Wracając do języka enochańskiego, bo mi gdzieś umknęło - czy ten epizod z zamianą żon miał wpływ na to, jak dalej przekazywano system? Tzn. czy po odejściu Kelleya Dee dalej rozwijał system sam, czy to po prostu ustało?
Ta metafora z oknem jest ładna, ale ona niczego nie rozstrzyga. Okno można też namalować - tzn. Kelley mógł malować krajobraz i jednocześnie udawać, że przez nie patrzy. Nie mówię, że tak było, ale to jest równie możliwe jak to, że był prawdziwym medium.
Albo obu naraz. I może to jest właśnie odpowiedź - Kelley był geniuszem w pewnym sensie, ale geniuszem, przez którego coś mówiło. Te opcje nie są wzajemnie wykluczające.
Ta ostatnia uwaga Czarownicy naprawdę coś we mnie poruszyła. Bo jeśli przyjmiemy, że obie opcje nie wykluczają się - że Kelley był zarówno świadomym konstruktorem, jak i kanałem - to właściwie pytanie o autentyczność przestaje być binarne. I może to jest właśnie problem z całą debatą o enochizmie, że próbujemy umieścić go na osi 'prawdziwe objawienie kontra oszustwo', a może ta oś jest po prostu nieprzydatna.
Ale to brzmi trochę jak ucieczka od pytania, nie? Jeśli każdą opcję można wcisnąć w odpowiedź 'może jedno i drugie', to de facto nic nie rozstrzygamy. Mam wrażenie, że ta rozmowa chodzi w kółko i nikt nie chce powiedzieć wprost - albo to działało, albo nie działało. Co wy właściwie sądzicie?
Właśnie chciałam zapytać o te stany odmiennej świadomości, bo mnie to bardzo ciekawi. Czy ktoś tutaj pracował z systemem enochańskim praktycznie i może powiedzieć jak to wygląda od środka? Bo całą tę historię znam mniej więcej, ale jak to działa jako praktyka?
To rozróżnienie jest kluczowe i rzadko się o nim mówi. Golden Dawn przejął enochański jako gotowy system i wmontował go w swoje hierarchie sefiryczne. Dee natomiast nie miał pojęcia o Kabale w takim ujęciu - on myślał w kategoriach chrześcijańsko-hermetycznych. Więc te dwa systemy to nie jest to samo, mimo że noszą tę samą nazwę.
A pytanie do tych, którzy znają temat głębiej - czy Dee zostawił coś w rodzaju instrukcji obsługi? Tzn. jakiś tekst, który wyjaśniałby, jak pracować z systemem, nie tylko co zawiera? Bo z tego co czytałam to jego dzienniki są bardziej protokołem niż podręcznikiem.
Przepraszam, że wchodzę z takim podstawowym pytaniem, ale co to są te Calls? Enochańskie wywołania to coś jak zaklęcia, które mówi się na głos, czy raczej medytacje?
Ta liczba 49 coś mi mówi - 7 do kwardatu? Czy to przypadkowe że sie pojawia akraut taka liczba? W numerologi 49 to bardzo specyficzny wibracja.
Przy okazji 'Monas Hieroglyphica' - to jest moim zdaniem pismo, które pokazuje Dee'ego jako kogoś o zupełnie innym poziomie niż zwykli okultyści jego epoki. Tam jest próba stworzenia universalnego symbolu alchemiczno-astrologiczno-kabalistycznego. Coś w rodzaju teorii wszystkiego, tylko w języku symboli. I cesarz Rudolf go za to cenił, bo to nie było pisanie dla szarlatanów.
Ale właśnie - Reginka mówiłaś wcześniej o pracy z Aethyrami i intensywnych wizjach. Chcę zapytać o coś konkretnego: czy w trakcie tych praktyk czułaś, że masz do czynienia z bytami, które mają własną wolę? Tzn. czy to było doświadczenie czegoś zewnętrznego, czy raczej bardzo głębokiej części siebie?
To rozróżnienie między zewnętrznym a wewnętrznym chyba nie ma sensu w kontekście tych tradycji. Przynajmniej w hermetyzmie - makrokosmos i mikrokosmos są tym samym. Więc jeśli coś pochodzi z 'głębokiej warstwy umysłu', to może właśnie dlatego jest zewnętrzne w sensie kosmologicznym? Dee chyba myślał podobnie.
