Mam ten sen od kilku miesięcy i nie wiem zupełnie co z nim zrobić. Pojawia się jakaś postać - trudno powiedzieć czy to człowiek, bo nie ma wyraźnych rysów, jest raczej jak zarys, cień z obecnością - i ona wie o mnie absolutnie wszystko. Nie musię jej nic tłumaczyć, nie pytam jej skąd to wie, bo we śnie wydaje się to całkowicie oczywiste. Rozmawiamy, choć nie pamiętam słów po przebudzeniu. Zostaje tylko uczucie, że byłam całkowicie przejrzana. Nie jest to przyjemne, ale nie jest też straszne. Raczej... nieswojo. Czy ktoś miał coś podobnego? Bardzo chcę wiedzieć czy to jest rodzaj przewodnika, czy może coś zupełnie innego.
To brzmi jak klasyczna wizja Wyższego Ja albo strażnika progu. W tradycji onirycznej takie postacie bez rysów twarzy reprezentują aspekty naszej własnej psyche, które są zbyt obszerne, żeby przybrać konkretną formę. To, że 'wie wszystko' - to TY wiesz wszystko o sobie, tylko ta postać jest ekranem, na który to projektujesz. Uczucie przejrzenia to też ważny sygnał - coś chce wyjść na powierzchnię.
Zatrzymałabym się przy tym, co napisała Dzidka81 - że 'we śnie wydaje się to całkowicie oczywiste' skąd ta istota ma wiedzę. To jest bardzo charakterystyczny element takich spotkań i niekoniecznie od razu trzeba to sprowadzać do projekcji własnej psychiki. W wielu tradycjach - od szamanizmu przez kabałę po stare zapisy gnostyckie - mówi się o bytach, które pełnią funkcję świadka. Nie przewodnika, który prowadzi, nie strażnika, który blokuje. Po prostu obserwatora z dostępem do tego, co nazywamy Akashą albo zapisem duszy. Uczucie nieswojości jest przy takich kontaktach bardzo typowe, bo to spotkanie z czymś, co zna cię lepiej niż ty siebie. Czy ta postać coś do ciebie mówi, czy tylko jest?
Hej, czytam ten wątek i mam pytanie trochę z boku - czy ta istota wyglądała tak samo za każdym razem? Bo mnie zastanawia właśnie ten brak rysów. Czy to znaczy, że nie można jej przypisać płci, wieku, czegokolwiek? Pytam, bo słyszałem kiedyś o czymś takim jak 'Nieznany Rozmówca' w różnych relacjach ze snów i mam wrażenie, że ludzie opisują to różnie - raz jako cień, raz jako światło, raz jako głos bez ciała.
W runach jest koncepcja Nornów - istot poza czasem, które znają przeszłość, teraźniejszość i przyszłość każdego człowieka. Urdr, Verdandi, Skuld. Ich wiedza o tobie nie jest ingerencją - to po prostu ich natura. Zastanawiam się, czy ta postać, którą opisujesz, ma w sobie coś z tego archtypu. Pytam też: czy rozmowy mają jakiś rytm, czy przychodzą losowo? I czy czujesz po nich coś innego niż tylko to uczucie przejrzenia - może jakąś zmianę nastroju na następny dzień?
Ja miałam coś podobnego i do dziś nie wiem co to było. Postać, która przy pierwszym spotkaniu we śnie powiedziała mi dokładnie, co czuję wobec pewnej sytuacji w moim życiu - a ja nigdy wcześniej sama tego nie nazwałam tak jasno. Obudziłam się z poczuciem, że ktoś mnie do czegoś zmusił, żebym spojrzała wprost. Nie strach, ale jakiś rodzaj dyskomfortu z powodu tej nagłej jasności. Dzidka81, piszesz że pytasz - o co pytasz? Pamiętasz chociaż tyle?
Ale czy takie sny nie są po prostu naszą własną intuicją, która przemawia w nocy? Czytałam gdzieś, że kiedy jesteśmy za bardzo w głowie w ciągu dnia, podświadomość tworzy sobie 'pośrednika' przez którego może coś do nas dotrzeć. Nie mówię, że to niemożliwe, żeby to był jakiś zewnętrzny byt, ale skąd wiadomo które to jest? Serio pytam, bo sama miałam raz sen, gdzie ktoś mi powiedział coś o sobie, co okazało się prawdą o sytuacji z życia.
