To czekanie na paraliż mnie zastanawia. Czy to nie jest tak że jak ktoś czeka na taki stan, to właśnie wtedy najtrudniej go doświadczyć? Coś czytałam że tu potrzebna jest taka... neutralność? Ale nie wiem czy to prawda.
Ale jak w takim razie odróżnić ten stan od zwykłego zasypiania? Bo z tego co Majka opisała, to chyba zaczęło się właśnie przy zasypianiu. Czy jest jakaś granica?
Czytam ten wątek od początku i mam takie głupie pytanie może, ale czy to co Majka opisuje, ta obecność, ciepło, to nie mógłby być też po prostu anioł stróż albo coś w tym rodzaju? Czy to musi być akurat ta osoba co odeszła?
Właśnie, to rozpoznanie od środka jest chyba kluczowe. Majka, czy jak byłaś w tym stanie, to wiedziałaś kim jest ta obecność, czy dopiero po przebudzeniu doszłaś do wniosku że to mama?
To jest interesujące, ta pewność bez formy. Bo właśnie w tego rodzaju doświadczeniach ta wiedza często wyprzedza obraz. Trochę jak kiedy czujesz że ktoś stoi za tobą zanim się obejrzysz. Grazynka, to cię nie przekonuje bardziej niż te detale zewnętrzne?
To jest właśnie to co mnie zatrzymuje przy całej tej rozmowie. Majka, ta pewność bez formy którą opisujesz, skąd wiesz że to nie jest po prostu to co chciałaś poczuć? Nie mówię że kłamiesz, naprawdę nie. Ale umysł w żałobie jest bardzo... kreatywny. Czy była jakaś chwila, choćby mała, kiedy pomyślałaś że to może być coś innego niż mama?
Dobra ale słuchajcie, my tu rozmawiamy o tym czy to możliwe i dlaczego i jak to działa, a ja mam takie bardzo proste pytanie do Majki. Czy chciałabyś żeby to wróciło? I czy w ogóle czujesz że to cokolwiek zmieniło, że teraz jest jakoś inaczej z tą żałobą?
