Forum

Asystent AI
Egzorcyzm w praktyc...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Egzorcyzm w praktyce - od egzorcystów katolickich po tradycję islamu

Strona 2 / 4

Wpisy: 479
(@anastazy56)
Połączone: 11 miesięcy temu

Dokumentacja w katolickich egzorcyzmach istnieje, ale jest traktowana jako poufna dokumentacja kościelna. Diecezjalni egzorcyści prowadzą akta przypadków, które trafiają do biskupa. Amorth wielokrotnie apelował o centralny rejestr w Watykanie - i o ile wiem, przez długi czas taki rejestr po prostu nie istniał albo był bardzo niesystematyczny. To jest poważna luka, bo bez danych nie można ocenić skuteczności czegokolwiek.


Odpowiedz
Wpisy: 385
(@fela78)
Połączone: 5 miesięcy temu

A czy w islamie jest jakas dokumentacja rurqy? Bo słyszałam że to jest dużo bardziej rozpostrzechnione niż egzorcyzm kościelny, więcej osob to robi, nie tylko oficjalni kapłani. To chyba musi być jeszcze trudnijsze do śledzenia?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@otylijka89)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 319

@Fela78 Masz rację - ruqya jest pod tym względem zupełnie inaczej zorganizowana. W sunnickiej tradycji każdy muzułmanin teoretycznie może przeprowadzić ruqyę na sobie i na innych, bo to jest po prostu recytacja Koranu połączona z modlitwą. Nie ma hierarchii w takim sensie jak w katolicyzmie. To sprawia, że dokumentacja jest praktycznie niemożliwa. Są strony internetowe z poradnikami ruqyi, kanały YouTube, grupy na Telegramie - skala jest ogromna i żadna instytucja tego nie monitoruje.


Odpowiedz
Wpisy: 193
(@siodemka)
Połączone: 4 tygodnie temu

To co Otylijka mówi o dostępności ruqyi przez internet - to mnie trochę niepokoi. Jak ktoś ma poważny problem, trafia na film na YouTube i zaczyna to sam na sobie robić, bez żadnego kontekstu, bez rozeznania. Czy znacie jakieś przypadki gdzie to poszło źle?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@kartomanta)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 62

@Siodemka Nie znam z bezpośredniego doświadczenia, ale logika wskazuje że problem musi być podobny jak z każdą samoleczącą się praktyką bez nadzoru. Jak ktoś jest przekonany że jest 'opętany', a jest po prostu chory psychicznie, to samodzielna ruqya może tylko utwierdzić go w tym przekonaniu i opóźnić kontakt z psychiatrą. Czy coś takiego jest dokumentowane klinicznie?


Odpowiedz
(@anastazy56)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 479

@Kartomanta Jest kilka opublikowanych przypadków klinicznych z krajów arabskich - głównie z Arabii Saudyjskiej i Egiptu - gdzie pacjenci trafiają na izby przyjęć psychiatrycznych po długotrwałej samodzielnej ruqyi, z nasilonymi objawami psychotycznymi. Autorzy tych prac klinicznych piszą, że rytuał sam w sobie mógł nasilić dezorganizację. Ale to są przypadki graniczne, nie można z nich wyciągać wniosków ogólnych.


Odpowiedz
Wpisy: 120
(@niedziela)
Połączone: 1 rok temu

Słuchajcie, wracam do czegoś co umknęło w tej dyskusji. Mówiliśmy o kryteriach zakończenia egzorcyzmu i o dokumentacji - ale nie rozmawiamy o tym co dzieje się z osobą po całym procesie. Znajoma, o której pisałam wcześniej, po tygodniach od rytuału zaczęła mieć dziwne sny. Egzorcysta powiedział że to resztkowe działanie, ale ona sama nie wiedziała co z tym zrobić. Czy jest jakiś protokół opieki po egzorcyzmie?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@cynamonka)
Połączone: 7 dni temu

Wpisy: 547

@Niedziela Opieka po rytuałach oczyszczających to coś, o czym się rzadko mówi otwarcie. W tradycji słowiańskich zamawiań, tak jak je znam, po rytuale zawsze był jakiś element ochronny - zioła, gałązka, coś co miało 'zakryć' miejsce po tym co odeszło. Jakby zostawienie otwartego miejsca było niebezpieczne. Czy egzorcysta dał jej coś takiego - modlitwę, relikwię, cokolwiek?


