Wracam do tej kwestii języka bo mnie ona nie odpuszcza - enochian jako język ma własną gramatykę, słownictwo, które zostało zapisane. Czy ktokolwiek próbował sprawdzić czy to jest wewnętrznie spójny język? Jak hebrajski albo łacina, gdzie możesz tworzyć nowe zdania według reguł?
Czyli nawet specjaliści od języków nie są w stanie jednoznacznie stwierdzić co to jest? To już samo w sobie jest niesamowite. Czy jest jakaś szansa że ten język kiedyś zostanie definitywnie zbadany, np. metodami komputerowymi?
Słuchajcie, a czy ktoś tu w ogóle próbował wymówić enochiański tekst na głos? Bo widziałem gdzieś filmy gdzie ludzie czytają te zawołania i brzmią dosyć... intensywnie. Zastanawiam się czy samo brzmienie ma znaczenie w tym systemie, czy to tylko symbolika.
No właśnie, i dlatego te tzw. Klucze Enochańskie powinny być recytowane w określonej kolejności i tempie, nie można tego robić byle jak. Złe wymówienie to podobno gorsza sprawa niż niewymówienie wcale. Przynajmniej tak to opisują instrukcje z tradycji Złotego Świtu, bo oni to potem skodyfikowali i dali konkretne wskazówki.
I tu dochodzimy do sedna tej całej rozmowy - właściwie nikt dziś nie praktykuje 'czystego' enochiana Dee, bo nie jest to możliwe bez rekonstrukcji. Każdy system, Złoty Świt, Crowley, współcześni ceremonialniści, to interpretacje. Pytanie czy to jest problem, czy może właśnie tak działają żywe tradycje magiczne - przez kolejne warstwy.
To jest właśnie sedno problemu który Dee sam by pewnie odrzucił jako fałszywy dylemat. Punktem odniesienia w systemie enochańskim nigdy nie były teksty same w sobie, ale kontakt - czyli to co się dzieje podczas pracy z tym materiałem. Dee nie pisał podręcznika. Zapisywał sesje. To fundamentalna różnica. Pytanie 'czy to autentyczny enochian Dee' zakłada że istnieje jakaś wersja wzorcowa, a ona nigdy nie istniała w takiej formie. Dee też eksperymentował, też poprawiał, też się mylił w transkrypcjach.
To nie jest wcale taki rzadki problem w historii okultyzmu. Automatyczne pisanie, zapis przez medium, wielogodzinne sesje - to wszystko sprzyja błędom, lukom, nieczytelnym fragmentom. Dzienniki Dee mają miejsca gdzie sam zaznaczał że coś jest niejasne albo że Kelley powtórzył inaczej niż za pierwszym razem. Corpus enochański nie jest monolitem. Jest zbiorem sesji prowadzonych przez kilka lat w różnych warunkach, i traktowanie go jak skończonej księgi objawionej to już interpretacja, nie fakt.
