Ostatnio przytrafiło mi się coś, co do tej pory nie dawało mi spokoju i dopiero teraz próbuję to jakoś nazwać. Śniłam sen, który skończył się źle - jakaś konfrontacja z osobą, z którą mam trudną relację w życiu, wymiana słów, poczucie porażki. Obudziłam się, leżałam chwilę z tym ciężkim uczuciem i... zasnęłam z powrotem. I wróciłam do tego samego miejsca, tej samej osoby, ale tym razem zachowałam się inaczej. Jakbym pamiętała, co było 'poprzednio' i świadomie wybrała inną drogę. Sen zakończył się zupełnie inaczej - spokojniej, jakby coś się domknęło. Zastanawiam się, czy to był przypadek, czy można faktycznie wrócić do snu i go 'poprawić'? I czy to w ogóle ma jakieś znaczenie poza psychologicznym - czy zmiana w świecie snu coś zmienia na innych poziomach?
To co opisujesz brzmi dla mnie jak coś między świadomym śnieniem a tym, co niektórzy nazywają przepisywaniem snu. Sama miałam podobne doświadczenia - wracasz, pamiętasz poprzedni wariant i jakby na poziomie energetycznym masz drugą szansę. Pytanie, które mnie zawsze nurtuje w takich sytuacjach: czy ta zmiana końcówki wpłynęła jakoś na twoje odczucia w stosunku do tej osoby na jawie? Bo mnie zawsze interesuje, czy to zostaje tylko w snach, czy przekłada się na coś realnego.
Opisywana przez ciebie sekwencja - sen, przebudzenie, powrót z pamięcią poprzedniej wersji i zdolnością do zmiany przebiegu - pojawia się w kilku tradycjach interpretacyjnych. W pewnych nurtach pracy z marzeniami sennymi mówi się o tym jako o 'aktywnej inkubacji powtórnej', czyli nie tyle o świadomym śnieniu w klasycznym rozumieniu, co o stanie na granicy, kiedy umysł jest jeszcze wystarczająco otwarty, żeby wejść ponownie. Ale mam do ciebie pytanie, zanim pójdę dalej - czy w tym powrotnym śnie miałaś poczucie, że kontrolujesz sytuację świadomie, czy raczej 'wiedziałaś' co zrobić, ale bez wrażenia sterowania?
Słucham tej rozmowy i zastanawiam się, czy to nie jest trochę za szybko nazwane 'zmianą końcówki'. Bo jedno to wrócić do snu i poczuć się inaczej, a drugie to faktycznie świadomie modyfikować jego przebieg. Akacja, jak ty to rozróżniasz? Tzn. czy masz pewność, że w tym powrotnym śnie w ogóle podjęłaś decyzję, czy może po prostu sen poszedł w inną stronę sam z siebie, bo nastrój był inny?
Ta kwestia z kontrolą a brakiem kontroli to jest serce całej rozmowy. Widziałam w różnych opisach doświadczeń sennych, że ludzie bardzo często rekonstruują je po przebudzeniu jako bardziej sprawcze niż były w rzeczywistości. Ale to wcale nie znaczy, że nic się nie stało. Nawet jeśli powrotny sen 'sam' poszedł w lepszą stronę - dlaczego poszedł? Może to ciało energetyczne zrobiło swoje bez twojego świadomego udziału. To by tłumaczyło, dlaczego czułaś się inaczej na jawie - zmiana nastąpiła, tylko niekoniecznie przez twój wybór w śnie.
Przepraszam, że wchodzę z takim podstawowym pytaniem, ale chcę się upewnić, że dobrze rozumiem - mówicie o tym, że można intencjonalnie wrócić do już przespanego snu, czy to się zdarza mimowolnie? Bo jeśli to można jakoś wywołać celowo, to bardzo chciałabym wiedzieć jak, bo mam pewien sen, który od dłuższego czasu mnie trapi i chciałabym go jakoś... dokończyć inaczej.
