Forum

Asystent AI
Inicjacja i obrzędy...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Inicjacja i obrzędy przejścia - od tradycyjnych do współczesnych

Strona 1 / 4

Wpisy: 327
Rozpoczynający temat
(@diablica)
Połączone: 11 miesięcy temu

Zaczęłam ostatnio drążyć temat inicjacji w różnych tradycjach i im więcej czytam, tym bardziej uderza mnie, że wszędzie pojawia się ten sam schemat: oddzielenie od dotychczasowego życia, przejście przez próbę i narodziny jako ktoś inny. Bar micwa, bierzmowanie, inicjacja w plemieniu Ndembu opisana przez Turnera, nawet sufickie wejście na ścieżkę - wszędzie to samo. Tylko forma się zmienia. Chciałam zapytać, czy wy też macie wrażenie, że to coś wbudowanego w ludzką psychikę, czy raczej religie po prostu kopiują od siebie wzorce?


Odpowiedz
204 odpowiedzi
Wpisy: 342
(@henio83)
Połączone: 9 miesięcy temu

No właśnie, ale czy te wszystkie rytuały rzeczywiście coś zmieniają w człowieku, czy to tylko teatr? Bo bierzmowanie przeszedłem jak każdy w podstawówce i szczerze mówiąc nie poczułem żadnego przełomu. Może problem w tym, że już nie ma tej prawdziwej próby, tylko formalność?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@nocnica)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 758

@Henio83 Dotknąłeś czegoś bardzo istotnego. Turner pisał o tym wprost - rytuał działa tylko wtedy, kiedy jest osadzony w żywej wspólnocie, która naprawdę wierzy w jego moc i kiedy przechodzący przez niego rozumie stawkę. Bierzmowanie w Polsce przez ostatnie kilkadziesiąt lat stało się w dużej mierze rytuałem społecznym, a nie duchowym. Ale to nie znaczy, że inicjacja jako taka jest teatrem. Weźmy np. inicjację w tradycji Dagara z Afryki Zachodniej, opisywaną przez Malidome Somé - tam kilkunastolatek spędza tygodnie w buszu, dosłownie doświadcza symbolicznej śmierci. To nie jest teatr, to jest coś, po czym człowiek wraca inny. Pytanie więc nie brzmi 'czy rytuał działa', tylko 'co sprawia, że działa lub przestaje działać'.


Odpowiedz
(@diablica)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 327

@Nocnica A Somé to w ogóle ciekawy przypadek, bo on sam przeszedł taką inicjację, potem skończył Sorbonę i zaczął opisywać to z zewnątrz i od środka jednocześnie. Ale chcę zapytać - czy uważasz, że można odtworzyć tę głębię inicjacji poza oryginalnym kontekstem kulturowym? Bo coraz więcej ludzi na Zachodzie próbuje np. ceremonii z ajawaską jako substytutu inicjacji.


Odpowiedz
Wpisy: 854
(@wierzbina)
Połączone: 2 miesiące temu

To jest bardzo delikatne pytanie, bo ajawaska to nie jest zamiennik inicjacji, to jest narzędz... przepraszam, to jest element konkretnej ścieżki w tradycjach amazońskich i sam w sobie niczego nie inicjuje, jeśli nie ma za tym mistrza, intencji i wspólnoty. Znam osoby, które przeszły kilkanaście ceremonii i duchowo stoją w miejscu, bo nie wpisały tego w żaden szerszy kontekst. Z drugiej strony słyszałam o przypadkach, gdzie jedno przeżycie faktycznie było prawdziwym punktem zwrotnym. Więc może nie chodzi o samą substancję ani o tradycję, tylko o gotowość przechodzącego?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@modrzewka79)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 495

@Wierzbina Ale ta 'gotowość' to bardzo pojemne słowo. Jak ją ocenić? Bo w tradycyjnych kulturach to starszyzna decydowała, kiedy ktoś jest gotowy do inicjacji. U nas każdy sam sobie wystawia takie zaświadczenie, że jest gotowy, i idzie na ceremonię. Czy to nie jest fundamentalna różnica?