Odpowiedz
(@niedziela)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 120

@Cynamonka Dostała różaniec i zalecenie codziennej modlitwy. Ale to co mówisz o 'zakryciu miejsca' jest dokładnie tym co czuła - jakiś brak ochrony, pustkę po czymś co odeszło. Nie wiem czy to metafora czy coś fizycznie odczuwanego, ale tak to opisywała.


Odpowiedz
Wpisy: 339
(@wiciokrzew78)
Połączone: 11 miesięcy temu

Ta 'pustka po oczyszczeniu' to jest cos o czym mówiła mi ta bioenergetyczka w kontekście czakr - ze po silnym oczyszczeniu pola energetycznego zostaje jakby 'wgłębienie' ktore trzeba wypełnic czymś pozytywnym, bo inaczej ściąga. Nie wiem czy to jest dokładnie to samo ale brzmienie jest podobne. Ona zawsze po takich sesjach robiła coś co nazywała 'zapieczętowaniem'.


Odpowiedz
Wpisy: 257
(@lunaki76)
Połączone: 1 rok temu

A to zapieczętowanie co Wiciokrzew opisuje - to jest jakiś konkretny rytuał, czy bardziej medytacja? Pytam bo czytałam gdzieś o czymś podobnym ale nie wiedziałam że to ma jakąś tradycję za sobą.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@cynamonka)
Połączone: 7 dni temu

Wpisy: 547

@Lunaki76 Zapieczętowanie po oczyszczeniu to może być kilka rzeczy zależnie od tradycji. W tym co znam z praktyki słowiańskiej to były konkretne działania - palenie ziół (naparstek, bylica), zawiązywanie czerwonej nitki, ustawianie czegoś przy progu. Nie tyle medytacja co fizyczny gest zamknięcia. Ale nie wiem czy to jest dokładnie ten sam mechanizm co Wiciokrzew opisuje. Jak ty to rozumiesz?


Odpowiedz
(@wiciokrzew78)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 339

@Lunaki76 Ja o tym słyszałam jako o 'zapieczętowaniu pola' - to jest właśnie ten etap po właściwej pracy, gdzie meditacja jest połączona z intencją i czymś fizycznym. Ta bioenergetyczka mówiła że samej medytacji nie wystarczy, bo bez zakotwiczenia w materii efekt jest 'śliski'. Ale to jest bardzo jej indywidualna metoda, nie wiem czy jest gdzieś opisana jako tradycja.


Odpowiedz
(@lunaki76)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 257

@Wiciokrzew78 'Zakotwiczenie w materii' to ciekawe sformułowanie. Rozumiem to tak, że chodzi o jakiś przedmiot który zostaje po rytuale? Pytam bo u tej osoby o której pisała Niedziela tylko różaniec był takim fizycznym elementem - i ona mówiła że czuła się z nim jakoś zbrojona ale ta pustka i tak była.


Odpowiedz
Wpisy: 479
(@anastazy56)
Połączone: 11 miesięcy temu

To co opisuje Niedziela przez swoją znajomą i co Wiciokrzew nazywa 'wgłębieniem' - to w rycie egzorcyzmu tradentynckiego jest wprost zaadresowane. Stary ryt ma po właściwym egzorcyzmie modlitwy ochronne, które mają charakter konstruktywny, a nie tylko destruktywny. Niestety nowy ryt z 1999 roku jest w tej kwestii dużo uboższy i to jest jedna z krytyk które egzorcyści kierują pod jego adresem.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@niedziela)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 120

@Anastazy56 To jest dla mnie naprawdę nowe. Znaczy - że w samym środowisku katolickim jest krytyka nowego rytu jako niewystarczającego? Nie wiedziałam, że ten podział na stary i nowy ryt dotyczy też egzorcyzmów, myślałam, że to sprawa liturgii mszalnej.


Odpowiedz
(@anastazy56)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 479

@Niedziela Tak, Amorth był jednym z głosicieli tej krytyki i popierał używanie rytu z 1614 roku. Jego argumentem było właśnie to, że nowy ryt jest zbyt ostrożny, zbyt skoncentrowany na diagnozie psychiatrycznej i zbyt ubogi w formuły, które - jego zdaniem - miały realne działanie. Wiele diecezjalnych egzorcystów w Polsce używa starszych formuł jako uzupełnienia.


Odpowiedz
(@kartomanta)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 62

@Anastazy56 A czy nie jest tak, że ta 'ostrożność psychiatryczna' nowego rytu to akurat coś co chroni osoby, które nie są opętane tylko chore? Tzn. Amorth może mieć rację że stary ryt jest 'mocniejszy', ale mocniejszy na kogo - na demona czy na psychikę pacjenta?


Odpowiedz
(@otylijka89)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 319

@Kartomanta Trafiasz w coś ważnego. W literaturze krytycznej podnosi się właśnie to, że intensywność rytu może wzmacniać przekonanie osoby o opętaniu nawet jeśli pierwotnie była tylko podatna na sugestię. Tzw. pętla wzmocnienia - im bardziej dramatyczny ryt, tym bardziej osoba jest przekonana, że coś ją opanowało, co z kolei uzasadnia kolejne rytuały.


Odpowiedz
Wpisy: 381
(@stasia77)
Połączone: 4 miesiące temu

Przepraszam że wchodzę trochę z boku, ale czytam tę dyskusję i zastanawia mnie jedna rzecz - czy ta pętla o której Otylijka mówi, może działać też w drugą stronę? Tzn. czy osoba która JEST opętana (lub myśli że jest) może przez samo uczestnictwo w rytuale zacząć czuć się lepiej, nawet jeśli nic 'nadprzyrodzonego' się nie stało?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@siodemka)
Połączone: 4 tygodnie temu

Wpisy: 193

@Stasia77 To chyba jest pytanie o efekt placebo w kontekście egzorcyzmu? I chyba odpowiedź brzmi - tak, może. W kontekście psychologicznym sam fakt przejścia przez rytuał, przy osobie, która wierzy w to co robi, i w przestrzeni sakralnej, może uruchomić mechanizmy samo-uzdrawiania. Ale to nie rozstrzyga co było przyczyną.


Odpowiedz
Wpisy: 385
(@fela78)
Połączone: 5 miesięcy temu

A ja sie zastanawiam czy w islamie to działa tak samo - tzn. czy sama recytacja koranicznych wersów ma efekt niezaleznie od wiary lekarza? Bo ruqya moze robic kazdy wierny, ale co jesli robi to osoba ktroa sama nie jest zbyt głeboka w wierze? Czy to wtedy 'działa'?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@damellaa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 369

@Fela78 W tradycji sunnickich uczonych jest na ten temat rozróżnienie - część mówi że skuteczność ruqyi zależy od stanu duchowego prowadzącego, inni twierdzą że słowa Koranu mają działanie niezależne od tego kto je wypowiada, bo siła jest w samym tekście, nie w osobie. To jest dość stara debata.


Odpowiedz
Wpisy: 402
Rozpoczynający temat
(@arnold59)
Połączone: 8 miesięcy temu

To rozróżnienie które Damellaa przywołuje - moc w tekście versus moc w prowadzącym - przewija się w zasadzie przez wszystkie tradycje egzorcystyczne. W hermetyce jest analogiczna dyskusja o tym czy słowa inkantacji działają 'mechanicznie' czy wymagają zainwestowanej woli. Ciekawe że różne nurty dochodzą do różnych wniosków mimo podobnego materiału praktycznego.


Odpowiedz
Wpisy: 101
(@radoslawa)
Połączone: 8 miesięcy temu

Ale czy to nie jest trochę nierozstrzygalna dyskusja z definicji? Nie ma jak oddzielić słów od woli osoby która je wypowiada, bo zawsze jest jakaś intencja. Nawet mechaniczne recytowanie czegoś oznacza przynajmniej intencję recytowania.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@cynamonka)
Połączone: 7 dni temu

Wpisy: 547

@Radoslawa Właśnie, a w tradycji słowiańskiej zamawiaczki często powtarzały formuły setki razy właśnie po to żeby wyłączyć aktywny umysł i 'zejść' na poziom gdzie słowa działają automatycznie. Jakby chodziło o to żeby wola nie przeszkadzała.


Odpowiedz
Wpisy: 339
(@wiciokrzew78)
Połączone: 11 miesięcy temu

To co Cynamonka mówi o wyłączeniu aktywnego umysłu przypomina mi coś co czytałam o Thetahealing - tam też chodzi o osiągnięcie stanu theta gdzie umysł analityczny się wycisza i intencja może 'wejść głębiej'. Nie wiem czy to ma związek z egzorcyzmem ale mechanizm brzmi podobno podobnie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@otylijka89)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 319

@Wiciokrzew78 To ciekawe powiązanie, ale zwróciłabym uwagę na różnicę - w zamawianiach celem wyłączenia umysłu jest depersonalizacja prowadzącego, żeby nie 'zabrudzić' formuły własnym ego. W Thetahealing i podobnych systemach stan theta jest środkiem do dotarcia do 'wyższego umysłu' prowadzącego. Odwrotne założenia co do źródła skuteczności, nawet jeśli technicznie podobne.


Odpowiedz
Wpisy: 257
(@lunaki76)
Połączone: 1 rok temu

Wracając jeszcze do tego zapieczętowania po rytuale - czy ktoś wie jak to jest w ruqyi? Tzn. czy po sesji jest jakiś element który ma 'chronić' to co zostało oczyszczone, czy kończy się po prostu na wersach Koranu?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@anastazy56)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 479

@Lunaki76 W ruqyi po zasadniczej sesji zaleca się regularne odczytywanie konkretnych sur - przede wszystkim Ajat al-Kursi, Al-Falaq i An-Nas - jako codziennej ochrony. To jest właśnie ten element który pełni funkcję 'zapieczętowania'. Wiele materiałów o ruqyi mówi, że to powinno stać się trwałym nawykiem, nie jednorazowym działaniem po rytuale.


Odpowiedz
Wpisy: 120
(@niedziela)
Połączone: 1 rok temu

Słuchajcie, to co mówi Anastazy o ruqyi jako nawyk, i to co Cynamonka wcześniej mówiła o ziołach i przedmiotach ochronnych - to obydwa systemy zakładają, że egzorcyzm nie kończy się na samym rytuale wypędzenia. To jest ciągły proces utrzymania czegoś. Ale to też znaczy, że granica między egzorcyzmem a po prostu regularną praktyką duchową jest bardzo rozmyta, nie?


Odpowiedz
Wpisy: 547
(@cynamonka)
Połączone: 7 dni temu

To co Niedziela napisała na końcu naprawdę mnie uderzyło - że egzorcyzm to nie jednorazowy akt tylko proces. Bo ja w kontekście słowiańskim właśnie tak to rozumiem, zamawianie chorób albo odprowadzanie złego było zawsze częścią ciągłej relacji z pewnym porządkiem. Ale mam pytanie do bardziej znających się na chrześcijańskim rytuale - czy tam to jest formalnie zaplanowane jako proces, czy bardziej zależy od indywidualnego egzorcysty?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@anastazy56)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 479

@Cynamonka W katolickim prawie kanonicznym egzorcyzm jest formalnie jednorazowym aktem sakramentalium, ale w praktyce Amorth i inni egzorcyści opisują długotrwałe serie sesji trwające miesiące, czasem lata. Ryt nie definiuje liczby sesji, więc to faktycznie zależy od oceny egzorcysty. Pytanie do ciebie - czy w słowiańskim zamawianiu była jakaś formalna zasada ile razy powtarzać rytuał, czy to też było uznaniowe?


Odpowiedz
(@cynamonka)
Połączone: 7 dni temu

Wpisy: 547

@Anastazy56 Zależy od regionu i od konkretnej formuły, ale często było to trzy razy - trzy dni, trzy powtórzenia formuły, trzy składniki. Siódemka też się pojawiała. Rzadziej spotykałam opisy wielotygodniowych cykli, raczej intensywne krótkie rytmy. Choć przy ciężkich sprawach, jak długa choroba, zamawiaczka mogła wracać kilkukrotnie.


Odpowiedz
Wpisy: 193
(@siodemka)
Połączone: 4 tygodnie temu

Nie mogę nie wtrącić przy tej trójce i siódemce 🙂 - trójka to wibracja zakończenia i domknięcia cyklu, siódemka to pełnia. W kontekście egzorcyzmu to ma sens symboliczny, bo trzy powtórzenia zamykają otwarte 'wejście', a siedem buduje ochronną całość. Ciekawe że tak wiele tradycji dochodzi do tych samych liczb niezależnie od siebie.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@fela78)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 385

@Siodemka a wiesz czy w ruqyi tez sa takie liczby? Bo pamietam ze cos czytalam o 40 sesjach albo 40 dniach ale nie wiem czy to oficjalna zalecenie czy bardziej ludowe


Odpowiedz
(@damellaa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 369

@Fela78 Mam to w notatkach - czterdzieści dni pojawia się jako zalecenie w części tradycji ludowej, szczególnie w tureckiej i egipskiej interpretacji ruqyi, ale nie jest to wymóg tekstu koranicznego. Uczeni sunniccy podkreślają że nie ma ustalonej liczby sesji, a czterdzieści to raczej zakorzeniony w kulturze symbol przemiany. Podobnie jak czterdzieści dni postu czy czterdzieści dni żałoby.


Odpowiedz
Wpisy: 62
(@kartomanta)
Połączone: 1 rok temu

To mnie zastanawia - czy te liczby to realna technika czy bardziej efekt psychologiczny? Znaczy, jeśli ktoś wie że ma przyjść czterdzieści razy, to może sam się motywuje żeby wytrwać? I efekt bierze się z wytrwałości, nie z magii liczby?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@niedziela)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 120

@Kartomanta Ale to nie jest sprzeczne. Jeśli liczba wymusza wytrwałość, a wytrwałość daje efekt, to liczba jest funkcjonalna. Nie trzeba rozstrzygać czy działa 'magicznie' czy 'psychologicznie', żeby uznać że spełnia swoją rolę w systemie. Pytanie raczej dlaczego akurat te liczby, a nie inne - i tu wchodzi cały kontekst kosmologiczny każdej tradycji.


Odpowiedz
Wpisy: 101
(@radoslawa)
Połączone: 8 miesięcy temu

Ale zatrzymajmy się na chwilę, bo mi umknęło coś z wcześniejszych postów - mówiliśmy o tym że egzorcyzm to proces, ale co to właściwie znaczy dla osoby która przez niego przechodzi? Czy między sesjami ona musi coś robić, czy jest tylko biernym uczestnikiem?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@anastazy56)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 479

@Radoslawa To jest bardzo dobre pytanie i wcale nie oczywista odpowiedź. W rytuale trydenckim osoba egzorcyzmowana jest w zasadzie bierna podczas samego rytu, ale między sesjami Amorth zalecał modlitwę, sakramenty, zmianę środowiska. W ruqyi pacjent często dostaje zadania domowe - konkretne sury do codziennego recytowania, unikanie określonych miejsc, czasem post. Więc w zależności od tradycji rola osoby jest bardzo różna.


Odpowiedz
Wpisy: 381
(@stasia77)
Połączone: 4 miesiące temu

To mnie bardzo ciekawi, bo jeśli chodzi o duchy, to często słyszę że 'musisz chcieć żeby odeszło' - jakby wola osoby miała kluczowe znaczenie. Ale jeśli ktoś jest naprawdę mocno w tym uwikłany, to czy ta wola jest w ogóle dostępna? Czy można chcieć wyzwolenia i jednocześnie nie być w stanie go przyjąć?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@otylijka89)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 319

@Stasia77 To jest sedno całej kwestii oporu w egzorcyzmie i masz rację, że to nie jest proste. W literaturze psychologicznej jest coś takiego jak 'wtórne korzyści z symptomu' - stan, który sprawia cierpienie, daje też coś czego osoba nie chce się wyrzec: uwagę, zwolnienie z odpowiedzialności, tożsamość. I to może blokować zmianę niezależnie od dobrej woli. Tradycje religijne mówią o tym swoim językiem - że demon 'zaciemnia wolę' albo 'trzyma umysł w okowach'.


Odpowiedz
(@wiciokrzew78)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 339

@Otylijka89 Czyli możliwa sytuacja jest taka że ktoś idzie na egzorcyzm bo naprawde chce pomocy, ale jakaś część z niego sie temu opiera i nie wiadomo nawet ze sie opiera? To brzmi jak opis dysocjacji prawie. Czy ekzorcyści katoliccy to w ogóle biorą pod uwagę w swoich diagnostyce?


Odpowiedz
(@anastazy56)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 479

@Wiciokrzew78 Tak, protokół przedegzorcyzmowy w katolicyzmie zakłada konsultację psychiatryczną właśnie po to żeby odróżnić opętanie od stanów dysocjacyjnych. Problem polega na tym, że egzorcysta nie jest psychiatrą i odwrotnie, a granica bywa nieostra. Amorth miał na tym tle tarcia z hierarchią - uważał że psychiatrzy nie mają kompetencji do oceny zjawisk duchowych, a psychiatrzy uważali że on wzmacnia patologię.


Odpowiedz
Wpisy: 257
(@lunaki76)
Połączone: 1 rok temu

A co z tradycjami gdzie w ogóle nie ma tej diagnozy? Tzn. w rytuałach afrykańskich czy szamańskich - tam ktoś sprawdza czy to 'naprawdę' duch czy może choroba psychiczna, czy od razu się działa?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@damellaa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 369

@Lunaki76 W wielu tradycjach szamańskich diagnoza jest częścią rytuału, nie poprzedza go. Szaman wchodzi w trans żeby zobaczyć co jest przyczyną - czy to duch przodka, obca ingerencja, złamanie tabu. Ale ta diagnoza operuje w zupełnie innym systemie kategorii niż medycyna zachodnia. Nie wyklucza się wzajemnie z psychiatrią, bo po prostu odpowiada na inne pytania.


Odpowiedz
Wpisy: 402
Rozpoczynający temat
(@arnold59)
Połączone: 8 miesięcy temu

Dokładnie to. I tu jest może najważniejsze napięcie w całym tym temacie - każda tradycja egzorcystyczna ma wbudowane własne kryterium skuteczności. Dla katolicyzmu skuteczność to ustąpienie objawów i powrót osoby do życia sakramentalnego. Dla szamana - przywrócenie równowagi w relacji z duchami. Dla psychiatry - remisja objawów. Pytanie nie brzmi 'który system ma rację', tylko co te systemy mierzą i czy w ogóle mierzą to samo.


Odpowiedz
Wpisy: 116
(@zlocien)
Połączone: 1 rok temu

Przepraszam że się wtrącę, bo jestem zupełnie zielona w tym temacie, ale chcę się upewnić że dobrze rozumiem - tzn. mówimy teraz o tym, że egzorcyzm może 'działać' w każdej tradycji, ale każda inaczej definiuje co znaczy że zadziałał? Czy dobrze to uchwyciłam?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@niedziela)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 120

@Zlocien Tak, to jest dobra synteza. I to jest też powód dla którego porównywanie skuteczności egzorcyzmu między tradycjami jest tak trudne - nie ma wspólnej miary. Można tylko pytać co konkretna tradycja uznaje za sukces i jakie warunki muszą być spełnione żeby to uznać. I właśnie dlatego świadectwa osób które przeszły przez rytuał są tak ważne, bo to jedyna perspektywa która nie jest w pełni uwięziona w jednym systemie.


Odpowiedz
Wpisy: 319
(@otylijka89)
Połączone: 12 miesięcy temu

To jest pięknie powiedziane przez Niedzielę, ale chcę dodać jeden haczyk - relacja osoby po egzorcyzmie też jest silnie ukształtowana przez oczekiwania tej tradycji. Ktoś kto wychodzi z rytu katolickiego i mówi 'poczułam ulgę', opisuje swoje doświadczenie językiem który otrzymała od tej tradycji. To nie jest argument że jej ulga jest nieprawdziwa - jest jak najbardziej prawdziwa - ale to co opisuje nie jest neutralnym dowodem na działanie rytu niezależnie od kontekstu.


Odpowiedz
Wpisy: 547
(@cynamonka)
Połączone: 7 dni temu

I koło się zamknęło - wracamy do początku dyskusji o tym czy moc jest w tekście czy w prowadzącym, ale teraz widzę że jest jeszcze trzeci element - w osobie która przez to przechodzi. I może właśnie to napięcie między tymi trzema biegunami jest tym co sprawia że egzorcyzm w każdej tradycji wygląda inaczej, ale jakoś działa.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@kartomanta)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 62

@Cynamonka Ale to jest ciekawe co powiedziałaś o tych trzech biegunach - tekst, prowadzący, osoba. Bo ja myślę sobie: jeśli tak jest, to czy w ogóle można powiedzieć że egzorcyzm 'nie zadziałał'? Znaczy, zawsze można zrzucić na jeden z tych biegunów - albo rytuał był zły, albo egzorcysta niewystarczający, albo osoba nie była gotowa. To trochę nie do podważenia, nie?


Odpowiedz
(@niedziela)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 120

@Kartomanta Właśnie, i to jest klasyczna cecha systemów które są niefalsyfikowalne. Ale powiem coś co może zaskakuje - większość systemów religijnych ma tę właściwość i jakoś funkcjonują. Pytanie nie brzmi 'czy można to obalić' tylko 'co system robi z przypadkami porażki'. I tu tradycje bardzo się różnią - jak myślisz, co robi katolicyzm a co szamanizm kiedy egzorcyzm nie przynosi efektu?


Odpowiedz
Wpisy: 479
(@anastazy56)
Połączone: 11 miesięcy temu

W katolicyzmie istnieje coś co można by nazwać teologią nieudanego egzorcyzmu - choć to nie jest oficjalny termin. Amorth pisał wprost, że brak efektu nie obala faktu opętania, ale wskazuje albo na niewystarczające dyspozyq̇je osoby, albo na to, że walka jeszcze trwa. Rytuał nie jest jednorazowym aktem jak operacja, tylko fragmentem dłuższego procesu duchowego. Czy to niefalsyfikowalne? Tak. Ale to samo można powiedzieć o modlitwie wstawienniczej.


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@otylijka89)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 319

@Anastazy56 I tu jest problem, bo to 'walka jeszcze trwa' może trwać latami. Znam opisy przypadków z archiwów diecezjalnych gdzie egzorcyzmy były prowadzone przez kilka lat bez wyraźnego przełomu. W którym momencie tradycja sama sobie zadaje pytanie - czy my robimy dobrze tej osobie? To jest napięcie między logiką teologiczną a odpowiedzialnością wobec konkretnego człowieka.


Odpowiedz
(@stasia77)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 381

@Otylijka89 Kilka lat... to brzmi jak coś co mogłoby człowieka kompletnie wyczerpać. Mam takie wrażenie ze osoba ktora przez to przechodzi jest w jakimś zawieszeniu przez cały ten czas - ani nie żyje normalnie, ani nie może powiedzieć ze to sie skonczylo. Czy są jakies przypadki kiedy tradycja mówi: stop, czas zakończyć, nawet jesli nie wyleczone?


Odpowiedz
(@damellaa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 369

@Stasia77 Mam w notatkach że w tradycji muzułmańskiej jest coś w rodzaju limitu - część uczonych mówi że jeśli po intensywnej ruqyi nie ma poprawy, to należy rozważyć że przyczyna jest naturalna i skierować do lekarza. To jest wbudowane wyjście z systemu. W katolickiej praktyce posoborowej też zaleca się równoległe leczenie psychiatryczne, ale nie ma formalnego 'punktu zatrzymania'. Różnica jest spora.


Odpowiedz
(@fela78)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 385

@Damellaa to znaczy ze w islamie jest jakby bardziej pragmatyczne podejscie? Bo pamietam ze ktos wczesniej pisał ze ruqya tez moze byc bardzo intensywna i dluga, wiec nie rozumiem kiedy ta granica sie pojawia - kto decyduje ze to juz 'przyczyna naturalna'?


Odpowiedz
(@damellaa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 369

@Fela78 To decyduje sam raqi - odpowiednik egzorcysty. I tu jest haczyk, bo to jest bardzo subiektywna ocena. W tradycji sunickiej jest silny nacisk na to, żeby nie przeceniać ingerencji dżinna i nie budować tożsamości osoby wokół tego że jest 'opętana'. To jest inna logika niż katolicka, gdzie samo bycie poddanym egzorcyzmowi ma pewien status.


Odpowiedz
Wpisy: 339
(@wiciokrzew78)
Połączone: 11 miesięcy temu

właśnie sie zastanawiam czy ta różnica w podejściu nie wynika z tego jak każda tradycja rozumie sama nature opetania. Bo jezeli dżin jest bytem który 'wchodzi' i 'wychodzi' i jest to wyjasnialne w kategoriach koranicznych, to moze latwiej tez ustalić kiedy wyszedł albo kiedy go nie bylo. A w katolicyzmie szatan jest bytem który walczy o duszę człowieka i to jest jakby bardziej egzystencjalne, mniej 'techniczne'. Czy ktoś to inaczej rozumie?


Odpowiedz
Wpisy: 402
Rozpoczynający temat
(@arnold59)
Połączone: 8 miesięcy temu

Dobry trop, Wiciokrzew. Mam wrażenie że to jest właśnie różnica między ontologiami. W islamie dżinn to stworzenie z własnym bytem, oddzielne od człowieka - interwencja jest więc w gruncie rzeczy 'usunięciem obcej obecności'. W katolicyzmie diabelska ingerencja to nie tyle oddzielna istota siedzącą w środku ile zaburzenie relacji z Bogiem, które manifestuje się przez ciało. Stąd sakramenty są centralnym elementem terapii, nie tylko rytuałem wypędzania.


Odpowiedz
Strona 2 / 4
Udostępnij: