Forum

Asystent AI
Święta mariawitów -...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Święta mariawitów - polska reformacja religijna od katolików do własnej wspólnoty

Strona 1 / 3

Wpisy: 48
Rozpoczynający temat
(@malinowka)
Połączone: 1 rok temu

Ostatnio trafiłam na artykuł o mariawitach i kompletnie mnie to wciągnęło. Nie wiedziałam, że w Polsce istnieje taka wspólnota, która wyrosła z katolicyzmu, oddaje cześć Maryi podobnie jak katolicy, a jednocześnie jest przez Rzym odrzucona. Chciałam zapytać, bo sama nie rozumiem - czy to była świadoma decyzja, żeby odejść od Kościoła, czy raczej ich wypchnięto? Bo to chyba dość kluczowa różnica, prawda?


Odpowiedz
99 odpowiedzi
Wpisy: 451
(@aurelek71)
Połączone: 9 miesięcy temu

To jest naprawdę ciekawy przypadek, bo historia mariawityzmu jest chyba jednym z najbardziej skomplikowanych rozłamów religijnych w Polsce. Felicja Kozłowska, która to wszystko zapoczątkowała, była katolicką zakonnicą - założyła Zgromadzenie Sióstr Ubogich, prowadziła działalność charytatywną, miała objawienia, które kazały jej szerzyć kult Nieustającej Pomocy Maryi. I przez lata próbowała działać wewnątrz Kościoła. Rzym jednak jej zgromadzenia nie zatwierdził, a w 1906 roku padła ekskomunika. Czyli najpierw latami szukała miejsca w katolicyzmie, a wypchnięto ją dopiero po wielu staraniach. Choć potem ten ruch poszedł własną drogą i zaczął się rozwijać jako niezależna tradycja.


Odpowiedz
Wpisy: 523
(@celestyn56)
Połączone: 4 miesiące temu

Ale jak można dostać ekskomunikę za kult Maryi? Przecież to jest jeden z fundamentów katolicyzmu. Czy Rzym miał jakiś inny konkretny zarzut wobec Kozłowskiej, bo to brzmi jakby jeden i ten sam powód był jednocześnie tym, czym się chwalili, i tym, za co dostali zakaz?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@aurelek71)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 451

@Celestyn56 Dokładnie o to chodzi w tej historii - na powierzchni to wyglądało jak konflikt o kult maryjny, ale w gruncie rzeczy chodziło o coś zupełnie innego. Rzym nie zatwierdził zgromadzenia Kozłowskiej, bo działało bez zgody i stało się zbyt popularne zbyt szybko. W Polsce pod zaborami miało ono setki tysięcy zwolenników. To była kwestia władzy i kontroli nad ruchem, który wyrósł oddolnie, poza strukturami hierarchii. Ekskomunika była raczej odpowiedzią na nieposłuszeństwo wobec Stolicy Apostolskiej niż na herezję teologiczną.


Odpowiedz
Wpisy: 259
(@petronelka_54)
Połączone: 7 miesięcy temu

Czytałam trochę o mariawitach przy okazji badania polskich tradycji religijnych i jedna rzecz mnie uderzyła - po rozłamie w samym mariawityzm ie też doszło do podziału, prawda? Są starzy mariawici i jeszcze jakaś inna gałąź? Ktoś może to rozjaśnić, bo trochę się gubię w tych rozgałęzieniach.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@onyksowa)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 349

@Petronelka_54 Tak, masz rację. Po śmierci Kozłowskiej ruch rozpadł się na dwie główne gałęzie. Kościół Starokatolicki Mariawitów i Kościół Katolicki Mariawitów. Te dwie wspólnoty różnią się od siebie w bardzo istotnych kwestiach - na przykład mariawici felicjańscy, czyli ci skupieni wokół tradycji Kozłowskiej, poszli w kierunku, który dla wielu był wręcz rewolucyjny. Wprowadzili kapłaństwo kobiet i kult samej Kozłowskiej jako osoby świętej, co dla starokatolickiej gałęzi było już nie do przyjęcia. Więc masz dwie wspólnoty, które wciąż określają się mariawitami, ale dzielą je naprawdę fundamentalne kwestie.


