Właśnie to też mnie nurtuje, bo jak mi powiedziano żebym wracał obserwacyjnie, to brzmi mi to jak 'idź spać z zamiarem'. Ale co jeśli sen po prostu nie przyszedł? Kilka razy próbowałem i albo w ogóle nie pamiętam żeby coś śniło, albo śnię coś zupełnie innego. Czy to oznacza, że technika nie zadziałała?
Mam tu taką myśl, bo śledzę ten temat i wróciłam do swojej tezy sprzed kilku postów - że zmiana końcówki może być dla kogoś innego w śnie, nie dla nas. Jeśli to prawda, to techniki powrotu nastawione na nasze odczucie mogą nie trafić, bo szukamy własnej furtki do cudzych drzwi. Czy ktoś w ogóle myślał o tym pod tym kątem?
A ja zastanawiam się, czy ta zmiana końcówki, kiedy uda nam się wrócić, rzeczywiście zmienia coś w nas - czy to bardziej jak ćwiczenie kontroli, które zostaje w ciele i umyśle, nawet jeśli to 'tylko' wizualizacja albo sen, który sobie bardziej ułożyliśmy niż naprawdę przeżyliśmy. Bo przy czakrach często samo wyobrażenie sobie czegoś inaczej robi różnicę, nawet jeśli nie jest 'prawdziwym' doświadczeniem.
Zostałam przy tym pytaniu Olusi i nie mogę go puścić. Bo ona pyta, czy zmiana końcówki coś zmienia w nas - i to zależy, co rozumiemy przez 'w nas'. Jeśli mamy na myśli ulgę, to tak, często jest. Ale czy to przepisanie historii na poziomie, który ma znaczenie dla duszy? Tego nie wiem. I właśnie tu bym się zatrzymała, bo zbyt szybkie 'tak, działa' może być pocieszeniem, nie odpowiedzią.
Mogę powiedzieć ze swojego doświadczenia, że po tym powrocie, o którym pisałam wcześniej, przez kilka dni miałam inne sny. Jakby mniej ciężkie. Nie wiem, czy to był efekt zmiany samego snu, czy po prostu lepiej spałam, bo przestałam się bać tego samego obrazu. Ale coś się faktycznie zmieniło w rytmie nocnych doświadczeń.
to jest ciekawe, że mówisz o rytmie snów, a nie o jednym konkretnym przesunięciu. Ja miałam podobnie - jakby po udanym powrocie kolejne sny były 'spokojniejsze', ale nie umiałam powiedzieć, co konkretnie się zmieniło. Czy myślisz, że to efekt zmiany treści snu, czy raczej efekt samego aktu powrotu, niezależnie od tego, co tam zrobiłaś?
To jest bardzo ważne rozróżnienie, które Akacja właśnie zarysowała. Rytuał intencji sam w sobie zmienia stan - nawet zanim zaśniemy. W astrologii mamy podobnie: moment ustawienia intencji zodiakowej przed ważnym przejściem planetarnym już aktywuje coś w świadomości. Pytanie brzmi nie 'czy zmiana snu działa', ale 'na którym poziomie działa' - i to nie jest jedno i to samo pytanie.
Dokładnie to chciałam powiedzieć, zanim Ravenna84 mnie uprzedziła. Ten podział na 'prawdziwe' i 'tylko psychologiczne' jest w tej pracy trochę sztuczny. Sen nie zna tej granicy, to my ją nakładamy po przebudzeniu. Ale rozumiem, że Mariuszek chce jakiegoś punktu odniesienia - Mariuszek, czy jest cokolwiek, co pozwoliłoby ci uznać, że powrót był 'prawdziwy'?
Ja chcę wrócić do pytania Glicynii sprzed kilku postów, bo ona pytała, czy wizualizacja to 'prawdziwy' powrót - i teraz widzę, że chyba wszyscy mamy ten sam dylemat, tylko z różnej strony. Czy jest coś, co odróżnia powrót przez sen od powrotu przez wizualizację inaczej niż to, że przy jednym śpimy, a przy drugim nie?
Słucham tej rozmowy i mam jedno konkretne pytanie, bo jestem tu raczej sceptyczna z natury - czy ktokolwiek z was miał sytuację, gdzie powrót do snu i zmiana końcówki faktycznie zmienił coś, co się później potwierdziło na jawie? Nie mówię o emocjach, tylko o czymś zewnętrznym, obserwowalnym. Bo jeśli nie, to może rozmawiamy o tym, co sen robi z nami, a nie o tym, co my robimy ze snem.
A ja mam inne pytanie do całej tej rozmowy - bo słyszę o technikach, odczuciach, intencjach, ale nikt nie powiedział wprost: co zrobić, jeśli sen, do którego chcę wrócić, był tak nieprzyjemny, że samo wejście w tamto odczucie jest nieprzyjemne? Jak przejść przez to, żeby w ogóle dotrzeć do punktu, gdzie mogę cokolwiek zmienić?