Wracając do samego języka enochańskiego, bo to mi się wydaje kluczowe - przeprowadzano analizy lingwistyczne tego języka i wyniki są niejednoznaczne. Z jednej strony ma regularną gramatykę i fonologię, co odróżnia go od zwykłego glossolalii. Z drugiej - część badaczy wskazuje, że struktura jest zbyt angielska, żeby być czymś niezależnym. Choć jeden z badaczy, Laycock chyba, doszedł do wniosku, że to jednak coś pośredniego.
A czy ten jezyk enochański ma swoj alfabet? Bo gdzieś widziałam jakieś dziwne litery przypisywane Dee'emu, ale nie wiem czy to prawdziwe czy już jakies pózniejsze doróbki
Pytanie może naiwne - jeśli Kelley znał alfabet z Agryppy, to czy to od razu znaczy, że wszystko wymyślił? Bo można coś znać i jednocześnie mieć prawdziwe doświadczenia, chyba że zakładamy, że prawdziwe doświadczenie musi przyjść z próżni.
Brzozka ma rację i to jest ważna uwaga. Kelley był oczytany w tradycji hermetycznej - to jest pewne. Ale to nie czyni go automatycznie oszustem. Wiele tradycji mistycznych zakłada, że wiedza wcześniejsza może otwierać na właściwe doświadczenie, a nie je fałszować. Problem polega na tym, że nigdy nie będziemy wiedzieć, co naprawdę działo się w głowie Kelleya.
A co myślisz o teorii, że Kelley był świadomy tego, że oszukuje, ale jednocześnie wchodził w jakiś trans, który sam go zaskakiwał? Tzn. coś w rodzaju świadomego medium, które samo nie wie, skąd bierze treści?
Przepraszam, ale mam może głupie pytanie - co się ostatecznie stało z Kelleyem? Bo całą tę historię znam do momentu tej słynnej historii z żonami, ale nie wiem, jak to się skończyło.
Ten koniec Kelleya jest bardzo… dosłowny. Człowiek, który obiecywał wyjście poza ograniczenia materialnego świata, zginął uderzając o materialny grunt. Nie wiem, czy to ironia losu, czy coś więcej, ale trudno to zignorować.
Ten komentarz Wiciokrzew o ironii losu mnie zatrzymał. Serio - człowiek, który rzekomo rozmawiał z aniołami i miał dostęp do wiedzy przekraczającej materię, skończył rozbity o mur więzienny. Ale z drugiej strony - czy to obala cokolwiek? Prorocy i mistycy w różnych tradycjach często kończyli tragicznie. To chyba nie jest argument ani za, ani przeciw autentyczności doświadczeń.
A wracając do tej afery z żonami - nigdy tego dobrze nie rozumiałem. Anioł naprawdę miał nakazać im zamienić się żonami? Dosłownie? Bo to brzmi jak coś, co Kelley mógł po prostu wymyślić dla własnych korzyści, nie?
Mam pytanie do Oleandra_50 - czy Dee w ogóle wykonał ten rozkaz? Bo jeśli tak, to co to mówi o jego relacji z tym systemem? Czy naprawdę był tak głęboko we władaniu tych przekazów, że zrobił coś, co ewidentnie było sprzeczne z jego wartościami?
To, co mówi Oleandra, to jest dla mnie najstraszniejsza część tej historii. Dee był geniuszem - matematykiem, kartografem, doradcą królowej. I dał się zaprowadzić do czegoś tak głęboko sprzecznego z sobą samym. Jak to możliwe? Czy system enochański sam w sobie ma taką siłę, czy to był po prostu Kelley?
Ale czy Dee w ogóle próbował sam skrytowac te anioły bez kelleya? Po rozstaniu? Ciekawi mnie czy probował kontynuować i co z tego wyszło
To, że po rozstaniu z Kelleyem przekazy ustały, wydaje mi się ważnym punktem. Ale znowu - można to interpretować na dwa całkowicie różne sposoby. Albo Kelley rzeczywiście był medium, bez którego system nie działał. Albo Kelley był twórcą i bez niego nie było co tworzyć. Jak tu w ogóle rozstrzygnąć, która opcja jest bardziej prawdopodobna?
Nie rozstrzygnąć, i myślę, że to jest uczciwa odpowiedź. Natomiast jest trzecia opcja, którą pomijamy - że Dee sam potrzebował Kelleya jako pewnego rodzaju lustra. Że dynamika między nimi była tym, co wywoływało doświadczenia, niezależnie od tego, czy Kelley kłamał, czy nie. Zjawisko to jest dobrze znane w seansach spirytystycznych - zbiorowe oczekiwanie i relacja między uczestnikami współtworzy to, co się pojawia.
