To co Brzozka mówi - szukanie czegoś 'przed bogami' - to jest chyba w każdej tradycji. Tao jest przed wszystkim. Brahman jest przed bogami. Ein Sof w kabale jest przed wszystkimi sefirotami. Zurwan jest przed Ahura Mazdą. Czy to nie jest dowód że dualizm jest zawsze postrzegany jako niewystarczający i każda tradycja ostatecznie szuka jedności za nim?
W teologii chrześcijańskiej faktycznie nie ma 'ponad Bogiem', ale mistycy chrześcijańscy - Mistrz Eckhart, Pseudo-Dionizy - mówili o Bóstwie, Gottheit, które jest poza pojęciami nawet Trójcy. Więc nawet tam pojawia się ta logika że 'Bóg' jest już jakimś ograniczeniem czego naprawdę absolutnego. Eckhart był za to prawie osądzony za herezję.
Eckhart mnie zawsze ciekawił. To jest to samo co apofatyczna teologia - że o Bogu można powiedzieć tylko czym nie jest? Bo jak to połączyć z modlitwą do osobowego Boga który słyszy i odpowiada? To chyba dwie zupełnie inne rzeczy.
Wracając do tego co Tadek pisał o dwóch poziomach - apofatycznym i modlitewnym - to mam pytanie może trochę z boku, ale chyba jednak w temacie. Czy w islamie jest coś podobnego? Bo Allah jest jeden, absolutny, nie ma żadnego dualizmu. Ale szyici mają imamów jako pośredników. Czy to nie tworzy jakiegoś drugiego poziomu rzeczywistości duchowej?
To bardzo ciekawe miejsce do pociągnięcia. Szyizm rzeczywiście ma bardzo specyficzną teologię imamatu, która go radykalnie odróżnia od sunnizmu. Imam w szyizmie - zwłaszcza w dwunastce - to nie jest po prostu przywódca polityczny ani uczony. To jest istota posiadająca 'isma', czyli nieomylność, i dostęp do wiedzy ezoterycznej zwanej 'ilm'. Imam jest kimś w rodzaju kosmicznego pośrednika. To naprawdę zmienia architekturę religii.
poczekaj, bo chcę się upewnić że dobrze rozumiem. Nieomylność imama szyickiego - to jest jak nieomylność papieża w katolicyzmie? Bo papież też jest nieomylny, ale tylko w pewnych ściśle określonych warunkach. Czy u szyitów to działa podobnie czy inaczej?
I to jest właśnie ten punkt gdzie szyizm zbliża się do czegoś zupełnie innego niz sunizm. Bo sunnici powiedzą, że po Proroku nie ma żadnych nieomylnych ludzi - jest Koran, jest sunna, jest konsensus uczonych. Żaden człowiek nie ma specjalnego dostępu do boskiej wiedzy z racji urodzenia. Imam szyicki jest właściwie kimś w rodzaju żywego objawienia. To ogromna teologiczna przepaść między tymi tradycjami.
Ale właśnie to słowo 'pośrednik' mnie tu zatrzymuje. Bo jeśli masz absolutnie jednego Boga, a potem masz kogoś kto pośredniczy - to czy nie tworzysz dualizmu między sacrum a profanum? Między boskim a ludzkim? I czy imam nie jest właśnie tym mostem który wypełnia tę przepaść?
Leszek dotyka czegoś ważnego. Akademicko rozróżnia się dualizm kosmologiczny - dwie zasady, dobro i zło, światło i ciemność - od dualizmu ontologicznego, czyli podziału na dwie sfery bytu: duchową i materialną. Ten drugi jest prawie wszędzie. Gnostycyzm go ma, neoplatonizm go ma, wiele odłamów hinduizmu go ma. Szyizm z imamem jako mostem też może być odczytywany jako taki dualizm ontologiczny.
To znaczy, że dualizm kosmologiczny jest rzadszy i bardziej kontrowersyjny religijnie? Bo rozumiem, że większość religii monoteistycznych bardzo się broni przed twierdzeniem, że zło ma własną niezależną zasadę kosmiczną.
A co z manichejczykami? Oni chyba właśnie twierdzili że materia jest zła i że duch walczy z materią? To jest chyba coś w środku między tymi kategoriami które opisujesz?
No i właśnie to jest ciekawe, że takie radykalnie dualistyczne systemy - manicheizm, gnostycyzm, kataryzm - były zawsze prześladowane. Jakby ortodoksja każdej wielkiej religii instynktownie czuła, że dualizm jest groźny. Dlaczego? Co jest takiego niebezpiecznego w idei, że zło ma własne korzenie?
Wróćmy na chwilę do szyitów, bo mnie to wciąż interesuje. Tadek mówił o 'dwunastce' - co to dokładnie jest? Czy szyici są tylko jedną grupą czy mają wewnętrzne podziały?
Ta ukryty imam który wróci na końcu czasów - to jest bardzo podobne do paruzji w chrześcijaństwie, do drugiego przyjścia Chrystusa. I chyba do Kalki avatara w hinduizmie. Czy to jest zbieżność, skąd każda tradycja czerpie tę figurę kogoś kto przyjdzie i dokończy historię?
Właśnie chciałem zapytać o to samo. Bo jeśli świat jest zepsutym miejscem z którego trzeba uciec albo które trzeba naprawić - to czy ta myśl sama w sobie nie jest dualistyczna? Że jest jakieś 'wyższe' i jakieś 'niższe'?
Czyli ten 'ukryty imam' to jest trochę jak brakujący element który dopiero sprawi że rzeczywistość stanie się całością? Że teraz jest rozbita na dwie części i dopiero wtedy się scali?
A czy ktoś wie jak w samym islamie sunnickim wygląda kwestia szaitana? Bo muzułmanie mają Iblisa który odmówił ukłonu przed Adamem - to jest przecież byt który aktywnie działa przeciwko Bogu. Czy to nie jest też forma dualizmu, nawet jeśli oficjalnie jej nie nazywają?
Islam radzi sobie z tym bardzo elegancko - Iblis działa tylko z boskiego przyzwolenia i ma ograniczony czas. Allah mógłby go zniszczyć natychmiast, ale pozwala mu istnieć jako próbie dla ludzi. To jest klasyczne rozwiązanie teodycealne które unika dualizmu: zło istnieje ale jest kontrolowane i ostatecznie służy wyższemu planowi. Bóg jest nadal absolutnym suwerenem. Iblis nie jest równorzędnym przeciwnikiem, jest raczej pionkiem w bożym zamyśle.
Ale to trochę dziwne rozumowanie nie? Że bóg stwarza byt który będzie kusił ludzi do złego, po to żeby ci ludzie mogli wybrać dobro. To jest jak gdyby ktoś specjalnie podstawiał ci pokusę żeby sprawdzić czy jej nie ulegniesz.
Ta prosta odpowiedź dualizmu brzmi sensownie dopóki nie zaczniesz pytać skąd w ogóle wzięła się zła zasada. Bo jeśli istniały zawsze dwie zasady, to kto je stworzył? Nikt? To jest jakiś wieczny dualizm bez początku?
Zurwan? Nigdy o tym nie słyszałem. To znaczy że nawet w zoroastryzmie ludzie czuli że czysty dualizm nie wystarcza i szukali czegoś nad nim? Jakiejś wyższej jedności?
To jest takie rekurencyjne. Masz dwa bieguny, szukasz jedności ponad nimi, a potem może ta jedność znowu ma jakiś biegun przeciwny? Czy na tym polega ta dialektyka w filozofii indyjskiej - że sprzeczności się syntetyzują w wyższe jedności?
Czyli nie ma ucieczki? Każdy system albo wprost uznaje dwa bieguny, albo mówi że jeden biegun jest iluzją - ale i tak zakłada te dwa poziomy, prawdziwy i iluzoryczny?
Leszek, brzmi to jak jakiś filozoficzny pat. Ale mam pytanie bardziej praktyczne - co to znaczy dla wierzącego człowieka? Bo nie wiem czy średniowieczny zoroastryjczyk zastanawiał się nad zurwanizmem. Dla niego była dobra zasada i zła zasada i musiał wybrać stronę. Czy ta metafizyczna dyskusja o monizmie i dualizmie ma w ogóle znaczenie w codziennej praktyce religijnej?
I dlatego byli tak groźni dla Kościoła? Nie tylko dlatego że odrzucali hierarchię katolicką, ale dlatego że ich dualizm prowadził do zupełnie innego modelu życia i społeczeństwa? Mam wrażenie że to jest klucz do zrozumienia dlaczego dualizm był tak prześladowany - bo miał realne konsekwencje, nie był tylko abstrakcją.
To jest bardzo ważna obserwacja Mantra_F - prześladowanie katarów nie było tylko sporem teologicznym, to był spór o model świata. Jeśli materia jest zła, to instytucje oparte na materialnym bogactwie tracą sakralny sens. Kościół jako ziemska organizacja z ziemskim majątkiem staje się częścią złego Demiurga. To było wywrotowe.
Ale poczekajcie, bo się trochę zgubiłem. Skoro katarzy uważali materię za złą, to jak w ogóle żyli? Musieli jeść, musieli gdzieś mieszkać. Czy mieli jakiś sposób na pogodzenie tego?
