Dobra, chcę się upewnić że dobrze rozumiem. Majka mówi że chodzenie po suficie w tym śnie nie wymaga żadnego wysiłku, jest tak normalne jak chodzenie po podłodze tutaj. I teraz wy sugerujecie że to jest ta strona naturalna dla... czego dokładnie? Dla duszy? Dla jakiejś innej wersji Majki?
Słucham was i mam takie wrażenie że wy dochodzicie do czegoś co ja czuję od lat ale nie umiałam nazwać. Że tam nie ma góry i dołu w takim sensie jak tutaj. Jest po prostu przestrzeń. I sufit jest podłogą bo nogi dotykają powierzchni, nie dlatego że ta powierzchnia jest pod spodem.
To co Majka mówi o tym że nogi dotykają powierzchni, to jest chyba klucz. Nie ma góra-dół, jest kontakt z powierzchnią i ruch. Ciało we śnie orientuje się przez dotyk, nie przez siłę ciążenia. Czy tak to rozumieć?
Ruch bez mechanizmu ruchu. Majka, czy to jest podobne do tego co czujesz jak masz sny gdzie latasz? Bo zastanawiam się czy ten sen z sufitem i latanie to mogą być pokrewne doświadczenia, tylko jedno jest bardziej ugruntowane, dosłownie.
Ten spokój który Majka opisuje to jest coś co pojawia się w relacjach z podróży astralnych kiedy ktoś jest już doświadczony. Pierwsze wyjścia są pełne lęku albo euforii. Późniejsze, kiedy stają się znajome, są po prostu... neutralne. Czy ktoś jeszcze miał podobne przejście od intensywności do neutralności w snach?
Ale hej, czy to że coś staje się neutralne nie może być po prostu przyzwyczajeniem mózgu? Pierwsza jazda samochodem jest intensywna, setna jest nudna. Nie dlatego że samochód ma inne znaczenie, tylko dlatego że się przyzwyczailiśmy. Dlaczego z snem miałoby być inaczej?
Wracam do tej grawitacji bo jakoś ciągle do tego wracam. W snach łamiemy fizykę non stop, latamy, przechodzimy przez ściany, oddychamy pod wodą. Dlaczego chodzenie po suficie ma być czymś szczególnym? Co sprawia że akurat ten motyw jest aż tak trwały i znaczący dla Majki?
To jest naprawdę dziwne jak to ująłaś. Cud vs normalność. Czyli w tym konkretnym miejscu twój mózg, albo cokolwiek co generuje ten sen, nie traktuje odwróconej grawitacji jako czegoś wartego odnotowania. Jak to jest możliwe?
Opis kłamie, bo język jest zbudowany na doświadczeniu fizycznym z grawitacją. Mamy słowa góra, dół, sufit, podłoga, bo żyjemy w świecie gdzie te różnice mają znaczenie. Ale jeśli to miejsce w snach jest naprawdę inne, to nie mamy do niego słów. I czy to nie jest samo w sobie wskazówką? Że coś co nie ma nazwy może być czymś więcej niż projekcją?