Czytam to i mam skojarzenie z pojęciem 'Świadka' z tradycji sufickiej - jest tam mowa o boskim świadku, który zna każdy ruch duszy. To nie jest figura karząca ani nagradzająca, to po prostu ta zasada świadomości, która wszystkiemu asystuje. Nie wiem czy to ta sama kategoria co twoje sny, Dzidka81, ale to uczucie, że ktoś wie i nie osądza - to właśnie to. Ciekawa jestem jednej rzeczy: czy po tych snach coś w twoim codziennym życiu się zmieniło? Decyzje, sposób myślenia, coś?
To jest niesamowite co opisujesz. Mam pytanie trochę praktyczne - czy zapisujesz te sny zaraz po przebudzeniu? Bo zastanawiam się, czy gdybyś zaczęła prowadzić dziennik snów bardzo szczegółowo, nie wyłapałabyś jakichś powtarzających się elementów, które teraz umykają. Może jakieś szczegóły z otoczenia tej postaci, jakieś miejsce, atmosfera?
Mam pytanie, może głupie, ale naprawdę nie rozumiem - jak odróżnić, że ta istota 'wie wszystko', skoro nie pamiętasz co mówiła? Skąd to przekonanie, że ona ma dostęp do twojego życia? Chodzi mi o to, że może to jest tylko poczucie, które sen generuje, ale treści za tym nie ma. Nie mówię, że tak jest, po prostu nie rozumiem skąd ta pewność.
Śledzę ten wątek od początku i mam tylko jedno małe spostrzeżenie - Dzidka81 napisała, że to uczucie jest nieswoje, ale nie straszne. W kilku opisach kontaktu z bytami, które różne tradycje nazywają różnie, właśnie ta mieszanka nieswojości i braku strachu jest wymieniana jako sygnał rozpoznawczy. Strach byłby przy bycie, który chce ci coś zabrać. Spokój przy bycie, który tylko obserwuje.
Dobra, ale mam jedno pytanie do wszystkich, bo jeśli to nie jest nasz własny umysł, tylko coś zewnętrznego - to co to coś tam robi? Obserwuje? Po co? Czy te byty mają jakiś cel wobec nas, czy po prostu są, jak latarnie morskie, które świecą niezależnie od tego czy płynie łódź?
Czytam ten wątek od dłuższego czasu i muszę się odezwać. W tarocie jest jedna karta, która mi cały czas chodzi po głowie przy tym opisie - Eremita. Ale nie w sensie samotności. Ten stary mędrzec niesie latarnię nie po to, żeby prowadzić innych - ona po prostu jest częścią niego. Wiedza jest jego naturą. I on nie osądza tych, których spotyka na drodze. Czy ta istota w twoich snach ma coś z tej jakości - że jej wiedza o tobie nie jest zdobyta, tylko jest jej rodzajem istnienia?
To 'uwyraźnienie' to jest coś, co rozumiem z własnego doświadczenia, choć u mnie przez inne sny. Jak mówisz, że kontrast jest ostrzejszy - czy to dotyczy tylko siebie, czy też rzeczy na zewnątrz, relacji, decyzji, które przed tobą stoją?
Ale to brzmi jak efekt dobrej medytacji albo nawet po prostu spokojnego snu bez snów? Skąd wiecie, że to efekt tej konkretnej 'istoty', a nie po prostu regeneracja mózgu i wyciszenie układu nerwowego? Szczerze pytam, nie żeby obalić, ale zastanawiam się jak odróżnić.
Wracam do pytania o cel, które zadał Porewit - bo myślę, że warto je odwrócić. Zamiast pytać 'po co ta istota to robi', może pytanie powinno brzmieć: 'co w nas sprawia, że taki kontakt w ogóle jest możliwy?'. W tradycjach, które znam, pewne spotkania możliwe są tylko wtedy, gdy coś w człowieku jest na to otwarte. Nie jako zasługa ani wada - po prostu jako stan. Dzidka, czy jest w twoim życiu jakiś okres, który poprzedził te sny? Zmiana, strata, coś co wytrąciło z toru?
To co mówisz o częstotliwości jest dla mnie bardzo znaczące. Jeśli intensywność maleje z uspokojeniem życia, to albo te sny były odpowiedzią na stan wewnętrzny - albo ta istota 'przychodzi' kiedy coś wymaga uwagi. Czy masz poczucie, że te sny, które masz teraz rzadziej, różnią się jakoś od tamtych z trudniejszego okresu?
Jak słucham całej tej rozmowy to mam jedno pytanie, które mnie nie opuszcza - czy kiedykolwiek próbowałaś podczas tego snu zapytać tę istotę, kim jest? Albo skąd pochodzi? Wydaje mi się, że gdybym ja to spotkała, to byłoby to pierwsze pytanie jakie bym zadała.
To co mówisz o tym, że pytanie o jej tożsamość jakby nie istniało w śnie - to mnie uderza. Bo rozumiem to logicznie, ale jednocześnie nie rozumiem. Czy to trochę jakbyś szła do lekarza i zapomniała go zapytać o swoje nazwisko? Albo inaczej - czy masz poczucie, że to ty nie chciałaś wiedzieć, czy że ona jakoś to... uniemożliwiała?
Myślę, że wiemy dlaczego tak jest - istoty z wyższych sfer po prostu nie muszą się przedstawiać. Ich tożsamość jest poza ludzkim rozumieniem i podświadomość to wie, więc mózg nawet nie formułuje pytania. To klasyczny mechanizm ochronny.
Mam pytanie do Dzidki, bo ta kwestia tożsamości mnie też nie opuszcza. Czy ta istota ma jakiś stały wygląd, coś po czym ją rozpoznajesz od razu? Bo jeśli nie pyta się o imię, ale jest coś innego - głos, kształt, odczucie - to może to jest jej 'podpis' i tyle.
To 'starsze' jest ciekawe. W tradycji nordyckiej są bytości, które określa się właśnie przez ich wiek wobec świata - nie przez imię ani kształt. Norny na przykład. Czy ta istota ma jakiś stosunek do czasu - twojego czasu, do tego co przed tobą i za tobą?
Widzenie czyjegoś życia jako gotowego kształtu - to jest obraz, który siedzi mi w głowie od kiedy go napisałaś. Czy to nie jest trochę jak ta perspektywa, o której mówi się w doświadczeniach bliskich śmierci? Ludzie po NDE opisują dokładnie to samo - że czas przestaje być linią.
Ale jeśli ta istota widzi twoje życie w całości, to trochę strasznie, nie? Znaczy - wiesz, że ktoś zna twoje zakończenie a ty nie. Czy to nie powoduje jakiegoś niepokoju po przebudzeniu?
To co mówisz o spokoju mimo niewidzenia całości - czy to nie brzmi jak zaufanie? Nie wiedza, nie rozumienie, ale właśnie zaufanie do czegoś, czego nie kontrolujesz? Pytam, bo to jest dla mnie ważne rozróżnienie.
Ta różnica 'bardziej sobą / mniej sobą' nie jest tautologią dla mnie. To jest właśnie ten test, który znam z pracy z czakrami - czy po doświadczeniu twoje centrum jest bardziej zwarte czy mniej. Dzidka wcześniej mówiła, że kontrast się ostrzy, widzi wyraźniej to co już wiedziała. To brzmi jak 'bardziej sobą'.
Słucham tej rozmowy od dłuższego czasu i chcę dodać coś z innej strony. Sama nie miałam tego rodzaju snów, ale pracowałam z rytuałami, które miały otworzyć kontakt z przewodnikami. I ta cecha, którą opisujesz - że nie pyta się o imię, że tożsamość jest jakby poza kadrem - jest dokładnie tym, o czym ostrzegano mnie przy takich praktykach. Nie dlatego, że to złe, ale dlatego, że umysł w pewnych stanach po prostu nie zadaje pytań, które byłyby naturalne na jawie. To nie jest dowód na nic. Ani na to, że istota jest dobra, ani na to, że jest zła.
