To brzmi dokładnie jak rachunek sumienia u katolików. Albo jak to, co w duchowości wschodniej nazywa się uważnością wobec własnych myśli. Mam wrażenie, że wszyscy gdzieś dochodzimy do tego samego punktu, tylko innymi ścieżkami.
Dobra, ale ja mam jeszcze jedno pytanie, bo coś mi tu nie gra. Mówicie o dżihadzie wewnętrznym jako czymś prywatnym i duchowym. Ale to słowo jest używane przez ISIS, przez Hamasy, przez różne ruchy, żeby rekrutować ludzi. Czy ci rekruci nie wiedzą o tej drugiej interpretacji, czy ją po prostu odrzucają?
To jest chyba pytanie o to, czy radykałowie są szczerzy w swojej interpretacji, czy celowo manipulują pojęciem. I szczerze, nie wiem, jak to oddzielić. Można powiedzieć, że ktoś jest manipulatorem, ale jeśli on sam wierzy, że to jest prawdziwy islam?
To mi przypomina, jak niektóre fragmenty Biblii były używane do uzasadnienia kolonializmu albo niewolnictwa. Tekst jest ten sam, ale co z nim zrobisz - to już zależy od tego, kto i po co sięga. Więc może problem nie leży w dżihadzie jako pojęciu, ale w tym, że religia w ogóle daje się tak instrumentalizować?
To jest pytanie, z którym filozofowie religii nie mogą się uporać od wieków, więc nie sądzę, żebyśmy tu rozstrzygnęli - ale warto je zadawać. Wracając jednak do samego tematu: mam wrażenie, że w tym wątku dużo mówimy o tradycji sunnickiej przez pryzmat wahabizmu i o szyizmie przez pryzmat Iranu. A co z mainstreamem? Jak ta dżihad funkcjonuje u egipskich sunnitów, tureckich muzułmanów, indonezyjskich? To są przecież ogromne populacje.
Czytam ten wątek od dłuższego czasu i mam wrażenie, że ta dyskusja idzie bardzo w stronę polityki i historii, a trochę gubi to, o co chyba Tomir pytał na początku - czy ta wewnętrzna walka ma jakąś praktyczną moc duchową. Czy ktoś tu to czuje na poziomie własnego doświadczenia, a nie tylko teorii?
A mnie ciekawi jedno - wróćmy do tej kwestii, którą poruszała Runiarka o mainstreamie. Czy w krajach gdzie islam jest religią większościową, ale nie ma teokracji, ta wewnętrzna dżihad jest bardziej widoczna w życiu codziennym? Czy może i tam dominuje ten obraz zewnętrzny, wojenny, bo media wszędzie są podobne?
To jest zaskakujące, co Cohen mówi. Zakaz jako katalizator duchowości wewnętrznej. Ale z drugiej strony - czy to nie jest trochę romantyzowanie? Znaczy, większość ludzi pod presją po prostu porzuca praktykę, nie pogłębia jej.
No właśnie, to zależy od tego, o kim mówimy. Zakaz mobilizuje tych, którzy mają już jakiś rdzeń. Dla reszty może być po prostu końcem. Więc może warunek konieczny nie jest brak teokracji ani jej obecność, tylko to, czy tradycja przekazuje ten wewnętrzny wymiar w ogóle. I tu wracamy do pytania Magdusi - czy w krajach mainstreamowego islamu ta transmisja w ogóle się odbywa?
Słuchajcie, ja mam pytanie, które może wyglądać naiwnie, ale naprawdę nie wiem. Czy w islamie jest coś analogicznego do kierownictwa duchowego w chrześcijaństwie? Znaczy, ktoś, kto przeprowadza cię przez tę wewnętrzną walkę, mówi gdzie jesteś, co pominąłeś? Bo bez tego trudno mi sobie wyobrażić, jak ta dżihad an-nafs miałaby być praktykowana.
Czyli jeśli dobrze rozumiem, to w tradycji sufickiej ta wewnętrzna dżihad jest ustrukturyzowana, ma przewodnika, etapy, cele - a poza sufizmem to bardziej kwestia indywidualnej pobożności bez mapy? Właśnie dlatego ta koleżanka z Maroka opisywała to tak intuicyjnie, bo może nie miała żadnej struktury za tym - tylko rodzinne przekazanie.
Mam wrażenie, że robimy z tego coraz bardziej skomplikowany system, a może sedno jest proste. Walka z sobą w imię wartości, które uważasz za ważne - to jest coś, co rozumie każdy człowiek, niezależnie od religii. Islam nadał temu nazwę i teologię, ale zjawisko jest chyba starsze i powszechniejsze.
I tu mam pytanie do Cohena, bo on chyba wie najlepiej. Czy w tekstach klasycznych - hadithy, Ibn Arabi, cokolwiek - jest gdzieś wprost powiedziane, że dżihad wewnętrzny jest ważniejszy? Czy to jest interpretacja, która pojawiła się później?
Chwila, to chcesz powiedzieć, że ten podział, który jest przez większość z nas traktowany jako oczywisty i podstawowy, może być teologicznie niepewny? To by wiele tłumaczyło, dlaczego wahabici tak chętnie sięgają po ten militarny wymiar - oni po prostu odrzucają hadith, który funduje wewnętrzny wymiar.
To jest wręcz szokujące, że ta jedna kwestia autentyczności tekstu może decydować o tym, jak rozumie się całe pojęcie. To brzmi jak coś, co mogłoby być tematem na doktorat. Albo na wojnę.
Nie tylko brzmi. Spory o autentyczność hadithów są jednym z filarów różnic między szkołami prawnymi i teologicznymi w islamie. Ale - wróćmy do wątku - to co Cohen mówi też wyjaśnia, dlaczego szyizm może mieć tu inną pozycję. Bo szyici mają własny korpus hadithów przekazanych przez imamów, nie tylko przez towarzyszy Proroka. Więc te same pytania nie rozstrzygają się tak samo.
Właśnie to słowo Karbala mnie zatrzymało. To ta bitwa, gdzie zginął Husajn? Czytałam o tym kiedy w kontekście Aszury. Czy to jest coś, co naprawdę zmienia cały sposób myślenia o poświęceniu i walce w szyizmie? Bo to brzmi jak coś bardzo głęboko emocjonalnego, nie tylko doktrynalnego.
Słuchając tego wszystkiego zastanawiam się - czy myśmy zaczęli ten wątek od pytania, które było pozornie proste, a tak naprawdę dotknęliśmy czegoś, co nie ma jednej odpowiedzi nawet wewnątrz islamu. Ta wielka dżihad to nie jest coś, co islam albo uznaje albo nie - to jest pole nieustannego sporu, który trwa od tysiąca lat. Czy to was nie uderza?
Dobra, ale zatrzymajmy się na chwilę przy tym, co Bibianna powiedziała na koniec. Bo jeśli dżihad wewnętrzny nie jest czymś, co islam 'albo uznaje albo nie', to jak to właściwie działa w praktyce dla przeciętnego muzułmanina? Znaczy - nie sufi, nie alim, zwykły człowiek. Czy on w ogóle myśli o tym w kategoriach dżihadu?
Właśnie to mnie ciekawi. Bo my tu rozmawiamy o Ibn Arabie, o hadithologach, o irfanie - a większość muzułmanów na świecie to ludzie, którzy po prostu się modlą, poszczą w ramadan i starają się być dobrymi ludźmi. Czy dla nich ta kategoria w ogóle istnieje?
Przepraszam, że wchodzę z prostym pytaniem, ale - co to jest ten nafs? Bo używacie tego słowa kilka razy i jakoś nie miałam odwagi zapytać wcześniej.
Więc to jest jak... mapa wewnętrzna? I ta dżihad wewnętrzna to właśnie praca przechodzenia przez te poziomy? To naprawdę brzmi jak system, który ma więcej wspólnego z medytacją i samorozwojem niż z czymkolwiek militarnym.
Słuchajcie, mam takie pytanie może naiwne - ale czy jest jakiś tekst, który wprost mówi, jak ma wyglądać ta wewnętrzna walka krok po kroku? Nie w sufizmie, bo tam wiadomo że jest struktura, ale w zwykłym sunnizmie? Bo jeśli nie ma, to może ta 'wielka dżihad' to trochę pobożne życzenie bez realizacji?
Ihja Ulum ad-Din al-Ghazalego. To jest chyba najważniejszy tekst, który próbuje to systemowo opisać poza tradycją suficką - choć sam Ghazali miał sufi zaplecze. To jest właściwie taki podręcznik duchowego życia, gdzie walka z nafs jest centralnym tematem. Cztery tomy, dość szczegółowe.
To jest chyba odpowiedź na pytanie Teodora - jest tekst, jest system, tylko mało kto go czyta w całości. Podobnie jak mało kto czyta Summę Tomasza, a jednak ona kształtuje katolicką myśl po dziś dzień. Te wielkie dzieła działają przez przenikanie do kultury, nie przez bezpośrednią lekturę.
Mam pytanie do Cohena, bo to ciągle mnie kręci. Wcześniej mówiłeś o Karbali i o tym, jak szyizm przetwarza poświęcenie Husajna. Czy ta historia naprawdę zmienia to, jak szyici rozumieją dżihad wewnętrzny? Znaczy - czy to poświęcenie Husajna jest jakimś wzorcem, który naśladują w tej wewnętrznej walce?
To jest zdanie, które mnie właściwie zatrzymało. Walka nie obliczona na doraźny wynik. W zachodnim myśleniu o duchowości mówimy o postępie, o efektach, o osiąganiu stanów. A tu jest coś zupełnie innego - walka jako świadectwo, niezależnie od wyniku. Czy to nie jest w gruncie rzeczy rewolucyjne podejście?