Słyszę rozmowę o wchodzeniu przez detal i to bardzo bliskie temu, co sama robiłam, choć nie umiałam tego tak nazwać. U mnie to były kolory z tamtego snu - konkretny odcień szarego nieba. Wchodziłam przez ten kolor, zanim jeszcze pomyślałam o tym, co się w tym śnie działo. Ale mam pytanie do Pajeczyny i do reszty - czy jeśli wejdziesz przez detal i dotrzesz do trudnej części snu, to masz jakiś sposób na wyjście, jeśli zacznie być za ciężko?
to ważne pytanie i cieszę się, że je zadałaś, bo rzadko ktoś o tym mówi przy okazji technik powrotu. W pracy z runami mam zakorzeniającą mantrę, którą wypowiadam, zanim wejdę w cokolwiek trudnego. Nie wiem, czy zadziałałoby to samo ze snem, ale zasada jest podobna - ustanawiasz punkt wyjścia zanim wejdziesz, a nie szukasz go dopiero, gdy chcesz uciec.
Ale chwilę - czyli mówimy o techniece, którą stosujesz na jawie, przed zaśnięciem, a która ma zadziałać wewnątrz snu? Jak ciało ma pamiętać sygnał, skoro we śnie przecież nie masz kontroli nad tym, co robisz?
Mam pytanie do Mariuszka i chyba do wszystkich - czy ktoś z was miał sytuację, gdzie wrócił do snu, zmienił jego końcówkę, ale po przebudzeniu miał poczucie, że to była zmiana 'powierzchowna'? Że niby się stało inaczej, ale emocja pozostała ta sama?
Ja sobie czytam tę rozmowę od początku i mam takie proste pytanie, może naiwne - czy ktoś próbował po prostu 'przepisać' sen na papierze, zamiast wracać do niego przez medytację czy wizualizację? I czy to ma jakiś sens w ogóle?
Ja też piszę dziennik snów od jakiegoś czasu i zastanawiam się, czy sama czynność opisywania alternatywnego zakończenia nie uruchamia czegoś podobnego do wizualizacji - bo kiedy piszę, to widzę to w głowie. Może forma nie ma aż takiego znaczenia, jak myślimy?
Tak, mam to poczucie zamknięcia, ale nie zawsze. Chyba zależy od tego, jak bardzo 'byłam' w tym pisaniu. Raz napisałam nowe zakończenie prawie mechanicznie, bo byłam zmęczona - i nic. Innym razem siedziałam nad tym dłużej, naprawdę widziałam ten sen od nowa - i coś zostało. Więc chyba jednak odczucie ma znaczenie, tylko u mnie przychodzi przez pisanie, nie przed nim.
Ale zaraz - jeśli intencja jest wszystkim, to po co w ogóle techniki? Po co wracać do snu przez medytację, przez pisanie, przez oddech? Czy nie wystarczy po prostu naprawdę chcieć zmiany?
To wraca do mojego wcześniejszego pytania, bo nadal go nie mam zamkniętego - jeśli robimy to 'całym ciałem', to skąd wiemy, że zmiana, którą wprowadzamy, to jest zmiana w śnie, a nie tylko zmiana w tym, jak o nim myślimy? Czy te dwie rzeczy można w ogóle odróżnić?
A co jeśli emocja nie zmienia się wcale, nawet po wielu powrotach do tego samego snu? Czy to znaczy, że metoda nie działa na ten konkretny sen, czy że robi się to w zły sposób?
Ma sens i to bardzo. Mam wrażenie, że to jest jeden z tych momentów w rozmowie, gdzie dotykamy czegoś ważnego. Czy to nie jest właśnie ta różnica - między zmianą, którą narzucamy, a zmianą, na którą tworzymy przestrzeń? Bo ja też miałam sny, do których wracałam z determinacją i nic. A potem wróciłam inaczej, bez walki, i coś drgnęło.
jak ty to robisz - to 'wracanie bez walki'? Czy masz jakiś konkretny sposób, żeby nie wejść z tym oporem? Bo kiedy sen był nieprzyjemny, to mi się automatycznie aktywuje jakaś defensywność i nie wiem, jak to obejść.
Słucham tej rozmowy z pewnym dystansem, bo jestem sceptyczna co do tego, że możemy naprawdę 'przepisywać' sny w jakimś głębszym sensie. Ale to, co opisuje Teodozja i Akacja - to brzmi dla mnie bardziej jak praca z własną reakcją emocjonalną na sen, niż ze snem samym w sobie. I to wydaje mi się sensowne, nawet z bardziej przyziemnej perspektywy. Czy to musi być coś więcej?
Ale dlaczego te dwie perspektywy miałyby dawać różne miary sukcesu? To mnie zastanawia. W wielu tradycjach praca z emocją i praca z energią snu to jest to samo działanie, tylko opisywane innym językiem. Niekoniecznie jedna wyklucza drugą.
Ja mam pytanie może z boku ale czy komuś zdarzyło sie że zmienił zakóńczenie snu i potem śnił dalszy ciiag tej zmienionej wersji, jakby sen 'zaakceptował' tę nową wersję i poszedł nią dalej? Bo mi raz tak było i nie wiedziałam co o tym myśleć
No więc śniłam ten sen o uciekaniu przez jakiś budynek, skończyłam go bez wyjścia, czułam się okropnie rano. Wróciłam do niego wieczorem przez takie półmedytowanie i jakoś zmieniłam koniec - znalazłam drzwi, wyszłam. I następnej nocy śniłam że jestem ZA tymi drzwiami, w nowym miejscu którego wcześniej nie było. Jakby sen 'wiedział' że te drzwi teraz istnieją. To mnie bardzo zaskoczyło.
