I co poczułaś w tej chwili kiedy się zatrzymałaś? Czy to było inne niż zwykle?
Czytam to i mam ciarki. Nie w strasznym sensie. W takim... że coś się domknęło. Majka, dziękuję że napisałaś.
Chcę się upewnić że dobrze rozumiem. Majka, mówisz że zatrzymałaś się na kafelku świadomie, czy to była taka chwila zatrzymania która po prostu się wydarzyła sama w sobie?
To jest właśnie to o czym Jagusieńka pisała kilka postów wyżej. Że bez technik, bez analizy. Po prostu cześć. I wyszło samo.
To jest bardzo mądre podejście. W wielu tradycjach pracy ze snem mówi się właśnie o tym, że pewnych doświadczeń nie należy od razu werbalizować, bo słowa je spłaszczają. Ale skoro tu jesteśmy i rozmawiamy o sufitach, to mam pytanie do reszty wątku. Czy ktoś z was miał podobny moment, niekoniecznie związany z bliską osobą, ale takie zatrzymanie się we śnie na czymś konkretnym?
Słuchajcie, to jest dla mnie dość nowe myślenie, bo ja w snach raczej lecę do przodu. Jak się zatrzymuję to zwykle dlatego że coś blokuje, nie dlatego że chcę. Czy to znaczy że te moje sny są innego rodzaju? Jakby energia idzie cały czas do przodu i się nie rozładowuje?
Ja wróciłabym na chwilę do tematu z sufitem. Bo to co Majka opisuje, że chodzenie po nim jest naturalne, tak samo jak po podłodze, to mnie od początku tego wątku zastanawia. Czy ktoś czuł że w takim śnie nie ma góry ani dołu? Że po prostu jest powierzchnia i idziesz?
To co opisujesz z tą grawitacją która nie wiadomo skąd pochodzi, to brzmi jak coś co czytałam w opisach doświadczeń z pogranicza snu i projekcji. Że orientacja przestrzenna przestaje być przywiązana do ciała fizycznego. Ale nie wiem czy to nie jest zwykła logika snu, że mózg po prostu nie oblicza fizyki porządnie.
Ale chwila, bo chcę się upewnić że rozumiem. Majka, czy ten sufit zawsze wygląda tak samo? Mam na myśli, czy to jest zawsze ten sam pokój, te same kafelki, czy tylko to uczucie chodzenia po nim jest takie samo?
Ten sam pokój. Ten sam kafelek pod lewą stopą kiedy wchodzę. Światło z tego samego miejsca. Jakby to był konkretny adres a nie ogólne wrażenie.
Konkretny adres. Dobre określenie. Ale skąd wiesz że to sufit a nie po prostu podłoga w jakimś innym miejscu? Pytam serio, bo jeśli nie ma góry i dołu, to może twój mózg po prostu stworzył pokój który wygląda jak odwrócony, ale ty jesteś w nim normalnie?
Poczekaj. Widzisz lampe pode mną i podłogę nad głową? Czyli jesteś w tym samym pokoju ale odwrócona? Czy to jest jakby... zwierciadlany pokój, czy naprawdę ten sam z odwróconą fizyką?
Słuchajcie, to co Majka opisuje z lampą, to mnie uderzyło. Lampa to źródło światła, a w symbolice jest to często punkt orientacyjny dla duszy, coś w rodzaju centrum. Jeśli lampa jest pode mną a nie nade mną, to czy możliwe że perspektywa duszy jest odwrócona względem perspektywy ciała? Nie fizycznie, symbolicznie.
Czytałam kiedyś że w niektórych tradycjach uważa się że dusza podczas snu dosłownie zmienia punkt zakorzenienia względem ciała. Nie wychodzi z ciała całkowicie, ale jakby przekręca się wewnątrz niego. Nie wiem na ile to wiarygodne źródło było, ale opis Majki jakoś mi to przywołał.
Przepraszam że wchodzę z czymś innym, ale mam pytanie do Majki. Czy w tym śnie jesteś sama? Czy ktoś tam z tobą chodzi po tym suficie, czy jesteś jedyną osobą która wie że to sufit?
A ten ktoś był normalnie zorientowany, tak jak ty, czy był po zwykłej stronie, po podłodze? Pytam bo to by dużo mówiło o tym śnie.
No i to jest właśnie to. Nie było komentarza, nie było zdziwienia. Jakby we śnie obowiązuje inna gramatyka rzeczywistości i oboje ją znaliście. To brzmi jak coś bardziej zbiorowego niż osobistego.
Hej, wróćmy na chwilę do tego co Glogowa i Erazm omawiali, bo chcę to zrozumieć. Jeśli ten sam kafelek, to samo światło, ta sama faktura przez lata, to co to oznacza praktycznie? Że Majka wraca do tego samego miejsca w sensie dosłownym? Bo to brzmi poważnie.
Ale poczekajcie. Czy ten argument o mózgu w ogóle trzyma się kupy? Bo mózg zmienia wspomnienia. Udowodniono to wielokrotnie. Wspomnienia się deformują, uzupełniają, przekształcają. A sen który jest identyczny przez lata to jest coś innego niż wspomnienie.
A może to nie jest kwestia wyboru między tymi dwoma? Może to jest trzecia opcja, że Majka wraca do jakiegoś miejsca które ma swoje własne stałe właściwości. Jak dom który stoi niezależnie od tego czy ktoś do niego wchodzi.
Hej, ale jak to miejsca które istnieje? Gdzie ono miałoby istnieć fizycznie? Rozumiem metaforę, ale czy ktoś tu dosłownie mówi że jest jakiś astralny pokój z lampą i kafelkami?
Chcę tu coś dopowiedzieć bo patrze na te ostatnie posty. Ja nie wybieram żadnej opcji świadomie. Ja po prostu tam chodzę. I to jest ta rzecz która mnie od lat zastanawia, że nie ma we mnie żadnego wysiłku wejścia w ten sen. Po prostu jestem i chodzę.
To co Majka mówi o braku wysiłku, to jest ważne. Sny które wymagają wysiłku wejścia często są lucydne, świadome, coś się buduje. A sny do których się po prostu przychodzi brzmią inaczej. Jakby wejście było automatyczne bo to jest znajome miejsce.
To jest bardzo charakterystyczne. Brak metaświadomości w tym konkretnym miejscu. Jakby ten sen był tak zakorzeniony że nie uruchamia systemu alarmowego który przy lucydności mówi hej, to jest sen. Albo ten system nie działa bo to nie jest to samo co zwykły sen.
Ale droga którą chodzisz codziennie to jawa. Tu rozmawiamy o śnie który wraca, ale nie co noc. Majka mówiła wcześniej że to nie jest każdej nocy. Więc mózg nie ma aż takiej rutyny z tym miejscem, a jednak nie flaguje go jako dziwnego.
Wracam do tej grawitacji bo mi to nie daje spokoju. Majka chodzi po suficie ale czuje to jako podłogę. Czy zastanawiałaś się kiedyś czy może to ty jesteś po właściwej stronie, a my na jawie chodzimy po tej złej? Pytam serio, nie żartuję.
To jest taka myśl że trochę mi przechodzi dreszcz. Że grawitacja na jawie jest wysiłkiem, a sufit jest spoczynkiem. Nie wiem co z tym zrobić ale nie mogę przestać o tym myśleć.