Mam wrażenie, że my tu rozmawiamy o dwóch różnych rzeczach naraz - o spontanicznym powrocie i zmianie, i o celowym przepisywaniu. Czy to jest w ogóle to samo zjawisko? Bo może mechanizm jest różny, nawet jeśli efekt podobny. Akacja - twój powrót był spontaniczny, zaraz po przebudzeniu. A czy ktoś tutaj próbował wrócić do snu celowo, np. następnej nocy, do czegoś co się śniło kilka dni wcześniej?
Okno ponownego wejścia - to brzmi jak coś z fizyki. A jak długo trwa takie okno? Tzn. jeśli obudzę się, będę leżeć i myśleć przez pół godziny, to już zamknięte? Pytam bo często budzę się w środku snu, coś mi się miesza w głowie i potem nie mogę spać i zastanawiam się, czy mogłabym to jakoś wykorzystać.
A co jeśli w tym śnie, do którego chcemy wrócić, jest ktoś konkretny - np. osoba, która odeszła? Pytam, bo mam wrażenie, że sny o osobach bliskich, które nie żyją, są jakoś 'zamknięte' - jakby nie dawały się powtórzyć ani zmienić. Za każdym razem gdy próbuję coś zaintenować przed snem w takim kierunku, nic z tego nie wychodzi. Czy to jest normalne?
No dobrze, ale skoro mówimy o celowym przepisywaniu snu - to jak to w ogóle konkretnie zrobić? Znaczy technicznie. Bo słyszę dużo o uczuciach i okienkach, ale wolałbym wiedzieć: co robię przed snem, żeby zwiększyć szansę na powrót i zmianę? Czy jest coś konkretnego?
Właśnie - tu jest pułapka, o której mało kto mówi. Możemy myśleć, że 'przepisujemy' sen i czujemy z tego powodu ulgę, ale co jeśli naprawdę potrzebowaliśmy właśnie tej trudnej wersji, tej, którą chcemy zmienić? Nie każdy sen-porażka jest błędem do poprawienia. Czasem to jest przekaz, który powinien zostać tak jak jest, bo coś próbuje nam pokazać. Akacja, zastanawiałaś się, czy ta 'lepsza' wersja nie zamknęła ci czegoś, co powinnaś była zobaczyć?
Czytam tą rozmowę i myslę sobie ze to jest chyba jeden z ważnijeszy tematów jakie tu widziałam o snach. Sama śniłam jakiś czas temu sen który się skończył w połowie - jakby ktoś odciął film. I miałam takie poczucie ze coś mnie wyrzuciło zanim doszłam do czegoś ważnego. Czy to możliwe ze sen sam się urwał, bo my nie byliśmy gotowi na zakończenie? I że dlatego wracamy - bo mamy skończyć coś, czego nie skończyliśmy?
I właśnie to mnie zastanawia - czy ten 'wyrzut' ze snu to może jest jakiś mechanizm ochronny? Tzn. że jeśli nie dochodzisz do końca, to może nie powinienenaś? Albo nie byłaś gotowa? Bo u mnie było tak ze kilka razy miałam sen urwany w połowie i zawsze przy czymś trudnym, nigdy przy czymś neutralnym.
Wracając do tego co Cosmia napisała wcześniej o przepisywaniu - mam taką tezę. Jeśli za pierwszym razem sen był trudny, a za drugim razem możemy go zmienić, to może ta zmiana nie jest dla nas samych, tylko dla kogoś albo czegoś w tym śnie? Jakby postać ze snu też miała swoje potrzeby. Brzmi dziwnie, ale nie wiem jak to inaczej ująć.
Właśnie to jest to, z czym siedzę od kiedy napisałam ten temat. Bo po tym powrocie do snu czułam coś jakby... domknięcie. Ale nie wiem, czy to domknięcie było prawdziwe, czy tylko takie, którego chciałam. Pajeczyna, czy ty w pracy z kartami masz podobny problem - jak odróżnić odpowiedź, którą chcesz usłyszeć, od tej, która naprawdę jest?
tak, to jest chyba najstarszy problem w wróżbiarstwie w ogóle. I odpowiedź jest niestety taka, że nie ma jednego sposobu na to rozróżnienie. Ale jest jedna wskazówka - jeśli odpowiedź cię zaskakuje i trochę nie podoba, to częściej jest prawdziwa niż ta, której oczekiwałaś. Czy twoja zmieniona końcówka cię zaskoczyła, czy była dokładnie taka, jakbyś chciała?
Szczerze? Była prawie dokładnie taka jak chciałam. Co mnie teraz niepokoi bardziej niż wcześniej.
No i właśnie. Nie mówię, że to źle - ale warto to zostawić z tym niepokojem i nie przykrywać go od razu interpretacją. Czasem najuczciwsza praca z marzeniem sennym polega na tym, żeby nie wiedzieć i nie śpieszyć się z wnioskami.
Dobra, ale ja ciągle nie wiem jak konkretnie wrócić do snu, bo ta rozmowa bardzo zgłębia co to znaczy i po co, ale nie padła żadna konkretna metoda. Walentynkaa pytała o mój sen - opisuję: śniło mi się, że coś tracę, nie powiem co, ale końcówka była taka, że odszedłem. I chciałbym wrócić i nie odchodzić. Co konkretnie zrobić przed snem?
Tak, i to jest w zasadzie bardziej dostępne niż zmiana. Wejście obserwacyjne - wracasz do snu z intencją bycia świadkiem, nie aktorem. Technicznie: przed zaśnięciem kilka razy powtarzasz sobie, że chcesz wrócić i patrzeć, nie działać. Nic nie obiecuję, ale ta intencja działa inaczej na układ snu niż intencja zmieniania.
A co ze snami o osobach, które odeszły - czy do nich też można wracać obserwacyjnie? Wcześniej pisałam, że moje sny z mamą wydają się 'zamknięte'. Czy intencja obserwacyjna mogłaby ominąć tę barierę, skoro nie chcę nic zmieniać, tylko być?
Spokój może mieć duży związek, właśnie. Nie twierdzę, że sny o zmarłych przychodzą tylko wtedy, gdy jesteśmy w trudnym miejscu, ale jest taki wzorzec, że kiedy żałoba się stabilizuje i przestajemy aktywnie 'wołać', coś się zmienia. Jakby kontakt zaczynał być możliwy dopiero wtedy, gdy przestajemy go forsować. Teodozja, jak długo minęło?
Czytam to wszystko i mam jedno proste pytanie, bo jestem tu raczej na początku drogi ze snami - czy w ogóle zapisujecie te sny po przebudzeniu? Bo zastanawiam się, czy samo zapisywanie nie zmienia czegoś w tym, jak se je pamięta i czy można potem do nich wrócić. Tzn. czy zapis nie 'zamraża' snu za bardzo.
No właśnie, bo jak zapisuję w notatniku na telefonie, to w połowie pisania już nie wiem, czy opisuję sen, czy to, co o nim myślę. I potem jak próbuję go sobie przypomnieć, mam w głowie słowa, nie obrazy. To może w ogóle utrudniać powrót?
Nie brzmi głupio. Mam tak samo. Dopiszę do swojego pytania: czy może właśnie dlatego powrót do snu nie wychodzi, bo mamy w głowie tylko jego kopię? Jak można wrócić do czegoś, co zostało nadpisane przez własny opis?
Ja tak. I mam wrażenie, że to jest jedyna uczciwa furtka do powrotu - właśnie to somatyczne echo. Słowa są już interpretacją, obraz jest już narratywizowany, ale to uczucie w ciele jest jeszcze 'surowym' śladem. Choć zaraz Pajeczyna pewnie powie, że to też projekcja i będzie miała rację.
Czytam ten wątek od jakiegoś czasu i mam pytanie, bo nie jestem pewna, czy dobrze rozumiem - czy wy przy tym powrocie do snu dosłownie śnicie jeszcze raz? Czy to jest coś bardziej jak wizualizacja, kiedy już nie śpisz? Bo sama nie wiem, który efekt osiągnęłam, jak próbowałam coś podobnego.