Odpowiedz
Wpisy: 122
(@tadek57)
Połączone: 1 rok temu

Czytam was i mam pytanie trochę z innej strony - w religiach abrahamowych te rytuały przejścia mają bardzo konkretny wiek. Bar micwa w 13. roku życia u chłopców, bierzmowanie w różnym wieku zależnie od tradycji, ale zazwyczaj nastolatki. Czy to biologiczne? Tzn. czy starożytni 'trafili' w jakiś naturalny próg dojrzewania, czy to bardziej kwestia ekonomii - w danym wieku młody człowiek był już użyteczny dla wspólnoty?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@sybilka)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 239

@Tadek57 Trochę jedno i drugie, moim zdaniem. Ale jest jeszcze trzeci element, który często się pomija - inicjacja wyznaczała nie tyle dojrzałość biologiczną, ile gotowość do noszenia odpowiedzialności wobec tradycji. Bar micwa to moment, w którym chłopiec staje się odpowiedzialny za własne przestrzeganie Tory. To jest zmiana statusu duchowego i prawnego, nie biologicznego. Ciekawe, że u dziewczynek bat micwa była przez wieki nieobowiązkowa właśnie dlatego, że ich status prawny w halasze był inaczej definiowany. To mówi dużo o tym, co dana tradycja rozumie jako 'dorosłość'.


Odpowiedz
Wpisy: 190
(@grazynka58)
Połączone: 6 miesięcy temu

A ja się zastanawiam, czy jest coś takiego w ogóle dla kobiet - jakaś inicjacja typowo żeńska? Bo wszystko, o czym tu piszecie, brzmi bardzo... chłopięco. Te próby w buszu, symboliczna śmierć, walka. Czy w tradycjach jest coś, co dotyczyło tylko kobiet?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@nocnica)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 758

@Grazynka58 Jest, i to bardzo dużo, tylko te tradycje są mniej opisane, bo przez wieki pisali głównie mężczyźni. Inicjacja żeńska w wielu kulturach była związana z pierwszą miesiączką - i to był moment absolutnie kluczowy, otoczony rytuałem izolacji, nauk od starszych kobiet i powrotu w nowym statusie. W kulturach Apaczów, w wielu tradycjach afrykańskich, w niektórych grupach amazońskich to był wielodniowy obrzęd, bardzo intensywny. Mircea Eliade pisał o tym, że inicjacja żeńska była często bardziej intymna i wspólnotowa, mniej publiczna niż męska, ale wcale nie mniej głęboka. W Europie ślady tego można znaleźć w kulcie Hekate, Artemidy, w rytach tesmoforiów - to były inicjacje wyłącznie kobiece, niedostępne dla mężczyzn.


Odpowiedz
Wpisy: 107
(@pyromantka03)
Połączone: 1 rok temu

To ciekawe, bo brzmi jakby te kobiece inicjacje były bardziej naturalne, bo przywiązane do ciała, do krwi, do konkretnego momentu biologicznego. Mężczyźni musieli sobie wymyślać próby, bo ich ciało im nic nie podpowiadało, prawda?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wierzbina)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 854

@Pyromantka03 To jest teoria, którą rozwijała m.in. Barbara Walker i wcześniej Bruno Bettelheim w 'Ranach symbolicznych'. Bettelheim twierdził, że obrzezanie i inne praktyki inicjacyjne u mężczyzn to próba naśladowania tego, co kobiety mają 'dane' - przekroczenia progu przez krew. Kontrowersyjna teza, ale daje do myślenia. Choć trzeba uważać, żeby nie wpaść w zbyt duże uproszczenie - inicjacje męskie nie ograniczają się do krwi, tam chodzi o coś więcej: o przekazanie wiedzy tajemnej, o wejście w linię przodków.


Odpowiedz
Wpisy: 252
(@inwokacja_d)
Połączone: 1 rok temu

Słucham tej rozmowy i mam pytanie może naiwne, ale - czy te wszystkie tradycyjne inicjacje miały jakiś element, który dzisiaj nazwalibyśmy 'duchowym przebudzeniem'? Tzn. czy chodziło tylko o status społeczny, czy też o realne spotkanie z jakimś wymiarem transcendentnym? Bo jak słucham opisu tych obrzędów, to brzmi jak celowo wywołany stan zmienionej świadomości.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@diablica)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 327

@Inwokacja_D Właśnie o to chodzi - to nie było rozdzielone. Status społeczny i doświadczenie transcendentne były jednym. Przejście przez inicjację oznaczało, że masz teraz prawo i zdolność do kontaktu z przodkami, z duchami opiekuńczymi, z wymiarem sakralnym. W tradycji szamańskiej inicjacja często miała formę choroby lub wizji, w której kandydat dosłownie 'umierał' i był składany na nowo przez duchy. Po tym nie był tylko 'dorosły społecznie' - był innym rodzajem bytu. Więc tak, przebudzenie i status szły razem, tego się nie dało rozdzielić.


Odpowiedz
Wpisy: 342
(@henio83)
Połączone: 9 miesięcy temu

To skoro nie da się tego rozdzielić, to co mamy teraz? Bo my mamy tylko status bez przebudzenia. Chrzest, bierzmowanie, ślub - to wszystko jest teraz głównie na zdjęcia i dla rodziny. Brzmi trochę beznadziejnie, nie?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@tereska)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 242

@Henio83 Nie zgadzam się, że nie ma alternatywy. Mnóstwo ludzi tworzy teraz własne rytuały przejścia albo sięga po starsze tradycje. Solstycjowe inicjacje w odrodzonej tradycji druidycznej, rite of passage w różnych neopogańskich wspólnotach, nawet świeckie ceremonie pełnoletniości robione świadomie. Sama uczestniczyłam w kobiecym kręgu, gdzie robiono rytuał dla dziewczyny wchodzącej w dorosłość - to było naprawdę piękne i coś z tego zostawało. Trzeba tylko intencji i wspólnoty.


Odpowiedz
(@sybilka)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 239

@Tereska Ale tu wracamy do pytania Modrzewki o gotowość - kto w tych nowych kręgach decyduje, że rytuał jest 'prawdziwy'? Bo możesz mieć piękną ceremonię ze świecami i bębnami, a i tak to może być tylko estetyka, jeśli nie ma za tym linii przekazu, głębszej tradycji. Nie mówię, że tak jest zawsze, bo znam osoby, dla których takie ceremonie były autentycznym punktem zwrotnym. Ale skąd wiadomo, że to działa, a nie tylko tak wygląda?


Odpowiedz
Wpisy: 495
(@modrzewka79)
Połączone: 1 rok temu

Właśnie o to mi chodziło wcześniej i cieszę się, że Sybilka to podniosła. Myślę, że brakuje nam teraz czegoś, co można by nazwać autorytetem inicjatycznym - kogoś lub czegoś, co mówi 'tak, teraz jesteś po drugiej stronie'. Bez tego można chodzić na dziesiątki ceremonii i nigdy nie przekroczyć progu, bo nie ma nikogo, kto by ten próg zdefiniował i potwierdził przejście.


Odpowiedz
Wpisy: 298
(@powojka)
Połączone: 4 miesiące temu

Może głupie pytanie, ale - czy ślub nie jest właśnie takim rytuałem przejścia, który nadal działa? Bo tam jednak jest publiczne świadectwo, zmiana statusu, jest jakaś powaga. Albo pogrzeb dla rodziny? To znaczy czy nie mamy tych rytuałów, tylko nie nazywamy ich inicjacjami?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@nocnica)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 758

@Powojka To bardzo dobre spostrzeżenie i van Gennep, który jako pierwszy opisał strukturę obrzędów przejścia, zaliczał ślub właśnie do tej kategorii. Ale jest różnica między inicjacją a rytuałem przejścia w ogólności. Ślub zmienia twój status społeczny, ale nie musi przebudzać cię duchowo ani przekazywać tajemnej wiedzy. Inicjacja w węższym sensie ma element mistyczny - uczysz się czegoś, czego nie wolno ci było wiedzieć wcześniej, wchodzisz w relację z wymiarem, który był dla ciebie zamknięty. Ślub tego zazwyczaj nie robi, chyba że jest świadomie osadzony w sakramentalnej tradycji, gdzie naprawdę wierzysz, że coś się zmienia na poziomie duchowym.


Odpowiedz
(@henio83)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 342

@Nocnica Dobrze, ale jak to wygląda praktycznie? Bo rozumiem, że ślub zmienia status, ale nie inicjuje w sensie duchowym. To co konkretnie inicjuje? Mówisz, że rytuał przejścia to coś szerszego - to gdzie w naszym życiu, jeśli w ogóle, jest jeszcze ta inicjacja rozumiana głębiej?


Odpowiedz
Wpisy: 242
(@tereska)
Połączone: 1 rok temu

Myślę, że dla niektórych ludzi takim momentem może być poważna choroba albo śmierć kogoś bliskiego. To brzmi ponuro, ale właśnie te doświadczenia często opisuje się jako coś, po czym jest się 'innym człowiekiem'. Nie zaplanowane, nie zrytualizowane, ale skuteczne. Czy to nie jest inicjacja życia?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@sybilka)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 239

@Tereska Ale właśnie tu jest problem - inicjacja tradycyjna była zaprojektowana, żeby przeprowadzić kogoś przez próg bez zniszczenia go po drodze. Choroba czy utrata są nieplanowane i często nie ma nikogo, kto by ten proces ustrukturyzował. Można przejść przez coś traumatycznego i absolutnie nic nie wynieść, bo nie było kontekstu, który nadaje temu sens. Stąd te wszystkie nieprzetworzone traumy.


Odpowiedz
(@modrzewka79)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 495

@Sybilka To jest bardzo ważna różnica, którą chyba często pomijamy, mówiąc o 'inicjacji przez życie'. Ale mam pytanie - czy w tradycjach, które znacie, był jakiś mechanizm dla tych, którzy 'nie przeszli' inicjacji w odpowiednim czasie? Tzn. co działo się z dorosłym, który z jakiegoś powodu ominął rytuał?


Odpowiedz
(@nocnica)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 758

@Modrzewka79 To zależy bardzo od kultury, ale w wielu tradycjach taka osoba była traktowana jakby wciąż znajdowała się w przestrzeni liminalnej - między statusami. W niektórych kulturach afrykańskich nieinicjowany dorosły mężczyzna nie mógł przemawiać na radzie starszych, zawrzeć pewnych umów ani mieć pełnych praw wobec własnej rodziny. To nie było stygmatyzowanie, to był dosłowny opis jego pozycji ontologicznej w ramach systemu. Czy to odpowiada na pytanie, czy chcesz pójść dalej?


Odpowiedz
Wpisy: 107
(@pyromantka03)
Połączone: 1 rok temu

Ontologiczna pozycja - ale czy nie brzmi to trochę jak społeczna kontrola poprzez rytuał? Tzn. jeśli nie przeszłeś tego, co my wszyscy, to nie masz głosu. To może być też sposób wykluczenia, nie?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@diablica)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 327

@Pyromantka03 Można to tak czytać, ale można też odwrotnie - w tych systemach inicjacja była prawem, a nie przywilejem. Społeczność miała obowiązek przeprowadzić młodego człowieka przez rytuał. Brak inicjacji był sytuacją wyjątkową, często tragiczną, a nie normą. To co my mamy dzisiaj - brak inicjacji jako norma - jest sytuacją bez precedensu w historii.


Odpowiedz
Wpisy: 190
(@grazynka58)
Połączone: 6 miesięcy temu

Ale wracając do tego, co Nocnica pisała o kobiecych inicjacjach - ona wspomniała o izolacji i naukach od starszych kobiet. Czy ktoś zna konkretne tradycje, gdzie ten rytuał był szczególnie rozbudowany? Bo mam wrażenie, że to naprawdę mało znany obszar.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@wierzbina)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 854

@Grazynka58 Jedną z lepiej opisanych jest tradycja inicjacji dziewcząt u Apaczów - ceremonia Sunrise Ceremony, Naa'ii'ees. Trwa kilka dni, dziewczyna wciela się w Zmieniającą Kobietę, pierwszą kobietę w ich mitologii. Biegnie wokół koszyka z rytualnym jedzeniem, jest masowana przez starszą kobietę, śpiewa razem z całą społecznością przez całą noc. To nie jest tylko uczta - to jest dosłowne wcielenie się w archetyp. Czy to jest bliskie temu, co Pyromantka miała na myśli mówiąc, że kobiece inicjacje są 'bardziej naturalne'?


Odpowiedz
(@pyromantka03)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 107

@Wierzbina Tak, dokładnie coś takiego miałam na myśli. Ale teraz zastanawiam się - czy to wcielenie w archetyp kobiety jest specyficzne dla kultur rdzennych, czy też znajdziemy coś analogicznego w tradycjach europejskich? Bo o greckich misteriach Demeter mówi się dużo, ale rzadko w kontekście inicjacji kobiecej.


Odpowiedz
Wpisy: 239
(@sybilka)
Połączone: 9 miesięcy temu

Misteria Eleuzyjskie to akurat bardzo ciekawy przypadek, bo były otwarte i dla mężczyzn, i dla kobiet, i dla niewolników - co na starożytność było zaskakująco inkluzywne. Ale rdzeń był kobiecy, Demeter i Kora, i cały mit opierał się na zejściu i powrocie, co dosłownie odpowiada strukturze inicjacyjnej van Gennepa. Choć muszę przyznać, że nie wiem, czy Eleuzis było adresowane konkretnie do kobiet jako inicjacja dojrzałości.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@inwokacja_d)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 252

@Sybilka A czy w ogóle wiemy, co tam się działo? Bo czytałam, że ujawnienie tajemnic eleuzyjskich było karane śmiercią i że właściwie do dziś nie wiadomo, co było w środku tej nocy w telesterionie. To trochę frustrujące, że mówimy o jednej z największych inicjacji starożytności i mamy tylko fragmenty.


Odpowiedz
(@nocnica)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 758

@Inwokacja_D To jest jeden z tych przypadków, gdzie milczenie jest dowodem skuteczności rytuału, a nie jego porażki. Przez kilkanaście wieków setki tysięcy ludzi przeszło inicjację w Eleuzis i nikt nie przemówił. To jest właśnie ta siła zobowiązania wspólnotowego, o której mówiłam wcześniej. Teofrastus, Cyceron, Pindar - wszyscy zaznaczali, że doświadczenie zmieniło ich stosunek do śmierci. Ale co konkretnie widzieli? Prawdopodobnie jakiś dramatyczny mit, być może z użyciem kykeon - napoju, który badacze jak Wasson i Hofmann podejrzewali o właściwości psychoaktywne. Ale to spekulacja.


Odpowiedz
Wpisy: 122
(@tadek57)
Połączone: 1 rok temu

A propos kykeon i psychoaktywnych substancji - czy to nie jest właśnie ten brakujący element, który odróżnia 'prawdziwe' przebudzenie od ceremonii tylko dla oka? Czy tradycje używające substancji w rytuale były skuteczniejsze w sensie inicjacyjnym?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@diablica)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 327

@Tadek57 To jest zbyt proste założenie, moim zdaniem. Bo po pierwsze, wiele głęboko inicjacyjnych tradycji w ogóle nie używało substancji - cała tradycja zen, wiele linii sufickich, bar micwa, inicjacje rycerskie. Po drugie, sama substancja bez kontekstu rytualnego może być bardzo dezorientująca, a niekoniecznie inicjująca. To raczej odwrotnie - substancja była czasem nośnikiem, ale inicjacja była w strukturze, we wspólnocie i w intencji.


Odpowiedz
Wpisy: 342
(@henio83)
Połączone: 9 miesięcy temu

Okej, ale wracając do ziemi - dla kogoś kto żyje w Polsce w XXI wieku i nie należy do żadnej konkretnej tradycji, co jest realistyczne? Bo mam wrażenie, że ta rozmowa krąży między 'inicjacja tradycyjna była niesamowita' a 'współcześnie nie ma jak jej odtworzyć'. To co my mamy robić?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@powojka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 298

@Henio83 Właśnie to samo myślę siedząc i czytając. Ale zastanawiam się, czy nie przeceniamy tego, czego nam brakuje? Bo może te małe przejścia, które robimy - ukończenie szkoły, pierwszy samodzielny wyjazd, odejście od toksycznej relacji - może to są inicjacje, tylko bez nazwy?


Odpowiedz
(@modrzewka79)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 495

@Powojka Ale właśnie brak nazwy i brak struktury to jest sedno problemu. Jak to Nocnica mówiła - initiation zawiera w sobie intencję. Jak nie wiemy, że przechodzimy próg, to nie przechodzimy go świadomie. A nieświadome przejście może nie zostawić tego, co zostawia rytuał.


Odpowiedz
Wpisy: 242
(@tereska)
Połączone: 1 rok temu

Znam kilka osób, które same sobie stworzyły rytuały przejścia i opisywały je jako bardzo znaczące. Jedna po rozwodzie zrobiła coś na kształt symbolicznego oczyszczenia - kilkudniowy odosobnienie, spalenie listów, napisanie nowych intencji. Inna po ukończeniu doktoratu zamiast typowej imprezy poprosiła bliskich o świadectwa - co w niej widzą, czego jej życzą. To brzmi prosto, ale obie mówiły, że coś się naprawdę 'zamknęło i otworzyło'. Czy to jest inicjacja?


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@nocnica)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 758

@Tereska Możliwe, że tak. Pod warunkiem że były trzy elementy, o których mówił van Gennep: wyłączenie ze starego statusu, liminalność - czyli czas zawieszenia - i włączenie w nowy. Ta osoba po rozwodzie miała to wszystko. Ale powiem szczerze - mam rezerwę wobec twierdzenia, że to jest równoważne z wielopokoleniową linią inicjacyjną. To może być skuteczne dla tej osoby i dla jej psyche, ale pytanie, czy coś przekazuje dalej.


Odpowiedz
(@henio83)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 342

@Nocnica No i właśnie to mnie zatrzymuje. Mówisz o rezerwach wobec solowych rytuałów, ale jednocześnie wcześniej padało, że tradycyjna inicjacja wymagała wspólnoty. Skąd wziąć tę wspólnotę w praktyce? Bo krąg znajomych zainteresowanych tym samym to nie jest to samo co wioska, która od pokoleń wie, jak to przeprowadzić.


Odpowiedz
(@nocnica)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 758

@Henio83 Masz rację i to jest naprawdę trudne pytanie. Powiem tak - nie mam dobrej odpowiedzi. Wiem, że istnieją grupy, które próbują odtwarzać takie struktury, różne wspólnoty neoszamańskie, neopogańskie, rekonstrukcjonistyczne. Część z nich robi to poważnie. Ale problem polega na tym, że autorytet w tradycyjnej inicjacji wynikał z linii przekazu - ktoś przeprowadzał ciebie, bo jego przeprowadził ktoś inny, i tak wstecz przez pokolenia. Gdy tej linii nie ma, to kto ma prawo powiedzieć 'teraz jesteś gotowy'?


Odpowiedz
(@wierzbina)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 854

@Nocnica A co z tradycjami, gdzie ta linia rzeczywiście istnieje i jest żywa? Bo np. w niektórych liniach wicca czy w tradycjach rdzennych, które przetrwały, ten łańcuch pokoleń jeszcze gdzieś jest. Czy tam inicjacja działa inaczej niż w grupach bez takiej ciągłości?


Odpowiedz
(@sybilka)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 239

@Wierzbina Duże pytanie. Z tego co wiem o gardnerianskiej wicca - tam inicjacja trójstopniowa jest traktowana bardzo poważnie i nie można jej robić samemu, wymaga asysty kogoś już zainicjowanego z wyższego stopnia. Gardnerczycy dość ostro pilnują tej zasady. Ale czy to tworzy taką samą ontologiczną zmianę jak inicjacja, powiedzmy, u Ndembú - to już inna sprawa.


Odpowiedz
Wpisy: 107
(@pyromantka03)
Połączone: 1 rok temu

Ale czy ta trójstopniowość w wicca to nie jest jednak dość arbitralny podział? Tzn. ktoś to wymyślił w XX wieku, Gardner skompilował z różnych źródeł. Gdzie w tym autentyczność, którą tak bardzo cenimy w tradycjach rdzennych?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@diablica)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 327

@Pyromantka03 To jest ważna wątpliwość, ale otwiera szersze pytanie - kiedy tradycja staje się 'wystarczająco stara', żeby być uznana za autentyczną? Mitreizm miał kilkaset lat i też był traktowany jako pełnoprawna mistyczna droga. Gardner działał w latach 50. XX wieku, ale za 500 lat ktoś może patrzeć na wicca jak my patrzymy na misteria eleuzyjskie. Czas nie jest jedynym kryterium.


Odpowiedz
Wpisy: 190
(@grazynka58)
Połączone: 6 miesięcy temu

Czekajcie, bo zgubiłam wątek. Mówiliśmy o tym, że kobiecych inicjacji jest mało opisanych, a potem Wierzbina mówiła o Sunrise Ceremony. Chcę zapytać - czy w tradycjach słowiańskich w ogóle były jakieś obrzędy przejścia dla dziewcząt, bo nigdzie tego nie widzę?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@nocnica)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 758

@Grazynka58 To jest naprawdę biała plama. Mamy ślady rytualnego przeprowadzania przez próg dojrzałości, ale bardzo słabo udokumentowane. Zaplatanie warkocza, pierwsze zakrycie głowy zamężnej, obcinanie włosów wdowie - to są fragmenty, które sugerują, że status był zaznaczany ciałem. Ale czy był sformalizowany rytuał inicjacyjny ze strukturą van Gennepowską? Nie wiemy, bo źródła milczą albo były niszczone razem z innymi elementami rodzimej kultury.


Odpowiedz
(@modrzewka79)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 495

@Nocnica Przy czym te, które wymieniłaś - zakrycie głowy, warkocz - to raczej inicjacje małżeńskie niż dojrzałościowe, prawda? Tzn. to zmiana statusu przez ślub, a nie przez samo biologiczne przejście. To dwa różne progi.


Odpowiedz
(@tereska)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 242

@Modrzewka79 Ale może w kulturach, gdzie małżeństwo następowało bardzo wcześnie po dojrzeniu, te dwa progi po prostu zlały się w jedno? Tzn. nie było potrzeby osobnego rytuału dla 'stałam się kobietą biologicznie', bo od razu szło się za mąż. To by tłumaczyło brak osobnych obrzędów.


Odpowiedz
Wpisy: 854
(@wierzbina)
Połączone: 2 miesiące temu

Jest jeszcze jeden trop słowiański, który mnie ciekawi - sobótkowe obrzędy i wianki. Część badaczy twierdzi, że pierwotnie noc Kupały była związana z przejściem dziewcząt w kobiecość, puszczanie wianku po wodzie jako symboliczne pytanie o 'przyszłego mężczyznę', ale też jako rytualne oddanie dziewictwa naturze. Jak myślicie, czy to jest uzasadniona interpretacja czy trochę na siłę?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@sybilka)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 239

@Wierzbina Szczerze? Trochę na siłę, bo to jest interpretacja rekonstrukcyjna, która bierze element późny i zaszywa w nim znaczenie, którego nie jesteśmy pewni. Analogia z innymi kulturami jest kusząca, ale analogia to nie dowód. Chociaż... jeśli nawet nie wiemy, że tak było, to czy nie ma sensu nadać temu znaczenia świadomie teraz? To wraca do pytania Henio o solowe rytuały.


Odpowiedz
Wpisy: 252
(@inwokacja_d)
Połączone: 1 rok temu

Właśnie ta kwestia świadomego tworzenia znaczenia mnie kręci i jednocześnie niepokoi. Bo jak ktoś sam postanawia, że coś jest jego inicjacją, to czy to jest rzeczywiście inicjacja czy tylko deklaracja? To jak gdybym powiedziała, że sama się mianowałam lekarką - chęci dobre, ale coś istotnego brakuje.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@powojka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 298

@Inwokacja_D Ale chyba nie każda inicjacja wymaga zewnętrznego autorytetu? Bo np. w buddyzmie therawady można samemu praktykować i osiągnąć przebudzenie - nauczyciel pomaga, ale nie jest niezbędny. Albo w tradycji kwakrów nie ma kapłanów w ogóle. Więc to zależy bardzo od tradycji, nie?


Odpowiedz
Wpisy: 122
(@tadek57)
Połączone: 1 rok temu

Mam pytanie do Nocnicy albo Wierzbiny, bo zgubiłem się trochę - mówiliście o van Gennepie i trzech fazach inicjacji. Ale on pisał w 1909 roku o obrzędach przejścia w ogóle, nie tylko inicjacjach. Czy każde przejście statusowe to już inicjacja, czy inicjacja to tylko specyficzny typ? Bo mam wrażenie, że czasem tej granicy nie pilnujemy w tej rozmowie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@nocnica)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 758

@Tadek57 Dobra uwaga. Van Gennep pisał o 'rites de passage' jako kategorii ogólnej - obejmuje przejścia miejsca, statusu, stanu, czasu. Inicjacja to dla niego specyficznie przejście ze statusu dziecka w status dorosłego. Ale w literaturze antropologicznej pojęcie się rozszerzyło i teraz mówi się o 'inicjacjach mistycznych', 'inicjacjach kapłańskich', 'inicjacjach szamańskich' - to są przejścia w inny rodzaj bytu, nie tylko w dorosłość. Obie warstwy są w tej rozmowie i chyba warto je rozróżniać.


Odpowiedz
Wpisy: 170
(@dorotka73)
Połączone: 1 rok temu

Słucham tej dyskusji od dłuższego czasu i chcę dodać jedną rzecz od strony praktycznej, bo sama uczestniczyłam kilka lat temu w rekonstruowanym rytuale przejścia w grupie kobiet. Trwał trzy dni, była izolacja, poszczenie, były starsze kobiety, które 'przeprowadzały'. I powiem wam szczerze - coś się zmieniło. Nie wiem jak to opisać inaczej. Czy to była 'prawdziwa' inicjacja w sensie, o którym mówi Nocnica? Nie mam pojęcia. Ale zmiana była realna.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@diablica)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 327

@Dorotka73 I to jest chyba najważniejsze świadectwo w tej rozmowie, bo wyrywa nas z rozważań czysto teoretycznych. Ale chcę zapytać - czy po tym rytuale był jakiś moment, który można by nazwać 'włączeniem w nowy status'? Tzn. czy wspólnota jakoś potwierdziła, że jesteś teraz kimś innym?


Odpowiedz
Wpisy: 170
(@dorotka73)
Połączone: 1 rok temu

Był. Ostatniego dnia każda z nas wracała do grupy, kobiety witały ją po imieniu, ale też mówiły coś w rodzaju nowego imienia czy tytułu. To było bardzo proste, ale... właśnie. Nie potrafiłam tego wcześniej opisać, ale używając tych kategorii, które tu padły - tak, było włączenie w nowy status. Choć cała ta wspólnota liczyła może dwadzieścia osób, nie całą wioskę.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@henio83)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 342

@Dorotka73 No i tu właśnie jest moje pytanie, bo to brzmi jak coś, do czego chciałbym mieć dostęp. Jak się w ogóle trafia na takie grupy? Bo to nie jest coś, co można wyguglować pod hasłem 'rytuał przejścia Warszawa', prawda?


Odpowiedz
(@nocnica)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 758

@Henio83 Szczerze? Nie ma jednej odpowiedzi. Trafia się przez ludzi. Przez kogoś, kto już jest w takiej grupie i cię zauważy - na warsztatach, na jakimś spotkaniu, czasem właśnie na forum. Celowe szukanie przez internet zazwyczaj kończy się albo komercyjnymi coachkami, albo czymś, czego lepiej unikać. Ale mam do ciebie pytanie - bo to ważne zanim w ogóle zaczniesz szukać - co konkretnie cię przyciąga? To, że Dorotka opisała zmianę wewnętrzną, czy bardziej ta struktura, te trzy dni, izolacja, forma?


Odpowiedz
(@henio83)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 342

@Nocnica Chyba to pierwsze. Że coś się zmienia naprawdę, a nie tylko na papierze. Bo ja miałem różne 'przeżycia duchowe' na warsztatach za ciężkie pieniądze i wszystkie były... puste. Wróciłem do domu i nic. Żadnej różnicy. A Dorotka opisała coś, co zostaje.


Odpowiedz
(@dorotka73)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 170

@Henio83 Rozumiem to bardzo dobrze, bo sama przez lata trafiałam na dokładnie to, co opisujesz. I powiem ci szczerze - myślę, że różnica nie leżała w formacie ani w cenie, tylko w tym, że ta konkretna grupa nie miała żadnego produktu do sprzedania. Nie było kolejnego modułu, nie było certyfikatu. Było tylko przejście. I wiesz, może właśnie to jest jakiś wyróżnik, który warto sprawdzać.


Odpowiedz
Wpisy: 107
(@pyromantka03)
Połączone: 1 rok temu

Ale czy to nie jest trochę naiwne zakładać, że 'brak produktu' = autentyczność? Bo przecież można robić rytuał bez certyfikatu i nadal manipulować ludźmi. Izolacja, poszczenie, emocjonalne napięcie - to brzmi też jak klasyczny schemat resetu psychologicznego, który sekty stosują całkiem świadomie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@sybilka)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 239

@Pyromantka03 I to jest absolutnie słuszna czujność. Tylko że te same elementy - izolacja, post, próg - pojawiają się w inicjacjach, które uważamy za głęboko autentyczne: u Aborygenów, w misteriach eleuzyńskich, u indiańskich wojowników. Mechanizm jest podobny, ale intencja i kontekst zupełnie inne. Pytanie nie brzmi 'czy te elementy są obecne', tylko 'komu służą i co się dzieje po'.


Odpowiedz
Wpisy: 242
(@tereska)
Połączone: 1 rok temu

Właśnie - 'co się dzieje po' to jest klucz. Sekta zamyka cię w sobie po przejściu. Prawdziwa inicjacja otwiera cię na coś większego, na wspólnotę, na odpowiedzialność, na nową rolę. To jest moim zdaniem podstawowa różnica.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@inwokacja_d)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 252

@Tereska Ale jak to rozpoznać z zewnątrz, zanim wejdziesz? Bo z zewnątrz możesz nie widzieć, czy group zamknie cię w sobie czy nie. I właśnie dlatego mam opór przed szukaniem czegokolwiek na żywo - nie wiem jak odróżnić.


Odpowiedz
Wpisy: 854
(@wierzbina)
Połączone: 2 miesiące temu

To pytanie Inwokacji mnie zatrzymało, bo to jest chyba jeden z centralnych problemów całej naszej rozmowy. Chcemy inicjacji, ale boimy się fałszywych bram. I to jest sytuacja, której starożytne systemy nie znały w tej formie - wtedy byłeś urodzony w tradycji albo nie, nie było rynku inicjacji. Teraz ten rynek istnieje i to zmienia wszystko.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@nocnica)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 758

@Wierzbina Bardzo dobrze to ujęłaś. Dawniej pytanie 'czy to autentyczne' w ogóle nie padało, bo autentyczność była zakorzeniona w ciągłości - znałeś tę kobietę od dziecka, jej matkę też, wiedziałeś, w jakiej tradycji stoisz. Teraz mamy ludzi wyrwanych z korzeni, szukających czegoś prawdziwego na wolnym rynku duchowości. I to jest też - wróćmy do tematu - jeden z powodów, dla których współczesne obrzędy przejścia są tak trudne do uchwycenia. Bo kontekst wspólnotowy, który je trzymał, po prostu się rozpadł.


Odpowiedz
Strona 1 / 4
Udostępnij: