Śnił mi się sen, który do tej pory nie daje mi spokoju. Leżałam na łące i poczułam, że ziemia pode mną zaczyna lekko unosić się i opadać, rytmicznie, jak oddech. Nie było to trzęsienie ziemi, nic gwałtownego. To było spokojne, głębokie, jakby ktoś bardzo duży i bardzo stary oddychał pode mną. Poczułam się jak na piersi śpiącego olbrzyma. I wtedy przyszło do mnie przekonanie, że ziemia jest żywa. Nie symbolicznie, ale naprawdę. Że oddycha, że czuje, że wie, iż tam leżę. Obudziłam się z dziwnym spokojem, prawie wzruszeniem. Czy ktoś miał podobny sen? Zastanawiam się, czy to był tylko piękny obraz, czy coś więcej.
Mam bardzo podobne doświadczenie i długo nie wiedziałam, co z tym zrobić. U mnie ziemia we śnie nie tyle oddychała, co pulsowała, jak serce. Stałam boso i czułam to pod stopami, taki regularny rytm idący z głębi. To był jeden z tych snów, po których długo siedzi się w ciszy i nie chce się wstawać. Czy u ciebie też było czucie przez ciało, przez skórę, czy raczej jakieś ogólne wrażenie?
To co opisujecie kojarzy mi się z koncepcją Gai, ale nie tą naukową hipotezą, tylko starszą, duchową. W wielu tradycjach ziemia jest żywym bytem, który ma swoją świadomość. Niektórzy mówią o duchu miejsca, genius loci, inni o Matce Ziemi jako rzeczywistej istocie. Pytanie, które mnie tu nurtuje: czy w tym śnie miałaś poczucie, że ziemia jest ci bliska, przyjazna, czy raczej obca i ogromna?
Ten typ snów pojawia mi się coraz częściej w opisach, zwłaszcza u osób, które mają jakiś naturalny kontakt z przyrodą na jawie. Ale nie zawsze. Słyszałam o ludziach mieszkających w centrach miast, którzy nagle zaczęli mieć takie obrazy. Jakby ziemia sama inicjowała kontakt. W tradycji szamańskiej takie sny są traktowane poważnie, jako zaproszenie do głębszej relacji z duchem planety. Mam pytanie do obu piszących: czy przed tym snem robiłyście coś szczególnego, czy był jakiś kontekst?
Zatrzymałbym się przy tym słowie 'zaproszenie', bo to ciekawy trop. W astrologii mundialnej Ziemia jako byt ma swoje cykle i okresy większej aktywności energetycznej. Nie twierdzę, że sen jest bezpośrednią transmisją od planety, ale że jesteśmy bardziej podatni na takie obrazy w pewnych momentach. Bardziej mnie ciekawi ta warstwa sensoryczna, oddech, puls. Czy sen był w kolorze, czarno-biały, o jakiej porze doby się rozgrywał?
Nasycone kolory i silne wrażenia sensoryczne to dla mnie zawsze sygnał, że sen zasługuje na uwagę. Prowadzę od lat notatki i widzę wyraźnie, że takie sny rzadko są przypadkowe. Mam pytanie innego rodzaju: czy po tym śnie coś się zmieniło w twoim stosunku do natury, do ziemi? Czy poczułaś jakiś impuls, żeby wyjść, dotknąć trawy, czegoś szukać?
To, co opisujesz z tym kontaktem przez stopy, to bardzo bliskie praktykom uziemienia, które kojarzę z pracą z czakrą podstawy. Ale u mnie to zawsze było ćwiczenie świadome, na jawie. Nigdy nie przyszło mi do głowy, że sen może być czymś takim. Że ziemia może się do nas odezwać przez sen właśnie dlatego, że na jawie za mało słuchamy. Czy tak to czujesz?
Czytam to z dużą uwagą, bo analizowałam podobne opisy u kilku osób i zawsze jest w nich ta sama cecha, bierność połączona z głębokim spokojem. Nie robisz nic, po prostu leżysz, jesteś, a coś ogromnego daje ci znać o sobie. To jest inne od snów, w których aktywnie coś robisz lub dokądś idziesz. Jakbyś była odbiornikiem, nie uczestnikiem. Mam wrażenie, że to specyficzny stan, który wydarza się tylko wtedy, gdy sen jest wyjątkowo głęboki i spokojny. Czy pamiętasz, czy byłaś tego dnia zmęczona przed snem?
A ja zapytam wprost: co z tym fantem zrobić? Bo piękny opis i wszystko, ale jeśli ziemia naprawdę daje znaki przez sen, to po co? Żeby co? Żebyśmy się nią lepiej opiekowali? Żeby ją uhonorować jakoś? Bo czytam i czytam i nie widzę żadnego konkretnego przekazu.
Dodam, że w tradycjach rdzennych Ameryki Północnej istnieje praktyka dosłownego śnienia z ziemią, niektóre plemiona kładły się na ziemi przed snem właśnie po to, żeby taki kontakt wywołać. To nie jest przypadkowy motyw, jest głęboko zakorzeniony w duchowości ludów żyjących blisko natury. Pytanie, czy ktoś z was próbował świadomie wywołać coś podobnego? Techniki uziemienia przed snem, medytacja na trawie?
Ja to czytam i przypomina mi się coś, o czym prawie zapomniałam. Śniłam raz, że leżę na środku pola i pod ziemią coś się powoli przesuwa, jak oddech, ale poziomo, jakby wielkie zwierzę obracało się w środku. Nie bałam się, ale obudziłam się z poczuciem, że byłam na coś świadkiem. Do tej pory nie wiedziałam jak to opisać, ale to, co piszecie, pasuje.
Lilka, to co opisujesz z tym poziomym ruchem jakby zwierzęcia, mi od razu skojarzyło się ze snami o smoków ziemnych, które pojawiają się w tradycjach chińskich i celtyckich. Linie energetyczne pod ziemią, smoki ley lines. Ale nie chcę narzucać interpretacji, bo może to zupełnie co innego. Co ty sama czułaś, że to jest?
Dobra, ale wróćmy do tego co powiedziała Bogusia. Że kontakt sam w sobie jest przekazem. Rozumiem to w teorii, ale jak to ma wyglądać w praktyce? Gracja wyszła rano boso na balkon. To jest jakiś ruch. Ale czy to wystarczy? Czy jest coś więcej, co można z tym zrobić, zamiast po prostu... no, siedzieć i czuć?
Słucham tej wymiany między Bogusią a Wahadlarzem i mam pytanie do Gracji. Napisałaś, że czułaś się jak odbiornik i że ciało wiedziało, żeby nie przerywać. Czy podczas tego snu miałaś jakieś myśli, coś co wchodziło jako słowa albo zdania? Czy to było czysto sensoryczne, bez żadnej warstwy werbalnej?
To co Gracja opisuje, brak warstwy werbalnej, jest dla mnie bardzo charakterystyczne dla snów archetypowych. Nie mówię, że każdy taki sen jest archetypowy, ale ta kategoria wyróżnia się właśnie tym, że informacja przychodzi jako doświadczenie, nie jako komunikat. Mam pytanie do pozostałych, czy w podobnych snach, tych z ziemią, naturą, czymś ogromnym, też nie było słów?
U mnie też nie było słów. Było pulsowanie, była temperatura ziemi, było poczucie że oddycha, ale żadnych zdań. Obudziłam się z wiedzą, ale nie umiałam powiedzieć co wiem. To dziwne uczucie.
Słuchajcie, mam wrażenie że ta rozmowa robi się coraz bardziej 'kto i jak co czuł w którym miejscu ciała', a trochę gubimy wątek, który zaczął Jacenty, o tradycjach rdzennych i intencjonalnym śnieniu z ziemią. Bo jeśli to jest praktyka, którą można świadomie wykonać, to jest to coś zupełnie innego niż czekanie aż sen przyjdzie sam. Czy ktoś kiedyś próbował tego celowo?
Dopiero tu trafiłam na ten wątek i mam pytanie trochę z innej strony. Czy te sny z oddychającą ziemią zdarzają się częściej latem czy zimą? Bo wyobrażam sobie, że latem, gdy ziemia jest ciepła i żywa, łatwiej by było o taki kontakt. Ale może się mylę i to nie ma znaczenia?
U mnie podobny sen pojawił się jesienią. I wcale nie był ponury, był spokojny, jakby ziemia wchodziła w stan odpoczynku i dała mi to poczuć. Więc może nie chodzi o to kiedy, ale o jakiś wewnętrzny rytm śniącego, nie o kalendarz.
Mój był wiosną, to mam zapisane w dzienniku. Ale nie zapisałam fazy księżyca, tego żałuję. Wtedy jeszcze nie myślałam, że to będzie dla mnie coś ważnego. Teraz żałuję, że nie mam tego kontekstu.
A pamiętasz przynajmniej czy księżyc był widoczny tej nocy albo czy był pełnię jakoś blisko? Nie musisz być pewna, to i tak tylko jeden element układanki.
Miałam dwa razy. Nie w tym samym miesiącu, dzieliły je chyba jakieś trzy miesiące. Za każdym razem było podobne pulsowanie, ale drugi był spokojniejszy, jakby ziemia była mniej intensywna. Nie wiem jak to wytłumaczyć.
To co opisuje Asterka_59 jest dla mnie ważne w kontekście całego tematu. Jeśli intensywność kontaktu ze snioną ziemią zmienia się wraz ze stanem wewnętrznym śniącego, to można by postawić pytanie: kto do kogo się dostosowuje? Ziemia do nas, my do niej, a może to jest lustro?
Słuchajcie, tu jest coś ciekawego. Gracja na początku napisała, że czuła się jak odbiornik. Asterka napisała, że wiedziała coś, czego nie umiała nazwać. Jacenty miał poczucie zakorzenienia po tym jak kładł się na trawie przed snem. To brzmi jak różne wejścia do tego samego pokoju. Czy ktoś jeszcze miał jakiś z tych wariantów?
Ja nie miałam snu z pulsowaniem ziemi, ale miałam raz sen gdzie leżałam na ziemi i czułam, że ziemia oddycha pode mną bardzo powoli. Nie było w tym nic dramatycznego, było to wręcz nudne prawie, ale spokojne. Obudziłam się bardzo wypoczęta, inaczej niż zwykle.
I to jest chyba klucz. Wszyscy szukamy znaczenia w symbolach i warstwach, a może te sny działają inaczej, przez samo przeżycie, bez treści do rozkodowania. Choć z drugiej strony ktoś mógłby powiedzieć, że sam fakt kontaktu jest informacją.
Słucham tej rozmowy i myślę, że kiedy zaczęłam ten wątek, nie spodziewałam się że tyle osób miało cokolwiek podobnego. Myślałam że to moje coś dziwnego. A tu się okazuje, że to ma jakiś kształt.