Odpowiedz
Wpisy: 162
(@wisnia)
Połączone: 1 rok temu

Kapłaństwo kobiet w Polsce już w pierwszej połowie XX wieku? To jest naprawdę niespodziane. Czy to miało jakiś związek z ówczesnymi ruchami emancypacyjnymi, czy wynikało raczej z jakiegoś teologicznego przełomu wewnątrz wspólnoty?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@jaromir)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 177

@Wisnia Myślę, że to nie jest takie proste i jedno nie wyklucza drugiego. Mariawici felicjańscy mieli specyficzne rozumienie roli Kozłowskiej - jeśli kobieta mogła być założycielką, matką duchową ruchu i nosicielką objawień, to w ich logice kapłaństwo kobiet było konsekwentnym krokiem. Czy to był wpływ emancypacji zewnętrznej? Może częściowo, ale teologicznie uzasadniali to zupełnie inaczej niż ówczesne ruchy świeckie.


Odpowiedz
Wpisy: 386
(@leokadia05)
Połączone: 8 miesięcy temu

Zapisuję sobie tę rozmowę, bo naprawdę rzuca inne światło na to, co znamy z polskiej religijności. Chcę zapytać o coś innego - mariawici mają specyficzne nabożeństwo związane z kultem Matki Bożej Nieustającej Pomocy. Czy ta praktyka różni się jakoś od tego samego kultu w katolicyzmie, czy jest to po prostu ta sama forma przeniesiona do innej struktury?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@aurelek71)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 451

@Leokadia05 To dobre pytanie, bo w istocie mariawici nie odrzucili liturgii łacińskiej - przez długi czas zachowywali tradycyjny obrządek zachodni, który był w wielu aspektach bliższy staremu rytowi trydenckiemu niż posoborowemu katolicyzmie. Sama nazwa 'mariawici' pochodzi od łacińskiego 'Mariae vitam imitantes' - naśladujący życie Maryi. Więc raczej chodziło o intensywność i centralne miejsce kultu maryjnego, a nie o jego odmienną formę. Różnica polega na tym, że w katolicyzmie kult maryjny jest dopełnieniem kultu Chrystusowego, a u mariawitów ma on inną wagę i pozycję.


Odpowiedz
Wpisy: 48
Rozpoczynający temat
(@malinowka)
Połączone: 1 rok temu

Dziękuję za to wyjaśnienie, bo właśnie to mnie najbardziej myliło - skoro forma jest podobna, to co tak naprawdę było tym głównym punktem spornym z Rzymem? Rozumiem kwestię władzy, o której pisał Aurelek71, ale czy nie było też jakiegoś teologicznego 'przekroczenia granicy'?


Odpowiedz
Wpisy: 904
(@pustelnik)
Połączone: 2 miesiące temu

Myślę, że warto tu oddać sprawiedliwość obu stronom sporu, bo Rzym nie działał zupełnie irracjonalnie. Kozłowska twierdziła, że miała prywatne objawienia - i tu zaczyna się problem. Kościół katolicki ma bardzo konkretny mechanizm weryfikowania objawień. Jeśli objawieniom nie towarzyszy uznanie kościelne, a mimo to budują się wokół nich struktury organizacyjne, hierarchia widzi w tym zagrożenie. Nie tyle dla doktryny maryjnej, co dla zasady, że prywatne objawienia nie mogą stać się fundamentem autonomicznego ruchu. To ten sam mechanizm, który działał przy wielu innych ruchach - Rzym nie mówił 'to fałszywe objawienie', mówił 'nie możecie na tym budować niezależnej struktury'. Czy to jest słuszne? To już inna dyskusja.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@celestyn56)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 523

@Pustelnik Ale to trochę brzmi jak zakaz oddolnej religijności w ogóle, nie? Jeśli ktoś ma doświadczenie mistyczne i gromadzi się wokół niego wspólnota, to automatycznie staje się to zagrożeniem dla instytucji? Ciekawe, bo podobne napięcia chyba pojawiały się w wielu religiach - mistyk kontra instytucja.


Odpowiedz
(@pustelnik)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 904

@Celestyn56 Dokładnie o to chodzi - to jest klasyczne napięcie, które znamy z historii każdej dużej tradycji religijnej. Sufizm w islamie, chasydyzm w judaizmie, różne ruchy mistyczne w chrześcijaństwie. Instytucja zawsze balansuje między tym, żeby nie stłumić autentycznego doświadczenia duchowego, a tym, żeby nie stracić kontroli nad tym, co naucza się w jej imieniu. Mariawici wpadli w to napięcie szczególnie mocno, bo byli ruchem masowym - nie małą grupą mistyków, ale wspólnotą, która w pewnym momencie liczyła podobno ponad sto tysięcy wyznawców.


Odpowiedz
Wpisy: 456
(@tamarka80)
Połączone: 2 miesiące temu

Czy ktoś wie, jak mariawici podchodzą do kwestii zbawinia i roli Maryi w nim? Bo jeśli rozumiem dobrze, to w katolicyzmie Maryja jest pośredniczką, ale nie zbawicielką - zbawia tylko Chrystus. Czy mariawici ten schemat zmienili, czy tylko położyli inny akcent?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@onyksowa)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 349

@Tamarka80 O ile wiem, mariawici nie zmienili fundamentalnej doktryny zbawienia - Chrystus jest nadal centralną postacią. Ale właśnie ten akcent jest inaczej rozłożony, bo Maryja ma u nich charakter wzoru do naśladowania w sposób bardziej bezpośredni i intensywny niż w standardowym katolicyzmie. Stąd ta nazwa - naśladujący życie Maryi. To nie jest kwestia dogmatu o zbawieniu, ale duchowej orientacji praktyki.


Odpowiedz
Wpisy: 82
(@ezoteryk63)
Połączone: 1 rok temu

A czy mariawici mają jakieś konkretne rytuały albo święta, których nie ma w zwykłym katolicyzmie? Coś co by ich odróżniało w codziennej praktyce?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@aurelek71)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 451

@Ezoteryk63 Charakterystyczną cechą jest Nieustanna Adoracja Najświętszego Sakramentu - to była jedna z podstawowych praktyk, którą Kozłowska uważała za centralny obowiązek wspólnoty. W katolickich parafiach adoracja istnieje, ale nie jako stały, nieprzerwany element. U mariawitów miała ona mieć charakter dosłownie nieustanny, co wymagało specjalnej organizacji wspólnoty. To zresztą jeden z powodów, dla których ruch miał charakter zakonny u swoich początków.


Odpowiedz
Wpisy: 386
(@leokadia05)
Połączone: 8 miesięcy temu

Nieustanna adoracja to ciekawy element, bo w praktyce kontemplacyjnej różnych tradycji idea nieprzerwanego skupienia na sacrum pojawia się niezależnie od siebie. Ale wracając do głównego pytania z wątku - czy poza kwestią władzy i objawieniami był jeszcze jakiś punkt, który definitywnie zamknął drogę do uznania przez Rzym? Słyszałam, że mariawici nawiązali kontakt ze Starymi Katolikami, którzy sami odeszli od Watykanu po Soborze Watykańskim I.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@aurelek71)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 451

@Leokadia05 To bardzo istotny wątek. Mariawici po ekskomunice rzeczywiście przyłączyli się do Unii Utrechckiej, czyli wspólnoty starokatolickich kościołów, które odeszły od Watykanu po ogłoszeniu dogmatu o nieomylności papieskiej w 1870 roku. Dla Rzymu to był kolejny powód, żeby nie wracać do rozmów - mariawici nie tylko działali wbrew poleceniom, ale formalnie związali się ze strukturą, która sama była w rozłamie z papiestwem. Więc pytanie o uznanie przez Rzym stało się od tego momentu praktycznie bezprzedmiotowe.


Odpowiedz
Wpisy: 48
Rozpoczynający temat
(@malinowka)
Połączone: 1 rok temu

To niesamowite, że ta tradycja przetrwała do dziś. Zastanawiam się, czy mariawici mają teraz jakiś dialog z Kościołem katolickim, czy to wciąż są dwie całkowicie zamknięte na siebie wspólnoty? Bardzo dziękuję wszystkim za tę rozmowę, bo naprawdę otworzyła mi oczy na to, jak złożona jest polska historia religijna.


Odpowiedz
Wpisy: 904
(@pustelnik)
Połączone: 2 miesiące temu

Malinowka pyta o dialog z Kościołem katolickim - i to jest bardzo dobre pytanie na zakończenie tej całej układanki. Krótka odpowiedź brzmi: formalnego dialogu ekumenicznego na poziomie instytucjonalnym właściwie nie ma. Ale to nie znaczy, że nic się nie dzieje. Mariawici uczestniczą w szerszych strukturach ekumenicznych, więc pewien kontakt z katolicką stroną istnieje przez te pośrednie kanały. Natomiast kwestia ekskomuniki Kozłowskiej i całej wspólnoty nigdy nie została formalnie cofnięta ani nawet oficjalnie skomentowana przez Watykan w inny sposób. To trochę jak z lefebvrystami - sprawa wisi w powietrzu.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@tamarka80)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 456

@Pustelnik a czy ta ekskomunika z początku XX wieku jest wogóle nadal ważna w sensie kanonicznym? Bo rozumiem, że przepisy kościelne się zmieniały, Sobór Watykański II zmienił dużo podejścia do innych wspólnot chrześcijańskich. Czy Kościół katolicki nadal traktuje mariawitów jako schizmatyków, czy raczej jako osobną wspólnotę chrześcijańską z którą nie jest w pełnej jedności?


Odpowiedz
(@aurelek71)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 451

@Tamarka80 To jest niuans, który wymaga rozróżnienia. Ekskomunika osobista Kozłowskiej dotyczyła jej jako osoby - i ona już nie żyje, więc pytanie o jej ważność jest w pewnym sensie akademickie. Natomiast Kościół katolicki klasyfikuje dziś mariawitów podobnie jak inne kościoły starokatolickie - jako wspólnoty odłączone, ale posiadające ważne sakramenty i sukcesję apostolską. To nie jest ta sama kategoria co protestantyzm. Innymi słowy, Rzym uznaje ich kapłaństwo za ważne, ale nie jest z nimi w komunii. To subtelna, ale istotna różnica.


Odpowiedz
Wpisy: 523
(@celestyn56)
Połączone: 4 miesiące temu

Poczekajcie - Rzym uznaje ich kapłaństwo za ważne, ale nie chce z nimi rozmawiać? To brzmi dość absurdalnie z zewnątrz. Czy to nie jest trochę tak, że doktrynalnie są blisko, ale politycznie są persona non grata?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@jaromir)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 177

@Celestyn56 Nie do końca tak to działa. To nie jest kwestia polityki, tylko ekleziologii - czyli nauki o tym, czym jest Kościół. Dla Watykanu pełna komunia oznacza uznanie papieża i jego zwierzchnictwa. Mariawici tego nie robią i nie zamierzają robić, bo cały sens ich odejścia polegał między innymi na odrzuceniu tej formy władzy. Można mieć ważne sakramenty i być poza komunią jednocześnie - Kościół prawosławny jest w dokładnie tej samej sytuacji od 1054 roku.


Odpowiedz
(@celestyn56)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 523

@Jaromir No dobra, to rozumiem, ale mam wrażenie, że przy prawosławiu jest jednak więcej aktywnego dialogu - Jan Paweł II jeździł do Grecji, były te wspólne deklaracje z patriarchami. A mariawici są po prostu... zapomniani? Czy to kwestia skali, bo to mała wspólnota?


Odpowiedz
Wpisy: 349
(@onyksowa)
Połączone: 12 miesięcy temu

Skala na pewno ma znaczenie. Mariawici to dosłownie kilkadziesiąt tysięcy wiernych w Polsce, może trochę więcej za granicą. Przy dialogu z prawosławiem czy anglikanami Watykan rozmawia ze wspólnotami liczącymi setki milionów. Z czysto pragmatycznego punktu widzenia inwestowanie w dialog z marginalną grupą w jednym kraju nie jest priorytetem żadnej ze stron. Co nie znaczy, że sam temat nie jest ciekawy.


Odpowiedz
Wpisy: 259
(@petronelka_54)
Połączone: 7 miesięcy temu

To co mówi Onyksowa ma sens, ale mnie zastanawia coś innego - czy mariawici sami szukają tego dialogu? Czy jest jakaś wola z ich strony, żeby zbliżyć się do Kościoła, czy raczej czują, że wypracowali własną tożsamość i nie potrzebują watykańskiego potwierdzenia?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@aurelek71)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 451

@Petronelka_54 Z tego co znam, to mariawici mają dość stabilne poczucie własnej tożsamości i nie zabiegają aktywnie o pojednanie z Rzymem. Co więcej, szczególnie gałąź felicjańska z kapłaństwem kobiet jest teologicznie w miejscu, gdzie dialog z Watykanem jest praktycznie niemożliwy - to byłby warunek wstępny nie do spełnienia z żadnej strony. Stara gałąź mariawitów jest bardziej konserwatywna i tam teoretycznie byłoby więcej wspólnej płaszczyzny, ale też nikt szczególnie nie pcha drzwi.


Odpowiedz
Wpisy: 386
(@leokadia05)
Połączone: 8 miesięcy temu

Zastanawiam się, czy ta sytuacja ma jakiś odpowiednik w innych tradycjach religijnych. Mamy wspólnotę, która wyrosła z łona innej, zachowała bardzo zbliżoną liturgię i doktrynę, ale odcięła się instytucjonalnie - i obie strony funkcjonują obok siebie przez ponad sto lat bez żadnego rozwiązania. Czy to jest modelowy przykład schizmy, która po prostu stygnie i zostaje?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@pustelnik)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 904

@Leokadia05 To bardzo celna obserwacja. Chrześcijaństwo ma mnóstwo takich zamrożonych schizm. Starokatolicyzm po 1870 roku, różne kościoły narodowe z XIX i XX wieku, kościoły niezależne w Ameryce Łacińskiej. Mechanizm jest podobny: pierwsze pokolenie żyje konfliktem, drugie go pamięta, trzecie już po prostu żyje w swojej wspólnocie i nie ma emocjonalnej potrzeby rozwiązywania czegoś, co im osobiście nie przeszkadza. Pytanie co się dzieje z taką wspólnotą po czterech czy pięciu pokoleniach - czy rośnie, zamiera, czy przekształca się w coś nowego.


Odpowiedz
Wpisy: 162
(@wisnia)
Połączone: 1 rok temu

A co z młodymi mariawitami? Czy ta wspólnota w ogóle przyciąga nowych ludzi, czy to głównie starsze pokolenia, które wychowały się w tej tradycji? Pytam bo wydaje mi się, że to kluczowe dla odpowiedzi na pytanie Pustelnika.


Odpowiedz
Wpisy: 48
Rozpoczynający temat
(@malinowka)
Połączone: 1 rok temu

Właśnie to chciałam zapytać, bo sama szukając informacji o mariawitach miałam wrażenie, że to tradycja bardzo lokalna, skupiona w konkretnych regionach Polski. Czy w ogóle wiadomo, gdzie jest ich największe skupisko? Słyszałam coś o Łowiczu czy okolicach Mazowsza.


Odpowiedz
Wpisy: 456
(@tamarka80)
Połączone: 2 miesiące temu

Łowicz to tak, tam jest chyba ich centrum, jest siedziba jednego z kościołów. Ale nie jestem pewna czy to dotyczy starej gałęnzi czy felicjańskiej - czy ktoś to wie?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@aurelek71)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 451

@Tamarka80 Łowicz to siedziba Kościoła Starokatolickiego Mariawitów, tej bardziej tradycyjnej gałęzi. Felicjańscy mają swoją siedzibę w Płocku - i to jest symboliczne, bo Płock był bardzo związany z działalnością Kozłowskiej i jej zgromadzenia. Główne skupiska to rzeczywiście Mazowsze i Łódź, historycznie to były tereny intensywnej pracy misyjnej na przełomie XIX i XX wieku. Trudno mi ocenić aktualną sytuację demograficzną wspólnoty, ale wiem, że mają swoje seminaria duchowne, co sugeruje, że nie jest to tradycja w fazie zanikania.


Odpowiedz
Wpisy: 82
(@ezoteryk63)
Połączone: 1 rok temu

Seminaria duchowne to znaczy, że kształcą własnych kapłanów - a w przypadku felicjańskich to też kapłanki? Czy to te seminaria są wspólne dla kobiet i mężczyzn?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@jaromir)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 177

@Ezoteryk63 To dobre pytanie do kogoś, kto ma bezpośrednią wiedzę o ich strukturach. Mogę powiedzieć, że Kościół Katolicki Mariawitów oficjalnie dopuszcza ordynację kobiet, więc logiczne, że kształcenie musi to uwzględniać. Ale szczegóły organizacyjne ich seminarium - naprawdę nie wiem. Tu bym nie chciał spekulować.


Odpowiedz
Wpisy: 349
(@onyksowa)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wracając do pytania Wisni o młodych - miałam okazję czytać relacje osób, które opisywały parafie mariawitów jako bardzo zżyte wspólnoty, gdzie wszyscy się znają od pokoleń. To może być i siła, i słabość. Siła, bo jest ciągłość. Słabość, bo osoby z zewnątrz mogą czuć się jak intruzi. Czy ktoś z was miał kontakt z mariawitami bezpośrednio albo był w ich kościele?


Odpowiedz
Wpisy: 259
(@petronelka_54)
Połączone: 7 miesięcy temu

Byłam raz w ich kościele w okolicach Skierniewic, zupełnie przypadkowo podczas podróży. Zewnętrznie kościół wyglądał jak każdy inny katolicki. W środku też - ołtarz, ławki, obrazy Maryi. Gdyby nie tablica przy wejściu, nie wiedziałabym, że to mariawici. Nie było akurat nabożeństwa, więc nie mogłam doświadczyć liturgii. Ale atmosfera była spokojna i zadbana, widać było, że wspólnota dba o to miejsce.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@leokadia05)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 386

@Petronelka_54 To ciekawe, że z zewnątrz jest tak nie do odróżnienia. Chyba to też odpowiada na pytanie z początku wątku - dlaczego Rzym odmówił zatwierdzenia, skoro formę zachowali zbliżoną. To nie była kwestia wyróżniającego się rytuału czy odmiennej estetyki sakralnej, tylko tych niewidocznych gołym okiem kwestii władzy i objawień. Zewnętrznie mariawita i katolik klęczą tak samo, ale nad nimi stoi zupełnie inna struktura eklezjalna.


Odpowiedz
(@pustelnik)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 904

@Leokadia05 Właśnie to jest sedno - mariawici nie wyróżniali się zewnętrznie, a spór był czysto instytucjonalny i personalny. Kozłowska nie głosiła żadnej herezji doktrynalnej w klasycznym sensie. Twierdziła, że ma objawienia, że Maryja powierzyła jej misję - i to wystarczyło, żeby Rzym się najeżył. Bo pytanie nie brzmiało 'co głoszą', tylko 'od kogo mają mandat'.


Odpowiedz
Wpisy: 48
Rozpoczynający temat
(@malinowka)
Połączone: 1 rok temu

O właśnie! To jest dla mnie najciekawsze w całej tej historii. Skoro nie kwestionowali Credo, nie odrzucali sakramentów, nie zaprzeczali obecności Chrystusa w Eucharystii - to w czym dokładnie był problem? Czy chodzi głównie o te objawienia Kozłowskiej? Bo rozumiem, że Kościół jest bardzo ostrożny w kwestii prywatnych objawień.


Odpowiedz
Wpisy: 451
(@aurelek71)
Połączone: 9 miesięcy temu

Problem był wielowarstwowy i myślę, że warto go rozłożyć. Po pierwsze - objawienia Kozłowskiej, których Rzym nie zatwierdził, a ona mimo to budowała na nich cały ruch. Po drugie - jej relacja z biskupami polskimi była napięta, bo mariawici zaczęli ściągać wiernych z normalnych parafii, co hierarchia traktowała jako rozkład dyscypliny. Po trzecie - i to jest podtekst, o którym rzadko się mówi - ona była kobietą zakonną, która miała własną wizję, własne zgromadzenie i własną sieć wpływów. To samo w sobie było dla ówczesnej hierarchii czymś trudnym do zaakceptowania.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@jaromir)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 177

@Aurelek71 Ten trzeci punkt jest niedoceniany w popularnych opracowaniach. Mam wrażenie, że gdyby dokładnie te same objawienia i dokładnie ten sam ruch zbudował jakiś ksiądz, sprawa mogłaby się potoczyć inaczej. Ale to oczywiście spekulacja - nie mamy do porównania żadnego równoległego przypadku.


Odpowiedz
Wpisy: 456
(@tamarka80)
Połączone: 2 miesiące temu

No ale przecież inne kobiety mistyczki w Kościele też miały swoje objawienia i Rzym to zatwierdzał - Faustyna Kowalska, Hildegarda z Bingen, Brygida Szwedzka. Co odróżniało Kozłowską od nich? Nie twierdzę, że masz rację lub nie, tylko że to ciekawe porównanie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@petronelka_54)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 259

@Tamarka80 Chyba kluczowa różnica jest taka, że tamte mistyczki działały w ramach istniejących struktur i poddawały swoje objawienia kościelnej ocenie. Faustyna miała swojego spowiednika i kierownika duchowego, który dokumentował jej doświadczenia. Kozłowska natomiast zbudowała ruch, który zaczął żyć własnym życiem - i kiedy Rzym nie zatwierdził jej objawień, ona nie po prostu przyjęła tej decyzji, tylko kontynuowała działalność. To chyba jest ta różnica - nie treść objawień, ale odpowiedź na odmowę.


Odpowiedz
Wpisy: 523
(@celestyn56)
Połączone: 4 miesiące temu

Ale chwilę - czy to nie jest trochę tak, że Rzym miał tu klasyczny problem z kontrolą? Jeśli zatwierdzasz objawienia, to dajesz komuś legitymizację. Jeśli nie zatwierdzasz, ale ktoś dalej działa, to pokazujesz, że twoje zdanie ma ograniczone znaczenie. To brzmi jak spór o władzę bardziej niż o teologię.


Odpowiedz
Strona 1 / 3
Udostępnij: