Czyli mieli taki dwie prędkości duchowości? Jedni robią całą robotę ascezy a inni żyją normalnie i tylko na końcu się podpinają? To trochę nieuczciwe wobec tych doskonałych.
Skoro już jesteśmy przy tych trójpodziałach - bo to chyba nie jest przypadkowe, że pojawia się w kilku miejscach - to czy to jest jakaś głębsza zasada? Że dualizm naprawdę nie może być czysty i zawsze musi być jakiś środek, jakaś przestrzeń pośrednia?
To wracam do pytania które mnie najbardziej nurtuje przez cały ten wątek. Czy w islamie sunnickim, gdzie formalnie nie ma żadnego dualizmu, jest mimo wszystko jakieś ukryte myślenie dualistyczne? Bo Iblis, dżiny, nagroda i kara po śmierci, raj i piekło - to wszystko tworzy jakiś świat podwójny.
Ale właśnie z tym rajam i piekłem mam problem. Bo jeśli Bóg jest miłosierny, jak głosi islam w każdej surze - bismillah ar-rahman ar-rahim - to dlaczego stworzył piekło które istnieje wiecznie? Czy wieczna kara nie przeczy wiecznej miłości? Tutaj chyba jest wewnętrzny dualizm w samym Bogu.
To jest ciekawe że sufizm pojawia się jako wyjście z każdego teologicznego zaułku w islamie. Dualizm? Sufizm mówi, nie ma dualizmu, jest jedność. Problem teodycei? Sufizm mówi, zło jest brakiem boskiego światła. Czy sufizm to nie jest po prostu islamska Adwaita?
Ukrzyżowali go za to że powiedział że jest Bogiem? To brzmi podobnie do tego za co ukrzyżowali Jezusa w chrześcijaństwie. Czy to jest przypadkowe że w obu tradycjach mistyk który mówi o jedności z Bogiem kończy na krzyżu?
Mam wrażenie że przez całą tę rozmowę kręcimy sie wokół jednego napięcia: dualizm jest psychologicznie i etycznie wygodny - masz jasny podział na dobro i zło - ale filozoficznie niespójny bo generuje pytanie o źródło. A jedność jest filozoficznie czystsza ale moralnie trudna bo rozmywa granicę dobra i zła. Żadna religia nie znalazła idealnego rozwiązania?
Ale czy to nie jest argument za tym że religie nie opisują rzeczywistości tylko tworzą użyteczne mapy? Każda mapa upraszcza, każda mapa ma granice gdzie przestaje działać. Dualizm jest mapą która dobrze działa przy pytaniach etycznych a słabo przy metafizycznych?
Mnie interesuje jeszcze jeden wymiar tego wszystkiego, bo trochę za daleko odeszliśmy od praktyki. Jeśli ktoś naprawdę wierzy w dualizm - w realną walkę dobra ze złem - to jak to zmienia jego codzienne zachowanie? Czy taka osoba inaczej reaguje na zło które widzi w świecie, inaczej się modli, inaczej rozumie własne trudności? Bo o tym chyba jest religia w swojej istocie, nie?
Wracam do swojego pytania bo nikt jeszcze na nie nie odpowiedział wprost - czy dualizm zmienia codzienne zachowanie? Bo o teorii możemy rozmawiać bez końca, ale mnie bardziej ciekawi co to znaczy dla człowieka który w to naprawdę wierzy. Czy kataryjski credentes inaczej patrzył na wojnę, na morderstwo, na śmierć dziecka? Czy czuł że jest pionkiem w kosmicznej rozgrywce dwóch sił?
Dobre rozróżnienie, Florek. Dualizm kosmiczny nie jest warunkiem koniecznym żeby gardzić ciałem. Ale jest warunkiem wystarczającym - jeśli ciało jest produktem złego demiurga, to masz gotowe uzasadnienie teologiczne dla ascezy, nie tylko filozoficzne. Stoik powstrzymuje się bo ćwiczy wolę. Katar powstrzymuje się bo materia jest dosłownie zła z natury. To robi różnicę w intensywności.
a jak to wygląda w zoroastrianizmie? Bo tam też jest dualizm, Ahura Mazda kontra Aryman, ale chyba nie mają takiego odrzucenia ciała? Wydaje mi się że Zaratusztra wręcz cenił dobre życie i płodność. Jak to pogodzić z dualizmem?
To jest świetne pytanie bo zoroastrianizm to jest chyba jedyny dualizm który jest optymistyczny. Nie mówi że świat jest zły - mówi że świat jest polem bitwy i że twój wybór ma znaczenie. Ahura Mazda nie stworzył zła, Aryman to osobna siła. Ale koniec jest znany - dobro wygra. To jest zupełnie inne nastawienie niż katarskie.
Zastanawiam się czy słowiańskie wierzenia nie były trochę takie? Chyba nie mamy pewności co do struktury, rekonstrukcja jest niepewna, ale niektórzy badacze wskazują na napięcie między Białobogiem a Czarnobogiem. Tylko że w źródłach to jest bardzo słabo poświadczone. Czy ktoś wie ile w tym jest autentycznej tradycji a ile późniejszych spekulacji?
Ale skoro jesteśmy przy tych wojujących siłach - wrócę do szyitów bo w dodatkowym kontekście tematu było o imamach. Co szyizm wnosi do całej tej dyskusji o dualizmie? Bo mam wrażenie że ich koncepcja imama jako nieomylnego przewodnika jest jakoś związana z tym jak widzą dobro i zło w historii.
ale to brzmi jak dualizm? Mamy boskie światło imama kontra ciemność zwykłych ludzi, albo ciemność Umajjadów którzy w narracji szyickiej są uzurpatorami. Czy szyizm nie ma wbudowanego dualizmu historyczno-zbawczego, gdzie historia jest walką linii Alego z siłami które ją uzurpują?
Przepraszam że trochę z innej beczki, ale słuchałem całej tej rozmowy i zastanawiam się - czy w chrześcijańskim mistycyzmie, u takich mistyków jak Mistrz Eckhart, nie pojawia się podobny schemat jak u szyitów z tym światłem? Bo Eckhart mówił o Bożej iskrze w duszy, Funklein. Czy to jest pokrewna koncepcja?
Dobra, czytam ten wątek od dłuższego czasu i mam wrażenie że chodzi tu cały czas o to samo pytanie w różnych opakowaniach: skąd pochodzi zło. Dualizm mówi od drugiego boga. Monoteizm się wije żeby to wytłumaczyć. Mistycy mówią że zło nie istnieje naprawdę. Czy jest jakaś odpowiedź która was osobiście przekonuje, a nie tylko intelektualnie?
To co Perydotka04 mówi o potrzebach emocjonalnych stojących za wyborem dualizmu jest ciekawe. Ale czy nie jest tak że każdy system teologiczny jest też odpowiedzią na jakieś ludzkie potrzeby psychologiczne? Monoteizm daje bezpieczeństwo - jeden dobry Bóg wszystkim zarządza. Dualizm daje ulgę - nie wszystko jest winą dobrego Boga. Może teologia jest zawsze trochę terapią?
To jest bardzo stara obserwacja, Feuerbach ją sformalizował w XIX wieku, że bogowie są projekcjami ludzkich potrzeb. Ale uwaga - to nie oznacza że są tylko projekcjami. Fakt że dualizm odpowiada na potrzebę emocjonalną nie dowodzi że jest fałszywy, tak samo jak fakt że sen zaspokaja potrzebę odpoczynku nie dowodzi że sny nie istnieją. Używajmy tego argumentu ostrożnie bo jest obosieczny.
Mam jeszcze jedno pytanie które gdzieś mnie łazi po głowie - w tych wszystkich systemach dualistycznych, czy zło zawsze jest personifikowane? Znaczy czy zawsze jest jakiś Aryman, jakiś demiurg, jakiś Szatan? Czy są dualizmy w których zło jest bezosobową siłą, zasadą, a nie bytem?
To jest dokładnie ten sam zarzut który stawia się buddyzmowi therawady - że bez osobowego Boga człowiek jest zdany na siebie. Ale chyba właśnie o to chodzi? Taoizm nie obiecuje opieki, obiecuje harmonię jeśli przestaniesz się szamotać. To jest inny model soteriologiczny, nie gorszy, tylko inny. Personifikacja zła czy dobra to może być cena za komfort emocjonalny, ale nie warunek konieczny systemu.
No dobra ale wróćmy do tej nieomylności imamów bo to zostało trochę urwane. Tadek97 napisał wcześniej o ma'sum - imamowie są chronieni od błędu. Jak to się ma do dualizmu o którym gadamy? Bo mi to wygląda jak stworzenie klasy pośredników między czystym boskim światłem a zwykłymi grzesznikami. To nie jest dualizm ontologiczny ale jakiś dualizm hierarchiczny chyba?
Ismaelici to jest zupełnie osobna historia. Mają koncepcję imamatu jako ciągłej, żywej linii - ich imam jest zawsze obecny i zawsze aktywny, inaczej niż u dwunastowców gdzie imam jest ukryty od IX wieku. Aga Khan jest dla ismaelitów żywym imamem, co z zewnątrz wygląda prawie jak przebóstwienie człowieka. I tu wchodzi ten dualizm o którym mówimy - ismaelici mieli silne wpływy neoplatońskie, ta linia Nura, Boskiego Światła przepływającego przez imamów, to jest prawie gnostycki schemat.
Chwila, czy to oznacza że islamski mistycyzm w wersji ismailskiej przejął coś z późnoantycznej gnozy? To by było coś, bo przez całą tę rozmowę traktowaliśmy gnozę jako coś wyraźnie oddzielonego od islamu. A tu wychodzi że neoplatonizm i gnostyckie schematy weszły do islamu tylnymi drzwiami przez szyizm ismailski?
To mnie skłania do pytania o chrześcijaństwo - bo tam było dokładnie to samo. Ojcowie Kościoła wzięli neoplatonizm, wzięli stoicyzm, i zbudowali z tego teologię. Logos z Ewangelii Jana to jest pojęcie ze stoickiej i platońskiej filozofii. Czyli dualizm który się pojawia w chrześcijaństwie, to światło kontra ciemność u Jana, też może mieć swoje korzenie w hellenistycznych filozofiach dualistycznych, nie tylko w żydowskim Starym Testamencie?
To mi otwiera zupełnie inne pytanie - czy dualizm jest może jakimś naturalnym sposobem myślenia ludzkiego umysłu, który wychodzi niezależnie w różnych kulturach? Znaczy mamy to w Iranie zoroastrianizm, w Chinach yin i yang, u esseńczyków, w gnózie, u katarów, w szyizmie w wersji ismailskiej. Za każdym razem ktoś dochodzi do podobnego schematu. Może umysł po prostu lubi myśleć parami przeciwieństw?
