Zaraz zaraz, ale jak to możliwe żeby w śnie czuć ugięcie materaca? To nie jest coś co normalnie czujemy przez sen, prawda? Czy to znaczy że Majka w tym momencie nie spała?
To "nie było nic przypadkowego" jest zdaniem które bardzo dużo mówi. Bo to nie jest język marzenia sennego. Sen z pragnienia ma często chaotyczną logikę, rzeczy się zdarzają bez kierunku. Tu masz poczucie intencji. I to jest właśnie to co odróżnia tego rodzaju doświadczenia w tradycji pracy z kartami też, obecność intencji po drugiej stronie.
To jest chyba najpiękniejsza rzecz jaką powiedziałaś w tym wątku. I jednocześnie taka która najbardziej mnie przekonuje że to nie było zwykłe marzenie senne. My sami zawsze czegoś więcej chcemy od swoich snów, interpretacji, odpowiedzi. Brak tej potrzeby po przebudzeniu to coś innego.
Mam pytanie bo mnie to nurtuje od kilku postów. Skoro był zapach i była ciężkość i była obecność, to co się stało kiedy to ustąpiło? Czy to był nagły koniec czy stopniowe zanikanie?
To zanikanie to bardzo ważny szczegół. Mnie ciekawi jedno, czy po tym przebudzeniu próbowałaś jakoś "zatrzymać" ten kontakt, powtórzyć, wywołać? Czy po prostu dałaś temu być?
Ta intuicja żeby nie "gonić" kontaktu jest bardzo dojrzała i właśnie taka postawa jest w zasadzie rekomendowana przez większość szkół pracy ze snami. Forsowanie często zamyka a nie otwiera. Ale mam pytanie do Gebdy, bo ona więcej wie o tym niż ja, czy istnieje jakiś sposób żeby stworzyć przestrzeń na taki kontakt bez aktywnego wywoływania?
Chcę. Nie wiem dokładnie czego, ale chcę wiedzieć więcej. Czy można mieć coś takiego ponownie? Nie na zawołanie, ale... czy to się może zdarzyć jeszcze raz samo?
Odpowiem na to pytanie, ale najpierw jedno do Majki. Kiedy pisałaś że się bałaś zepsuć to co miałaś, czy ta obawa była bardziej jak strach przed utratą, czy raczej jakieś przeczucie że tam jest jakiś porządek i nie należy go naruszać? Bo to rozróżnienie zmienia odpowiedź którą chcę dać.
Dobrze. Zatem mam na myśli coś bardzo prostego w teorii, trudniejszego w praktyce. Chodzi o to żeby stan w którym jesteś tuż przed zaśnięciem był świadomy i spokojny, nie oczekujący. Majka opisała że nic nie próbowała wywołać i właśnie dlatego to przyszło. Antena to po prostu stan gotowości bez napięcia. Konkretnie, czy Majka ma jakiś rytuał przed snem, cokolwiek, nawet herbata i cisza?
Czekajcie, ja tu mam inny problem z tym wszystkim. Majka powiedziała że leżała i myślała spokojnie o mamie. No ale to jest opis kogoś kto jest po tygodniach żałoby i już trochę przerobił emocje. Czy ktoś kto jest na świeżo może w ogóle wejść w taki stan?
To co Majka opisuje zgadza się z tym co czytałem o czakrze sercowej, bo ona jest szczególnie aktywna w procesie żałoby i jednocześnie jest głównym centrum przez które tego rodzaju kontakt może się odbywać. Gebda, czy to w ogóle ma sens w kontekście o czym mówimy, czy odlatuję za bardzo?
I właśnie to mnie najbardziej zastanawia w calej tej rozmowie. Że to przyszło kiedy Majka przestała szukać. Mam podobne doswiadczenie ze snami i zawsze jak bardzo chciałam żeby coś się przyśniło to nie przychodziło. Dopiero jak zapomniałam że w ogóle chciałam.
To jest tak piękne co napisałaś, ta nieważna ważna chwila z rosołem. Dziękuję że to opisałaś, naprawdę. Czy to wspomnienie przyszło samo czy świadomie je sobie przypomniałaś?
Słuchajcie, chcę wrócić do samego początku tego wątku, bo trochę odpłynęliśmy. Majka opisała że nie mogła się ruszyć podczas tego snu. To jest właśnie to co mnie niepokoi w całej tej historii. Czy ktoś może wyjaśnić konkretnie co to jest i dlaczego tak się dzieje? Bo dużo rozmawiamy o tym jak dojść do tego stanu, ale mało o tym co to w ogóle było.
To nie brzmi dziwnie, mnie to od razu kojarzy się z tym co ludzie opisują przy wyjściu z ciała. Ten widok z góry na siebie to jest właśnie ta chwila. Majka, czy czułaś jakiś ruch, jakbyś się odrywała, czy to było raczej nagle?
Też czekam na tę część, bo myślę że to jest serce całej tej historii i jeszcze tego nie usłyszałyśmy do końca. Majka, jeśli nie jest to zbyt trudne żeby o tym pisać, bardzo chciałabym wiedzieć.
Była. Stała przy oknie i patrzyła na mnie. Nie mówiła głośno, ale jakby wiedziałam co chce powiedzieć. Że wszystko dobrze. Że nie muszę się martwić. I że wie. Nie wiem co dokładnie "wie", ale tamtej chwili to było oczywiste. Obudziłam się i płakałam, ale to był inny płacz niż wcześniej.
Ten inny płacz, to rozumiem co masz na myśli i to jest chyba najważniejsza rzecz którą napisałaś w całym tym watku. Bo taki płakanie to jest jakby coś puściło a nie coś ubyło. Sama miałam cos podobnego, nie przez sen, ale po pewnym rytuale, i to uczucie że "wie" bez słów jest nie do opisania inaczej niz przez to właśnie przeżycie.
Przepraszam że wchodzę, bo słucham tej rozmowy od jakiegoś czasu i nie chcę nic zepsuć. Ale mam pytanie może naiwne. Jak można być pewnym że to naprawdę była mama a nie po prostu własne życzenie? Bo Majka bardzo chciała tego kontaktu, i to jest zrozumiałe. Czy jest jakiś sposób żeby to rozróżnić?
Tak. To nie był tylko obraz. Wie pan jak się czuje jak ktoś jest obok, nawet jak nie patrzysz. Tak to było. Wiedziałam że to ona i to nie bylo tylko dlatego ze wygladala jak ona. To bylo cos innego, trudno to opisac.
Właśnie to "coś innego" to jest clou całej sprawy. Majka, czy ta obecność była ciepła, neutralna, czy może czułaś coś niepokojącego? Bo to tez by coś mówiło o naturze tego spotkania.
To brzmi pięknie, naprawdę, ale muszę zapytać od tej mniej romantycznej strony. Czy nie jest tak że kiedy coś czujemy bardzo intensywnie, na przykład żałobę, to nasz umysł jest wyjątkowo skłonny do tworzenia doświadczeń które przynoszą ulgę? Nie mówię że to nieprawdziwe dla Majki, ale jak to odróżnić?
Nie brzmi głupio, brzmi bardzo uczciwie. To napięcie które opisujesz, między chceniem a poczuciem że nie wolno, to jest chyba jedna z najtrudniejszych rzeczy w żałobie. I myślę że to uczucie samo w sobie coś mówi o tym czego potrzebujesz teraz.
Hej, przepraszam że znowu pytam o praktyczne rzeczy, ale jak ktoś miałby to przeżyć celowo, to od czego by zaczął? Bo z tego co rozumiem to Majka nie robiła nic specjalnego, to przyszło samo. Czy można to wywołać?
Te dwa dni spokoju to mnie zastanawiają. Bo to nie brzmi jak efekt zwykłego snu, nawet bardzo intensywnego. Zwykły sen po którym płaczesz to raczej zostaje w głowie, ciągnie się. A Majka mówi że było lżej. To jest inna jakość.
Majka, to "mniej ostra" to jest ważne słowo. Czy ta ciężkość przed tamtym doświadczeniem i ta po, to naprawdę są inne jakości dla ciebie? Czy tylko ci się tak wydaje, bo chcesz żeby było lepiej?
To że nie możesz udowodnić to jest zupełnie normalne przy takich doświadczeniach. Ale mam inne pytanie, bardziej do sedna. Majka, czy od tamtego czasu cokolwiek zmieniło się w tym jak śpisz? Czy paraliż się powtórzył, czy to było jednorazowe?
