Mam ten sen regularnie od jakichś dwóch lat. Wchodzę do pokoju i po prostu idę po suficie. Nie fruwam, nie lewituje, tylko chodzę tak normalnie, jakby sufit był podłogą. Meble zwisają pode mną, lampa jest gdzieś przy stopach, a ja idę jakby nigdy nic. I co mnie za każdym razem uderza, to że nie ma żadnego zdziwienia z mojej strony w tym śnie. To jest po prostu naturalne. Jakbym wiedziała że tak ma być. Dopiero po przebudzeniu sobie uświadamiam że to 'niemożliwe'. Zastanawiam się czy to może mieć jakieś znaczenie duchowe, bo trochę mi to nie daje spokoju.
To bardzo ciekawy rodzaj snu, bo nie chodzi tu o latanie ani o wyjście z ciała. Chodzenie po suficie to coś innego. Masz kontakt z podłożem, grawitacja działa, tylko punkt odniesienia jest odwrócony. Mam pytanie do ciebie, czy w tym pokoju gdzie chodzisz po suficie rozpoznajesz to pomieszczenie? Czy to jest jakieś miejsce z życia, czy zupełnie abstrakcyjne?
Nie wiem czy to jest od razu coś duchowego, ale przyznam że sama miałam raz podobny sen i to uczucie normalności w czymś odwróconym zostało ze mną przez cały dzień. Jakby coś we mnie wiedziało że 'tak też się da'. Ciekawi mnie ten wątek z kościołem, bo to jednak specyficzne miejsce. Czy miałaś wtedy jakieś silne emocje w środku snu?
Ja się zastanawiam czy to w ogóle jest podróż astralna, bo przy wyjściu z ciała zazwyczaj opisuje się to jako unoszenie w górę. Tutaj jest jakby na odwrót, ziemia jest górą. Może to jest coś zupełnie innego. Ale ta naturalność którą opisujesz, to brak zdziwienia, mnie to uderza. Podobno w snach astralnych też jest takie poczucie oczywistości.
Przepraszam że się wtrącam, ale chciałam zapytać co to znaczy że dusza pamięta że grawitacja to konwencja? Nigdy nie słyszałam o tym ujęciu. Czy chodzi o to, że w innych wymiarach nie ma siły grawitacji w ogóle, czy że można ją wybrać?
Zastanawiam się czy to nie ma związku z czakrą korony. Chodzenie po suficie, czyli po górze, to może być symbol otwierania się na wyższe energie? Głowa dąży do dołu, ale świadomość idzie tam gdzie powinna, czyli w górę w znaczeniu duchowym. Trochę jak odwrócona pozycja w jodze, która podobno aktywuje przepływ energii.
Dobra, a czy ktoś tu ma jakieś racjonalne wytłumaczenie dlaczego akurat sufit? Bo mogłabyś latać, unosić się, ale ty idziesz. To jest piechota, tylko po drugiej stronie. Nie wiem, wydaje mi się że chodzenie jako czynność jest ważnym symbolem, coś jak pewna droga. Może to bardziej o kierunku niż o samej grawitacji?
Wiem że tu głównie rozmawiają osoby z doświadczeniem w tej tematyce, ale ja też miałem raz sen gdzie chodząłem normalnie a wszystko było odwrócone i przez długi czas po przebudzeniu miałem takie dziwne wrażenie, jakby pokój był inaczej ułożony niż powinien. Trwało to może godzinę. Nie wiem czy to coś znaczy ale zostało mi.
Czytałam gdzieś, nie pamiętam gdzie, że brak zdumienia we śnie przy nienormalnych zdarzeniach bywa interpretowany jako znak, że dusza naprawdę jest w środowisku które jest jej znajome. Nie jako metafora, ale dosłownie, że coś w tym doświadczeniu jest autentycznym wspomnieniem a nie konstrukcją wyobraźni. Ale nie jestem pewna czy to ma solidne podstawy, to tylko coś co gdzieś przebiegło mi przez głowę.
To co napisałaś na końcu, że powinnaś może wejść w to świadomie, to mnie ciekawi. Ale czy nie boisz się że jak zaczniesz to analizować podczas snu, to właśnie stracisz tę naturalność? Bo chyba ten brak zdumienia bierze się właśnie z tego że jesteś w tym bez świadomego 'ja'.
A czy miałaś kiedyś w tym śnie jakiś moment wahania, choćby przez chwilę? Cokolwiek co by sugerowało, że część ciebie wie że to odwrócone?
Słuchajcie, bo mi się teraz nasuwa pytanie do Majki, czy kiedyś w tym śnie patrzyłaś w dół? Znaczy, patrzyłaś na to co dla ciebie jest sufitem, czyli na to co w rzeczywistości jest podłogą? Co tam widziałaś?
Ten obraz z dwoma równoległymi światami, jednym normalnym i jednym odwróconym, to mi przypomina koncepcję świata lustrzanego w niektórych tradycjach. Że istnieje taka rzeczywistość równoległa do naszej, przebiegająca dokładnie tymi samymi ścieżkami ale z inną orientacją. Czy w tym śnie miałaś poczucie że tamci na dole też mogliby cię zobaczyć?
Wróćmy do kwestii świadomego wejścia w ten sen, bo Majka o tym wspomniała. Technicznie rzecz biorąc, żeby wejść w konkretny sen świadomie, dobrą metodą jest prowadzenie dziennika snów i zapisywanie bardzo dokładnych szczegółów, żeby w kolejnym śnie mózg mógł je rozpoznać. Ale mam pytanie do Majki, czy pamiętasz jakiś charakterystyczny szczegół z tego snu, coś co zawsze się powtarza, jakiś detal?
Przepraszam, może głupie pytanie, ale jak właściwie wchodzi się świadomie w konkretny sen? Czy to znaczy że zasypiasz i mówisz sobie że chcesz do tego snu? Bo próbowałam coś takiego kiedyś i nic z tego nie wyszło.
Czytam ten wątek od początku i mam jedno wrażenie. Ta faktura pod stopami którą opisała Majka, to coś co łączy wszystkie te sny w jedno. Jak nić. Czy ta faktura kojarzy ci się z czymś konkretnym z życia na jawie? Jakimś miejscem, przedmiotem?
Poczekaj, bo to co właśnie napisałaś jest bardzo ważne. Ten kafelek, babcia która odeszła. Czy w tych snach kiedykolwiek była twoja babcia? Albo jakiś ślad jej obecności?
To jest właśnie ten moment w rozmowie kiedy czuję, że coś się naprawdę otwiera. Majka, czy twoja babcia była osobą, z którą miałaś silną więź? Pytam bo to co opisujesz, ta faktura jako łącznik, to może być coś więcej niż symbol. To może być jej sposób na powiedzenie 'jestem'.
Nie chcę przerywać tego co się teraz dzieje, ale właśnie to jest chyba kwintesencja całego wątku. Majka przyszła z pytaniem o fizykę snu i okazało się, że pod tym jest coś zupełnie innego. Czy to nie jest właśnie ta 'odwrócona perspektywa' z tytułu? Że patrzysz na sen od góry i dopiero wtedy widzisz co jest na dole?
Hej, to brzmi jak coś co słyszałem w zupełnie innym kontekście. Że mózg czasem szyfruje rzeczy które są za duże żeby je zobaczyć wprost. Ale czy to znaczy że babcia jest w tym śnie, tylko niewidoczna? Że jest sufitem? Że jest tym miejscem po którym Majka chodzi?
Czytam to i nie wiem. Znaczy, coś we mnie mówi 'tak' i jednocześnie jest mi głupio że od razu skaczę do takiego wniosku bo może to tylko moje życzenie myślenie. Ale ta faktura. Ten kafelek. To jest zbyt konkretne żeby zignorować.
W tradycjach w których istoty po drugiej stronie komunikują się przez materialne znaki, właśnie taki szczegół, konkretny, fizyczny, nie ogólny, jest traktowany jako potwierdzenie autentyczności. Nie widzenie ducha, nie głos. Właśnie kafelek pod stopą.
Czyli ona pojawiła się raz wprost, a potem może wybrała inny kanał. Taką stałą nić zamiast jednorazowego spotkania. To jest bardzo spójna historia kiedy patrzy się na to całościowo. Nie? Wiem, że to może brzmieć za bardzo jak to co chcemy usłyszeć.
Chcę na chwilę wrócić do samego mechanizmu snu z sufitem, bo nie chcę żebyśmy zgubili ten wątek. Majka, ta stała faktura kafelka jest świetnym kotwicznym szczegółem do techniki MILD o której mówiłem. Ale teraz kiedy wiesz skąd ta faktura może pochodzić, zastanawiam się czy wejście świadome w ten sen nadal ma sens. Czy w ogóle chcesz tam wchodzić świadomie, skoro być może to nie tylko architektura snu?
To jest jedna z mądrzejszych rzeczy jakie czytałam o snach. Że nie wszystko trzeba kontrolować, nie wszystko trzeba rozkodować do końca. Czasem wystarczy że jest. Majka, myślisz że możesz po prostu... pozwolić żeby ten sen był taki jaki jest i nie robić z nim nic?
I może po prostu następnym razem jak będziesz tam chodzić po suficie, pomyśleć o tej fakturze i po cichu powiedzieć cześć. Bez technik, bez lucid dreaming, bez analizy. Po prostu cześć.
Dobranoc powiedziałam jej w myślach zanim zasnęłam tamtej nocy. Po tym wątku. Nie wiem czy to miało jakieś znaczenie ale powiedziałam. I śniłam o suficie. Jak zawsze. Ale tym razem kiedy postawiłam stopę na kafelku, zatrzymałam się na chwilę. I to wszystko.
