John Dee to postać, którą znam od lat i wciąż mnie ona niepokoi w pewnym sensie - nie dlatego, że uważam go za oszusta, ale dlatego, że granica między geniuszem a opętaniem jest tu wyjątkowo cienka. Dee był matematykiem, doradcą Elżbiety I, człowiekiem o encyklopedycznej wiedzy. I nagle zaczyna siadać przy magicznym krysztale razem z Edwardem Kelleyem i notować rozmowy z bytami, które się przedstawiają jako aniołowie. Całość trwa lata i jest drobiazgowo zapisana. System, który z tych sesji wyłonił się - język enochański, tablice elementów, hierarchie aniołów - jest tak spójny wewnętrznie, że trudno go zbagatelizować. Moje pytanie do dyskusji: czy Dee naprawdę wierzył, że rozmawia z aniołami, czy traktował to bardziej jak eksperyment?
To, co opisujesz, to kluczowe napięcie w całej interpretacji enochizmu. Dee prowadził dzienniki seansów - Diaries - i z jego zapisków wynika absolutna powaga i wiara. Płakał, modlił się, pościł przed sesjami. To nie był dystans eksperymentatora. Natomiast Kelley, który był medium i 'widział' anioły w lustrze lub krysztale, był postacią znacznie bardziej podejrzaną. Miał obcięte uszy za fałszerstwo. Dee mu ufał mimo wszystko, co samo w sobie jest uderzające. Moim zdaniem Dee wierzył głęboko, a Kelley... no, Kelley mógł wierzyć, ale mógł też manipulować. To sprawia, że cały system enochański ma dziwne podwójne dno.
Zatrzymajmy się na chwilę przy tym języku enochańskim, bo to jest chyba najbardziej osobliwy element całego systemu. Dee i Kelley twierdzili, że anioły dyktowały im litery i słowa w kolejności od końca do początku, żeby sam Dee nie mógł ich przeczytać na głos w trakcie dyktowania i przypadkowo nie wywołał czegoś niekontrolowanego. To jest albo absolutnie przemyślana mitologia stworzona przez Kelleya, albo... coś, czego źródła nie są łatwe do wyjaśnienia. Językoznawcy, którzy analizowali enochański - i byli tacy - stwierdzali, że ma on pewne cechy strukturalne języka naturalnego. Nie twierdzę, że to dowód na cokolwiek, ale to nie jest bełkot.
Crowley twierdził, że kontaktował się z Aiwazem przez żonę Rose, która wchodziła w trans. To jest właściwie ten sam model co Dee i Kelley - jeden widzi, drugi zapisuje. Crowley sam przyznawał, że Dee był dla niego jednym z najważniejszych poprzedników. Język enochański był używany w rytuałach Golden Dawn, Crowley go rozwijał i modyfikował, a dzisiaj całe środowiska ceremonialnych magów pracują z tablicami enochańskimi. Więc odpowiedź brzmi: tak, system żyje i jest praktykowany.
Przepraszam, że się wtrącę z głupim pytaniem, ale czym właściwie są te tablice enochańskie? Słyszałam tę nazwę kilka razy, ale nie rozumiem, co to konkretnie jest i jak to działało.
A czy ktoś tu rzeczywiście próbował pracować z tym systemem? Bo można gadać o historii w nieskończoność, ale mnie interesuje, czy to coś daje w praktyce. Enochański brzmi jak coś ekstremalnie skomplikowanego.
To, co mówi Czarownica o przygotowaniu, jest moim zdaniem kluczowe. System Dee'ego nie jest czymś, do czego można podejść bez podstaw. Sam Dee spędził dekady na budowaniu swojego wykształcenia - neoplatonizm, kabała chrześcijańska, hermetyzm renesansowy, matematyka, astrologia. Te sesje ze skryingiem były dla niego zwieńczeniem całego intelektualnego życia, nie hobby na weekendy. Dlatego wyciąganie samego języka enochańskiego i śpiewanie go bez kontekstu - co widzę w różnych miejscach w sieci - wydaje mi się... niepoważne.
Zaraz, zaraz - wymienić się żonami? Serio? I Dee na to przystał? To brzmi jak klasyczna manipulacja przez Kelleya, który mógł mieć własne powody, żeby zainteresować się żoną Dee'ego. Nie trzeba aniołów, żeby to wyjaśnić.
Sam Kelley ostatecznie zerwał współpracę z Dee'm i skończył tragicznie - próbował uciec z więzienia na kontynencie i zginął albo ciężko się połamał, wersje się różnią. Dee wrócił do Anglii, stracił majątek i zaufanie. Koniec obu nie był szczęśliwy. Jeśli to był świadomy szwindel Kelleya, to mu się nie opłacił.
Słucham tej dyskusji od początku i chcę zapytać o coś, co mnie uderza: język enochański był dyktowany w konkretny, weryfikowalny sposób. Anioły podawały najpierw tłumaczenie angielskie, a potem odpowiednik enochański litera po literze od końca. To bardzo dziwna metoda. Czy ktoś wie, czy takie nagrania albo rękopisy są dostępne, żeby zobaczyć, jak to wyglądało na bieżąco?
Czytam ten wątek od jakiegoś czasu i mam pytanie, które mnie nurtuje od kilku postów. Brzozka wspomniała o tym dziwnym sposobie dyktowania - najpierw angielski, potem enochański od tyłu litera po literze. Ale skąd w ogóle wiadomo, że to rzeczywiście tak wyglądało? Czy te rękopisy w British Library są kompletne, czy może brakuje ważnych fragmentów?
