To mnie prowadzi do pytania o coś bardziej duchowego niż prawnego. Czy jest jakaś teologiczna idea w islamie która mówi o godności niemuzułmanów? Nie o przepisach, ale o tym jak się patrzy na drugiego człowieka jako człowieka. Bo same przepisy prawne to jedno, ale jak to wyglądało na poziomie relacji między sąsiadami, przyjaciółmi?
Dokładnie i to chyba tłumaczy dlaczego historycy tak się różnią w ocenach. Jedni patrzą na teksty prawne i widzą system opresji, inni patrzą na konkretne wspólnoty i widzą zaskakująco normalne sąsiedztwo. Obie perspektywy są prawdziwe i chyba trzeba je trzymać razem żeby obraz był uczciwy.
Czytam tę dyskusję od początku i mam takie odczucie, że cały czas gdzieś się kręcimy wokół pytania, które Goryczka zadała, o tę godność człowieka w islamie niezależnie od jego wiary. Mnie to pyta dotyczy czegoś głębszego, bo jeśli teologia mówi że niemuzułmanin jest w jakimś sensie gorszy duchowo, to żadne liberalne prawo tego nie naprawi. Czy w Koranie albo w hadisach jest coś co mówi o tym wprost?
To napięcie między ideałem a praktyką jest chyba wspólne dla wszystkich wielkich religii. Ale wracając do samej dżizji, mam pytanie do Glifii albo do kogoś kto zna źródła: czy płacenie dżizji wiązało się z jakimiś konkretnymi czynnościami upokarzającymi, czy to był naprawdę tylko podatek? Bo gdzieś czytałam że ceremonia poboru miała być celowo poniżająca.
To co Karol opisuje to jest właśnie problem z tymi dyskusjami, bo mamy sprzeczne relacje. I wtedy pojawia się pokusa żeby wybrać te które pasują do naszej tezy. Historyk powiedziałby że trzeba patrzeć na najwcześniejsze świadectwa i kontekst ich powstania. Ale my tu chyba nie jesteśmy historykami, bardziej próbujemy zrozumieć jak ta instytucja żyje w religijnej wyobraźni ludzi do dziś.
To mnie prowadzi do pytania które mi siedzi w głowie już od dobrych kilku postów. Dlaczego w ogóle dyskusja o czymś tak historycznym jak dżizja jest dziś gorąca? Tzn. czy to jest czysto akademickie zainteresowanie, czy jest jakieś miejsce na świecie gdzie ta instytucja jest stosowana i stąd ta żywotność tematu?
Bogdan ma rację, to jest ważne rozróżnienie. Kiedy ISIS pobierało dżizję, to było sposób terroryzmu i czystki etnicznej, a nie żadne prawo religijne w sensie klasycznym. Uczeni islamscy z całego świata to potępiali właśnie dlatego że widzieli w tym instrumentalizację religii. Ale problem w tym że skoro pojęcie dżizji istnieje w tradycji, to każdy może je wyciągnąć i nadać mu dowolne znaczenie.
Ale to znaczy że nawet w klasycznej tradycji muzułmańskiej były momenty gdzie władza świecka brała górę nad fiqhem? To mnie trochę zaskakuje, bo mam takie wrażenie że islam jest opisywany jako system gdzie nie ma rozdziału między tym co świeckie a tym co religijne.
Goryczka to bardzo dobry punkt. I chyba pokazuje że tytuł tego wątku, podatek czy opresja, może mieć różne odpowiedzi zależnie od tego gdzie i kiedy patrzymy. Nie ma jednej dżizji, jest wiele dżizji w różnych kontekstach historycznych i geograficznych. Czy ktoś wie czy w zachodnich muzułmańskich środowiskach, w Europie na przykład, w ogóle dyskutuje się o dżizji jako czymś aktualnym?
Karol, chyba najlepiej to opisuje to co Glifia mówiła wcześniej o tych reformatorach jak Tariq Ramadan, którzy są właśnie z zachodniego kontekstu. I ich argumentacja jest dokładnie taka, że dżizja jest historycznym reliktem który nie ma miejsca w nowoczesnym państwie obywatelskim. Ale ten głos jest kwestionowany przez bardziej tradycyjnych uczonych, i ta dyskusja toczy się właśnie w zachodniej diasporze muzułmańskiej. Więc temat jest żywy i to nie tylko akademicko.
To trochę wróćmy do wątku bo mam pytanie które mi siedzi. Jeśli nie ma centralnej władzy i każdy mądży może wydawać fatwy, to kto w ogóle decyduje o tym czy dżizja jest dziś obowiązkiem dla władcy muzułmańskiego czy nie? Czy to jest po prostu nieskończona debata bez rozstrzygnięcia?
Myślę że Goryczka i Karol dotykają czegoś ważnego. To rozproszenie autorytetu w islamie oznacza że pewne debaty nigdy nie są formalnie zamknięte, bo nie ma organu który mógłby to zrobić. Ale czy to jest aż takie wyjątkowe? W protestantyzmie też nie ma centralnej władzy i też mają podobny problem z interpretacją pewnych fragmentów Biblii.
Mam pytanie do Glifii bo mnie to ciekawi. Czy te cztery szkoły różnią się istotnie w kwestii kto w ogóle podlega pod dżizję? Tzn. czy np. jedna szkoła włączała więcej grup do kategorii dhimmi a inna mniej?
To coraz bardziej widzę że ten temat jest jak taka cebula, zdejmujesz warstwę i jest następna. Ale mam takie laickie pytanie: czy w ogóle jest jakiś kraj dzisiaj który formalnie utrzymuje cokolwiek zbliżonego do systemu dhimmi, nawet nie dżizji jako podatku ale tej całej struktury prawnej?
Ale poczekajcie, bo chcę się upewnić że dobrze rozumiem. Bahajci są prześladowani w Iranie nie dlatego że nie płacą dżizji, ale dlatego że są uważani za apostatów od islamu? To jest zupełnie inna podstawa prawna niż bycie dhimmi?
To mnie uderza pewna analogia. W chrześcijańskiej Europie też przecież inaczej traktowano Żydów jako 'obcych z zewnątrz' a inaczej heretyków jako tych co odpadli od wspólnoty. Inkwizycja polowała głównie na tych drugich. Czy ktoś zna dobre porównanie tych dwóch mechanizmów między islamem a chrześcijaństwem?
Słuchajcie, ta dyskusja poszła w stronę której się nie spodziewałem i to jest naprawdę wartościowe. Ale chciałem jeszcze wrócić do bardzo konkretnego pytania które Irminka postawiła na początku wątku, podatek czy opresja. Po tych wszystkich postach mam wrażenie że ta dychotomia jest może zbyt prosta. Co o tym myślicie po tym wszystkim co tu powiedzieliśmy?
Karol, cieszę się że to podsumowujesz bo faktycznie przeszliśmy długą drogę. Dla mnie po tych wszystkich postach odpowiedź brzmi: jedno i drugie jednocześnie, tylko w różnych momentach historycznych i różnych kontekstach. W środowisku gdzie byłeś pod realną ochroną wojskową i prawną, dżizja mogła być podatkiem jak każdy inny. W środowisku gdzie byłeś uzależniony od kaprysu konkretnego władcy, stawała się sposobem opresji. I to chyba jest uczciwa odpowiedź, nawet jeśli nie jest prosta.
Czytam od dłuższego czasu i zastanawiam się czy ktoś może mi powiedzieć, bo nie znalazłem tego wcześniej w wątku: czy chrześcijanie pod władzą muzułmańską w ogóle mieli jakieś prawa do budowania nowych kościołów czy klasztorów? Bo rozumiem że stare mogły zostać, ale co z nowymi?
Wracam do tego co Irminka powiedziała, bo mnie to nie daje spokoju. Mówisz że jedno i drugie, podatek i opresja, zależnie od kontekstu. Ale czy nie sądzisz że sam fakt że system był tak wrażliwy na 'dobrego władcę' i 'złego władcę' jest już sam w sobie problematyczny? Czyli ochrona była strukturalnie niepewna?
Goryczka i Karol, zgadzam się z wami i myślę że to jest kluczowe napięcie tego systemu. Ale chcę dodać jedno: czy możemy przykładać do VII-wiecznego systemu prawnego standard nowoczesnych praw człowieka jako kryterium oceny? To trochę jakbyśmy oceniali feudalizm za to że nie był demokracją liberalną. Pytam szczerze, nie bronię systemu.
To co Bogdan mówi jest ważne i myślę że historycy religii też się z tym mierzą. Są zachowane świadectwa np. koptyjskich czy żydowskich autorów piszących pod arabskim panowaniem i nie są jednorodne. Jedni piszą o względnym spokoju, inni o upokorzeniu. Źródła istnieją, tylko często są mało znane poza wąskim kręgiem specjalistów.
Nie chcę tutaj cytować z pamięci bo mogłabym pomylić szczegóły, ale np. kroniki Piśmiennictwa koptyjskiego z IX-X wieku mają fragmenty które opisują warunki życia pod kalifatem. Jest też literatura żydowska z Genizat Kairskiej, czyli dokumenty znalezione w synagodze w Kairze, które pokazują codzienne życie żydowskiej wspólnoty pod rządami Fatymidów. To są konkretne listy, umowy, skargi. Nie heroiczna narracja ani propaganda, po prostu życie.
Geniza Kairska to niesamowite źródło, czytałam o tym kiedyś w zupełnie innym kontekście. Ale wracając do tematu, to co mnie ciągnie to pytanie o granicę między tolerancją a upokorzeniem. Bo system dhimmi mógł być 'tolerancją' w sensie technicznym, czyli nie zabijali cię, ale jednocześnie różne elementy jak zakaz jazdy konnej czy obowiązek noszenia odróżniającego stroju, to już brzmi jak upokorzenie. Czy te zasady były naprawdę wszędzie stosowane?
Słuchajcie, to jest chyba największe odkrycie tego wątku dla mnie osoby która go zaczęła. Zaczęłam od binarnego pytania podatek czy opresja, a wychodzi na to że prawdziwa odpowiedź leży w napięciu między prawem spisanym a praktyką, między dobrym a złym władcą, między różnymi szkołami prawnymi, między różnymi epokami. To nie jest unik od odpowiedzi, to jest po prostu złożona rzeczywistość historyczna.
Właśnie to pytanie Bogdana mnie zastanawia od jakiegoś czasu w tym wątku. Bo z jednej strony mamy ijtihad, czyli niezależne rozumowanie prawne, które teoretycznie daje możliwość reinterpretacji. Z drugiej strony słyszałam że wielu konserwatywnych uczonych uważa że 'bramy ijtihadu' zostały dawno zamknięte. Czy ktoś wie jak to jest naprawdę?
Bramy ijtihadu to naprawdę skomplikowana sprawa. O ile dobrze wiem, to sunnici uważają że zamknęły się gdzieś w X-XI wieku, ale szyici zawsze je traktowali jako otwarte, stąd rola ajatollahów. Więc znowu zależy od tradycji wewnątrz islamu. Ale nie jestem pewna czy dobrze to pamiętam, ktoś może to potwierdzić albo poprawić?
