hej chwila - tzn że demon musi powiedziec jak sie nazywa? I to go osłabia? to brzmi jak cos z bajki ale z drugiej strony podobne rzeczy sa w folklorze, ze żeby mieć władzę nad kimś trzeba znać jego imię
Ale czy to nie jest trochę odwrócenie logiki? Jeśli demon jest bytem mocnojszym od człowieka, to czemu miałby być zmuszony do podawania imienia? Dlaczego by nie kłamał?
To jest dobre pytanie i tradycja ma na nie odpowiedź - egzorcysta nie pyta w swoim imieniu, tylko w imieniu autorytetu który demon musi uznać. W katolicyzmie to autorytet Chrystusa. W innych tradycjach to mogą być imiona bóstw, przodkowie, kosmiczne zasady. Demon kłamie, i to jest zakładane - dlatego egzorcysta powtarza pytanie wielokrotnie i w różnych formach. To jest właściwie procedura przesłuchania.
Więc cały egzorcyzm to trochę jak... rozprawa sądowa? Egzorcysta jest prokuratorem który powołuje się na wyższe prawo, demon jest oskarżonym który może się opierać ale ostatecznie musi ustąpić?
I to jest dokładnie ten rodzaj myślenia który sprawia że twierdzenia tradycji są nieweryfikowalne, prawda? Jeśli sukces potwierdza metodę a porażka jest winą okoliczności, to nie możesz tego sfalsyfikować. Mówię to nadal bez złośliwości - po prostu to jest ta pętla o której mówiłam wcześniej.
Właśnie - wracam do tego co Arnold59 pytał o wewnętrzne kryteria sukcesu. Bo Amorth to jedna rzecz, ale czy jest jakaś tradycja która prowadzi coś w rodzaju statystyk? Nie dla nauki, ale dla siebie?