A możliwe też, że odwrócony zapis był celowy ze strony samych bytów - bo bezpośrednie wypowiedzenie pewnych formuł miało mieć skutek. Coś podobnego znajdziesz w kabale, gdzie pewnych Imion nie wolno wymawiać wprost. Dee był doskonale zaznajomiony z tą tradycją. Nie wykluczałabym, że to wyjaśnienie, które on sam akceptował.
No ale to znowu jest interpretacja post hoc, nie? Możemy dopasować dowolne wyjaśnienie do faktu, że tekst był dyktowany od tyłu. Kabalistyczny zakaz wymawiania Imion, ochrona przed błędami, manipulacja Kelleya - każde z tych wyjaśnień jest równie możliwe i żadnego nie da się zweryfikować. To mnie w tym wszystkim frustruje.
Hej, wracam do pytania, które zadałem wcześniej, bo Czarownica trochę odpowiedziała, ale nadal nie do końca rozumiem. Mówiłaś o kabale i hermetyzmie jako wymaganym przygotowaniu - ale od czego praktycznie zacząć, jeśli chce się choćby dotknąć tego systemu? Nie pytam o pełny rytuał enochański, tylko o punkt wejścia.
Na to pytanie odpowiem ostrożnie, bo nie chcę ani straszyć, ani bagatelizować. Słyszałam o kilku osobach, które eksperymentowały z tablicami bez przygotowania i opisywały silne dezorientację, coś na kształt przeciążenia percepcyjnego. Jeden mężczyzna z grupy, z którą się zetknęłam, mówił o kilku dniach kiedy trudno mu było odróżnić sen od jawy. Ale nie wiem, czy to efekt systemu, czy własnej psychiki w nieodpowiednim momencie. System Dee'ego jest intensywny, to pewne.
To brzmi trochę niepokojąco. Czarownica, a ten mężczyzna z grupy - co on właściwie robił? Samo wymawianie języka enochańskiego, czy też pracował z tablicami jako obrazami, czy coś innego? Bo wydaje mi się, że to robi różnicę.
Właśnie przy tym pytaniu o Calls mam watpliwość. Słyszałam że te Zawołania sa niesamowite pod wzgledem samego brzmienia, ale czy ktoś tu je kiedyś słyszał na głos? Mam na myśli wymówione tak jak powinny być, nie przeczytane po cichu. Chodzi mi o ten efekt akustyczny.
Mnie to akurat nie dziwi, że brzmienie ma znaczenie. W tylu tradycjach - mantry w sanskrycie, arabski Koran, śpiew gregoriański - zakłada się, że sama wibracja dźwięku robi coś z umysłem i przestrzenią. To mogłoby tłumaczyć, dlaczego enochański jako język był tak kluczowy, a nie tylko jego znaczenie semantyczne. Dee chyba też tak to rozumiał?
Dołączam się tu z pytaniem może trochę z boku, ale nie mogę nie zapytać. Skoro Dee wierzył, że enochański to język przed hebrajskim, to jak to się ma do tego, że sam język jest zbudowany na alfabecie łacińskim? Nie powinna 'pierwotna mowa' używać jakichś własnych znaków?
A czy jest gdzieś analiza, która patrzy na enochański przez pryzmat lingwistyki strukturalnej? Tzn. czy ktoś sprawdzał, czy ten język ma spójną gramatykę, morfologię, czy może to jest tylko leksykon bez gramatyki?
Okej, ale jeśli Laycock ma rację i to jest pseudojęzyk, to czy nie zamyka to dyskusji o tym, że Dee komunikował się z prawdziwymi aniołami? Pełny język aniołów powinien chyba być bardziej zaawansowany niż cokolwiek, co człowiek mógłby wymyślić.
Okej, ale ta odpowiedź Czarownicy o uproszczeniu przekazu - ona mnie nie do końca przekonuje. Bo jeśli anioły musiały upraszczać język dla Dee'ego, to czemu nie upraszczały go w stronę łaciny albo greki, które Dee znał świetnie? Dlaczego miałyby tworzyć nowy język, który potem jeszcze dyktować od tyłu?
To jest uczciwy zarzut i nie mam na niego prostej odpowiedzi. Jedna myśl: może nie chodziło o to, żeby Dee rozumiał bezpośrednio, ale żeby otrzymał system do pracy, a nie do natychmiastowego użycia. Przekaz językiem, który musisz się nauczyć, wymusza inne nastawienie niż przekaz w języku, który znasz - jesteś bardziej uważny, bardziej rytualny.
To ma sens w kontekście ezoterycznym, ale wtedy pojawia się inne pytanie - czy Dee w ogóle używał enochańskiego w praktyce? Bo z jego dzienników wynika, że to głównie Kelley operował podczas seansów, nie sam Dee. Dee był raczej protokolantem.
Ale czy jest jakakolwiek dokumentacja konfliktu między nimi dotycząca treści przekazów? Tzn. czy Dee kiedykolwiek powiedział 'to nie zgadza się z tym, co słyszałem poprzednio' albo coś w tym stylu? Bo to by sugerowało, że jednak jakoś kontrolował spójność materiału.
To jest niesamowite, że coś takiego w ogóle trafiło do zapisów, które Dee zdecydował się zachować. Skoro to go tak kosztowało, mógł to po prostu wyciąć z dziennika. Fakt, że to zostawił, świadczy chyba o tym, że traktował dokumentację dosłownie - wszystko, co się wydarzyło, nawet jeśli było dla niego bolesne.
Ale z drugiej strony - Kelley mógł te właśnie najbardziej dziwaczne instrukcje wstawiać po to, żeby sprawdzić do czego Dee jest zdolny. Jakiś rodzaj testu posłuszeństwa, który jednocześnie dawał Kelleyowi poczucie przewagi. Nie wiem, ale ta dynamika między nimi brzmi trochę niepokojąco.
