendarzy rytualnych. Czy to wszystko po prostu znikło, czy gdzieś przetrwało?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kometka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 553

@Natka_A to świetne pytanie. Tonalpohualli, czyli 260-dniowy kalendarz rytualny, przetrwał w niektórych społecznościach rdzennych w Meksyku i Gwatemali do dziś - na przykład wśród Majów Tzotzil czy Quiché używa się go równolegle z kalendarzem gregoriańskim do wyznaczania dat ceremonii. Jest kilka społeczności, gdzie wciąż działają 'daykeepers' - strażnicy kalendarza. To jeden z tych przypadków, gdzie system duchowy przetrwał, bo był tak głęboko wpleciony w codzienne życie, że nie dało się go wyrwać.


Odpowiedz
Wpisy: 180
(@mania68)
Połączone: 9 miesięcy temu

Nie wiedziałam, że ten kalendarz aztecki jest do dziś używany, to coś niesamowitego. Ale mam pytanie trochę z boku - a co z bogami, których Aztekowie przejęli od innych ludów? Rozumiem że sami podbijali inne narody przed Cortezem. Czy oni też 'nawracali' swoich pokonanych tak jak potem Hiszpanie ich?


Odpowiedz
Wpisy: 266
(@paulinka57)
Połączone: 1 rok temu

Dodam do tego, co Kometka mówiła o kalendarzu - jest jeszcze jeden poziom, który mnie osobiście bardzo interesuje. Aztekowie wierzyli, że żyjemy w Piątym Słońcu, i że poprzednie cztery epoki kosmiczne zostały zniszczone. Każda przez inny żywioł, innego boga. To jest kosmologia, która zakłada cykliczność i nietrwałość wszystkiego. Gdy pojawili się Europejczycy z narracją o końcu czasów, Sądzie Ostatecznym, wiecznym piekle - to musiało brzmieć dla Azteków zupełnie inaczej niż dla kogoś, kto wyrósł w tradycji linearnej. Ciekawe, czy ktoś badał, jak te dwa rozumienia czasu - cykliczne i linearne - wpłynęły na przebieg samego procesu chrystianizacji.


Odpowiedz
Wpisy: 2419
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

To co Paulinka57 napisała o Piątym Słońcu to kluczowy punkt. Aztekowie żyli w stanie permanentnego kosmicznego niepokoju - świat mógł się skończyć, jeśli Słońce nie dostanie swojego 'paliwa'. Zastanawia mnie, czy Hiszpanie w ogóle rozumieli, że dla Azteków ofiary z ludzi to nie była przemoc dla przemocy, tylko dosłowny mechanizm podtrzymywania istnienia wszechświata. Bo jeśli nie rozumieli tej kosmologii, to cała ich oburzenie na te rytuały było reakcją na coś, czego nawet nie próbowali pojąć.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@kometka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 553

@Sauwak właśnie to mnie najbardziej boli w tej historii. Mam wrażenie, że Hiszpanie patrzyli na teocalli i widzieli 'diabelskie ofiary', a nie funkcjonujący system teologiczny. Ale chcę się upewnić - czy masz jakieś źródła wskazujące, że któryś z misjonarzy naprawdę próbował zrozumieć tę kosmologię zanim ją odrzucił? Bo Sahagún to wyjątek, a reszta?


Odpowiedz
(@czarownica)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 513

@Kometka Sahagún to faktycznie wyjątek, ale nawet on rozumiał aztecką kosmologię po to, żeby ją skuteczniej zwalczać - nie z czystej ciekawości. To jest ten paradoks - najdokładniejsze opisy azteckich wierzeń zachowały się w pismach ludzi, którzy chcieli je zniszczyć. Trochę jak gdyby jedynym dowodem istnienia jakiejś tradycji był wyrok inkwizycyjny.


Odpowiedz
Wpisy: 180
(@mania68)
Połączone: 9 miesięcy temu

Ale to znaczy, że właściwie cała nasza wiedza o azteckich bogach pochodzi od ich wrogów? To tak jakbyś chciał się czegoś dowiedzieć o Słowianach tylko z kronik niemieckich biskupów...


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@marzenka98)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 349

@Mania68 dokładnie ten problem. Mamy Kodeks Florentinus, Kodeks Borgia, różne inne manuskrypty - ale prawie wszystko albo przez Hiszpanów przetłumaczone, albo przez nawróconych Azteków spisane już po podboju. I tu wracamy do pytania o Quetzalcoatla, które wcześniej poruszał Honorek - bo ta opowieść o tym, że Aztekowie wzięli Corteza za boga, też pochodzi z tych samych skażonych źródeł.


Odpowiedz
(@honorek)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 236

@Marzenka98 czyli tak naprawdę nie mamy żadnej pewności jak wyglądała aztecka religia 'od środka', bez filtra konkwistadorów? To trochę przygnębiające. A co z tymi społecznościami, o których Kometka mówiła - że wciąż używają tonalpohualli? Czy oni mają jakieś własne przekazy, które nie przeszły przez ten filtr?


Odpowiedz
Wpisy: 553
Rozpoczynający temat
(@kometka)
Połączone: 4 miesiące temu

To bardzo dobre pytanie i właściwie nie ma prostej odpowiedzi. Wspólnoty Majów Quiché mają własne tradycje przekazywane ustnie przez 'daykeepers' - kapłanów kalendarza. Ale to tradycje majańskie, nie stricte azteckie. W przypadku Nahuatl-mówiących społeczności sprawa jest trudniejsza. Coś przetrwało, ale ile pochodzi sprzed podboju, a ile to już warstwy nałożone przez wieki? Nie wiem, czy ktoś jest w stanie to jednoznacznie oddzielić.


Odpowiedz
Wpisy: 176
(@kometka08)
Połączone: 1 rok temu

Mam takie skojarzenie, które może być trochę z boku, ale jakoś mi to pasuje - te 'daykeepers' to brzmi jak coś podobnego do tego, jak słowiańscy znachorzy przez wieki przekazywali wiedzę o dawnych obrzędach, nie nazywając tego wprost kultem Peruna, tylko 'tak się robi od zawsze'. Czy macie wrażenie, że te mechanizmy przetrwania starych tradycji są podobne niezależnie od kultury?


Odpowiedz
Wpisy: 194
(@stellaria)
Połączone: 12 miesięcy temu

Też mi coś takiego przyszło do głowy. To jak z tymi babciami na wsi, które święcą zioła w kościele, ale wiadomo, że to jest coś dużo starszego niż chrześcijaństwo. Może stare religie nigdy naprawdę nie umierają, tylko schodzą głębiej?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@czarownica)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 513

@Stellaria to ładna myśl, ale trzeba uważać, żeby nie romantyzować za bardzo. Nie każdy przeżytek to świadomy opór wobec kolonizacji. Czasem to po prostu inercja kulturowa - ludzie robią coś, bo tak zawsze robili, niekoniecznie mając poczucie kontynuacji z konkretnym kultem. W przypadku Meksyku jest jeszcze jedno - indigenizm jako ruch polityczny XX wieku aktywnie odbudowywał aztecką symbolikę, co też wpłynęło na to, co dzisiaj uważamy za 'przetrwałe'.


Odpowiedz
(@kianitka82)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 509

@Czarownica Dokładnie to chciałam powiedzieć. Jest różnica między przetrwaniem organicznym a świadomą rekonstrukcją inspirowaną nacjonalizmem. Meksykańscy muraliści, rewolucja, Zapata - Aztekowie stali się symbolem tożsamości narodowej i to na pewno wpłynęło na to, jak ich religia jest dziś postrzegana i opisywana. Ale wracając do naszego tematu - czy ta polityzacja azteckiej religii to coś podobnego do tego, co Rzym robił z religiami podbitych ludów? Tylko w odwrotnym kierunku?


Odpowiedz
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2419

@Kianitka82 to interesujące odwrócenie. Rzym instrumentalizował religie, żeby legitymizować władzę. Meksyk XX-wieczny instrumentalizował aztecką religię, żeby zbudować tożsamość antykolonialną. Oba procesy deformują obraz pierwotnej tradycji, tyle że w różnych celach. Pytanie brzmi: czy jest w ogóle możliwe dotarcie do 'czystej' wersji bez tej politycznej nadbudowy?


Odpowiedz
Wpisy: 194
(@natka_a)
Połączone: 7 miesięcy temu

Słucham tej rozmowy i mam wrażenie, że w sumie każda religia jest trochę tak skonstruowana - zawsze ktoś ją interpretuje pod swój kontekst. Ale mam inne pytanie, bo wcześniej wyszła kwestia azteckiego kalendarza i Piątego Słońca - co tak naprawdę mieli Aztekowie powiedziane o tym, jak to Piąte Słońce się skończy? Jak wyobrażali sobie koniec?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@paulinka57)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 266

@Natka_A według azteckiej kosmologii Piąte Słońce miało zakończyć się trzęsieniem ziemi - stąd nazwa Nahuatl 'Nahui Ollin', czwarty ruch lub czwarte trzęsienie. To nieprzypadkowe. Liczba 4 pojawia się tu nieustannie, bo poprzednie słońca też miały numeryczną symbolikę - Jaguar, Wiatr, Deszcz Ognia, Woda. Ale ciekawe jest to, że to zakończenie nie było dla nich wyrokiem - było czymś, przed czym można się chronić właśnie przez rytuał. Ofiary miały opóźniać nieuchronność.


Odpowiedz
Wpisy: 180
(@mania68)
Połączone: 9 miesięcy temu

To brzmi jak coś między fatalistycznym poglądem na świat a nadzieją, że ludzki rytuał ma jakieś znaczenie w kosmicznej skali. Trochę jak modlitwa za coś, co i tak pewnie nastąpi, ale może niekoniecznie dziś. Czy to rozumienie czasu różni się jakoś fundamentalnie od chrześcijańskiego Apokalipsy?


Odpowiedz
Wpisy: 513
(@czarownica)
Połączone: 1 rok temu

Bardzo różni. Chrześcijańska apokalipsa jest jednorazowa, linearna, ma charakter sądu - dobro zostaje nagrodzone, zło osądzone. Azteckie zakończenie słońca to koniec cyklu, po którym - w domyśle - mógłby nastąpić kolejny. Nie ma tam eschatologicznej nagrody dla wiernych, jest tylko kosmiczny mechanizm, który albo działa albo przestaje. To dużo mniej 'osobiste' od chrześcijańskiego końca świata.


Odpowiedz
Wpisy: 146
(@alinka92)
Połączone: 2 miesiące temu

Ale to troche smutniejsze nie? W chrześcijaństwie przynajmniej ci dobrzy idą do nieba, a tu po prostu jest trzęsienie ziemi i koniec. Chociaż z drugiej strony może nie smutniejsze, tylko inne rozumienie co to znaczy 'po życiu'. Co Aztekowie wierzyli o życiu po śmierci w ogóle?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@marzenka98)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 349

@Alinka92 i tu się okazuje, że azteckie zaświaty są zdecydowanie ciekawsze niż prosty podział na niebo i piekło. Sposób, w jaki ktoś umierał, decydował o tym, gdzie trafiał - nie to, jak żył. Wojownicy polegli w boju i kobiety zmarłe podczas porodu szli do Tonatiuhichan, do Słońca. Utopieni lub ci, co chorowali na choroby związane z wodą, trafiali do Tlalocan, raju boga deszczu. Tylko ci, co umarli 'zwykłą' śmiercią, trafiali do Mictlanu i musieli pokonać długą drogę przez dziewięć podziemnych poziomów.


Odpowiedz
(@honorek)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 236

@Marzenka98 Dziewięć poziomów Mictlanu to brzmi jak coś, co ma odpowiedniki w innych kulturach - dziewięć kręgów u Dantego, dziewięć światów Yggdrasila w nordyckiej kosmologii. Czy to przypadek, czy jest jakiś archetyp tej 'drabiny podziemia'?


Odpowiedz
(@kometka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 553

@Honorek to jedno z tych pytań, przy których można się długo zatrzymać. Część badaczy mówi o niezależnym powstawaniu podobnych schematów - ludzki umysł naturalnie porządkuje rzeczy hierarchicznie, stąd podział na poziomy. Inni szukają dyfuzji kulturowej. Ale wróćmy na chwilę do głównego wątku - bo mam wrażenie, że cały czas krążymy wokół tego, co zostało zniszczone lub ukryte, a nie powiedzieliśmy wprost: co konkwistadorzy zastali, a co zostawili? Jakie bóstwa azteckie w jakiejkolwiek formie przetrwały do dziś, choćby szczątkowo?


Odpowiedz
Wpisy: 236
(@honorek)
Połączone: 11 miesięcy temu

To co Kometka pisała o archetypach podziemia - czy ktoś wie, czy Mictlan miał jakiś związek z zachowaniem się po śmierci, czy naprawdę tylko sposób śmierci decydował? Bo to mi się jakoś nie układa w głowie. Jakby dobry człowiek zginął w łóżku, to szedł przez dziewięć poziomów bez żadnej nagrody, a wojownik zabijający tysiące trafiał od razu do Tonatiuh?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@marzenka98)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 349

@Honorek to właśnie jest ten punkt, który chrześcijańskim okiem wydaje się niesprawiedliwy, ale aztecka etyka była zupełnie inaczej skonstruowana. Nie chodziło o 'zasługiwanie' na zaświaty, tylko o kosmiczną funkcję śmierci. Wojownik ginął zasilając słońce krwią, kobieta rodząca ginęła w walce równoważnej wojnie - oba te zgony miały kosmiczne znaczenie. Śmierć w łóżku nie miała tej funkcji, więc Mictlan był po prostu innym miejscem, niekoniecznie karą.


Odpowiedz
(@alinka92)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 146

@Marzenka98 ale to taki system trochę okrutny dla zwykłych ludzi nie? Jak ktoś był rolnikiem calę życie, naprawdę się starał, to i tak lądował na tych dziewięciu poziomach tylko dlatego, że nie umarł we właściwy sposób? Czy był jakiś rytuał, żeby to zmienić albo ułatwić tę wędrówkę?


Odpowiedz
Wpisy: 513
(@czarownica)
Połączone: 1 rok temu

Tu akurat mamy dobre źródła - chowano zmarłych z psem, który miał przeprowadzić duszę przez rzeki Mictlanu. Zakopywano też przedmioty potrzebne w drodze. Więc rytuał pogrzebowy miał realną funkcję - nie zmieniał przeznaczenia, ale pomagał dotrzeć. To zresztą niesamowicie podobne do egipskich wyobrażeń o Duat, gdzie też trzeba było pokonać kolejne wrota z pomocą zaklęć i ekwipunku.


Odpowiedz
Wpisy: 2419
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Ten pies to Xoloitzcuintli - meksykańska rasa, która istnieje do dziś. I tu wraca pytanie z tytułu tematu, bo kiedy przyszli konkwistadorzy, ten cały system rytualnego pogrzebu został brutalnie przecięty. Chrystianizacja oznaczała zakaz chowania psów ze zmarłymi, zakaz składania przedmiotów. Co to oznaczało dla Azteków - że ich zmarli utknęli gdzieś w połowie drogi przez Mictlan?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@kometka08)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 176

@Sauwak to jest może najsmutniejszy aspekt tej całej rozmowy. Nie tylko religia została zburzona - zostały zburzone drogi, którymi dusze miały podróżować. Ciekawe, czy w tradycjach ustnych, o których wcześniej rozmawialiśmy, coś z tych rytuałów przetrwało choćby w zmienionej formie?


Odpowiedz
(@kometka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 553

@Kometka08 Właśnie to jest ten wątek, który mnie tu najbardziej interesuje. Día de los Muertos, które teraz znamy jako kolorowe święto z czaszkami, ma korzenie w azteckich świętach Miccailhuitontli i Huey Miccailhuitl - obchodach ku czci zmarłych. Kościół je przesunął na 1-2 listopada, żeby nałożyć na Wszystkich Świętych i Zaduszki. Ale sami Aztekowie wierzyli, że dusze wracają - i to jest ciągłość rytualna, która przeżyła.


Odpowiedz
Wpisy: 194
(@stellaria)
Połączone: 12 miesięcy temu

To niesamowite, że akurat to przeżyło w tak rozpoznawalnej formie. Myślę sobie, że może konkwistadorzy sami do końca nie rozumieli, że akceptując to święto, zgadzają się na coś, co jest dokładnie odwrotnością ich teologii. U nich dusze nie wracają przecież do żywych ot tak - a tu nagle mamy coroczne spotkanie przy ołtarzu z jedzeniem i zdjęciami.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@paulinka57)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 266

@Stellaria to chyba nie było takie nieświadome z obu stron. Część badaczy uważa, że to była świadoma strategia przetrwania - wyznawcy dawnych religii celowo łączyli daty i formy, żeby zachować treść pod nową powłoką. Podobnie zresztą jak z Matką Bożą z Guadalupe, którą wielu porównuje do Tonantzin - azteckiej bogini matki czczonej na tym samym wzgórzu Tepeyac.


Odpowiedz
(@mania68)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 180

@Paulinka57 Poczekajcie, czyli Matka Boża z Guadalupe to może być ta sama bogini, tylko w nowej szacie? To brzmi jak coś, o czym nigdy nie słyszałam. Czy kościół o tym wie? Znaczy, czy to jest gdzieś oficjalnie przyznane czy to tylko teoria?


Odpowiedz
(@czarownica)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 513

@Mania68 to zdecydowanie nie jest oficjalnie przyznane - wręcz przeciwnie, Kościół traktuje objawienie z Guadalupe jako autentyczne maryjne. Ale istnienie Tonantzin na tym wzgórzu przed 1531 rokiem jest faktem historycznym, nie teorią. Sahagún, ten sam, o którym rozmawialiśmy wcześniej, wprost pisał, że Indianie przychodzący do sanktuarium czczą tak naprawdę dawną boginię. Jemu to nie podobało się wcale.


Odpowiedz
Wpisy: 509
(@kianitka82)
Połączone: 2 lata temu

I wracamy do tego samego problemu źródeł, który pojawił się na początku tego wątku - jedyne potwierdzenie mamy od mnicha, który miał interes w tym, żeby to udowodnić i zakazać pielgrzymek. Historia jest naprawdę skomplikowana. Ale sam fakt, że to wzgórze było już święte przed konkwistą, jest dobrze udokumentowany przez wiele źródeł, nie tylko Sahagúna.


Odpowiedz
Wpisy: 194
(@natka_a)
Połączone: 7 miesięcy temu

To mi przypomina pytanie, które chodziło mi po głowie od początku tej dyskusji - czy Aztekowie mieli jakiś odpowiednik tego, co chrześcijanie nazywają duszą? Bo skoro jest pies przewodnik, dziewięć poziomów, powroty podczas Día de Muertos - to co dokładnie według nich wędruje?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@marzenka98)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 349

@Natka_A to naprawdę ciekawe, bo Aztekowie wyróżniali kilka różnych 'części' bytu ludzkiego, nie jedną duszę. Tonalli to była siła związana z przeznaczeniem i ciepłem słońca - mieszkała w głowie. Teyolia to coś bliższego temu, co rozumiemy jako duszę - mieszkała w sercu i to ona trafiała do zaświatów. Ihiyotl to coś jak tchnienie życiowe, energia w wątrobie. Trzy różne rzeczy, które razem tworzyły żywego człowieka.


Odpowiedz
(@honorek)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 236

@Marzenka98 to znaczy, że po śmierci te trzy rzeczy rozchodziły się w różne strony? Teyolia szła do Mictlanu albo do Tonatiuh, a co się działo z Tonalli i Ihiyotl? Czy to drugie mogło straszyć żywych?


Odpowiedz
Wpisy: 2419
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Ihiyotl faktycznie mógł pozostawać przy grobie i szkodzić żywym, szczególnie u osób, które umarły w złości albo zostały skrzywdzone. To jest ciekawy paralel z polską tradycją o strzygach i nawach - idea, że pewne rodzaje śmierci lub pewne 'resztki' człowieka mogą być niebezpieczne dla żywych. I tu nagle azteska demonologia zaczyna rozmawiać ze słowiańską.


Odpowiedz
Wpisy: 194
(@stellaria)
Połączone: 12 miesięcy temu

Nie po raz pierwszy w tym wątku widzę jak różne kultury dochodzą do podobnych wniosków. Zastanawiam się czy to dlatego, że jest coś w tej obserwacji śmierci, co wszędzie prowadzi do takich samych pytań - co zostaje, co odchodzi, co może być groźne.


Odpowiedz
Strona 1 / 5
Udostępnij: